aeery
28.06.07, 17:03
www.wroclaw.naszemiasto.pl/wydarzenia/744157.html
BYSTRZYCA KŁODZKA Nadgorliwi? - Powrót z rodzinnego ogniska przerodził się w
koszmar
Policjanci wykręcili ręce rodzicom w obecności ich dzieci tylko dlatego, że
ci nie mieli dowodów osobistych, a potem siłą doprowadzili ich do komisariatu
W tym czasie nasze dzieci zostały same na ulicy. Było po godzinie 23. –
opowiada Ewa Mądrzańska.
Policjanci nie potwierdzają ani nie zaprzeczają, że doszło do takiego
zajścia. Jak twierdzi rzeczniczka kłodzkiej policji Violetta Martuszewska, do
komendy powiatowej wpłynęła skarga na zachowanie policjantów z Bystrzycy i
sprawa jest wyjaśniana. Na ustalenie faktów policjanci mają 30 dni.
Dowody zostały w domu
– Zostaliśmy zatrzymani bez powodu – relacjonuje tymczasem rodzina. Jak
tłumaczą, na ognisku Cezary Mądrzański wypił cztery piwa, więc prowadził
rower. Żona nic nie piła, szła obok. Dzieci jechały na swoich rowerkach kilka
kroków przed rodzicami. Kiedy wyszli zza zakrętu zauważyli, że przy dzieciach
zatrzymał się radiowóz. Policjanci zapytali, dlaczego maluchy są bez opieki.
Poprosili o dowody osobiste.
– Nie mogliśmy ich pokazać, bo zostawiliśmy je w domu – denerwuje się pani
Ewa. Wtedy małżeństwo Mądrzańskich poproszono o udanie się do komisariatu.
– Nie chcieliśmy, było późno, nasze dzieci chciały spać. Poza tym nie było
żadnego powodu, dla którego mielibyśmy zostać spisani w komisariacie –
opowiadają rodzice.
Te argumenty nie przekonały jednak policjantów i użyli siły. Efektem są
rozległe siniaki na rękach Cezarego Mądrzańskiego. Po tym, jak został
zwolniony z komisariatu, poszedł do lekarza na obdukcję.
Z zaświadczeniem na policję
– To skandal, ci policjanci powinni zostać ukarani. Choć jeden z nich okazał
trochę serca i po moich prośbach w komisariacie, przyprowadził dzieci do
środka – dodaje kobieta.
Z zaświadczeniem od lekarza państwo Mądrzańscy udali się do Komendy
Powiatowej Policji w Kłodzku i opisali całe zajście.
Policjanci na okres postępowania nie zostali zawieszeni w czynnościach
służbowych. •
Na bakier
W marcu tego roku Sąd Okręgowy w Świdnicy odrzucił apelację złożoną przez
byłego policjanta z Bystrzycy. Zbigniew G. uznany został winnym pobicia
nastolatka oraz przyjęcia łapówki i trafił na dwa lata do więzienia.
Były już policjant w 2005 roku podczas interwencji uderzył pięścią w głowę
wracającego autobusem do domu gimnazjalistę. Skazanemu policjantowi
udowodniono także, że rok wcześniej przyjął łapówkę (400 zł) za przymknięcie
oka na brak ubezpieczenia OC na ciągnik należący do jednego z rolników.
Problemy z prawem ma także funkcjonariusz policji z Kłodzka. W kwietniu
rozpoczął się proces przeciwko niemu. Prokuratura oskarża oficera o
przekroczenie uprawnień służbowych, a także o fałszowanie dokumentów i
dowodów. Z relacji świadków, a przesłuchano ich aż 36, wynika, że kłodzki
policjant był wyjątkowo agresywny. Próbował wymusić krzykiem i zastraszaniem
na zatrzymanych na drodze ludziach przyznanie, że to oni są winni kolizji, w
której uczestniczył policyjny radiowóz.