Dodaj do ulubionych

Atlas pokonał Stal Gorzów

11.08.08, 11:53
na spotkanie kończące rundę zasadniczą sezonu 2008 wybierałem się uzbrojony w wiedzę o szczególnym, symbolicznym znaczeniu dnia 9 sierpnia dla historii cesarstwa rzymskiego –tego dnia 2056 lat temu pod tesalskim Farsalos wojska Gajusza Juliusza Cezara pokonały legiony Gnejusza Pompejusza, otwierając Cezarowi drogę do najwyższej władzy w Rzymie; 426 lat później pod Adrianopolem cesarstwo poniosło niespodziewaną i druzgocącą klęskę z rąk Wizygotów, cesarz Walens poległ na polu bitwy, a klęska stała się początkiem ostatecznego końca cesarstwa zachodnio-rzymskiego
miałem nadzieję że WTS w sierpniu 2008 a WTS w sierpniu 2007 (kiedy to 12 sierpnia debiut ligowy zaliczył Maciej Janowski, co było pierwszą jaskółką zmian na lepsze) to już naprawdę dwie różne drużyny, dwa różne style prowadzenia drużyny, dwa różne sposoby myślenia o produkcie biznesowo-marketingowym pod nazwą „speedway”, że roczny cykl zmian pór roku (jak w filmie „Wiosna, lato, jesień, zima… i znowu wiosna”) i istnej huśtawki nastrojów jaki zafundowali kibicom Sparty nie pozostał bez wpływu na wrocławskich decydentów –a także że mecz Stalą Gorzów będzie tego symbolicznym dowodem…
sympatycznym zaskoczeniem był zatem dla mnie transparent jaki przed meczem zawisł pod Wieżą: „Prepare For Glory” (trafiający w moje historyczne konotacje ;), rzeczywistość okazała się jednak brutalna –jedyną pozytywną zmianą wynikającą z polityki klubu okazał się rozwój talentu EmDżeja, który rok po uzyskaniu licencji Ż (07.08.2007) i w tygodniu swoich 17. urodzin (6 sierpnia) najpierw wykręcił pierwszą ligową dwucyfrówkę w karierze i to na wyjeździe, a potem rywalizował jak równy z równym z samym Tomaszem Gollobem wywołując ekstazę wrocławskich kibiców
i na tym dobre wieści można by zakończyć
już prezentacja ujawniła niezmienną, jak widać, filozofię/mentalność WTS-u: ściągnięty w miejsce niezachwycającego i borykającego się z kontuzjami Filipa Sitery oraz ambitnego choć nieskutecznego Leona Madsena, Ben Barker wystąpił we własnym kevlarze (mimo jednoznacznych zapisów EŻ S.A. o jednolitych kevlarach klubowych), w dodatku podczas prezentacji trochę zdezorientowany stanął dość daleko od reszty drużyny, zaś na elektronicznej tablicy zobaczył swoje nazwisko jako… „Baker” (spiker też zapowiedział go jako „Bejkera”), co mogło się stać tematem ożywionej dyskusji z Crumpie’m (gestykulacja w stronę tablicy świetlnej)
wrocławscy „działacze” (nie wiadomo za bardzo co „działający”) przypomnieli o sobie znów pod koniec meczu, więc na razie poświęćmy się rywalizacji samych zawodników

wyścig młodzieżowy potwierdził racje trenera Marka Cieślaka o przetestowaniu Bena Barkera, Anglik wyskoczył idealnie ze startu z EmDżejem i para wrocławska objęła niezagrożone prowadzenie dubletem, które utrzymała do mety (po wyścigu Crump podbiegł do bramy parku maszyn osobiście pogratulować wrocławskim juniorom); niemniej jak na zawodnika z 6-letnim ligowym stażem jazda Anglika była mocno chaotyczna, brakowało płynności, kilkakrotnie EmDżej musiał czuwać by nie doszło między nimi do kolizji (jak na wyjściu z I łuku); dziwnie mocno przypominało mi to wyczyny 17-letniego Klindta, który też sprawiał wrażenie że to nie on prowadzi motocykl, ale to motor powoduje nim; przed wyścigiem było też troszkę nerwów na starcie, gestykulacja Barkera z daleka wyglądała na pytanie o to gdzie jest zielone światło startowe
w wyścigu II (pierwszy emocjonujący pojedynek dnia) było trochę walki, Tomek Jędrzejak w I łuku wygrał walkę ze swoi utytułowanym imiennikiem, zakopanie się Golloba na zewnętrznej wykorzystał Krzysiek Słaboń który atakiem przy kredzie z czwartej zaatakował drugą pozycję Jespera Monberga, Dun na wyjściu z I łuku odskoczył i agresywnie przyblokował Ogóra przy bandzie, kontratak wrocławianina na II łuku okazał się jednak skuteczny, tymczasem Tomasz Gollob z 4. przesunął się na 2. pozycję (Słonik się zupełnie pogubił), jednak strata do Ogóra była zbyt duża by mógł nawiązać walkę o zwycięstwo
wyścig III rozpoczął istną serię powtórek, wskutek której po godzinie meczu zawodnicy wjeżdżali dopiero do V wyścigu –w pierwszej odsłonie wyścigu III, w I łuku Daniel Jeleniewski wygrał z Peterem Karlssonem, Szweda wyrzuciło na dużą i lekko podciął (?) Mariusza Węgrzyka; w powtórce w czteroosobowej obsadzie Okularnik uciekł do przodu, zaś w I łuku na 4. pozycji uślizgu doznał Matej Ferjan; w trzeciej odsłonie już bez wykluczonego Słoweńca/Węgra (niewłaściwe skreślić ;) tym razem to Jeleń uciekł Karlssonowi, Okularnik w szczycie I łuku odszedł na dużą, co skwapliwie wykorzystał Węgorz wyskakując od kredy na drugą pozycję; wrocławianie do mety zmierzali miłą dla oka jazdą parową, chociaż po błędzie Jelenia na przeciwległej prostej ostatniego okrążenia na prowadzenie wysunął się Węgorz
w wyścigu IV w pierwszej odsłonie na tor upadł Janowski (znowu, jakaś plaga wrocławskiego juniora), podcięty na wejściu w I łuk przez Adriana Szewczykowskiego; w powtórce w czteroosobowej obsadzie EmDżej już zdecydowanie lepiej wyszedł ze startu, w łuku poradził sobie z Pawłem Hlibem i pewnie pojechał za Jasonem Crumpem po trzeci dublet WTS-u
w wyścigu V w pierwszej odsłonie ze startu wystrzelił Węgorz, sędzia dopatrzył się jedna nierównego startu; w powtórce Gollob zdeklasował wszystkich, zaś tylko przez pierwsze dwa okrążenia kroku wrocławskiej parze dotrzymywał Monberg
w wyścigu VI przy 12-punktowym prowadzeniu trener Cieślak pozwolił sobie na wystawienie Barkera w miejsce Janowskiego; Anglik ze startu był minimalnie szybszy od Okularnika, przewagę stracił jednak na wejściu w I łuk, na dystansie ambitnie gonił Szweda, aczkolwiek z widocznymi problemami; wynik 4:2 (wykręcając NCD zwyciężył Crump) powiększył przewagę WTS-u do 14 punktów, dających bonusa w dwumeczu
wyścig VII zakończył się czwartym dubletem wrocławian (18-punktowa przewaga gospodarzy miała się utrzymać do wyścigów nominowanych), w konfrontacji z najsłabszą parą gorzowian Słonik pojechał na miarę swych możliwości, wygrał z Hlibem pojedynek na przeciwległej prostej pierwszego okrążenia i pognał za Ogórem –parowej jazdy jednak nie było, wrocławianie kilkakrotnie omal na siebie nie wpadli, Słonik dysponując ewidentnie szybszym sprzętem cisnął Tomka, aż w końcu go wyprzedził; dziwna to była jazda, mało kto się jednak spodziewał że to ostatni dobry start Ogóra tego dnia
w wyścigu VIII (drugi emocjonujący pojedynek dnia) kibice mieli „przyjemność” oglądać gwiazdorstwo Tomasza Golloba w pełnej krasie (ci którzy po powrocie z meczu włączyli ok. 22 TVP Polonię mogli zobaczyć retransmisję z IMP-u, z którego poza sukcesem Sqry najbardziej chyba pamiętny będzie mini-wywiad z Gollobem po czwartej serii startów –żenua); na sekundy przed startem Golloba (pole D) jakby szlag trafił i zaczął nerwowo gestykulować w stronę kierownika startu i sędziego, pokazując na EmDżeja (pole C), że niby za blisko stoi; Maciek spokojnie ustawił się trochę dalej i… wygrał start z Gollobem, na wyjściu z I łuku w walce o drugą pozycję z Monbergiem agresywnie wypchnięty przez niegdysiejszego Pulpeta spadł jednak na czwarte miejsce; Gollob potem długo jeszcze (z dwa okrążenia) tarł się z Dunem o drugie miejsce, w końcówce do Monberga zbliżył się jeszcze Janowski
Obserwuj wątek
    • Gość: kyos (dokończenie) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.08.08, 12:04
      wyścig IX bez historii, fatalnie ze startu wyszli Ogór ze Słonikiem, równy start
      gorzowianie (Karlsson i Ferjan) przekuli zaś w pierwszy swój tego dnia dublet
      riposta wrocławian była natychmiastowa, w wyścigu X na najsłabszej parze
      gorzowskiej (Hlib-junior) zainkasowali dublet, jak się miało okazać ostatni w
      tym meczu –wyścig był rozgrywany dwukrotnie, w pierwszej odsłonie na wyjściu z I
      łuku Hlib w walce o drugie miejsce od małej zahaczył rozpędzającego się Węgorza;
      w powtórce bez wykluczonego Hliba osamotniony Szewczykowski był bez szans
      w wyścigu XI (trzeci emocjonujący pojedynek dnia) „kryzys” po Ogórze dopadł
      Crumpie’go który zaspał start; tymczasem na wejściu w II łuk Słonik uporał się z
      Okularnikiem; Jason dopiero na trzecim bodaj okrążeniu dopadł wreszcie Karlssona
      i go wyprzedził; Słonik do końca wyścigu oglądał się na partnera, co omal nie
      skończyło się wywrotką na ostatniej prostej
      w wyścigu XII (czwarty emocjonujący pojedynek dnia) trener gorzowian zdecydował
      się wreszcie na dżokera, w tej roli wystąpił Gollob… w swoim regulaminowym
      wyścigu –teoretycznie miał najłatwiejszych przeciwników, parę Jeleń-EmDżej, jak
      się okazało pozory mylą ;) po faktastycznej walce w I łuku, na przeciwległej
      prostej Gollob nieoczekiwanie został wzięty w kleszcze przez wrocławską parę,
      szybko jednak uporał się z Janowskim i przez dwa okrążenia cisnął Jelenia, nie
      dał jednak rady :) w tym momencie rozstrzygnięta już została kwestia dwóch
      punktów meczowych
      wyścig XIII zakończył się bez historii, trzecim z rzędu remisem, jednakże
      postawa Tomka Jędrzejaka, który znowu fatalnie przegrał start i na dystansie był
      poganiany przez Węgorza (z okrążenia na okrążenie Ferjan deklasował wrocławian
      coraz bardziej), pozostawiała wiele do życzenia i budziła uzasadniany niepokój o
      losy bonusa…

      wówczas w rolach pierwszoplanowych znów wystąpili wrocławscy „działacze” –ich
      wyczyny dość mocno kontrastowały z manifestacją FSW którzy tuż po XIII wyścigu
      podnieśli czarno-białe fotokopie znicza Sparty, zaś tuż po XIV wyścigu odpalili
      race (choć ta feta była trochę przedwczesna ;) losy bonusa rozstrzygnęły się
      dopiero w XV wyścigu) –najlepszym komentarzem byłby tu zielonogórski
      „Zawodowcami jesteśmy tu tylko my – KIBICE” :7 „o co biega”, zapytasz drogi
      Czytelniku ? do wyścigu XIV w niebieskim kasku z pola D został zgłoszony Tomasz
      Jędrzejak, zaś w czerwonym kasku z pola B Mariusz Węgrzyk
      nie wiem gdzie bywali trener, kierownik drużyny, kierownik parku maszyn i pewnie
      jeszcze z „40 rozbójników” –n-i-k-t nie zauważył że w tym samym kolorze kasku
      przez bramę przejeżdża najpierw Ogór, a potem Węgorz; przed bramą jest zresztą
      wymalowana (jak dla dzieci) szachownica w kolorach kasków z której zapycha się
      motory zawodników; to po gwizdach i okrzykach publiczności jeden z funkcyjnych
      obsługujących maszynę startową (25 sek. przed startem) zaczął majtać taśmą i
      klepać się po głowie by zwrócić uwagę Węgrzyka; i teraz najlepsze, po 2 minutach
      sędzia zgodnie z regulaminem włączył bursztynowe światło i wykluczył Węgrzyka,
      Mario podjechał pod bramę a „działacze”… jęli mu zmieniać pokrowiec! żenua… jak
      żyję nie pamiętam takiej sytuacji w wykonaniu wrocławian (choć precedens w tym
      sezonie już był: wyścig w meczu z Włókniarzem w którym Crump pobił rekord toru
      –startował w niebieskim kasku, ale w parku maszyn niedokładnie naciągnęli mu
      pokrowiec, kilka sekund przed startem dwóch poleciało z parkingu pod taśmę by to
      poprawić)… ręce opadają po kostki, aż strach pomyśleć co by było jakby wynik był
      na styku (tj. gdyby startował w pełni dysponowany Rune Holta)…
      w powtórce bez wykluczonego Węgorza, Ogór potwierdził że to był jego zły, bardzo
      zły dzień (Domino_wrc, aleś wykrakał nie w czas ;) i kolejny raz przegrał start;
      ambitnie cisnął jednak do końca i na metę wpadł ledwie o dwie długości motocykla
      za Karlssonem
      14-punktowa przewaga oznaczała że aby zdobyć bonusa wrocławianie w ostatnim
      wyścigu muszą co najmniej zremisować –w wyścigu kończącym niedzielne zmagania ze
      startu jak z katapulty pognał Gollob, Crump znów zaspał start, ale szczęście w
      nieszczęściu że za jego plecami znalazł się Jeleń –wynik 53:39 i 3 punkty
      zostają we Wrocku, uff

      do ogródka pod nazwą „profesjonalizm organizatorów” trzeba by dorzucić jeszcze
      jedno spostrzeżenie –mimo obecności kamer telewizyjnych, zabrakło telebimu,
      chociaż „działacze doskonale zdają sobie sprawę (a może nie ? może ich
      przeceniam ?) że widoczność na Olimpiqu z trybun jest, delikatnie mówiąc,
      nienajlepsza

      w drużynie gorzowskiej na wyróżnienie zasługuje jedynie druga linia, tj. Monberg
      (8+2), Karlsson (7+2) i Ferjan (6), każdy z nich zdobył po dwie trójki lub dwie
      dwójki bonusowe; to w głównej mierze ich zasługą jest że w drugiej połowie
      meczu, w 7 ostatnich wyścigach Stalowcy 5-krotnie notowali na swym koncie
      trójki, dwukrotnie wygrywając dubletem; w tej części zawodów nie spisał się
      natomiast Tomasz Gollob (jako dżoker przegrał z Jeleniem, w ostatnim wyścigu nie
      postarał się o drużynowe zwycięstwo z Ferjanem dające meczowy bonus; do tego
      niesmaczne fajerwerki gwiazdorstwa przed wyścigiem VIII) oraz trener Chomski
      (zadziwiająca taktyka, a raczej jej brak, przez całe spotkanie; na czele z
      wystawieniem najsłabszego seniora w parze z juniorem oraz wystawienie Golloba
      jako dżokera w jego regulaminowym wyścigu, a nie np. za Hliba w XIII); na całej
      linii zawiódł Paweł Hlib –z 5 dubletów 3 wrocławianie zrobili właśnie na parze
      Hlib-junior
      zastanawia co po meczu powiedział Władysław Komarnicki (panie redaktorze
      Michalak, skoro oszczędzamy na rzeczowej relacji –to nawet nie „skromniutki
      artykulik” to ledwie jego zajawka– to można by chociaż postarać się o pomeczowe
      wypowiedzi, czyż nie ?) –przypomnijmy iż po ostatnim meczu prezes Stali nazwał
      swego trenera nie wprost „bezmózgim” (że do zwycięstwa z „przyjaciółmi z
      południa” zabrakło „rozumu trenerowi”), zapowiadał że interesuje go tylko
      zwycięstwo we Wrocławiu „bo oni są mi tego winni” (fleksja oryginalna), w
      przeciwnym wypadku wymieni 80% składu

      w drużynie wrocławskiej na szczególne wyróżnienie (za waleczność i skuteczność)
      zasłużyli jedynie Daniel Jeleniewski, Mariusz Węgrzyk i Maciek Janowski; w
      kratkę jeździł Krzysiek Słaboń (sinusoidalnie), poza pierwszym startem fatalnie
      ze startu i na dystansie prezentował się Tomek Jędrzejak, Jason Crump trochę
      poniżej swojego normalnego poziomu (przegrał dwa starty i to akuratnie w
      wyrównanej końcówce), mile zaskoczył Ben Barker (przywiózł cenne punkty, choć
      trochu kaleczył IMHO)

      z ciekawostek
      nawiązując do cyklicznych konotacji z początku wypowiedzi i wzmianki o debiucie
      ligowym Maćka Janowskiego –mecz ze Stalą Rzeszów sędzia Maciej Spychała rozegrał
      w… 95 minut (!)


      PS. w GW pojawił się artykuł o IMP-ie:
      miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35760,5574321,Skornicki_mistrzem__Jedrzejak_dopiero_dziewiaty.html

      Chociaż ostatnie dwa zdania to jakby streszczenie wywiadu:
      www.sportowefakty.pl/zuzel/2008/08/10/chcialem-powalczyc-o-podium-rozmowa-z-tomaszem-jedrzejakiem-/

      PS2. znalazłem relację z Torunia
      miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35756,5550680,Porazka_Atlasa_w_Toruniu.html
      (przez podstronę o WTS-ie, ze wszystkimi artykułami:
      <a href="miasta.gazeta.pl/wroclaw
    • cancro Cieniutko, cieniutko, panie "redaktorze"! 11.08.08, 12:08
      To wszystko, na co pana stać? Niech pan zajrzy na stronę gorzowską i zobaczy,
      co napisał pański kolega po fachu, może nie jest jeszcze za późno na naukę? A
      może nie wytrzymuje pan krytyki internautów? Chociaż ma pan rację - zawsze to
      lepsze niż "duby smalone", którymi raczył pan czytelników. A tak - płowa
      "artykułu" to cyferki i czego tu się czepić?
      • kyos hm, chyba Pan Redaktor się przejął... 14.08.08, 20:18
        ...zmienił tytuł oraz trochę rozbudował artykuł, co poświadcza adnotacja:
        "ostatnia aktualizacja 2008-08-11 19:01"

        :7

        cancro napisał:
        > A tak - płowa "artykułu" to cyferki i czego tu się czepić?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka