maker22
08.01.10, 12:12
wczoraj koleżanka dostała warninga za rzekome - rozmowy w czasie pracy ze
swoim chłopakiem. Sytuacja wyglądała następująco: wioząc dostawę na wskazane
wcześniej miejsce owa pani przechodziła przez alejkę jej chłopaka (nie
zbaczała z trasy, alejka jest po drodze na jej dział), po czym dosłownie na 5
sekund odwróciła się żeby powiedziec coś do chłopaka. W tej samej chwili
manager sklepu widząc to zawołał ją do biura, i wypisał kartkę z ostrzeżeniem
argumentując to w taki sposób: do obowiązków pani X jest zrobienie swojej
pracy w danym czasie, niedozwolone jest spacerowanie po alejkach ani rozmowa z
pracownikami w czasie pracy, wyjątkiem są przerwy lub jeśli chodzi o
spacerowanie wychodzenie do toalety" - czy to jest kur*a jakaś kpina czy tym
angielskim ćwokom już się naprawdę popierdzieliło w głowach? Dodam że taki
zakaz rozmów nie obejmuje anglików których widże dosłownie codziennie
gadających i spacerujących po działach.