Gość: rulez
IP: *.plock.msk.pl
25.10.06, 00:56
siemka.
Chciałem sie z wami podzielic moimi wrażeniami związanymi z Tesco.
Otoz tak, od początku.
Aplikowałem na stanowisko kierowcy, niestety nie udało się pojechałem jako
"sprzedawca zmiany nocnej" - po naszemu wykładowca. Trafiłem do Cardiff -
leciałem tam pełen obaw po przeczytaniu kilku wątków na forum. Okazalo się ze
nie bylo sie czego bac.
Pierwszy dzien - hostel. Ludzie strasznie mili, nie chcieli od nas zadnych
kwitów z tesco ani nic - po prostu odeslali nas do naszych pokoikow i juz.
(tu uklon dla tesco za organizacje)
Zaczelo sie niezle - trzeci dzien emigracji=pierwszy dzien pracy. Tu jedyne
zastrzezenie moge miec do jak oni to mowia "induction day" - miało byc
szkoleniz bhp itp, a tym czasem jeden b. mily angielski menago pokazal nam
gdzie sa wyjscia przeciw pozarowe i powiedzial ze jakby niedaj bog sie zaczelo
hajcowac to zebysmy wypie..li jak najdalej sie da.... myslalem ze szkolenie
bedzie ciekawsze, ale coz.... zaczela sie praca. I tu musze rozczarowac
wszystkich malkontentów. BYLO OK. Moze mialem farta bo trafilem na non food i
na normalnych ludzi.. ale na prawde ciezko sie bylo do czegos przyczepic...
Kumle mi mowili (jeszcze w polsze) nie jedz bo cie beda angole dymac, bedziesz
zapier...l po 12 godzin itp. A nieprawda... wszyscy cie pilnowali zebys za
pozno nie poszedl na przerwe ani zebys sie za bardzo nie przemeczal.... Plus
dla Tesco.
Małe schodki zaczely sie przy iczeniu kasy - okazalo sie ze mamy wolne soboty
i niedziele (co na poczatku mnie zachwycilo i dzieki czemu mialem
niezapomniana mozliwosc poznania kilku walijskich pubow - wlasciwie dyskotek i
kilku walijskich dziewczat) co z tego wynika - ano to ze jak sie nie robi w
weekendy to sie zarabia jakies 120Ł na ręke mniej niz koledzy pracujący w
soboty i niedziel. Okazalo sie ze w czasie kiedy tam bylem nie bylo szansy na
nadgodziny a co za tym idzie na dodatkowa kaske.Kiedy tak sobie wszystko
policzylem (skonczyla sie kaencja w hostelu trza bylo znalezc chatke)
zwlaszcza pierwszy czynsz, agency fees i zastaw to mnie sie nogi ugiely...
(wziolem z kraju 500Ł i okazalo sie ze to wcale nie tak duzo). i tu dochodzimy
do klu mojego posta. Jezeli jestes sam (tzn nie masz rodziny na utrzymaniu)
albo mozesz pojechac z Twoja drugą połówka - bezie git - na pewno dacie rady i
kaski wam wystarczy. W tym punkcie zaczal sie moj osobisty dramat - zostawilem
w kraju ukochaną wraz z 3 miesięcznym synkiem. Po kilku niezbyt
skomplikowanych operacjach matematycznych doszedlem do wniosku ze sie chyba
nie opyla. Mało tego, jak to ludzie mówią "Kasa to nie wszystko" załapałem
konkrętnego doła - nie mogłem wytrzymać bez żonki i bez młodego, coś we mnie
pękło, spakowałem manele zabrałe dupsko w troki i wrociłem do naszej smutnej
jak pi..a ojszczyzny.... takie życie...
No dobrze ale co z tego wynika??? Więc moje jak najbardziej subiektywne zdanie
jest takie - jezli nie jestes ostatnim nierobem, masz 2 rece (wystarczą lewe -
uwierz mi)jestes sam i chcesz miec jakies perspektyw, pakuj sie i jedz do
tesco. Jak se nie dasz wejsc angolom na glowe bedzie dobrze. Jezeli natomiast
masz jako taką robote w kraju i masz na kogo pracowac - odpusc sobie - bo po
odliczeniu wszystkiego (w tym skromengo przezycia prawie wegetacji) okaże sie
ze możesz przyslac do kraju jakies 200Ł miesięcznie - sam ocen czy warto.
Chcialem jeszcze dodac ze ten post nie mial nikogo zachecic do wyjazdu (ani
tym bardziej zniechcecic) - opisałem wam tylko moej wrazenia.
pzdrwm i zapraszam do dyskusji
rulik