Gość: Jacek
IP: *.stansat.pl / 195.94.216.*
05.04.05, 10:35
Mam takie jedno wspaniałe wspomnienie, kiedy w czasie pielgrzymki Ojca
Świętego miał rano odprawić mszę w zdaje mi się Niepokalanowie i miał tam
polecieć śmigłowcem.
Niestety była tak gęsta mgła, że zadecydowano o awaryjnym planie tzn. przejazd
samochodem. Trasa wiodła najkrótszą drogą z Warszawy, a więc akurat przez moją
miejscowość Ożarów Mazowiecki. Oczywiście nikt z nas mieszkańców Ożarowa tym nie
wiedział, ale mamy to szczęście, że na naszym terenie jest Seminarium Księży
Pallotynów a oni mają "układy" i zawsze mają wieści z pierwszej ręki. No i
poszła wieść o tym, że Papież będzie jechał ul.Poznańską. W życiu nie
widziałem tak szybko rozchodzącej się wiadomości i tylu ludzi biegnących w
stronę głównej ulicy Poznańskiej. Biegli chyba nawet ci co nie mogli chodzić
młodzi ,starzy, księża po prostu kto żyw. Ja także wyskoczyłem akurat spod
naprawianego samochodu tak jak stałem. Dobiegłem do ulicy gdzie było już
sporo ludzi przy prawej stronie drogi. Właśnie przejeżdżały policyjne
motocykle zatrzymujące ruch na drodze i nakazujące pojazdom zjazd z drogi.
Ludzie w mojej okolicy stali tylko po prawej stronie drogi i nikt po lewej. No
i właśnie wtedy przyszła mi myśl, że przecież ochrona nie pozwoli jechać
pojazdowi z Papieżem od strony tłumu. Przebiegłem na drugą stronę i stałem tam
zupełnie sam. I kiedy w końcu nadjechali było tak jak myślałem, samochód
Papieża jechał z lewej strony i także Papież siedział z lewej a więc znalazłem
się w odległości około pół metra od Jana Pawła. Widziałem Go bardzo dobrze i
myślę ze Papież mnie. Będę pamiętał to wydarzenie do końca swojego życia. To
było spotkanie 4go stopnia choć trwało może kilka sekund.