grgkh
24.10.08, 13:44
Przecież można by tylko żyć uczciwie między ludźmi. A jeśli bogowie uznaliby, że to jest w porządku, to i tak was wynagrodzą (lub ukarzą).
Po co się płaszczyć przed istniejącymi w wyobraźni tworami, innymi w każdej religii?
Czy to takie niemożliwe lub trudne do odkrycia dla myślącego, niezwiązanego z żadną religią człowieka, że wyznacznikiem stosunków między nami jest zasada wzajemności, czyli nie czynić innym tego, co nam jest przykre?
Czy religijni ludzie pozostałych, niereligijnych uważają za tak debilnych, że niezdolnych do wyciągnięcia tego wniosku?
Co z ludźmi, którzy wierzą w coś innego niż wy lub wybrali niewiarę we wszystkie religiie jednocześnie?
Dlaczego będąc podporządkowani jednej z religii uważacie się za lepszych od innych ludzi?
Dlaczego nie mamy się skupić - jako cała ludzkość - przed wszystkim na tym, by być dla siebie i innych czujących, przeżywających cierpienie stworzeń dobryumi, czyli nienarażającymi ich na cierpienie? Dlaczego to nie może - według was - wystarczyć, a za tym MUSI się kryć cała ogromna machina, cały system kultu i zabiegania o względy bożków?
Do cholery, przecież jesteśmy ludźmi, homo sapiens, dorosłymi, myślącymi, dumnymi ze swojej świadomości i zdolności oceny tego co robimy, a więc dlaczego may być czcicielami, niewolnikami, sługami lizącymi brudne stopy nieistniejących bożków.
Czy wy, wierzący, nie potraficie odczuwać satysfakcji z samodzielności swego myślenia? Dlaczego wciąż jesteście biernymi odtwórcami, czytelnikami świętych, na tysiące sposobów reinterpretowanych pism i bełkotu guru?
Człowieczeństwo, humanizm... To jest coś spoza wierzenia i pozostawania dużym, naiwnym dzieciakiem. A jakże często beznadziejnie głupim i niesłuchanie groźnym w rękach pasterzy.