z2006
28.06.09, 08:50
mateusz.pl/czytania/2009/20090628.htm
"Dwugłos śmierć—życie stanowi główny temat dzisiejszej liturgii
słowa.
Bóg, żyjący ze swej istoty, określił samego siebie: „Jestem, który
jestem” (Wj 3, 14); tylko On jest sprawcą życia. „Bóg — mówi Księga
Mądrości — śmierci nie uczynił i nie cieszy się ze zguby żyjących”
(1, 13). Stwarzając człowieka na swój obraz i podobieństwo nie mógł
przeznaczyć go do śmierci. Pismo święte mówi o tym jasno: „Bóg dla
nieśmiertelności stworzył człowieka — uczynił go obrazem swej
własnej wieczności” (Mdr 2, 23). Skąd więc pochodzi smutna
rzeczywistość śmierci, której nikt uniknąć nie może? Na pierwszych
kartach Biblii jest ukazana jako kara za ‘grzechy (Rdz 3, 19), a
dzisiejszy wyjątek z Pisma św. nawiązując do tego pojęcia
wyjaśnia: „Śmierć weszła na świat przez zawiść diabła” (Mdr 2, 24),
Zły przyprowadzając człowieka do grzechu pociągnął go do śmierci w
pełnym tego słowa znaczeniu: śmierci fizycznej i duchowej, czyli
wiecznego odłączenia od Boga. I jeśli śmierć ciała — chociaż
pozostaje nadal następstwem grzechu — dla sprawiedliwego stanowi
przejście do życia wiecznego, to dla grzesznika łączy się ze zgubą
wieczną. „Sprawiedliwość nie podlega śmierci” (Mdr 1, 15), twierdzi
Pismo święte; nieśmiertelność ma więc zapewnioną ten, kto żyje
cnotliwie, według Boga; bezbożni swymi grzechami „ściągają śmierć na
siebie” (tamże 16), śmierć wieczną, nieodwracalne odłączenie od
Boga, źródła życia.
Jezus, odkupując człowieka z grzechu, odkupił go także od śmierci;
przywrócił mu w pełni jego przeznaczenie do życia wiecznego. Ta moc
Chrystusa okazała się przez wskrzeszenia, jakich dokonał. Dzisiejsza
ewangelia (Mk 5, 21-43) podaje wskrzeszenie córki Jaira. O niej,
podobnie jak o Łazarzu, Jezus nie mówi że umarła, lecz że
śpi: „Dziecko nie umarło, tylko śpi” (tamże 39); jakby chciał
zaznaczyć, że śmierć, jako sen, jest podatna na obudzenie i że dla
Niego nie jest trudniej wskrzesić umarłego, niż dla człowieka
obudzić tego, kto śpi.
Wskrzeszenia, jakich Jezus dokonał, są niewątpliwie wydarzeniami
wyjątkowymi; są zapowiedzią rzeczywistości o wiele większej, która
dokona się na końcu czasów dla wszystkich ludzi: zmartwychwstanie
ciał. Św. Jan Chryzostom wyjaśniając opowiadanie ewangeliczne
mówi: „Chrystus nie wskrzesił twojej córeczki? A wiec wskrzesi ją z
bezwzględną pewnością i z większą chwałą. Ta dziewczynka, mimo że
została wskrzeszona, umarła ponownie; lecz twoja córka, kiedy
zmartwychwstanie, pozostanie na zawsze nieśmiertelna”. Taka jest
wiara i pewna nadzieja chrześcijanina i w odniesieniu do siebie
samego, i wszystkich jego drogich: „oczekuję wskrzeszenia umarłych i
życia wiecznego w przyszłym świecie” (Wierzę). Trzeba umacniać tę
wiarę i nadzieję, aby móc patrzeć na własną śmierć i innych okiem
chrześcijanina: jako na narodzenie do życia wiecznego i ostateczne
spotkanie z Bogiem.
Również miłość powinna przyczyniać się do tego, by człowiek był
pogodny wobec śmierci. W drugim czytaniu (2 Kor 8, 7. 9. 13-15) św.
Paweł zachęca Koryntian do składania szczodrym sercem datków dla
wsparcia ubogich braci z Jerozolimy. Przypominając im, że
Jezus „będąc bogaty, dla nas stał się ubogim, aby nas ubóstwem swoim
ubogacić” (tamże 9), zachęca ich, aby z własnych zasobów zaspokajali
potrzeby innych i „aby ich dostatek przyszedł z pomocą
potrzebującym” (tamże 14). Innymi słowy, jałmużna, wspierając nędzę
materialną opuszczonych, zmniejsza nędzę moralną posiadających,
każdego, kto jej udziela. Miłość, życzliwość, wielkoduszność
względem ubogich wyjednuje u Boga przebaczenie grzechów i wzbogaca
na żywot wieczny."
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. II, str. 331