Dodaj do ulubionych

"Logika miłości"

23.08.09, 08:28
mateusz.pl/czytania/2009/20090823.htm
"Zagubił się współczesny człowiek, ponieważ postanowił przyjąć za
prawdę wyłącznie to, co się mieści w jego umyśle. Smutna to
perspektywa, bo z niezwykle bogatej rzeczywistości dla człowieka
jest dostępna jedynie ta droga, która mieści się w naparstku jego
umysłu.

Klucz do zrozumienia tego dramatu jest podany w Ewangelii, gdy Jezus
zapowiada ustanowienie Eucharystii. Ponieważ wezwanie do spożywania
Jego Ciała i Krwi słuchacze, w imię logiki, uznali za niemożliwe do
zrealizowania, konsekwentnie odrzucili również całość nauki Mistrza
z Nazaretu.

Spotkanie z Chrystusem musi się dokonywać wpierw w sercu, a dopiero
później w umyśle. Jezusa trzeba pokochać, a ta miłość umożliwi
przyjęcie Jego nauki, mimo iż dla logiki ludzkiego rozumu wydaje się
ona absurdem. Jeśli jednak umysł jest kierowany kochającym sercem,
absurd znika i wymagania Ewangelii stają się możliwe do
zrealizowania. Dla Boga bowiem nie ma rzeczy niemożliwych. To jest
podobnie jak w życiu kochającej matki. Dla dobra dziecka stać ją na
czyny heroiczne. To, co przy chłodnym wyrachowaniu ludzkiej logiki
jest niemożliwe, przy nakazach kochającego serca staje się faktem.
Miłość jest w stanie czynić cuda.

Kto pokocha Chrystusa potrafi, i to bez większego trudu, wykonać
wszystkie postawione przez Niego wymagania. Rozum współpracując z
kochającym sercem dostrzeże logikę miłości, która jest najwyższą
formą matematyki, tą jedyną, jaką posługuje się sam Bóg.

W Ewangelii zastanawia jednak fakt, że tylko maleńki procent
słuchaczy Jezusa był w Nim autentycznie zakochany. Z grona ponad
pięciu tysięcy wielbicieli, po zapowiedzi ustanowienia Eucharystii,
zostało przy Chrystusie zaledwie dwunastu, a więc niewiele ponad 0,2
procent. Nad tą liczbą trzeba się dobrze zastanowić, i to z dwu
racji. Po pierwsze mówi ona o tym, jak trudno nam przyjąć logikę
miłości. Eucharystia jest ustawicznym wezwaniem do przyjęcia logiki
miłości. Ciągle jednak procent przyjmujących ją jest mały. Nawet
wielu spośród tych, którzy komunikują, w życiu codziennym nie jest w
stanie zamienić wyrachowania na gest bezinteresownej miłości.
Najważniejsze jest jednak to, że naszą słabością nie jest zaskoczony
Chrystus. Pyta Apostołów: „Czy i wy chcecie odejść?”. I tu dotykamy
drugiej racji, dla której trzeba dobrze rozważyć to ewangeliczne
wydarzenie. Logika miłości nie liczy na tłumy. To w naszym ziemskim
myśleniu tłumy coś znaczą. W miłości zaś liczy się konkretne serce.
Jezusowi wystarczyło 0,2 procent Jego wielbicieli, by uczynić z nich
fundament Kościoła.

Pierwszym znakiem przechodzenia od matematyki tego świata do logiki
miłości jest umiejętność dostrzeżenia w tłumie serc otwartych na
wielkie wartości. To na nich trzeba budować przyszłość. Chrystusa
nikt nigdy nie poprawi. Skoro On zrezygnował z tłumów, a budował swe
wielkie dzieło w gronie kilkunastu osób, to każdy, kto chce działać
w duchu Ewangelii musi uczynić to samo. Tłumy żyją tryumfalizmem, a
ten jest bardzo daleki od ducha Chrystusa.

Nie da się Ewangelii przełożyć na język doczesności, jak nie da się
żadnym aparatem zmierzyć stopnia miłości. Chrześcijanin musi dokonać
wyboru. Albo postawi na miłość i pozostanie w gronie uczniów Jezusa,
a więc w tej przerażająco nikłej mniejszości (0,2 procent!), albo
popłynie z wielkim tłumem (99,8 procent!), by budować świat dający
się dokładnie obliczyć przy pomocy mamony. Z góry jednak wiadomo, że
tłum nie jest zdolny stworzyć świata wolności i szczęścia. Wartości
te są dla niego obce. W tym kontekście nie dziwią słowa
Jezusa: „Wielu wezwanych, a mało wybranych”."

Ks. Edward Staniek
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka