c2h3oh
10.07.26, 23:36
Kto zna proboszcza ten bogaty, a z biedakami nie chce mi się gadać.
Nie mam o sobie dobrego zdania i słusznie, zapewne znam gorszych, nie aspiruję jakby co, ale z moralniakiem raczej nikt mi tu nie podskoczy.
Z moim proboszczem za nastolatka grałem w karty u kumpla, wpadał tam na wino naszej roboty i jakoś znaliśmy się.
Różnym podawałem rękę, sorry Winnetou, ale po przemyśleniu z tej podanej proboszczowi jakoś najmniej się czuję fajnie.
Nie lubię źle mówić o innych więc typuję albo moje zbyt wygórowane oczekiwania jako po słudze Bożym albo obcą, być może wyższą, nieuświadomioną ingerencję w moje odczucia.
Komuś coś jeszcze przychodzi na myśl?