Gość: psko
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
04.05.04, 14:32
Podczas unijnej imprezy Jan Borysewicz wyrzucił z koncertu gości z Niemiec,
Holandii i Francji oraz władze województwa lubuskiego.
"Wy tam, w tych garniturach, wypier...ć z tych ławek! Dla emerytów nie
gramy!" - krzyczał ze ceny lider rockowej kapeli - pisze "Gazeta Lubuska".
Występ Lady Pank miał być punktem kulminacyjnym Międzynarodowych Spotkań na
Sulęcińskim Rynku. Jeszcze na długo przed rozpoczęciem koncertu w centrum
miasta zgromadziło się ok. ośmiu tysięcy fanów zespołu. Przed sceną
przygotowano ławki, na których zasiedli przedstawiciele miejscowych i
wojewódzkich władz oraz goście z zachodniej Europy. Reszta publiczności
pozostała za barierkami - podaje dziennik.
Liderzy Lady Pank przybyli na koncert z ponad godzinnym
spóźnieniem. "Borysewicz już jak wysiadał z busa zachowywał się dziwnie" -
zauważyła fanka zespołu. Idący przodem menedżer pokazywał mu, gdzie są
rozłożone kable, żeby się nie potknął.
W końcu lider Lady Pank stanął na scenie i zaczął stroić gitarę. Spojrzał na
pierwsze rzędy siedzących w ławkach gości i bez ogródek rzucił do
mikrofonu: "Wy tam w tych garniturach, wypier... z tych ławek! Dla emerytów
nie gramy" - informuje gazeta.
Burmistrz Sulęcina Michał Deptuch powiedział, że na drodze sądowej będzie
domagał się przeprosin od jednego z liderów Lady Pank Jana Borysewicza w
związku z incydentem podczas Dni Sulęcina. Zapowiedział także wystąpienie o
zwrot 30 tys. zł wypłaconego dla zespołu honorarium.
"Było to nieeleganckie i obraźliwe zachowanie. Tym bardziej że mieliśmy gości
z kilku krajów. Z tego, co wiem, przeprosin domagać będzie się także
wicewojewoda lubuski Joanna Kasprzak-Perka, która była jednym z gości
honorowych na naszej imprezie" - powiedział we wtorek Deptuch.
"Gazecie Lubuskiej" udało się skontaktować z menedżerem Lady Pank Markiem
Machem. "Zespół jest przede wszystkim kapelą rockową, która gra koncerty dla
żywej publiczności, bawiącej się razem z grupą tuż pod sceną" - mówi
Mach. "Stwarzanie sztucznego dystansu dzielącego zespół od publiczności jest
lekceważeniem tej publiczności. Nie mamy nic przeciwko gościom, ale nie może
być tak, że władza robi imprezę dla samej siebie, a publiczność stanowi tylko
tło" - pisze dziennik.
"Zespół istnieje 22 lata i nigdy nie ukrywał się ze swoim rockowym
wizerunkiem" - dodał na koniec Mach. "Jestem pewien, że sens wypowiedzi
Borysewicza został źle odczytany. Jeżeli ktoś poczuł się urażony, jest mi
przykro" - podaje gazeta.
Zupełnie innego zdania jest jednak szef sulęcińskiego ośrodka kultury Bartek
Skrzypczak. "Nie dosyć, że liderzy zespołu byli pijani w sztok, to jeszcze
grupa grała standardy innych autorów, żeby tylko przedłużyć imprezę do
zakontraktowanych 75 minut" - mówi Skrzypczak. "Będziemy domagać się ze
strony Lady Pank przeprosin dla mieszkańców Sulęcina" - pisze "Gazeta
Lubuska".