Dodaj do ulubionych

Aglomeracja? Proszę, nie zapominajcie o Żaganiu

02.08.11, 22:55
Może mi to teraz ktoś w skrócie przetłumaczyć?
Obserwuj wątek
    • lizun9 Re: Aglomeracja? Proszę, nie zapominajcie o Żagan 02.08.11, 23:22
      Po prostu kolega chciał powiedzieć, ze osiągniecie więcej przyłączając się do jakiegoś chińskiego miasta. Szybka kolej, duzo nowych mieszkańców i prawdopobnie lepsze wino. Na co wam my? Przecież i tak nas nie lubicie :)
    • emesz20 Aglomeracja? Proszę, nie zapominajcie o Żaganiu 02.08.11, 23:41
      To jest początek dyskusji pt: "Po co (cholerę) nam Lubuskie?". Bo przecież nikt poważny nie zajmie się aglomeracją: Z.G - Sulechów - Nowa Sól + Żary - Żagań. Na takiej zasadzie można też stworzyć AGLO: Krosno Odrz. - Gubin - Cybinka - Słubice. Może więc wreszcie odważnie - BABIMOST - Poznań Ławica... he,he. Po co te bajki. Policzmy uczciwie ile z powodu istnienia LUBUSZCZYZNY utrzymywanych jest przez podatników stanowisk administracyjnych w instytucjach państwowych i samorządowych. To jest TACA wyborcza, która potrzebna jest politykom, którzy - jak Sz. P. Poseł Wontor wypisują przed wyborami pierdoły w swoich liścikach do kochanych karmicieli.
    • mmmmmm000 cóż za pokrętne (żeby nie pow. pokręcone) myślenie 03.08.11, 13:38
      Pan Tomasz napisał coś takiego: "Buuuu, jak mi niedobrze, tak mi źle w tym Żaganiu, tak nic się nie dzieje, nic się nie udaje, żadnego rozwoju, a w Z.G. tak fajnie, tak się wszystko świetnie rozwija, to i ja chcę do Zielonej Góry. Bardzo was proszę zabierzcie mnie ze sobą, bo mi tu smutno w takim nieudacznym mieście, a jak nie to się dopiero rozpłaczę... buuuuu.... (chlip chlip).
      Pan Tomasz powinien się ograniczyć do trzech pierwszych słów, mianowicie: "Aglomeracje? Proszę, nie"!!! Tutaj powinien był wypowiedź zakończyć.

      A teraz po kolei. W pierwszym akapicie totalnie pomieszał Pan podstawowej pojęcia. Co według Pana znaczy "aglomeracyjny podział administracyjny Polski"? Czegoś takiego nie ma i nikt nie zamierza czegoś takiego robić. Skąd Pan ma takie dane?? Rozpoczyna Pan swoją wypowiedź od założeń, które już z gruntu są błędne!! Nawet rozumiem ten sposób myślenia: "skoro gdzieś tam w Polsce, będą sobie >>budowali<< aglomeracje, a lubuskie zostało w tym procesie pominięte, to zbudujmy ją sobie sami". Tyle, że to zupełnie nie o to chodzi. Aglomeracje w Polsce już istnieją ze swoimi wielkimi problemami, które w dzisiejszym stanie prawnym uniemożliwiają ich rozwój. Potrzebna jest ustawa aglomeracyjna nie po to, by jakieś aglomeracje tworzyć, ale po to by stworzyć logiczne i spójne prawo, pozwalające nimi zarządzać. To są problemy, które jak widzę po wypowiedział na amach GW nawet nie są w Zielonej Górze rozumiane. Dla przeciętnego mieszkańca Z.G. i okolicznych miejscowości funkcjonowanie aglomeracji to zupełne science fiction. Przypomina mi się moja wyprawa na Białoruś kilkanaście lat temu i moje rozmowy z tamtejszymi mieszkańcami. Kiedy im opowiadałem, że w Europie pomiędzy krajami nie ma już praktycznie granic chceli mnie pobić, że niby bzdury opowiadam. Do tego stopnia mieli embargo na informacje o Europie! Politycy z Z.G. i okolic, niestety także mieszkańcy pokroju Pana Tomasza są równie głusi.
      Jak można zbudować aglomerację? Powikszyć miasta do takich rozmiarów, by ich układy urbanistyczne zaczęły tworzyć jeden połączony organizm. To jest jedyna metoda. Nie da się aglomeracji tworzyć administracyjnie, bo to zupełnie nie o to chodzi. Proponuję odszukać w necie definicję aglomeracji. Nawet jeśli coś takiego powstanie z nazwy, to nie sądzę, by komisje rządowe i Sejmowe zajmujące się ustawą, w procesie legislacyjnym brały pod uwagę coś, co nie spełnia podstawowej definicji. Można Zieloną Górę nazwać uchwałą rady miasta stolicą Polski, ale to za mało by tą stolicą powstać. Można podjąć uchwałę, że ziemia jest płaska, można podjąć uchwałę o utworzeniu aglomeracji, ale z definicji (proszę sobie poszukać), to miasto wraz z przyległościami aglomeracją nie jest.

      Pisze Pan o niewielkiej roli Żar i Żagania w województwie. Coś tu się kupy nie trzyma. Jeli mieszka tam 200 tyś. ludzi (1/5 województwa), a oba ośrodki są prężne gospodarczo to czego jeszcze chcieć? No to albo jest prężny i liczebny albo nie jest. Jedno wyklucza drugie. Im coś jest gospodarczo prężniejsze jak np. Niemcy czy Japonia tym mają większe znaczenie niż np. Polska.
      Bardzo mnie w tym kontekście cieszy wypowiedź na temat "Berlinki" w opozycji do Babimostu. No i tutaj dochodzimy do sedna pokręconego myslenia. Otóż jak widać to nie kwestia województwa, ale problem ze znaczeniem i wpływem Zielonej Góry na lokalną politykę jest największą przeszkodą dla rozwoju Żar i Żagania. Sam żeś Pan napisał, że kasa zamiast na kolej poszła na lotnisko. To teraz sobie Pan wyobraź co się będzie działo z kasą, jeśli będzie nią zarządzał wyłącznie prezydent Zielonej Góry z pominięciem wojewody! Nigdy się Pan tej "Berlinki" nie doczekasz, bo potrzeby głównego miasta tej ztw. aglomeracji wciąż będą nienasycone! Z całą pewnością, akurat tematami ponad "aglomeracyjnymi" ten twór administracyjny się nie zajmie. Tylko jeden przykład na możliwość wyssania kasy przez Z.G. ze wspólnego budżetu. Miasto przedłuży kilka połączeń autobusowych (miejskich) do okolicznych gmin, po czym nazwie komunikację miejską "komunikacją aglomeracyjną" i w ten oto prosty sposób biedne gminy okoliczne będą współfinansowały zakład komunikacyjny w Z.G. Proste? Dziecinnie proste! Ten sam manewr można zrobić z wodociągami, kanalizacją, drogami, kolejami lokalnymi i z czym się tylko chce.
      Zatem przystąpienie do "aglomeracji" to dla Żagania i Żar wpadnięcie w jeszcze większe kłopoty i w jeszcze większą marginalizację. Już się nie będzie mówiło o silnych Żarach, silnym gospodarczo Żaganiu, ale o SILNEJ AGLOMERACJI ZIELONOGÓRSKIEJ. Po kilku latach o tych miastach nikt już nawet nie będzie słyszał. Nowa inwestycja w Żaganiu? NIE - to będzie nowa inwestycja w AGLOMERACJI ZIELONOGÓRSKIEJ i tak będą o tym pisały gazety, powtarzając za lokalnymi politykami. Siedzi Pan jeszcze Panie Tomaszu, czy już się Pan osunął? Jeśli chce Pan silnego miasta, niech Pan optuje za silną współpracą z Żarami. Miasta choć się nie lubią powinny ze sobą ściśle współpracować. Leżą tak niedaleko od siebie, że same mogą stworzyć mikro aglomerację np. "Łużycką" zapraszając do współpracy okoliczne gminy. Nie muszą tego w żaden sposób formalizować. Wystarczy, że zaczną współpracę i razem będą rozwiązywały problemy, które dzisiaj rozwiązują każde z osobna.
      Na koniec pisze Pan o znaczeniu Żagania i Żar dla konkurencyjności Z.G. wobec Poznania, Wrocławia czy Szczecina. No to są właśnie chore "gigantomańskie" ambicje władz Z.G. Ale najgorsze jest to, że ludzie wierzą w to, co wmawiają im lokalni politycy - że taka konkurencja jest w ogóle możliwa. Drogi Panie Towaszu. Te miasta to zupełnie inna liga. Z.G. wciąż jest na dorobku i walczy o utrzymanie się na powierzchni. Wymienione przez Pana miasta to organizmy o kilkutysięcznej już tradycji, nieustannie się rozwijające, a ich wzrostu niewiele okolicznści może zatrzymać (może poza przeżywanym właśnie światowym kryzysem). Niech Pan nie wierzy, że na siłę montowana "aglomeracja" jest w stanie dorównać istniejącym już silnym aglomeracjom Poznańskiej czy Wrocławskiej. Szczególnie ta pierwsza wytwarza ponad 200% średniego PKB dla Polski (prosze sprawdzić). Same tylko powiaty poznańskie (ziemski i grodzki) to 800 tysięcy ludzi. Jeśli mówić o aglomeracji o zasięgu terytorialnym "aglomeracji" zielonogórskiej, czyli na 50 km. od centrum, wówczas tych ludzi będzie prawie półtora miliona. Konkurowanie z czymś takim, z góry skazane jest na niepowidzenie. Dlaczego? Ot proste matematyczne wyliczenie. Jeśli założyć, że cała gospodarka rośnie o 5%, to 5% dołożone do 100 zł, da 105 zł, natomiast dołożone do 1000 zł, da 1050 zł. Zatem więksi będą rozwijali się w coraz większym tępie, a ci mniejsi w mniejszym. Można oczywiście założyć, że wydarzy się coś, co ten wzrost zróżnicuje. Czyli np. ten mały będzie się rozwijał o 10-15%, a ten większy o 2-3%, co za jakiś czas wyrówna poziom. Niestety jednak na przestrzeni ostatnich lat obserwowany tręd jest zupełnie odwrotny. To duże ośrodki rozwijają się coraz szybciej, natomiast małe coraz wolniej. Tak więc różnice będą się jeszcze pogłębiały! Czy to znaczy, że Z.G. powinna sobie całkiem odpucić? NIE! Powinna przestać silić się na mocarstwowość, bo to za dużo kosztuje, a zabrać się za własny rozwój zaczynając od infrastruktury. Próba budowania aglomeracji to dobry pomysł, ale... jedynie z punktu widzenia samej Zielonej Góry! Konieczne jest stworzenie silnego ośrodka, ale o znaczeniu lokalnym (tak jak z resztą zakładają to rządowe plany rozwoju kraju do 2030 r.). Na konkurowanie z Wrocławiem czy Poznaniem nie ma szans, ale na konkurencję z Lubinem, Legnicą, Gorzowem szanse są duże. Akurat do tych celów budowanie aglomeracji nie jest potrzebne.

      Reasumując "Aglomeracja Zielonogórska" nie stanie się żadnym strategicznym projektem, bo szybko okaże się, że interesy poszczególnych miast i gmin w ogle nie są zbieżne. Inicjatywa skupi się wokół tematów, które z "aglomeracyjnością" nie mają kompletnie nic wspólnego. Będzie działała na zasadzie związków celowych gmin, a skończy się to
      • mmmmmm000 cóż za pokrętne... c.d. 03.08.11, 13:52
        A dlaczego? Bo np. i Kisielin i Żagań mają swoje tereny inwestycyjne. Jeśli aglomeracją będzie kierował zielonogórzanin to gdzie skieruje potencjalnego inwestora? Wierzy Pan w to, że do Żagania?? Jeśli już teraz miejscowości wokół Zielonej Góry są przez nią "ogrywane", co Pan w swoim artykuje potwierdza, to później już nie będą? Właśnie dlatego niewiele wychodzi z tzw. lubuskiego trójmiasta. Okazało się, że Nowa Sól, która miała być przystawką dla Zielonej Góry i w pewien sposób przyczynić się do postrzegania tego miasta jako silniejszego ośrodka, sama zaczęła się wybijać. Dzieje się to jednak trochę kosztem Z.G., bo inwestorzy zamiast inwestować w rdzeń "aglomeracji" wybierają jej peryferia. Przestaje być to Zielonej Górze powoli na rękę. Przynajmniej w aglomeracjach poznańskiej i wrocławskiej zdecydowana większość inwestycji przypada na okolice tych miast. Przypada właśnie na aglomeracje, a nie same miasta. Dlatego podpinanie kolejnych gmin jest Zielonej Górze zdecydowanie na rękę. To, że inwestorzy już teraz wolą inwestować w okolice Z.G. albo w oklice Poznania, a nie w miasto, wynika z trendów zupełnie niezależnych od istnienia czy nieistnienia formalnej aglomeracji. Za inwestycjami na peryferiach przemawia bardzo dużo argumentów. Władze Z.G. doskonale to wyczuły, dlatego łatwiej jest im zbudować aglomerację na gminach, na których pojawiają się inwestorzy (i zarządzać w przyszłości wynikaącymi z tego dochodami), niż samodzielnie martwić się o tworzenie warunków do rozwoju przedsiębiorczości.

        Zatem mieszkańcy tzw. "Aglomeracji Zielonogórskiej" nie dajcie się zwieść frazesom.
        • przypadki-pilota-pirxa Re: cóż za pokrętne... c.d. 03.08.11, 14:57
          Mieszkam w Zielonej Górze, ale trochę rozumiem pana Tomasza. Determinacja samorządowców wojewódzkich w walce o Babimost, S3, czy Odrzankę słychać i widać w mediach. Natomiast o A18, Berlince itp. ani widu, ani słychu, ani żadnych efektów. To samo dotyczy szpitala w Żarach. Władze samorządowe chętnie wspierają lecznice wojewódzkie, natomiast nikt jakoś nie kwapi się do rozmów z wojskiem na temat przyszłości 105-ki. Liczą na to że padnie lub uda się go zrzucic na powiaty? O drogach wojewódzkich na południe od Nowogrodu Bobrzańskiego lepiej nie wspominać.

        • Gość: Różyczka Re: cóż za pokrętne... c.d. IP: *.ssp.dialog.net.pl 03.08.11, 16:38
          Aglomeracja jest skupiskiem sąsiadujących ze sobą miast i wsi, które stanowią wspólny organizm, poprzez zintegrowanie lub uzupełnianie się rozmaitych form infrastruktury tych miejscowości oraz wzajemne wykorzystywanie potencjałów, którymi te miejscowości dysponują. Wg wyżej przytoczonej definicji już dzisiaj o miastach dawnego woj. zielonogórskiego możemy powiedzieć ,że tworzą aglomerację. Miasta ZG. Nowa Sól. Żary itd rozwijają się w sposób zrównoważony. Migracja między tymi miastami w związku z pracą , nauką, załatwianiem spraw ma miejsce na codzień.Odległość w czasie do 1 h to typowy czas potrzebny w aglomeracji na dojazd. Wydzielenie dawnego woj. zielonogórskiego rzekami o dużych obszarach zalewowych w spoób naturalny tworzy obszar funkcjonalnie ze sobą powiązany, wyizolowany od najbliższych metropoli. Nie ma w tej aglomeracji miasta o charakterze metropolitarnym. ZG wstąpiła się, samoczynnie nie przejęła funkcji dominującej. Dominują tylko resztki administarcji,Rozwinął się jedynie Uniwersytet. Być może a nawet jestem tego pewna ,że nowa era komunkacji cyfrowej oraz osiągnięcia w dziedzinie źródeł energii odnawialnej stwarza szansę powstania nowoczesnej ekologicznej aglomeracji. Aglomeracja była i jest . Niestety planiści tworzący plan zagospodarowania województwa nie zauważyli tego faktu. Dyskusje takie jak ta na forum gazety powinna się toczyć podczas spotkań i warsztatów nad planem województwa. Niestety odbywa się tylko w szczątkowej formie, ponieważ zamwiający plan sam nie wie gdzie mieszka i czego ma oczekiwać i płaci za gnioty planistyczne. Dyskusja pojawiła się w związku z konsultacjami planu województywa. Głos pracodawców jest przykładem myślenia o przyszłości. To bardzo konstruktywny głos w dyskusji.
          • mmmmmm000 Re: cóż za pokrętne... c.d. 04.08.11, 12:17
            podajesz definicję: "jest skupiskiem sąsiadujących ze sobą miast i wsi, które stanowią wspólny organizm", a potem piszesz, o Z.G. i N.S. Uważasz, że ta definicja pasuje to miast oddalonych od siebie o dobre 15 km licząc od rogatek? A pomiędzy lasy, pola i łąki...
            Gdzie tu jest ten jeden organizm???
            • Gość: Różyczka Re: cóż za pokrętne... c.d. IP: *.ssp.dialog.net.pl 04.08.11, 22:48
              Nie chciało mi sie wymieniać wszytkich miast Zielona Góra, Nowa Sól, Kożuchów, Sulechów, Żary,Zagań, Szprotawa, Nowogród Bobrzański i może Krosno. Ludzie, którzy pracują w Żarach budują domy na wsiach przy drodze do ZG. i odwrotnie . Odległość 50 km , 45 min samochodem i 40 min Regionalną mozna porównac do odleglóści pokonywanej codziennie przez mieszkańców Poznania czy Wrocławia. Znacznie milej pokonać tą odległość nie w miejskich korkach a jadąc przez lasy. To jest mozliwe jeżeli gęstość zaludnienia nie jest tak duża jak w klasycznych metropoliach.
              • mmmmmm000 Re: cóż za pokrętne... c.d. 05.08.11, 11:45
                Nie ma czegoś takiego jak "klasyczne" i "nieklasyczne" metropolie. Albo wspólny organizm jest, albo go nie ma. Jeśli np. mieszkańcy Skwierzyny dojeżdżają do Międzyrzecza do szkół i pracy (w strefie), to nie znaczy, że Międzyrzecz jest aglomeracją. To się nazywa (paradoksalnie) "spełnianiem funkcji służebnej" wobec innego miasta. Np. miasta powiatowe pełnią funkcję służebną dla gmin, wojewódzkie dla powiatów... Czas przejazdu nie ma na prawdę kompletnie żadnego znaczenia. Jak napisałem - z Poznania autostradą w Wrześni też można pojechać w godzinę, ale to nie stanowi o przynależności Wrześni do aglomeracji. Co więcej, z Komornik (na południu Poznania) do Suchego Lasu (na półncy) nie da się dojechać w godzinę (chyba, że nocą albo w jakieś święto). Czy to znaczy, że i Komorniki i Suchy Las należy wyłączyć z aglomeracji??
          • Gość: mmmmmm000 jeszcze kilka słów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.11, 14:28
            Wspólnym organizmem miejskim można nazwać miejscowości, dla których koegzystencja i wspólne rozwiązywanie problemów jest wynikającą z rzeczywistości koniecznością. Znów na przykładzie Poznania - samo miasto i WSZYSTKIE okoliczne gminy dysponują własną komunikacją miejską (lub gminną). Autobusy komunikacji pozapoznańskich wjeżdżają oczywiście na teren Poznania, co rodzi określone problemy. Po pierwsze Poznań musi zadbać, by przystanki i dworce autobusowe (dworce komunikacji miejskiej) były przystosowane do przyjęcia większej liczby autobusów. Konieczna jest współpraca pomiędzy wszystkimi przewoźnikami w zakresie ustalania rozkładów jazdy, by autobusy się na siebie niepotrzebnie nie nakładały. Trzeba dostosować informację na przystankach i dworcach. Potrzebna jest współpraca w zakresie sprzedaży biletów lub rozliczania się pomiędzy przewoźnikami z biletów zakupionych u jednego przewoźnika, który został zrealizowany w autobusie innego przewoźnika. To właśnie jest przykład na problemy aglomeracyjne. Jeszcze bardziej jest to widoczne na Śląsku, gdzie potrzeba doprowadzenia wody do Katowic (aż spod Częstochowy), wymaga zaangażowania po kolei wszystkich gmin leżących na trasie wodociągu. Jaki interes ma stosunkowo niewielki powiat będziński czy powiat myszkowski, by po swoim terenie taką rurę prowadzić? Kto ma za tą inwestycję zapłacić? W myśl obecnego prawa Katowicom nie wolno finansować inwestycji na terenie innych gmin z własnych środków. Dlaczego więc Będzin czy Myszków mają za tą rurę płacić, skoro pożytki z niej będą czerpały Katowice? To są REALNE problemy aglomeracyjne. Jak na razie aglomeracje ratują się poprzez powoływanie spółek celowych lub związków międzygminnych.
            Jeśli mierzyć przynależność aglomeracyjną 1 godziną dojazdu, to Aglomeracja Poznańska sięgnąłby od wschodu po Słupcę, a od zachodu po Międzychód. Zupełnie nie rozumiem skąd taki dziwny wyznacznik. Dlaczego akurat godzina, a nie np. 37 minut??
            Przemieszczanie się do szkół czy pracy pomiędzy miastami nie tworzy jeszcze z tych miast aglomeracji. Zapewniam, że do Ciechanowa czy Piły też codziennie sporo ludzi przyjeżdża w tym celu, ale to jeszcze aglomeracji nie czyni.

            "Wydzielenie dawnego woj. zielonogórskiego rzekami o dużych obszarach zalewowych w spoób naturalny tworzy obszar funkcjonalnie ze sobą powiązany". No ja nie wiem jak ty, ale dla mnie w obecnych czasach przeszkody naturalne typu rzeki i rozlewiska jakoś nie stanowią bariery cywilizacyjnej. Argument, że lubuskie zostało wyizolowane przyrodniczo to doprawdy mistrzostwo świata. Chyba zaczynam rozumieć, dlaczego wschód Polski tak bardzo różni się od zachodu. Obszary zostały odizolowane Wisłą - ot co! Proszę cię nie popadaj w skrajności. Nie wiem jak ty, ale ludzie po tym kraju już od dłuższego czasu nie poruszają się konno, czy to na oklep czy w zaprzęgach, a drogi i mosty jakie są takie są, ale jednak są! Do najbliższych metropolii nie jest wcale tak daleko, bo ledwie 100 km czyli jakieś 1,5 godziny jazdy. Województwo Zielonogórskie zostało wydzielone w sposób zupełnie sztuczny z częsci Pomorza, Wielkopolski, Ziemi Lubuskiej (o przynależności historycznej to do Wielkopolski to do Dolnego śląska, to Brandenburgii, Nowej Marchii), oraz z części Dolnego Śląska. To nie jest żaden "naturalny", "wydzielony" obszar, ale zwykła decyzja administracyjna, wydzielająca w '54 roku tak zwane Ziemie Zachodnie z województwa wielkopolskiego, które żyło zupełnie innymi problemami społecznymi. Potrzebna była władza lokalna na miejscu, a nie (gdzieś tam) w Poznaniu. To, że akurat Zielona Góra została stolicą ówczesnego województwa jest zupełnym przypadkiem. Miasto bowiem wielkością i liczbą mieszkańców podobne było swoim sąsiadom jak choćby Żarom, Żaganiowi czy Nowej Soli. Proszę zerknąć do stenogramów Wojewódzkiej Rady Narodowej w Poznaniu, która w Zielonej Górze ustanowiła delegaturę Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu głównie dlatego, że... łatwo tam było z Poznania dojechać koleją. Droga z reszą też była niezgorsza. Konkurentem dla Z.G. był wówczas Świebodzin. Zatem o mały włos właśnie tam byłaby stolica lubuskiego. Zielona Góra zaczęła rosnąć i gromadzić coraz większą liczbę mieszkańców dzięki inwestycjom budowlanym. Zatem zupełnie naturalne jest, że zaczęła powoli stawać się centrum mikroregionu. Nie ma to jednak nic wspólnego z uwarunkowaniami naturalnymi. Po prostu socjalistyczna, centralnie sterowana gospodarka takie mikrocentrum z Zielonej Góry uczyniła. Gdyby to miasto miało rzeczywiście warunki naturalne, to nie byłoby od 966 roku tym czym aż do 1954 roku było - czyli niewielkim miasteczkiem na rubieżach Śląska o niewielkim, żeby nie powiedzieć prawie żadnym znaczeniu dla losów Polski. Obawiam się, że to "cofanie" się miasta - jak sama piszesz "wstępowanie się" jest niczym innym jak jego powrotem do stanu naturalnego, kiedy to nie było hołubione przez władze centralne. Zielona Góra leży w takim miejscu, że powoli ale skutecznie, "elektron" po "elektronie" (mieszkaniec za mieszkańcem), skurczy się do właściwych sobie rozmiarów i właściwego sobie znaczenia. Już uspokajam niektórych co gorliwszych. NIE oznacza to, że z czasem wróci do liczby mieszkańców rzędu kilkunastu tysięcy. To jest oczywiście niemożliwe. Jednak znaczenie samego miasta mimo statusu stolicy wojewódzwa, siła jego rozwoju, będą w stosunku do historycznych ośrodków sąsiednich coraz słabsze. To są procesy, na które władze miasta czy jego mieszkańcy zwyczajnie nie mają wpływu. To trochę tak, jak z kursem Franka szwajcarskiego. Ekspancja gospodarcza a co za tym idzie administracyjna Wrocławia i Poznania jest nieunikniona. Rozwój infrastruktury (dróg, kolei, infostrad) jeszcze tylko ten proces przyspieszy. Prezydent może oczywiście roztaczać przed mieszkańcami świetlane wizje, mówić o aglomeracji, bajać o metropolii, ale nic nie zmieni faktu, że miasto powoli dostaje zadyszki. Budowa basenu (trochę po to, by dorównać w tej kwestii Gorzowowi) powoduje odczuwalny dołek w budżecie miasta. Gdyby Z.G. chciała zacząć dorównywać metropoliom niczym równym sobie, musiałaby się pokusić o inwestycje nieosiągalne. Przytoczę tylko, że Poznań na samą tylko infrastrukturę w mieście wydaje w tym roku okrągły miliard złotych. Wszystkie wydatki tego miasta to coś około trzech miliardów. O wydatkach infrastrukturalnych aglomeracji poznańskiej nie ma co wspominać. Tego się nie da z Z.G. w żaden sposób ze sobą porównać.
            Z.G. w pomysłach na rozwój zaczyna przerastac samą siebie. Pomysł finansowania rozwoju lotniska z jednoczesnym forsowaniem przebiegu Kolei Dużych Prędkości jest sprzeczny sam w sobie. Na co komu loty do Warszawy, jeśli będzie mógł tam dużo takiej dojechać szybką koleją? Budowa strefy gospodarczej w Kisielinie za 100 milionów złotych nawet jeśli zatrudnionych zostanie tam 5 tyś. ludzi (wszyscy obecni bezrobotni) oznacza wydatek 20 tys. złotych na jednego zatrudnionego! A tym czasem podobna strefa jest np. w Nowej Soli. Niech mi nikt nie mówi, że to za daleko, bo przecież niby oba miasta to jeden organizm! Chciałbym wrócić uwagę na jeszcze jeden problem. Pakowanie się w strefy nie jest najlepszym pomysłem patrząc od strony dochodów. Firmy ulokowane w strefach nie płacą podatku dochodowego, tak zwanego CIT. Właśnie z tego podatku najwięcej dochodu mają takie aglomeracje jak Wrocław czy Poznań. Celowo czy nie, ale w tych miastach tego rodzaju strefy są maciupkie, a jednak kapitał tam inwestuje i to sporo. Jedyny pożytek ze stref jest taki, że firmy płacą podatek od zajmowanego gruntu, a pracujący w nich ludzie podatek od swoich wynagrodzeń. Nie są to jednak jakieś znaczące kwoty. Strefy powodują jednak niestety szkody w rynku pracy. Miejscowi przedsiębiorcy, którzy zmuszeni są do odprowadzania podatków dochodowych (PIT czy CIT), muszą zwiększać koszty działalności poprzez podwyższanie pensji. Większa konkurencja pracodawców na rynku pracy oznacza wyższe płace. Dla pracowników dobrze, dla pracodawców źle. To jest jedna z przyczyn podupadania zielonogórskiego biznesu.
            • Gość: Różyczka Re: jeszcze kilka słów IP: *.ssp.dialog.net.pl 04.08.11, 22:39
              Zielona Góra została województwem tylko dlatego,że tu była siedziba UB a społeczność dało się łatwo zatomizować. Zielona Góra nigdy nie była metropolią , ponieważ nie miała takiej mocy urbanizacyjnej. Ten politycznie administracyjny twór spowodował zjawisko o którym marzą kraje wysokorozwiniete ; zrównoważonyu rozwój w całym dawnym woj. zielonogórskim. Co być może jest szansą dla tych miast jeżeli będą działać wspólnie. Miasta muszą planować swój rozwój i mysleć perspektywicznie. Godzina dojazdu to około 50-70 km to tyle ile ludzie sa w stanie znieść przy dojazdach do pracy. Inwestorzy właśnie tę wielkość rozważają. Wielu ludzi mieszka w ZG a pracuje w Żarach, Nowej soli czy Żaganiu a to przejazd jak z dzielnicy do dzielnicy w Poznaniu. Nie chodzi mi o to aby być Poznaniem, bo to jedno z wielu miast , które aby podnieść jakość życia, będzie musiało walczyć ze swoją urbanizacją. Ja tylko zauważyłam,że te kilka miast ZG,Zary itd równomiernie się rozwijają i korzystaja wzajemnie ze swoich potencjałów i być może warto się tego czepić aby nie dać się zmarginalizować. Zgadzam się,że nie o kolejne strefy przemysłowe chodzi ale o zachowanie tego co mamy i podnoszeniu jakości życia. Zdaje się,że nie Cit a Pit daje największe dochody gminom. Rzeki zaczęły na nowo wylewać po około 150 latach więc mają wpływ na rozwój. Państwo nie chce inwestować w autostrady czy kolej na polderach. Przemieszczanie się między miastami to istota aglomeracji. Metropolie wciągają do siebie okoliczne miasta u nas tego nie ma . Natomiast warto powalczyć o wspólną strategie dla tych kilku miast aby kontynować zrównoważony rozwój, wspólną promocję, wspieranie się i dzielenie się dobrami ponad miejskimi itp. Do Wrocławia , Poznania Berlina jest tak daleko,że nie życzę nikomu aby tam dojeżdżał do pracy. Te miasta nigdy nie będą służyć ZG, Nowej Soli..... one tylko mogą z nich zrobić odległe wioski, gdzie można zjeść dzika z rożna. Inwestowanie w komunikację to priorytet dla regionu, który chce przetrwać w dobrobycie. Nawet na tego dzika z grila trzeba jakoś dojechać . Nie o genialne pomysły typu Palmiarnia czy drogi basen chodzi a raczej o dążenie do celu w moim mnimaniu jest to wysoki standart życia w mieście. Bogaci żyją na wsiach a u nas ich dostatek. Mieszkać jak na wsi a pracować jak w mieście . tu jest to możliwe. Tym sę różni aglomeracja Poznańska o Zielonogórskiej. Co do pomysłów Urzędu na rozwój to zupełnie się z Tobą zgadzam to zabawa bez fachowców . Co kto palnie to realizują . Pewien stary, emerytowany taksiarz mędzi ,że nie zrealizowano aglomeracyjnej koło dworca PKP to podchwycili i bedą realizować a w Poznaniu i Wrocławiu z tych aglomeracyjnych zrobili ulice dojazdowe, bo korki generowały. Czy jest jakieś miasto w EU , które ma własną restauracją i jeszcze do niej dokłada, buduje basen za miliony bez wspomagania energią odnawialną a deszczówke sprowadza do wybetonowanego dołu, dla ożywienia miasta wstawia w zabytkową zabudowę drewniane budy, maluje grafitti na zabytkach. To niestety są pomysły, które tylko przyspieszają degradację miasta. Znamiona wojewódzkiego miasta to wysoka kultura, teatr, filharmonia a nie Peja, budy na ulicy i karuzele.
              • Gość: mmmmmm000 Re: jeszcze kilka słów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.08.11, 13:09
                Powód powstania województwa chyba jednak za bardzo spłycasz. Doskonale wiesz, że po '45 roku aż do granicy z Niemcami ustanowiono tutaj Województwo Wielkopolskie. Twoim przodkom ziemię czy kwaterę przyznawał Urząd Repatriacyjny w Poznaniu (czy tego chcesz czy nie). Historii nie zmienisz. O powstaniu "oddziału" Urzędu Wojewódzkiego w Z.G. i Gorzowie decydowano w Poznaniu, bo do '50 roku województwa miały jeszcze tyle prerogatyw. Wielkopolska jako region przynależny do Polski w dwudziestoleciu międzywojennym i tereny tzw. Ziem Odzyskanych miały zupełnie inne interesy i problemy. Dlatego też utworzono jednocześnie Opolskie i Koszalińskie. Nie jest tajemnicą, że im mniejsze jednostki terytorialne, tym łatwiejsze zarządzanie i w efekcie szybszy rozwój, czego właśnie Z.G. jest najlepszym przykładem. A to, że było SB, no cóż - jeśli była "filia" urzędu wojewódzkiego to było i SB. Takie czasy.

                Ja śmiem twierdzić, że nie było zrównoważonego rozwoju w całym zielonogórskim. Weźmy na przykład taki Sonneberg czyli dzisiejszy Słońsk. Przed wojną miasto miało aż dwa powiaty (wschodni i zachodni). Po wojnie, choć podobnie jak wszystkie inne miasta w regionie ludność spadała tam do niemal zera, to urosła ledwie (zdaje się) do trzech tysięcy obecnie. Gdyby rozwój był zrównoważony, to miasto byłoby dzisiaj wielkości Nowej Soli. Podobnie Skwierzyna, która przed wojną była miastem powiatowym równym Międzyrzeczowi. Dzisiaj jest o połowę mniejsza i należy do Powiatu Międzyrzeckiego. Można jeszcze wspomnieć Kostrzyn, który wielkością dorównywał kiedyś Gorzowowi, a dzisiaj... Jeśli brać pod uwagę rozwój północy i południa, to już zupełnie nie można mówić o równowadze. Wystarczy zobaczyć na liczbę mieszkańców np. Strzelec, Drezdenka, Barlinka, Myśliborza, Sulęcina by się przekonać, że znacznie odstaje ona od liczby mieszkańców Żar, Żagania czy Nowej Soli. Jeśli mówić o zrównoważonym rozwoju, to ewentualnie kilku miast południa. Rozrost samej Z.G. z kilkunastu tysięcy do ponad stu, też nie można nazwać zrównoważonym. To był akurat szybki i trochę nienaturalny rozwój. To musiało się odbyć czyimś kosztem. Z całą pewnością nie Augustowa czy Białegostoku.
                Marginalizacja nie wynika z braku aglomeracyjności, ale z niewielkiej siły gospodarczej. Tak - tutaj się zgadzamy. Najważniejsze jest podnoszenie jakości życia.
                Co do CIT i PIT małe wyliczenie. Solaris - zysk do opodatkowania za 2010 to 104 miliony zł. Z tego podatek liniowy 18% daje 18.700.000 zł. Z tego do gminy trafia 2% czyli 375.000 zł. Liczba pracowników solarisa 1800 osób, ze średnią płacą brutto 3000 zł, co daje 6.500.000 rocznie. Z tego podatku jest (po odjęciu składek) 1.600.000. O ile pracownicy nie mieli odliczeń od podatku, do gminy trafi 2% czyli... 32.000 zł. A więc aż 10 razy mniej. Różnica między nami jest taka, że tobie się wydaje, a ja to liczę.
                Państwo nie inwestuje w kolej czy drogi na polderach? Ja cię bardzo przepraszam. Poczytaj na temat inwestycji - zobaczysz ile inwestycji przebiega przez takie trudne tereny. Choćby dolina Rozpudy, albo grzęzawiska pod Gorzowem, gdzie budowana była A3.
                Metropolie jakoś nie wciągają okolicznych miast, ale z nimi współpracują, co widać na przykładzie Wrocława, Poznania czy Górnego Śląska. Tręd przyłączeniowy da się zaobserwować np. w Szczecinie, który zupełnie pozbawił się powiatu ziemskiego albo np. w Gorzowie, który już od lat ma apetyt na Kłodawę, Deszczno czy Santok. Oczywiście, że bardzo warto walczyć, ale ja bym trochę zmienił twoje słowa. Nie walczył bym o wspólną strategię, ale walczył bym wspólną strategią. To jest właśnie niby tylko słowna, ale OGROMNA różnica. Nie ma sensu, by miasta między sobą walczyły o wypracowanie wspólnej strategii, bo każde z nich może mieć zupełnie inne cele do realizacji. Ważne, by jedne miasta wspierały inne miasta w ich celach. Jeśli Swarzędz chce wyrzycenia starej autostrady poza miasto, to Poznań powinien wspierać poprzez zaplanowanie wylotu głównej drogi w dogodnym dla Swarzędza miejscu. Jeśli Poznań chce głównego wyjazdu na A2 w kierunku Komornik, to niech Komirniki w tym miejscu nie planują osiedla domków jednorodzinnych. Na tym ma polegać współpraca. Zupełnie NIE na tym, że Zielona Góra wymyśla sobie np. lotnisko, a reszta ma to w milczeniu wspierać finansowo. To zupełnie nie o to chodzi. Dlatego ja jestem zdecydowanie PRZECIW zapędom formalizującym taką współpracę pod jednym, jedynie słusznym pzywództwem. To ma być WSPÓŁPRACA, a nie ZALEŻNOŚĆ!
                Żaden Poznań, Wrocław czy Berlin nie zrobią z Z.G. wioski, jeśli ta sama z siebie wioski nie zrobi. W każdym razie dzisiejsze metody, by tą wioską nie zostać są mało skuteczne i raczej przynoszą dokładnie odwrotny efekt. Ekspansja gospodarcza dużych miast jest nieunikniona. Nawet jeśli mieszkańcy i władze Poznania nie będą chceli dalszego rozwoju miasta, to on i tak będzie postępował, bo to wynika nie z chęci, ale z prostych zasad ekonomii. Ta ekspansja rozszerza się już na pierścień około 50 km od miasta (Gniezno, Środa Wlkp., Pniewy). Za kilka lat będzie to kolejnych kilka kilometrów, choć zapewne z każdym rokiem coraz mniej (zasada powierzchni koła). Oznacza to, że potencjalny inwestor zanim pojawi się w Z.G. sprawdzi, czy nie warto się przesunąć z 50km w kierunku Poznania. Jeśli przez kolejne kilka lat miasto się nie uatrakcyjni poprzez np. budowę dobrych dróg do najbliższych aglomeracji, zo samo się zmarginalizuje. Biznes nie potrzebuje lotów do Warszawy. Biznes potrzebuje drogi i torów, by można było przywieźć surowce i wywieźć gotowe towary do klienta. Dobrą drogą biznesmen przyjedzie sobie samochodem. Samolotem nie wyśle kilkunastu wagonów mebli.
                Reszty nie będę komentował, bo się z tym generalnie zgadzam. Proszę cię tylko nie porównuj aglomeracji poznańskiej do tzw. "alomeracji zielonogórskiej", bo tutaj nijakich porównań się po prostu zrobić nie da. Nie można porównać kawy z sokiem pomarańczowym.
                • Gość: Różyczka Re: jeszcze kilka słów IP: *.ssp.dialog.net.pl 05.08.11, 19:16
                  Na początku było w ZG NKWD i to właśnie w ZG była ich główna kwatera w zachodniej Polsce. Polskojęzyczni i o nazwiska Polskich pozostali i tworzyli UB, dopiero później było SB. Nowa Sól, Żary a nawet Sulechów bardzie się nadawały na województwo. ZG to była mała mieścina z małymi kamienicami i przemysłem w porównaniu z np Nową Solą. Repatrianci już w pociagach wybierali burmistrzów i aby po 1948 roku przejąć władze od obywateli trzeba było je najpierw zatomizować. W ZG takiego problemu nie było, ponieważ UB -owców było bardzo dużo w stosunku do miejscowych. UBbyło tak wielkie,że postanowiono zrezygnować ze szpitala i umieścić tam siedzibę UB. Po utworzeniu województwa w ZG przyjechało doniej następnych 500 funkcjonariuszy. Historia miasta była pokazywana na wystawie w Muzeum więc to co piszę nie jest tajemną wiedzą. Nie ma dwóch identycznych miast, dlatego Twoje porównania z Poznaniem i naginanie ZG do tego jakże innego miasta nie ma większego sensu. Co z tego ,że ZG jest inna od Poznania a Poznań jest inny od Wrocławia. Sa na świecie miasta które licza tyle co pół Polski i co z tego.
                  • dachowiecgorzowski Re: jeszcze kilka słów 05.08.11, 21:56
                    Gość portalu: Różyczka napisał(a):
                    > Co z tego ,że ZG jest inna od Poznania a Poznań jest inny od
                    > Wrocławia. Sa na świecie miasta które licza tyle co pół Polski i co z tego.

                    Różyczko - NOKAUT! Mmmmmmm swoim tekstem zesłał Cię na deski. Kolejny raz chylę czoła przed jego analitycznym tokiem rozumowania popartym dowodami. To co proponują władze ZG to nic innego jak skok na kasę i osłabienie konkurencyjności sąsiednich gmin. Mam nadzieję, że realizowany obecnie w byłym województwie gorzowskim projekt współpracy gmin nie pójdzie tą samą drogą. Ciekawie opisano to w GL:


                    www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20110804/ROZMOWY/891004131
                    • Gość: Różyczka Re: jeszcze kilka słów IP: *.ssp.dialog.net.pl 06.08.11, 07:16
                      Działania władzy ZG to głównie horyzont skoku na kasę. Wydaje się kupę kasy na plany przestrzenne wyłącznie po to by sprzedać jedną działkę . Zawiązuje stowarzyszenia by koleś miał eteat managera, to chyba widać i słychać w mieście. Pracodowcy zaincjowali dokładnie to co zaproponował Gorzów. Problem jest właśnie z ZG, ponieważ to miasto działa jak wiocha. Traci wszelkie atrybutu bycia stolicą województwa. Uniwersytet to kolos na glinianych nogach. Będzie istniał dopóki będą chcieli tu studiować studenci a niestety na wielu kierunkach jest to oferta dla miernot.
                    • Gość: Różyczka Re: jeszcze kilka słów IP: *.ssp.dialog.net.pl 06.08.11, 07:41
                      Gdyby Mmmmmmmmmm.. miał rację to miasta we Włoszech i Holandii nie wyglądały by dzisiaj tak jak wygladają. Tam rozwój urbanistyczny powstrzemuje się administracyjnie. Mmmmm cały czas pojmuje urbanizację jak zabudowę XIX wieczną a dzisiaj jest wiek XXI. Nie o zabudowę chodzi a o wspóne działanie na rzecz podnoszenia jakosci życia to powinien być cel dzisiejszej aglomeracji czy jak chcesz nazwij ją grupy miast. We Włoszech, Austrii są to regiony, któretworzą wspóną strategie i ją realizaują. Chodzi o stworzenie organizmu w którym sie mieszka jak na wsi a pracuje jak w mieście. Droga to nie km, to dzisiaj czas podróży. Praca to nie zawsze miejsce poza domem. Projektant jak wieśniak może pracować w swojej chałupie. Dzieci w Norwegi uczą się w szkołach nie wychodząc z domu. Dzieci w Szwajcarii mają przedszkola w lesie. Każdy region jest inny porównywanie ZG do Poznania i naginanie nie ma sensu. Władza w ZG naśladownictwem nie raz sie skompromitowała. Pomnikiem nasladownictwa jest Palmiarnia. ZG chciała mieć Palmiarnie jak w Poznaniu i dzienikarze z zagranicy łapią się za głowę jak takiego gniota mozna było postawić w XXi wieku za publiczne pieniądze. Zg ma dzisiaj inny problem. Jak przetrwać i nie zostać wsią. Czy jest to możliwe w mieście, które swoje korzenie władzy ma w NKWD. Czy 50 lat wystrczyło aby miasto potrafiło wybrać do sprawowania władzy fachowców a nie politruków i arogantów. Czy w tym mieście napływowe rzesze inzynierów z lat 60.70 i 80 dopchają się do władzy. A może im na tym nie zależy, inżynier dzisiaj ma pracę i nie musi pchać się na stołki.
                      • Gość: mmmmmm000 Re: jeszcze kilka słów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.11, 13:48
                        Znów jakiś "odlot". Zarzucasz mi XIX wieczne podejście do urbanistyki, chociaż NIGDZIE nie napisałem, że popieram alomerację. Niemal cały czas tłumaczę, że ZIELONA GÓRA NIE POWINNA SIĘ AGLOMEROWAĆ!!! Skąd więc ten idiotyczny zarzut, że to właśnie ja namawiam do urbanizacji??? To właśnie władze Z.G. dążą do tego, by tworzyć jakiegoś chrego molocha, a Pan Tomasz swoim artykułem jeszcze namawia między innymi Żagań, by stał się tego molocha częścią. Jeśli jeszcze tego nie zauważyłaś, to powtarzam - JESTEM PRZECIW!!! Więc nie zarzucaj mi intencji zupełnie odwrotnych do tego co wszędzie powyżej pisałem. To właśnie Ty wciąż udowadniasz, że Z.G. ma wszelkie przesłanki, by aglomeracją, ba nawet metropolią pozostać. Ja uważam, że to bzdura i co więcej - uważam, że to dobrze, bo tylko dzięki temu ma szanse na lepszy rozwój niż molochy, które się w sobie duszą.

                        Co do SB. Widzę, że jesteś pod wrażeniem wystawy. Ja jednak (jeśli mogę) radził bym Ci nie opierać swoich osodów rzeczyuwistości na podstawie wystaw i informacji zawartych w Internecie. Tylko dwa przykłady. Swojego czasu Gorzów promował wykreślenie "Wlkp." z nazwy miasta i w zwiazku z tym pojawiło się "na rynku" sporo informacji w przeróżnej formie np. prelekcji i artykułów w Internecie. "Wielkopolskość" według autorów miałaby rzekomo wynikać z pomysłu poznaniaków w czasie, kiedy Gorzów należał do woj. poznańskiego i takie przekonanie panuje po dziś dzień. A tymczasem ja sam osoiście dysponuję mapą szkolną II RP, wydaną w roku 1922, która swym zasięgiem obejmuje fragment Niemiec. Jest tam również Landsberg. A że mapa jest dwujęzyczna, to pod niemieckimi nazwami większych miejscowości, znajdują się odpowiedniki ich miast po polsku. No i oczywiście pod kreską widnieje napis: Gorzów Wielkopolski. Brzy to jednoznacznie wszelkie dziwaczne argumenty lokalnych mądrali, ale na mój głos w tej sprawie są głusi. Próbowałem mapę sprezentować muzeum w Gorzowie, pod warunkiem wyłożenia jej na widok publiczny. Takiego zapewnienia jednak nie uzyskałem, więc w obawie przed "przepadnięciem" oczywistego dowodu, mapę zabezpieczyłem u siebie w domu.
                        Drugio przykład w wikipedii - dowiesz się, że jest taki region jak "Kujawy", co jest oczywistą dezinformacją, ponieważ, Kujawy to subregion Wielkopolski (podobnie jak np. Pałuki czy Krajna). Bydgoszcz jednak jest na tyle dużym miastem, że zawsze znajdzie się ktoś, komu przynależność do jakiegoś innego regionu będzie nie wsmak ze względów ambicjonalych.
                        Próbowałem to poprawić powołując się na źródła, ale po jakimś czasie ktoś moje dane oczywiście wyrzucił.
                        • Gość: Różyczka Re: jeszcze kilka słów IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.08.11, 21:24
                          Nie zarzucaj mi powierzchowności w moich wypowiedziach na temat UB w ZG. Ukazały się dwie pozycje książkowe . Jedna długo przed powstaniem IPN-u. Historia UB jest w ZG żywa do dzisiaj, żyją naoczni świadkowie. Zyją również ci ,którzy w roku 1950 gdy do ZG zjechało 500 funkcjonariuszy aby tworzyć województwo, zostali ze swoich mieszkań wyrzuceni na ulicę.
          • Gość: mmmmmm000 c.d. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.11, 14:37
            Wyższe płace spowodują rozwój usług jak np. restauracje, fryzjerstwo, ale nie wpłynie to znacząco na rozwój miasta. Poprawi natomiast odczucie mieszkańców co do jakości życia. Będzie widoczna większa konkurencja i lepsza jakość usług. Z resztą to się już dzieje.
            Uniwesytet jak na mój gust owszem się rozwinął, ale zdecydowanie nie utrzymał dynamiki tego rozwoju i zaczyna ostro pikować w dół. Angażowanie UZ do różnych działań jak np. park w Kisielinie jest według mnie nieporozumieniem. Jest to próba pokierowania uczelnią na wzór WSZ w Świebodzinie. Jednak obie te uczelnie różne są zasadniczo. Uniwersytet w takie przedsięwzięcia nie powinien się angażować, bo nauka jeśli już ma mieć jakiś styk z gospodarką to na zasadzie sprzedaży patentów lub ścisłej współpracy w opracowywaniu technologii. Do tego UZ wcale nie potrzebuje Kisielina.

            "jestem tego pewna ,że nowa era komunkacji cyfrowej oraz osiągnięcia w dziedzinie źródeł energii odnawialnej stwarza szansę powstania nowoczesnej ekologicznej aglomeracji." Co ma technologia żródeł technologii odnawialnej do aglomeraci???
            • Gość: Różyczka Re: c.d. IP: *.ssp.dialog.net.pl 04.08.11, 23:03
              Chyba ma skoro Niemcy i Skandynawowie inwestują w nie jak zwariowani. Nie trzeba być wielkim i zurbanizowanym aby być bogatym. Nawet to ostatnie nie zawsze idzie w parze z bogactwem. Za parę lat bogaty będzie ten, kto będzie miał naprawdę tanią energię.
              Szwjacaria, Dania to małe kraje a jakie bogate i wcale nie ma tam zurbanizowanych metropoli. Pojęcia aglomeracj, metropolia maja charakter umowny. Ja przez nowoczesną aglomerację rozumiem zespół miast, w których są instytucje kulturalne, kina, filharmonie , teatr, muzea, galerie sztuki, wszelkie szkoły w tym uniwersytet, lotnisko, dworzec pkp z którego dojadę do innych metropoli bezpośrednim pociągiem, pracę, szpital, specjalistyczne usługi medyczne, obiekty sportowe o znaczeniu regionalnym itp. Nie tylko UZ pikuje, polskie uczelnie plasują się za afrykańskimi.
              • Gość: mmmmmm000 Re: c.d. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.08.11, 13:19
                Przepraszam, ale wciąż nie widzę związku aglomeracja/ochrona środowiska. Jak aglomeracja może wpływać na "zieloność". Nie rozumiem kontekstu.
                Metropolie nie określają jednoznacznie bogactwa! Wystarczy popatrzeć na miasto Meksyk, miasta hinduskie czy choćby Moskwę. To nie jest jednoznaczne. Są metropolie bogate i biedne, tak jak mogą być biedne i bogate wsie. W Polsce jest akurat tak, że metropolie są bogatsze od niemetropolii i przez jakiś czas ten trend się zdecydowanie utrzyma. Po prostu "w kupie raźniej" a tak serio dużo łatwiej. Definicja aglomeracji jest OK. Tylko, że jak sama piszesz, jest to ZESPÓŁ MIAST. Nie da się mówić o "zespole", jeśli ośrodki, układy urbanistyczne są od siebie oddalone o 50 kilometrów! A to, że mają ze sobą różnego rodzaju korelacje to rzecz oczywista. Ale to jeszcze wciąż nie aglomeracja.
                UZ jednak pikuje (co oznacza bardzo szybki lot znoszący - czyli ku dołowi). Te najlepsze choć też się nie wznoszą, to jednak albo utrzymują kurs, albo obniżają loty.
                • Gość: Różyczka Re: c.d. IP: *.ssp.dialog.net.pl 05.08.11, 19:33
                  Zależy co dla kogo jest bogactwem. Ty pojmujesz je inaczej i ja inaczej. Ile można sie najeść i mieć pokoi, łazienek i samochodów. Dla jednych auta są bogactwem a dla innych przyroda. Najlepszy przykład ,że w najbogatszych miastach EU mieszkańcy mają mniej samochodów niz np w takim Caracas. A co Moskwy to jej kultura budowania dotarła i do ZG zagnieździała sie koło dawnego miejsca festiwalu Piosenki Radzieckiej . Powstały tam w parku wille na wzór podmoskiewskich pałaców. I to niestety jest bardzo smutne to znaczy że kulturowo daleko nam do EU a blisko do Moskwy.
                  • Gość: mmmmmm000 Re: c.d. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.11, 13:49
                    sorry, ale nie skomentuję, to jednak nie na temat...
      • Gość: bodzio Re: cóż za pokrętne (żeby nie pow. pokręcone) myś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.08.11, 14:57
        >>>...Powikszyć miasta do takich rozmiarów, by ich układy urbanistyczne zaczęły tworzyć jeden połączony organizm. To jest jedyna metoda. Nie da się aglomeracji tworzyć administracyjnie...<<<

        Pozwolę sobie dać przykład miasta jak to mówią średniej wielkości, które wraz z miejscowościami ściśle przylegającymi tworzą przykładową ponad 300 tysięczną aglomerację.
        Zaś Bielski Obszar Metropolitalny obejmujący większy obszar zamieszkuje prawie 900 000 m-ców.
        pl.wikipedia.org/wiki/Aglomeracja_bielska
        Czy w tej zadrzewionej krainie zwierzątka lesne także zaliczane są do mieszkańców aglomeracji zielonogórskiej ?
        • Gość: Różyczka Re: cóż za pokrętne (żeby nie pow. pokręcone) myś IP: *.ssp.dialog.net.pl 04.08.11, 07:29
          Dopiero w planie krajowym na 2030 r Zielona Góra przestała byc metropolią. Definicje, które przytoczyłeś zmieniają się . Nie definicje a fakty tworzą rzeczywistość. W dzisiejszych skupikach miejskich urbanizacja nie jest celem a jakość życia. Nie o szerokie ulice chodzi a bezpieczne, o rekreację, sport, mieszkanie z ogrodem i oczywiście pracę. Od conajmniej 15 lat wiele miast EU broni się przed urbanizacją bo ta oznacza ubogość życia. My mamy lepszy start do nowoczesności dlatego,że mieszkamy w zespole miast połączonych funkcjonalnie rozdzielonymi lasami a nie np kopalniami. We wszytkich miastach świata żyją zwierzęta.
          • mmmmmm000 Re: cóż za pokrętne (żeby nie pow. pokręcone) myś 04.08.11, 12:35
            No to jakaś nowość! "Funkcjonalnie rozdzielone lasami" czyli że co? Te lasy posadzono tam specjalnie, a gdyby się na nie nie zdecydowano, to mielibyśmy w ich miejscu "tkankę" miejską? Błagam pomyśl zanim cokolwiek napiszesz...
            "Dopiero w planie krajowym na 2030 r Zielona Góra przestała byc metropolią." Wpisujesz się w tok rozumowania szanownego Pana Tomasza. Plan Zagospodarowania Przestrzennego Kraju w ogólne nie określa "metropolitalności" miast! Metropolie albo są, albo ich nie ma. Albo według definicji spełnia się warunki by nią być, albo nie. Zielona Góra z przyległościami się w tej definicji nie mieści. Żaden plan tego nie jest w stanie zmienić. Nie można metropolią być, a chwilę potem w jakichś planach nie nie być! No chyba, że po wybuchu jakiejś bomby atomowej, która tą aglomerację zmiecie z powierzchni ziemi. Jeśli jakieś tereny są aglomeracją, to po prostu są i nie da się tego jakimś planem "odczarować". Z resztą dowodem na to, że Z.G. dopiero TWORZY aglomerację, są pojawiające się co jakiś czas artykuły na ten temat. Mówi się w nich właśnie cały czas od TWORZENIU PRZYSZŁEJ aglomeracji. Użyję mocnego słowa, ale to jest zwyczajnie głupie. Ponieważ tworzenie aglomeracji nie polega na uściślaniu związków administracyjnych, ale na wzajemnym przenikaniu się zespołów urbanizacyjnych. Proponuję zapoznać się np. z pojęciem Aglomeracja Poznańska. Aglomeracją nie mogą być miasta oddalone od siebie o 50 km, bo choćby nie wiem jak się starać nigdy nie utworzą one wspólnego organizmu urbanistycznego. Nawet aglomeracja warszawska ma szerokość trzydziestu paru kilometrów, a zamieszkuje ją 2,7 mln ludzi. Więc nawet jeśli Z.G. kiedyś dojdzie do takiej liczby mieszkańców, to i tak swym zasięgiem (swoim terytorium) nie sięgnie ani Żagania, ani Żar.
            • Gość: Różyczka Re: cóż za pokrętne (żeby nie pow. pokręcone) myś IP: *.ssp.dialog.net.pl 04.08.11, 23:33
              A słyszałeś o Miastach Ogrodach . Wiem co piszę. W poprzednim planie krajowym ZG wraz z otoczeniem była nazwana obszraem metropolitarnym . Jeszcze do niedawna tak była pozycjonowana na Wikipedii, która opiera sie na oficjalnych źródłach. Jeśli prześledzisz historię na stronach wikipedii to tą klasyfikację odnajdziesz. Planowanie jest rzeczą umowną . w poprzednim planie umówili się że ZG to metropolia a w obecnym nie . To ty sam sobie zaprzeczasz sam napisałeś ,że ZG powstała na skutek decyzji administracyjnej no i masz z 23 tys ludzi w przeciagu 45 lat powiększyła sie do 120 tys. Plan zagospodarowani przestrzennego kraju określa metropolitalność moze sobie to w nim wyczytać pod hasłem obszar metropolitarny . Jak założymy,że miasta oddalone o 50 km tworza aglomerację to bedą tworzyć. jeżeli ktoś jeździ codziennei 50 km do pracy a drugi jedzie 50 km do sklepu albo załatwic sprawę to znaczy że żyją w zespole miast które tworzą aglomerację, poniewaz te mista sa powiazane funkcjonalnie etc. Aglomeracje charakteryzują się dużym przepływem osób i towarów oraz znaczną wymianą usług. W brzmieniu bardziej potocznym aglomeracja jest skupiskiem sąsiadujących ze sobą miast i wsi, które stanowią wspólny organizm, poprzez zintegrowanie lub uzupełnianie się rozmaitych form infrastruktury tych miejscowości oraz wzajemne wykorzystywanie potencjałów, którymi te miejscowości dysponują. Infrastruktura to nie tylko wspólna kotłownia, czy woda. Obecnie media techniczne coraz częściej sa niezależne nawet w mieście.
              • Gość: mmmmmm000 Re: cóż za pokrętne (żeby nie pow. pokręcone) myś IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.08.11, 14:34
                Typowy przykład myślenia życzeniowego. Można doszukiwać się w każdej definicji akurat takich cech, pod które da się podciągnąć własną teorię.
                To, że ktoś tam, planując koncepcję zagospodarowania kraju nazwał Zieloną Górę metropolią, nie oznacza, że ona metropolią jest. No błagam cię. Rozejrzyj się dookoła i pokaż gdzie ty tą metropolię widzisz. Ja wiem i rozumiem, że takie określenia miło łechtają ego każdego zielonogórzanina, ale za chwilę dojdziemy do obsurdów. Nazywanie ponad stutysięcznego miasta metropolią? W obliczu np. sześciomilionej Moskwy? To jak w tej skali nazwać taką Moskwę, Berlin czy Nowy Jork? Hipermegasupermetropolią czy jak??? Pisanie o Poznaniu czy Wrocławiu w kontekście metropolii to już jest trochę naduzycie. Według mnie zasługuje na to miano jedynie "Silesia" o ile powstanie i Warszawa z dużym trudem. Reszta to metropolie raczej umowne i na skalę naszego kraju. Jeśli Z.G. nazwać metropolią, to owszem, na skale województwa.

                W niczym sobie nie zaprzeczam. Już wyraśniam. Rozwój Z.G. od roku '50 do '89 wynikał z centralnego planowania. Wydaje mi się, że mylisz dwa pojęcia. Czym innym były w socjaliźmie tak zwane "latki" czyli kilkuletnie plany inwestycyjne, np. czterolatki, pięciolatki, a czym innym jest rządowa strategia rozwoju kraju. Otóż w gospodarce sterowanej odgórnie, zakładano rozwój jakiegoś terenu np. miasta lub fabryki i na to kierowano tak zwane środki celowe. Czyli jeśli założono, że Z.G. stanie się miastem zdolnym do konkurowania z Poznaniem czy Wrocławiem, to z ministerstwa budownictwa poprzez zjednoczenia (było takie coś) do firm budowlanych spływały środki na budowę domów w Z.G. Miasto musiało tylko uzbroić teren, na co dostawało również środki celowe z ministerstwa infrastruktury (nie pamietam dokładnie jakiego, bo nazwy się zmieniały). I tak sobie oto rosły osiedla, gdzie ministerstwo zdrowia budowało żłobki, przedszkola, a ministerstwo oświaty szkoły. Ministerstwo przemysłu rozwijało równolegle jakąś gałąź przemysłu, żeby ludzie mieli gdzie pracować. Tak się to odbywało. Teraz jest ZUPEŁNIE inaczej. Nie ma centralnego sterowania. Państwo buduje jedynie infrasrukturę o znaczeniu krajowym. Pieniądze, którymi dysponują samorządy pochodzą z podatków PIT, CIT i dochodów własnych oraz tzw. subwencji czyli dofinansowania z budżetu centralnego np. do utrzymania szkół czy dróg gminnych. Ale gminy wydają te środki we własnym zakresie, jak im sę podoba. W to już rząd nie wnika. Częstą praktyką jest np. przeznaczanie dotacji celowej przeznaczonej na drogi na inne cele, jeśli gminie na coś tam nie starcza.
                Plan Zagospodarowania Przestrzennego Kraju jest dokumentem dotyczącym przewidywania rozwoju w przyszłości, na podstawie kilkuletnich obserwacji dotychczasowego rozwoju. Określa się w nim przede wszystkim tendencje jakie będą zachodziły w poszczególnych obszarach kraju zarówno geograficznie jak i "resortowo". Plan jest dokumentem, który ma te tendencje pokazać i wzmocnić działaniami centralnymi te obszary, które tego wymagają. Ale w odróżnieniu od socjalistycznego planowania nie ma mowy, o sztucznym rozwijaniu czegokolwiek. Między innymi z tego powodu wykreślono również zapis, o: "podniesieniu Szczecina do rangi Poznania oraz Wrocławia". Jeśli Szczecin sam tego nie zrobi, to nikt go odgórnie podnosić nie będzie. A zatem w jaki sposób rząd może wpływać na rozwój? Tylko poprzez kreowanie infrastruktury - krótko mówiąc finansowanie dróg i kolei oraz poprzez wsparcie administracyjne działań samorządowych. Innych możliwości nie ma. Zatem to, czy Z.G. zostanie aglomeracją czy nie, dla tego planu nie ma kompletnie znaczenia. Bierze się pod uwagę liczbę ludności, tak zwane "ciążenia" (np. emigracyjne, zarobkowe, administracyjne itd.) i pod to planuje się infrastrukturę. Jeśli np. z badań zawartych w planie okaże się, że młodzież wybiera studia w Poznaniu, to to oznacza, że należy stworzyć jej możliwość szybkiego dotarcia do Poznania. Wszystko jest oczywiście kwestią priorytetów. Plan zupełnie nie ingeruje w zadania gmin, powiatów, miast i województw (od strony samorządowej). TO NIE JEST TAK, że wpisanie Z.G. do planu jako aglomerację spowoduje, że nagle do miasta zaczną spływać obficie środki na realizację tej koncepcji.
                Za mało miejsca i czasu, by opisywać koncepcję planu. W bardzo dużym skrócie, polega on na decentralizacji władzy. W obszarze administracyjnym Warszawa, ma przestać być podstawowym ośrodkiem decyzyjnym. Częściowo jej kompetencje mają przejąć główne ośrodki w Polsce między innymi Poznań, Wrocław, Kraków czy Trójmiasto. Oznacza to tyle, że w miastach tych planuje się utworzenie filii administracji rządowych, by obywatele nie musieli ze wszystkimi sprawami pchać się do stolicy. W naturalny sposób spowoduje to konieczność skomunikowania ze sobą miast główniejszych z miastami o mniejszym znaczeniu. W tym kontekście planuje się utworzenie sieci dróg pomiędzy nimi. W kontekście planowania połączenia drogowego między Z.G. a Poznaniem, zupełnie żadnego znaczenia nie będzie miało to, czy Z.G. jest metropolią czy aglomeracją, ale potencjalna liczba mieszkańców załatwiająca w Poznaniu (zamiast w Warszawie) swoje sprawy. Jeśli będzie ich wielu, potrzebna będzie autostrada. Jeśli niewielu, wystarczy dobra, szeroka droga z poboczem. O tym będą już decydować planiści. Obawiam się, że tych prostych zasad nie rozumieją władze Z.G. (ani Gorzowa). Masz rację, że w radzie najmądrzejsi są ci, którzy akurat pewnie najmniej wiedzą. Ja bym bardzo polecał zapoznanie się z planami rozwojowymi Polski do 2030 roku. Wtedy być może nie opowiadałoby się głupot (tak ogólnie - to nie do Ciebie ;) i nie próbowało podejmować zupełnie nietrafionych decyzji. Obawiam się, że ci najbardziej zainteresowani w ogóle nawet nie wiedzą jak ten plan wygląda. Może o tym świadczyć fakt, że o jego istnieniu dowiedzieli się dopiero niedawno, nie mając pojęcia o jego istnieniu.

                Piszesz, że aglomeracja charakteryzuje się "dużą wymianą usług" a jakież to usługi wymieniają między sobą np. Z.G. i Żary? Czy w Żarach jeździ np. komunikacja miejska z Z.G.? Albo czy w Z.G. funkcjonują nie wiem... np. listonosze z Żar? Sama widzisz, że to nijak ma się do twojej teorii. Znów przykład Poznania - mało kto wie, że sortownia poczty "w Poznaniu" na całą zachodnią Polskę, znajduje się w... Komornikach. Czyli gmina Komorniki jest w tym przypadku usługodawcą. Podobnie z torem wyścigowym, który wcale nie jest w Poznaniu, ale w Przeźmierowie. Jeśli miasto organizuje tam imprezę, to de facto gmina Przeźmierowo użycza swego terenu. Podobnie jest z nowowybudowaną halą widowiskową w Gdańsku, która zdaje się stoi na terenie... Sopotu. To są właśnie REALNE związki, które trzeba realnie rozwiązać ustawowo. Z.G. wraz z okolicznymi miejscowościami taki problemów po prostu nie ma. Po co jest więc powoływanie formalnego zespołu do rozwiązywania nieistniejących problemów?
                • Gość: mmmmmm000 c.d. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.08.11, 14:55
                  Jako, że jesteś kobietą, wcale NIE dlatego, że uważam cię z tego powodu za "głupszą" NIC PODOBNEGO! Możesz mieć natomiast nieco inne, bardziej kobiece podejście do kwestii "usług". Otóż chodzi o usługi komunalne, świadczone jednemu miastu przez inne miasto. Cały czas poruszamy się przecież w definicji urbanistycznej. Nie chodzi więc o to, czy pani z jednego miasta korzysta z fryzjera w drugim mieście, albo czy jacyś rodzice np. w Żarach posyłają dzieci do przedszkola w Z.G. Chodzi o takie tematy jak np. ujęcie wody zlokalizowane na terenie jednej gminy a wykorzystywane przez inną gminę. Może to być np. też stacja kolejowa, słynna od kilku dni Strzelce Krajeńskie Wschód znajduje się na tarenie gminy Zwierzyn. Zakład Gospodarki Komunalnej w mieście X świadczy sprzątanie ulic, opiekę nad zielenią miejską w Y. Jakaś gmina, wywozi śmieci na składowisko zorganizowane na terenie innej gminy. Tramwaje z jakiegoś miasta (Łodzi np.) kursują także na teren innego (Zgierza). To się nazywa "funkcja usługowa", o czym już wcześniej pisałem. Takie zależności tworzą zaglomerowany, połączony, wspólny obszar urbanistyczny. W kontekście Z.G. o takiej zależności można mówić jedynie ewentualnie w odniesieniu do Kisielina.
                • Gość: Różyczka Re: cóż za pokrętne (żeby nie pow. pokręcone) myś IP: *.ssp.dialog.net.pl 05.08.11, 20:43
                  Twoim zdanie plany przestrzenne to dokumeny, których nic nie wynika i wynikaćnie będzie. A ja uważam,że szkoda. Skoro wydaje się kupe kasy na te plany to warto aby ludzie się z nimi się utożsamiali , widzieli wspólny cel. Dlatego takie plany powinny powstawać przy udziale społecznym. Myślę,że ty tylko oceniasz uwarunkowania i dokonujesz porównań natomiast nie chcesz spojrzeć w przyszłość przedsiebiorca, który nie mysli strategicznie o przyszłości wypada z rynku. Dlaego miasto musi mieć dobry dokument strategiczny. Przy pomocy fachowców wytyczać przyszłość. Nigdy nie mówiła że ZG to metropolia. ZG to tylko niestety miasto, które swój rozwój zawdziecza decyzji administrayjnej i środkom za tym płynącym. Dobr wujek z PRL opuscił ją i teraz sama musi mieć na siebie pomysł no raźniej w grupie i to całkiem sporej dobrze rozwiniętej . Zrównoważony rozwój regionu to dzisiaj marzenie europejczyków a u nas to jest. To więcej niż aglomeracja poznańska. W ZG rozdziela się paczki nadal na całe dawne woj zielonogórskie . Nawet wybudowano w tym celu duzy obiekt spedycyjny. Twoje wiadomości nie do końca są sprawdzone. W polskim planowaniu przestrzennym zabito uspołecznienie planów dlatego nie ma w nich żadnych życzeń społecznych. Firma z Poznania wygrywa w ZG przetarg na strategę województwa , nikt od niej nie wymaga uspołecznienia planu i do końca zamawiajacy i planista nie wiedzą czego tak naprawdę w perspektywicznych plana oczekują mieszkańcy. Uwarunkowania są brane z nieaktualnych danych. Nic więc dziwnego,że ludziom sie wydaje ,że te plany do niczego nie mają służyć. A właśnie te plany maja nyć wyrazem marzeń społecznych nawet jeżeli byłyby to tylko życzenia. Tak w planach strtegicznych miasta należy myśleć życzeniowo. Powiązanie miast to nie tylko sieci techniczne , to również usługi. Miasta ZG, Żary N.S itd wymieniają się tymi usługami. Korzystają z tego samego zaplecza intelektualnego. Lekarze, nauczyciele , inzynierowie często pracują w kilku miastach naraz. Przejazd 50 km miedzy Żarami i ZG zabiera mniej czasu niż korki w Poznaniu. Chociaż Poznań podjął trud wyciszenia miasta i ogranicza ruch. ZG nie dlatego jeżeli za parę lat równie wygodnie mieszkać się bedzie w Poznaniu niż w ZG to masz rację ,że tenm grajdoł nie będzie miał nic do zaoferowania.
                  • Gość: mmmmmm000 Re: cóż za pokrętne (żeby nie pow. pokręcone) myś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.11, 14:18
                    "Twoim zdanie plany przestrzenne to dokumeny, których nic nie wynika i wynikaćnie będzie."
                    nic takiego nie napisałem. Być może to są twoje wnioski wynikające z mojej wypowiedzi. W takim razie przeczytaj to ponownie i postaraj się zrozumieć co napisałem. Skoro przyjmujesz błędne założeni, mój komentarz jest zbędny.
                    Plany powstają przy udziale społecnzym. Od około roku trwają właśnie te konsultacje. Jeśli tego nie wiesz, znaczy, że sama nie wiesz o czym zabierasz głos.
                    Owszem, mówiłaś, ze Z.G. jest metropolią.
                    Zrównoważony rozwój regioNÓW kochania regioNÓW, a nie regionu. Poczytaj trochę. Nietrudno się dokopać do dokumentów UE. Nie wypisuj farmazonów o zrównoważonym rozwoju lubuskiego, bo to nie jest prawa - o czym ostatnio pisałem. Nie powtarzaj kłamst podsycanych przez lokalnych polityków. Choćby przez sam fakt powiększenia się Z.G. z dwudziestu paru do ponad stu tysięcy mieszkańców a zatrzymanie się Nowej Soli na czterdziestu tysiącach już ZAPRZECZA TEMU CO PISZESZ! Gdzie tu zrównoważony rozwój obu miast? Jeśli natomiast mowa o zrównoważonym rozwoju reionÓW, to lubuskie goni, ale do równowagi z sąsiadami jeszcze bardzo daleko.
                    "...plany maja być wyrazem marzeń społecznych". - świetna teoria moje gratulacje. Czy ty aby rozumiesz co piszesz? Marzeniem społeczeństwa jest budowa metra w Z.G. - no to wpiszmy to w plany!!!

                    "Wspólne zaplecze intelektualne, lekarze, nauczycie". Nie czytałaś co napisałem. TO NIE JEST ZAKRES USŁUG KOMUNALNYCH. Jeszcze raz. Bo widzę, że kompletnie nie rozumiesz zagadnienia, a niestety zabierasz głos. Sporo nauczycieli i wykładowców przyjeżdża na wykłady do Sulechowa. Czy to oznacza, że należy Sulechów uznać za część aglomeracji poznańskiej? Przecież to oczywiste, że w ruch osób pomiędzy miastami, pomiędzy regionami, krajami występuje zupełnie naturalnie. Ale to jeszcze nie tworzy związków aglomeracyjnych. Przykłady: na rubieżach Poznania gminy świadczą sobie wzajemnie usługi szkolne. Do nowozbudowanej szkoły w Suchym Lesie chodzą dzieci z poznańskiegi Piątkowa. Poznań przekazuje w związku z tym część subwencji oświatowej do Suchego Lasu. Podobna sytuacja ma miejsce w Rokietnicy, dokąd chodzą dzieci z Kiekrza (niewielkiej dzielnicy Poznania). Różnica jest taka, że w "interakcję" wchodzą ze sobą gminy! Co ma z tym wspólnego fak, że jakiś nauczyciel zatrudnił się w dwóch szkołach na dwóch etatach? Co ma do tego gmina? Co do wymiany osób - Ile autobusów kursuje codziennie pomiędzy np. Żarami a Z.G.? Ile w nich jeździ osób. Chcesz to porównywać z kursowaniem kilku linii autobusowych co kilkanaście minut kursujących pomiędzy Poznaniem a np. Komornikami?

                    Zanim się jeszcze w jakiś sposób wypowiesz, weź do ręki plany, weź do ręki DOKUMENTY i sobie to wszystko przeanalizuj, bo opowiadasz rzeczy kompletnie oderwane od faktów. Nie rozumiesz nawet tego co ja do ciebie piszę. Jesteś dobra z czystym teoretyzowaniu. Zgrabnie wykombinowałaś, jak możnaby z Z.G. i miast okolicznych utworzyć aglomerację, mimo, że dzielą je hektary lasów. Wplotłaś w to... ekologię. Czyli aglomerację przeplecioną terenami zielonymi. Ech a już myślałem, że to Pan Tomasz pokręcił logikę. A tu proszę Różyczka wysuwa się na prowadzenie ;) To się nazywa naginaniem rzeczywistości. :)
                    • Gość: Różyczka Re: cóż za pokrętne (żeby nie pow. pokręcone) myś IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.08.11, 21:16
                      Plany prześlizgują się konsultacje społeczne dlatego powstają w ostatnich czasach takie gnioty jak w planie województwa projekt drogi przez Puszczę Rzepińską, która ma spiąć "dipolową metropolię Zielona Góra Gorzów".
                      Twój problem polega mmmmmmm00 na tym, że ty porównujesz ZG i jej okoliczne miasta do Poznania a to jest nieporównywalne. Każdy region ma swoją specyfikę, historię i ma mieć pomysł na przyszłość i po to są właśnie tworzone strategie, planu miejscowe etc. Zrównoważony rozwój dawnego woj zielonogórskiego został zdiagnozowany w uwarunkowaniach Koncepcji Przestrzennego Zagospodarowania Kraju. W pełni się z tą diagnozą zgadzam , potwierdza ona moje długoletnie obserwacje funkcjonowania dawnego woj. ZG. Od urbanizacji w postaci zabudowy miasta krajów rozwiniętej odchodzą. Bo nie zurbanizowanie chodzi , nie o strefy przemysłowe a o jakość życia. To co opisujesz o migracjach nauczycieli to doskonały przykład jak odziaływuje metropolia i jak się rozrasta. W krajach skandynawskich ten proces został zastopowany dzięki tworzeniu konfederacji miast. Kolejne muzea i galerie nie powstają w stolicach ale na wsiach. W niedzielę dojazd do takiego muzeum na wsi jest w cenie biletu. Planowanie jest rzeczą umowną . To abstrakcyjne kreatywanie przyszłości w oparciu o rzeczywiste uwarunkowania więc wymyślanie sobie nawzajem,że ty coś wiesz lepiej nie ma sensu. Mnie nie obchodzi Poznań mnie obchodzi przyszlość kilku miasta rozłozonych pierścieniowo, wzajemnie powiązanych komunikacyjnie, funkcjonalnie, kulturowo, gospodarczo i intelektualnie. Dlatego dla tych miasta powinno stworzyć się jeden plan zagospodarowania przestrzennego. Plan dla aglomeracji. Nowa Sól zdobyła jednego czy dwóch inwestorów dlatego,ze w odległości 15 min drogi od niej znajduje się Uniwersytet , który kształci inzynierów a Teatr i Filharmonia to również atut dla lokalizacji firm w Nowej Soli. W Nowej Soli zostanie podatek Cit ale spora część podatku Pit prawdopodobnie trafi do ZG, ponieważ część pracowników mieszka w ZG a byc może w Kozuchowie albo Szprotawie. Dlatego miasta te mają wspólny interes i powinny wspónie diagnozować uwarunkowania, prowadzić konsultacje spłeczne, podejmować wspóne decyzje.
    • przypadki-pilota-pirxa Aglomeracja? Proszę, nie zapominajcie o Żaganiu 03.08.11, 20:55
      Różyczka napisała mądrze, ale tak, jakbyśmy żyli w rozwiniętym kraju.

      A teraz wygląda to tak, że regiony, miasta, aglomeracje muszą walczyć o rzeczy podstawowe z administracją centralną. Różne części Polski wyrwają sobie skrawki, walcząc jak sfora o ochłapy, i to jest przykre. Jedni walczą o linie kolejowe czy drogi, inni o podstawowe fundusze na oświatę czy zdrowie. A ponieważ nasz kraj jest ciągle ubogi, kolejne rządy niewielką pulę dzielą na kilka dużych miast, reszcie dając do zrozumienia, że albo się przeprowadzi, albo niech sobie wegetuje. I to właśnie jest przykre.
    • tkwarcinski Aglomeracja? Proszę, nie zapominajcie o Żaganiu 03.08.11, 22:03
      Dziękuję wszystkim za obfitą i merytoryczną polemikę. Niedługo postaram się odpowiedzieć na wszystkie wątpliwości - widać, że dyskusja o zasadniczych kierunkach rozwoju województwa jest potrzebna. Pozdrawiam.
      • grunberger Re: Aglomeracja? Proszę, nie zapominajcie o Żagan 03.08.11, 22:30
        tkwarcinski napisał:

        > Dziękuję wszystkim za obfitą i merytoryczną polemikę. Niedługo postaram się odp
        > owiedzieć na wszystkie wątpliwości - widać, że dyskusja o zasadniczych kierunka
        > ch rozwoju województwa jest potrzebna. Pozdrawiam.

        Spox, naobiecamy wam więcej niż z "berlinką" a zrobimy swoje i sobie :)
        • Gość: bodzio Re: Aglomeracja? Proszę, nie zapominajcie o Żagan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.11, 10:15
          >>>Spox,obiecamy wam więcej niż z "berlinką" a zrobimy swoje i sobie<<<

          A jak.
          Partie sie rozrastają, "państwowe" plajtuje lub prywatyzuje więc nie ma gdzie tych politycznych ciał już usadzać.
          A metropolia daje szanse...
          Powstanie zarząd, jakaś rada programowa, miejsca dla prezesów i cała urzędniczo-polityczna otoczka w myśl zasady " aby nam (im) się lepiej żyło".
          Prawdę mówiąc, to Zielona Góra mając pod bokiem w ramach LT N.Sól ze strefą przemysłową i Sulechów jak do tej pory nie zrobiła nic "konkretnego" oprócz ciągłych dyskusji o dupie Maryni.
          I tak pozostanie - Marynia i jej dupa.

      • strusi_ogon Re: Aglomeracja? Proszę, nie zapominajcie o Żagan 04.08.11, 07:21
        Zasadniczym i najwłaściwszym kierunkiem dla województwa byłaby jego likwidacja. A już na pewno przystąpienie powiatów żarskiego, żagańskiego i nowosolskiego do woj. dolnośląskiego. Z dala od ”lubuskich” nierobów, specjalistów od budowy kosmodromów i dyskusji o niczym.
    • cancro Zielonogórskich snów o potędze c.d. 11.08.11, 12:09
      Na nieszczęście (a może na szczęście) powstania jakiejkolwiek aglomeracji nie da się zadekretować. To wieloletnie procesy gospodarcze, urbanizacyjne i jakie tam jeszcze. Owszem, ludzie mogą je wspierać, przyspieszać, ale żaden człowiek nie ma takiej mocy, aby powiedzieć "aglomeracjo stań się!" i ona powstanie. Niestety, jedynymi samorządowcami, którzy wierzą, ze ich słowa taką moc mają, są samorządowcy z Zielonej Góry. I dlatego "inkryminowana" deklaracja to moim zdaniem "nieświeża kiełbasa wyborcza".
      Tu, na południu tego cherlawego województwa wiemy od dawna, że nasze "szable" są potrzebne w Zielonej Górze w trzech sytuacjach:
      1. Na chorą wojenkę z Gorzowem - po cholerę chcieliście tego wspólnego województwa? No chyba, że według pawlakowo-kargulowej filozofii "swój wróg" jest najlepszy.
      2. Żeby było kogo doić z funduszu przyznawanego województwu.
      3. Do głosowania w wyborach. I właśnie z tą sytuacją drodzy żaganianie macie do czynienia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka