joann8
30.05.05, 22:01
Rozpoczynam właśnie takim tytułem, ponieważ pragnę otrzymać kilka wyjaśnień
lub sprostowań na temat artykułu pani M.S. w poniedziałkowym wydaniu dodatku
do "Gazety Wyborczej" gazety "Zielona Góra". Chodzi mi dokładnie o artykuł na
temat festiwalu "Tańczące Eurydyki", który oczernił ten koncert i raczej nie
zachęcał ludzi do żałowania nieobecności na nim.
Po pierwsze uważam, że autorka nie ma za grosz wyczucia i kultury obrażając
artystów słowami np."Stan Borys udowodnił, że jeszcze nie marzy o emeryturze
i wydarł się na cały amfiteatr w "Płonie stodoła"..." gdzie tu szacunek?
Gdzie etyka? Poza tym, będąc na tym koncercie, nie wyniosłam z niego
wrażenia "zakurzonego festiwalu" i nie zauważyłam, żeby ktokolwiek z
otaczających mnie osób coś takiego zauważył. Większość ludzi bawiła się
bardzo dobrze i proszę wybaczyć, ale pani powinna zdawać sobie sprawę z tego,
że województwo Lubuskie nie należy do najbogatszych województw w kraju, więc
trudno by było o dekorację i urządzenie techniczne sceny godną Warszawy czy
Krakowa. Ostatecznie śmiem wysnuć hipotezę, że pani artykuł jest subiektywny
i dotyczy tego, co podobało sie pani, a nie widzom. Cóż z tego, że było ich
mało? Czy sądzi pani, że pisząc takie artykuły, które nie mówiąc prawdy
zniechęcają ludzi do ubogacania się kulturą, zjedna pani więcej widzów takim
imprezom? Być może najlepiej by było wszystkie te osoby, które przyszły
owinąć w kaftan bezpieczeństwa i przykleić etykietkę infantylnego, zacofanego
staruszka przedwojennej daty, który to pamięta jeszcze romantyczne spacery po
parku, przedstawienia uliczne i muzykę płynącą z instrumentów, a nie z
komputera, i niestety, jakże nam przykro, nie może pogodzić się z tym, że
świat ruszył naprzód i rozpoczęła się kolejna epoka - komputerów,
elektronicznych kartek, szybkich samochodów, pychy, olewatorstwa, lenistwa i
totalnego "tumiwisizmu"? Nie! I jak można tak myśleć? Właśnie takowe myślenie
trądzi infantylizmem na odległość. Są jeszcze ludzie, którzy lubią się
odświętnie ubrać i iść do teatru, a nie do kina. Są tacy, którzy chodzą na
spacery zamiast ślęczeć godzinami na czatach internetowych. Są tacy, którzy
pisują listy na papeterii, prawdziwym atramentem zamiast cukierkowych "e-
kartek". Dziwne? To potwierdza subiektywność pani reportażu. Szuka pani klasy
i elegancji? Dlaczego więc napisała pani ten reportaż tak lekkim, powszechnie
używanym językiem?
Słowa "Większość widowni przekroczyła dawno czterdziestkę, choć przyszli też
młodzi, którzy chcieli za wszelką cenę się rozerwać" są poprostu śmieszne i
żałosne. A nawet jeśli osób po czterdziestce było więcej niż połowa, no to co
z tego? Było wiele osób młodych, którzy wcale nie potrzebowali rozrywki "za
wszelką cenę" Ja nie przekroczyłam jeszcze dwudziestki, a mimo to nie żałuję,
że byłam na tym koncercie od początku do końca.
Krytykuje pani piwo, popcorn i ubiór? Czy to komuś przeszkadza? Nie wydaje
mi się. Artyści byli ubrani elegancko i zarazem modnie, natomiast folie pod
sceną wyglądały jak element dekoracji, podświetlane od spodu tworzyły efekt
chmury podtrzymującej scenę. Wolałaby pani może wykasować występ Janusza
Radka, a w zamian zakupić najnowocześniejsze reflektory?
Wiele jednak osób było tak ja ja zachycone festiwalem "Tańczące Eurydyki" i
nie nudziło się ani podczas śpiewu finalistów, ani tym bardziej wysłuchując
jednych z najlepszych gwiazd polskiej sceny.
Podsumowując - kochana praso - nie ma to jak w jednym artykule zachęcać ludzi
do korzystania z imprez kulturalnych, a w drugim oczerniać to, co miasto się
stara organizować.
Serdecznie zapraszam panią M.S. do zawitania pod Teatr Lubuski po zakończonym
spektaklu i przeprowadzenia rozmowy z osobami, które takie imprezy lubią i
będą lubić bez względu na szczegóły związane z finansami. Mam głęboką
nadzieję, że nareszcie, zgodnie z zasadami pisania felietonu opisane będą tak
słabe jak i mocne strony takich okoliczności.
Ewa Czwięczek