markoniec
08.06.03, 19:28
"We wtorek zaczną się kontrole na stacjach benzynowych. Czy właściciele
stacji, na których sprzedaje się "chrzczoną" benzynę, zastąpią ją do tej pory
towarem lepszej jakości?
Jeśli samo nagłośnienie sprawy w środkach masowego przekazu ma pozytywny
wpływ na poprawę jakości paliwa, to dobrze - tak Eugeniusz Cyra z Głównego
Inspektoratu Inspekcji Handlowej odpowiada na pytanie, czy nie boi się, że za
kilka dni, gdy inspektorzy rozpoczną pracę, nie będą mieli już czego
kontrolować.
- Nie da się w krótkim czasie usunąć całkowicie "chrzczonej" benzyny -
twierdzi kierownik jednej z warszawskich stacji benzynowych, który zastrzegł
sobie anonimowość. Zaznaczył, że na jego stacji benzyna nie zawiera
niedozwolonych domieszek. - Zbiorników na stacjach nigdy nie opróżnia się w
stu procentach. Są tak skonstruowane, że na dnie zawsze zostaje 700-800
litrów - opowiada. Dostawa benzyny przyjeżdża na stację co kilka dni,
najczęściej co tydzień, czasami nawet co dwa. Jeśli zbiornik na stacji jest
niewielki, nawet po zalaniu go do pełna nową benzyną domieszki z poprzedniego
paliwa powinny być wykrywalne. - A dużego zbiornika (na stacjach bywają nawet
o pojemności 60 000 litrów) nikt nie wypełnia do pełna, bo jest to bardzo
kosztowne. Za taką ilość paliwa trzeba by zapłacić szybciej, niż udałoby się
je sprzedać - twierdzi kierownik stacji.
Kontrole jakości paliw rozpoczną się 10 czerwca (bo dopiero niedawno znalazły
się na to pieniądze w budżecie). Jeśli wierzyć zapewnieniom odpowiedzialnych
za to urzędników, od tej pory sprzedający "chrzczone" paliwo nie będą mogli
spać spokojnie. - Sprawdzimy większość stacji. Kontrolerzy będą pojawiać na
nich więcej niż raz. To nie jest jednorazowa akcja, kontrole potrwają do
końca roku - twierdzi Eugeniusz Cyra. Od przyszłego roku zacznie obowiązywać
ustawa o monitorowaniu jakości paliwa. - Nie twierdzę, że zmieni się to jak
za pociągnięciem sznurka, ale jakość paliw powinna się w najbliższym czasie
poprawić - dodaje Eugeniusz Cyra."