klapouchy
09.09.07, 12:26
W sobotę dealer Toyoty miał dzień otwarty, tzn. można było przejechać się
terenowymi wersjami samochodów tej marki, wziąć udział w konkursach i zjeść
coś. Bardzo nam się wszystko podobało: sympatyczny pan Tomek w terenówce,
naprawdę dobry szwedzki stół, zabawne konkursy z nagrodami, coś dla dzieci
itd. Może za bardzo nam się nawet spodobało, bo zaczęliśmy się przymierzać do
Toyoty Rav4 i postanowiliśmy poprosić o próbną jazdę. Skierowano nas do pani
Krysi. Była zajęta, powiedziała, że za chwilę, więc cierpliwie czekaliśmy ok.
20 minut. A potem nastąpiła scena jak z "Misia": pani Krysia skończyła
obsługiwać interesantów i ignorując nas popędziła do stołu z jedzeniem.
Nałożyła sobie kopiasty talerz wszystkiego, rozsiadła się w fotelu, a na nasze
nieśmiałe pytanie, odrzekła, że teraz to ona będzie jadła. Dużo, powooooli, bo
jej wyjedzą szynkę. A my mamy stać i czekać, bo jesteśmy natrętami, którzy
chcą kupić samochód.
No to poszliśmy sobie.
Smacznego pani Krysiu!