Dodaj do ulubionych

Mieszkanie od dewelopera kupuj z głową

24.03.08, 08:30
Jest niemal niepojęte że KAZDA firma turystyczna, oferujaca wycieczki czy to za 5000zl czy za 200zl MUSI miec gwarancję/polisę OC organizatora/pośrednika turystyki z ktorej to polisy są potem wypłacane odszkodowania (w razie bankructwa itp) i/lub pokrywane koszty podstawienia samolotu dla juz wypoczywających. To są naprawde smieszne pieniadze w porównaniu z developerką. Najwyzej stracisz pareset zł, lub pare tys i tyle. W kazdym razie mało kto jedzie na wakacje za wiecej niz swoją 1-2 pensje.

A mieszkanie? WIEKSZOSC kupuje na kredyt, czesto na granicy zdolnosci, na mieszkanie wydaje 100-200 krotnosc swojej pensji (10 letnie zarobki!!!) na dodatek kase ktorej nie ma - która, jak straci to nie bedzie - tylko strata - bedzie jeszcze 300-500 tys DŁUG do spłacenia. I developer nie musi zadnej polisy wykupywać - ot, moze zgarnąć pół bańki na krzywy ryj. Bo co gwarantuje umowa? Nic
Na razie wszyscy sa szczesliwi - ludzie biorą, banki daja kredyty, ale jak sie okaze ze mieszkan nie ma, a jest tylko np 5x przepłacona działka budowlana, to nawet dla banku nie wystarczy (bo w pierwszej kolejnosci komornik bedzie zaspokajał roszczenia Skarbu Panstwa, ZUSu itp, potem cos tam dla dostawców, pozyczkodawcow, a "właściciele mieszkań" zostaną z kupą)
Nie odradzam kupowania tzw. "dziury w ziemi" ale zalecam DALEKO IDĄCA OSTROZNOSC. Lepiej wydac 1000zl/m2 wiecej niz ryzykowac. Bo przeciez malo kto z kupujacych traktuje zakup mieszkania jak gre na giełdzie.
Aha, i jeszcze coś - super kondycja firmy to pozorny gwarant. Ostatnie 2-3 głosne upadki firm turystycznych to upadki firm gdzie kasa "wyparowała", niby silne mocne firmy, z dziesiątkami tysięcy klientów. Ku przestrodze.
Obserwuj wątek
    • Gość: Jeżi Nie kupuj w Polsce, kup w Berlinie po 1000 Euro IP: *.spray.net.pl 24.03.08, 09:20
      Nie przepłacaj, nie kupuj dziury w ziemi lub slamsów po 10 000PLN/m2
      w Warszawie! Pojedź do Berlina, tam od 900euro (czyli od mniej niż
      3500PLN/2), można kupić mieszkanie w przedwojennej kamienicy, metro
      (U-Bahn), kolejka (S-Bahn) w 3-5 minut od domu. W Berlinie kupujesz
      konkretne mieszkanie a nie obietnice, że będzie kiedyś II linia
      metra, most Północny, że powstanie przedszkole, że szkoły też kiedyś
      zbudują. Proszę sami porównajcie ceny i nie dajcie się okradać
      deweloperom i milionerom z bloków z wielkiej płyty zachwalających
      swoje slamsy!!!
      www.immobilienscout24.de/findNew.national/resultDialog.go;jsessionid=CF89E915FF17D2F5833CDB4AA0A756EF.worker2?
      iac=0&style=is24&is24EC=IS24&results.sortOrderList=14&event%
      3AdoChangeSortOrder=Sortieren&_s_peprm=simbaFormfindnew_result%3Aisie
      • stek22 Re: Nie kupuj w Polsce, kup w Berlinie po 1000 Eu 24.03.08, 15:29
        Taa, a Ci co kupili domy czy mieszkania po stronie niemieckiej już teraz marzą
        aby je sprzedać i wrócić do Polski gdzie nie ma faszyzujących m. in blokersów,
        którzy swe narodowe kompleksy wyższości na nich uskuteczniają.
      • Gość: Franc Re: Nie kupuj w Polsce, kup w Berlinie po 1000 Eu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.12.09, 19:27
        A to nie jest mieszkanie czynszowe?
        Taki TBS
        Sprawdz to :-)
    • Gość: bezczelny cham Niestety, próżne wasze słowa... IP: *.wro.vectranet.pl 24.03.08, 09:30
      ...zaraz jakiś naganiacz-gó..jad odpisze wam, że mieszkacie u mamusi, że nie
      stać was, że jesteście zbyt mało obrotni etc, bo wie, ze sypie mu się
      dotychczasowa pozycja i skoro merytoryczne argumenty już się wyczerpały musi
      pograć wam na emocjach.
    • Gość: bezczelny cham Niestety, próżne wasze słowa... IP: *.wro.vectranet.pl 24.03.08, 09:32
      ...zaraz jakiś naganiacz/developer-gó..jad odpisze wam, że mieszkacie u mamusi,
      że nie stać was, że jesteście zbyt mało obrotni etc, bo wie, że sypie mu się
      dotychczasowa pozycja i skoro merytoryczne argumenty już się wyczerpały musi
      pograć na emocjach.
    • Gość: mumin sytuacja jak nastapi w polsce IP: *.cable.ubr06.harb.blueyonder.co.uk 24.03.08, 10:22
      bedzie powtorzeniem z innych swiatowych rynkow, nieuczciwi
      deweloperzy, ktorzy nie potrafili liczyc kosztow, zbankrutuja, ich
      ekipy budowlane przejma ci ktorzy budowac z glowa umieja, budowac
      bedzie sie nadal poniewaz zysko ponizej 100% na metrze kwadratowym
      to tez nielada gratka, napewno nie wart okupowac dziury w ziemi juz
      stoja puste mieszkania w niektorych miastach w polsce a bedzie ich
      przybywac, najlepiej wiec poczekac jeszcze na wyklarowanie sytuacji
      na rynku nieruchomosci i na zakupy wybrac sie po tzw.
      zapowiadanym 'efekcie domina' nikt do konca nie wie jaki silny wplyw
      na ceny nieruchomosci bedzie on mial w polsce ale napewno bedzie to
      czynnik presji na cene i branie teraz ktedytu na nieruchomosci,
      ktora moze stracic na wartosci byloby poprostu glupota, poczekac nie
      kupowac kota w worku i nie szukac oferty najtanszej za metr, po
      obejrzeniu paru mieszkan np. wybrac takie, ktore nam najbardziej
      odpowiada, 10% w cenie wiecej moze zaowocowac zadowoleniem na lata
    • szczepo4 Mieszkanie od dewelopera kupuj z głową 24.03.08, 10:36

      Kiedyś napisałem taki tekst: W „objęciach deweloperów” – pora się
      opamiętać. Teraz „ku pamięci” chcę go tutaj – w formie nieco
      skróconej – zamieścić.

      Część I

      Społeczeństwo stworzyło ramy prawne do powstania przedsiębiorstw
      budowlano – deweloperskich po to, żeby „obsłużyły” indywidualnych
      inwestorów, którzy postanowili zbudować sobie wspólny dom. Nie jest
      to działalność charytatywna, bo jak oceniają finansiści
      warszawskiego rynku budowlanego zyski w tym sektorze zaczynają się
      od 30%, a sięgają nawet 80 %, a już na pewno wynoszą one średnio
      40%. Tym bardziej więc, kiedy niemal wszystkie domy budowane są za
      pieniądze wpłacone awansem przez inwestorów, mają oni prawo
      oczekiwać przyzwoitego traktowania.
      Powszechnie znane są fakty, iż deweloperzy wykorzystują swoją
      monopolistyczną pozycję i nie traktują indywidualnych inwestorów z
      należnym im – przynajmniej – szacunkiem. Fakt, że to deweloper
      zabiega o działkę, o projekt, o pozwolenie na budowę, itd. oraz
      stwarza indywidualnym inwestorom ramy do przystąpienia do tego
      przedsięwzięcia, niczego tutaj nie zmienia, bo to za środki tych
      ostatnich – tak naprawdę – odbywa się cała ta robota. Krótko
      mówiąc, od chwili kiedy – przysłowiowa – pierwsza łopata została
      wbita w ziemię na budowie takiego domu, to – w istocie – należy on
      do inwestorów. To, że odnośne ustawy, na pewnym etapie tego
      procesu, „nazywają” dewelopera sprzedającym, w domyśle:
      właścicielem, również niczego tutaj nie zmienia, bo jaka by to nie
      była procedura prawna, ten dom należy do inwestorów.
      A praktyka? Oto grupa „rozproszonych” inwestorów podpisuje
      indywidualnie umowy z deweloperem i jej „panowanie” nad realizacją
      tego zamierzenia, praktycznie się kończy. Bo jeśli deweloper jest
      wykonawcą robót, a jego pracownik jest inspektorem nadzoru budowy;
      następnie ludzie dewelopera przez co najmniej trzy lata zarządzają
      nieruchomością, co upoważnia ich do odbierania od siebie samych tzw.
      części wspólnej nieruchomości , a bywa ostatnio, że nawet sami sobie
      ustalają wynagrodzenie za zarządzanie; „egzekwują” też sami od
      siebie wywiązywanie się dewelopera np.: z zobowiązań gwarancyjnych i
      rękojmi itd. – to do jakiej roli zostali tutaj sprowadzeni
      inwestorzy ? Deweloper zarządza, a ponieważ sprawuje tzw. zarząd
      zwykły, to zgodnie z ustawą /.../ „kieruje sprawami wspólnoty
      mieszkaniowej i reprezentuje ją na zewnątrz /.../ i oczywiście /.../
      czynności zwykłego zarządu podejmuje zarząd samodzielnie /.../ ”.
      Wszystkie dokumenty są w jego rękach. Nikt więc, poza jego ludźmi,
      na co dzień, praktycznie niczego nie sprawdza i do niczego
      nie „wtyka” – przysłowiowego – nosa. W interesie dewelopera,
      najlepiej żeby tak było do końca okresu gwarancji, jeszcze lepiej do
      końca rękojmi, a jak się ludzi odzwyczai od decydowania o
      czymkolwiek we własnym domu – to tak długo, jak długo się da i to na
      jego warunkach! Taki jest stan rzeczy do jakiego dąży zdecydowana
      większość deweloperów!
      Gdzież można znaleźć drugi przykład takiego „jednowładztwa”? W
      sumie, za swoje pieniądze, za które deweloper wybudował dla nich
      dom, inwestorzy – praktycznie rzecz biorąc – otrzymują prawo do
      zamieszkania w czynszowym domu dewelopera, pod nazwą „wspólnota
      mieszkaniowa”. Cóż, jest to kliniczny przypadek ukartowanej
      hipokryzji, powodujący ogromne społeczne szkody, bo prowadzi do
      zniszczenia w zalążku całej idei współwłasności i odpowiedzialności
      za wspólne dobro. Wspomniane jednowładztwo demoralizuje wszystkich,
      ale najbardziej jego sprawców! i jest to prawda znana od lat.

      Koniec części I


    • szczepo4 Mieszkanie od dewelopera kupuj z głową 24.03.08, 10:38

      Część II

      Czy temu wszystkiemu „winne” są jedynie: - rynek producenta; - luki
      uregulowań prawnych, które tzw. „zręczni” prawnicy deweloperów, bez
      skrupułów wykorzystują; - nieznajomość swoich praw przez inwestorów,
      którzy ciągle jeszcze nie rozumieją, że to tylko oni za to wszystko
      płacą i, że ten dom jest ich własnością; - „nierychliwość” polskiego
      sądownictwa, które odstraszając indywidualnego inwestora, mimo woli,
      służy przygotowanym do takich „zapasów”, deweloperom. Myślę, że
      istotnie nasze aktualne przepisy prawa – w przeciwieństwie do
      przepisów w innych krajach – pozostawiają za dużo miejsca na
      wszelkie wynaturzające ten proces „interpretacje”. Ograniczę się
      tutaj do przedstawienia tylko dwóch – moim zdaniem –
      zasadniczych „innowacji deweloperskich”; w istocie jest ich więcej,
      a opisy co najmniej kilku innych, można znaleźć w prasie, internecie
      i na przykład w rejestrze klauzul niedozwolonych, publikowanym przez
      Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta.

      PIERWSZA Z "INNOWACJI", to posługiwanie się w umowach określeniem:
      termin przekazania nabywcom lokalu mieszkalnego do prowadzenia robót
      wykończeniowych. Zwrot ten ma zastąpić, na etapie podpisywania
      umowy, to co w normalnym języku rozumie się jako: termin przekazania
      lokalu. Odbieramy lokal, i to pod rygorem rozwiązania z nami umowy
      (z naszej winny itd.), ale – jak się okazuje – znajdujący się w
      budynku, który nie uzyskał jeszcze pozwolenia na użytkowanie! Czyli,
      de facto budowa jeszcze trwa, można mieć wątpliwości jaki będzie
      jej „administracyjno – budowlany” los, ale nabywcy już mają pokrywać
      wyznaczone arbitralnie – nie wiadomo na jakiej podstawie – tzw.
      koszty utrzymania budynku, koszty mediów po cenach „budowlanych” i
      zapewne podatek gruntowy itd. Ale użytkować lokalu do „mieszkania”,
      wbrew temu co nakazuje logika, nie wolno! A przecież Prawo Budowlane
      wyraźnie stanowi, że budowa trwa: od chwili uzyskania zezwolenia na
      budowę do chwili uzyskania pozwolenia na użytkowanie obiektu oraz,
      że wszystkie koszty poniesione przez dewelopera w trakcie trwania
      budowy, zaliczane są do kosztu ogólnego budowy i – jak się
      powszechnie rozumie – zawarte są w umownych cenach lokali.

      Przepisy Prawa Budowlanego są jasne i przejrzyste. Żeby wybudować
      legalnie dom należy: - posiadać akt własności działki budowlanej; -
      otrzymać tzw. warunki zabudowy; - opracować projekt i uzyskać jego
      zatwierdzenie; - otrzymać pozwolenie na budowę, - wybudować dom; -
      uzyskać pozwolenie na jego zasiedlenie. I wtedy należy taki dom
      przekazać inwestorom do użytkowania! Dlaczego więc często dzieje się
      nawet tak, że inwestorzy są zmuszani do „odbierania” mieszkań w ich
      budynku, który nie został oficjalnie odebrany, dlaczego czekają
      (praktycznie obezwładnieni) miesiącami, ba nawet latami na tzw. akty
      notarialne, a deweloper wykorzystuje ten fakt do szantażowania
      i „szachowania” członków wspólnoty; bo on „posiada” wystarczającą
      część tzw. udziałów, żeby wraz ze swoimi „zwolennikami”,
      przegłosować każdą wygodną dla siebie uchwałę. Ostateczny rachunek
      za tę „mętną inwestycyjną wodę” zapłacimy wszyscy. Społeczeństwo
      patrzy na to wszystko z przerażeniem, bo przecież mieszkanie jest,
      dla większości ludzi, największą inwestycją życia. Cały ten proces
      musi być jasny, przejrzysty, bezpieczny i otoczony szczególna opieką
      państwa. Tak jest w całym cywilizowanym świecie.

      DRUGA, ze wspomnianych, "INNOWACJI" polega na wypaczeniu przez
      deweloperów intencji ustawodawcy (w skrócie UWL. Dz. U. nr 80, poz.
      903), który chcąc zaoszczędzić członkom wspólnot mieszkaniowych
      kosztów i wizyt u notariusza, ustanowił (par. nr 18)
      że: „Właściciele lokali mogą w umowie o ustanowieniu odrębnej
      własności lokali albo w umowie zawartej później w formie aktu
      notarialnego określić sposób zarządu nieruchomością wspólną /.../ W
      razie sukcesywnego wyodrębniania lokali przyjęty przez
      dotychczasowych współwłaścicieli sposób zarządu nieruchomością
      wspólną odnosi skutek także do każdego kolejnego nabywcy
      lokalu /.../”.
      Zbożne zamiary i próba opanowania chaosu, gdyby każdy kolejny
      nabywca miał odmienną „wizję” zarządu. Ale jednocześnie, jaka
      możliwość objęcia „kuratelą” wspólnoty. W praktyce, ten pierwszy
      podpisujący umowę, a później akt notarialny, decyduje o sposobie
      zarządu nieruchomością wspólnoty. Ten jeden, „pierwszy, wytypowany”
      przez dewelopera – lekceważąc wszystkich pozostałych, decyduje o
      powierzeniu deweloperowi zarządu na trzy lata i bywa nawet, że
      określa stawkę pieniężną za zarządzanie itd.. Znam przypadek, kiedy
      tzw. „obsługujący inwestycję” notariusz nie widział nic zdrożnego w
      fakcie, iż wpisuje do aktu notarialnego formułę: „zmiana sposobu
      sprawowania Zarządu może nastąpić przed terminem wyłącznie za zgodą
      Spółki” – czyli dewelopera. Powstał więc dokument notarialny, który
      sugeruje właścicielom lokali, że istnieje dotycząca ich umowa, którą
      tylko strona nie będąca właścicielem domu może rozwiązać. To już
      chyba spore kuriozum.

      Koniec części II
      • Gość: Mark Re: Mieszkanie od dewelopera kupuj z głową IP: *.adsl.inetia.pl 24.03.08, 20:42
        "Cały ten proces musi być jasny, przejrzysty, bezpieczny i otoczony szczególna
        opieką państwa. Tak jest w całym cywilizowanym świecie."

        No chyba cie pogielo. To wlasnie dzieki wtracaniu sie do wszystkiego panstwa to
        wszytko wyglada tak jak wyglada. Prosty przyklad. Plan zagospodarowania
        przestrzennego, w ktorym trzeba okreslic nie tylko przeznaczenie terenu (co by
        bylo nawet zrozumiale, aby w centrum willowej dzielnicy ktos nie wpadl na pomysl
        zrobienia spalarni smieci), ale tez takie bzdury jak wyskosc plotow, kolory
        elewacji, etc. Efekt? 90% gmin w Polsce nie ma uchwalonego aktualnego plany
        zagospodarowania przestrzennego. Tam gdzie jest (na ogol w strzepach - w formie
        tzw. studium zagospodarowania) ceny dzialek sa szalone, tam gdzie go nie ma, nie
        mozna nic zrobic, bo grunty sa nieodrolnione.

        Druga sprawa - biurakcja. Ten kto chcial postawic na swojej dzialce chocby domek
        letniskowy albo garaz ten wie o czym pisze. Prawda jest taka, ze kazda wieksza
        inwestycja zaczyna sie od znalezienia biura prawnego, ktore jest to w stanie
        ogarnac i wszystko zatarwic. 90% obywateli przerazaja te formalnosci (i trudno
        im sie dziwic), wiec wola przeplacic developerowi, krory w zamian zalatwic to
        wszystko za nich. A przeciez czy nie byloby pieknie gdyby dajmy na to, zebrala
        sie grupa 10-20 osob, ktore kupilyby gruntu, zalatwily w jeden dzien minimum
        formalnosci i wybudowaly sobie wspolnie mieszkania gospodarskim sposobem,
        zamiast zdawac sie na laske i nielaske tzw. deweloperow?
        • szczepo4 Re: Mieszkanie od dewelopera kupuj z głową 24.03.08, 22:44
          @Mark'a
          Czy naprawdę tylko to jedno moje zdanie Cię
          zbulwersowało: /.../ "Cały ten proces musi być jasny, przejrzysty,
          bezpieczny i otoczony szczególna opieką państwa. Tak jest w całym
          cywilizowanym świecie."/.../
    • szczepo4 Mieszkanie od dewelopera kupuj z głową 24.03.08, 10:41

      Część III

      Wielu członków wspólnot mieszkaniowych nie zdaje sobie sprawy z
      kilku, potencjalnie niebezpiecznych, konsekwencji powierzenia komuś
      z „zewnątrz” tzw. zarządu zwykłego nieruchomością. Oczywiście
      cytowana powyżej ustawa przewiduje kilka mechanizmów kontrolnych
      typu: uchwalanie rocznego planu gospodarczego i udzielanie
      absolutorium zarządowi przez walne zebranie członków wspólnoty, a
      nawet możliwość nieomal bieżącej kontroli finansów wspólnoty przez
      każdego z jej członków, ale realia życia są inne. Takiego nadzoru
      praktycznie nie ma. Ten, któremu – w powyżej opisanych
      okolicznościach – powierzono zarząd używa wszelkich metod żeby
      członkowie wspólnoty nawet pomyśleć nie mogli, że może być inaczej.
      Techniki stosowane: to praktycznie jedno zebranie w roku (w za małej
      sali), korowody proceduralne – częstokroć „mnożone” przez prawników
      dewelopera, program zebrania tak celowo „obciążony” sprawami
      drugorzędnymi, że należałoby nad nimi obradować kilka dni, „czujne
      oko” ludzi dewelopera żeby nic się nie wymknęło spod ich kontroli,
      próby dyskredytowania tych, którzy myślą inaczej, pomówienia,
      straszenie rzekomymi długami wspólnoty itp., doprowadzają do tego,
      że członkowie, a właściwie to już tylko „lokatorzy”, na zawsze
      porzucają myśl o jakimkolwiek uczestniczeniu w życiu wspólnoty.
      Tak się dzieje powszechnie, wystarczy prześledzić „potoki” pytań i
      skarg zamieszczanych na różnych forach internetowych. Całe pokłady
      energii społecznej są trwonione w tych sporach, bo ktoś nieopacznie,
      stwarzając „nieszczelności” w prawie, wydał wspólnoty mieszkaniowe w
      ręce deweloperów. A przecież to deweloperzy powinni, na równi z
      innymi zainteresowanymi, ewentualnie składać wspólnotom
      mieszkaniowym swoje oferty usług w zakresie zarządzania. Zamiast
      tego obezwładniają oni wspólnoty mieszkaniowe i stosują nielojalne
      praktyki w stosunku do innych konkurentów na rynku. Jest oczywiste,
      że wspólnoty powinny, z urzędu, rozpoczynać swoje funkcjonowanie z
      tzw. zarządem właścicielskim, bo to jest podstawowe prawo
      właściciela. Zarząd taki powinien zwierać umowę z uprawnionym do
      tego administratorem, szczegółowo określając zakres jego uprawnień i
      obowiązków. Inaczej, to nie są wspólnoty mieszkaniowe, to są
      folwarki deweloperów, tyle, że pod fałszywym szyldem! Naprawdę,
      trudno jest znaleźć coś bardziej demoralizującego.

      W wielu krajach, struktury samorządowe, a więc i wspólnoty
      mieszkaniowe, stosują zasadę – godną do wprowadzenia i u nas. Zasada
      ta zobowiązuje zarządy do składania sprawozdań ze swojej
      działalności w formie pisemnego raportu z audytu. Raport taki
      zlecany jest niezależnej firmie księgowo – prawniczej przez komisję
      rewizyjną, wybraną przez członków wspólnoty. Autorzy audytu
      przedstawiają ten raport, wraz z wnioskami, na walnym zebraniu. W
      ten sposób wspólnota unika wielu ewentualnych niebezpieczeństw, a
      przede wszystkim, „wpadek” finansowych . Sposób w jaki dotychczas
      odbywa się to w większości wspólnot u nas, kiedy to garstka nieco
      aktywniejszych lub przypadkowych członków, przybyłych na walne
      zebranie, wysłuchuje litanii nie całkiem zrozumiałych dla nich
      zestawień liczb, żeby następnie podjąć brzemienną w skutkach
      decyzję: udzielić lub odmówić absolutorium, jest na dłuższą metę
      nie do zaakceptowania. Przecież, biorąc pod uwagę
      przeciętne „rozmiary” naszych wspólnot, nie mówiąc już o
      spółdzielniach – gigantach, chodzi w tych sprawach o kwoty pieniędzy
      liczone częstokroć w grubych setkach tysięcy, czy nawet w milionach
      złotych.
      Inne ciekawe uregulowania np.: kanadyjskie to zawarty w kanadyjskim
      kodeksie cywilnym przepis, w sposób szczególny ochraniający
      indywidualnych nabywców nieruchomości. Otóż, jeśli transakcja
      kupna / sprzedaży ma miejsce pomiędzy dwoma stronami, z których
      żadna nie jest przedsiębiorcą budowlanym lub tzw. deweloperem, to
      umowa taka nabiera skutku prawnego bezpośrednio po jej podpisaniu.
      Jeśli natomiast sprzedawcą jest deweloper lub przedsiębiorca
      budowlany, to kupującemu przysługuje dziesięciodniowy termin,
      umożliwiający wycofanie się z transakcji bez żadnych skutków
      prawnych (art. 1785 wspomnianego KC). Wynika z tego, że i
      tam „budowlańcy” mają skłonność do stosowania nagannych praktyk, ale
      jak widać okres dziesięciu dni jest w Kanadzie oceniany jako
      wystarczający, żeby się w tym zorientować. Ciekawe ile musiałby
      wynosić taki okres u nas?

      Jeden ze zdesperowanych respondentów forum internetowego napisał:
      coś się zmieni we wspólnotach, kiedy to stare, pasywne i
      zastraszone, pokolenie rodem z PRL’u wymrze. Smutne to, tym
      bardziej, że ja nagminnie obserwuję taką pasywność również u ludzi
      młodych, a więc długo przyjdzie nam jeszcze czekać!
      Tym, którzy już teraz chcieliby czuć się gospodarzami we własnym
      domu, pozostaje głęboka refleksja przed angażowaniem się w tego
      typu inwestycje, lub perspektywa dochodzenie swoich praw nawet na
      drodze sądowej. PT. Deweloperom, postępującym w sposób
      nieprzystający do ich rangi, trzeba przypomnieć, że – na szczęście –
      wciąż jeszcze i bez wyroku sądowego wiadomo, jakie postępowanie jest
      przyzwoite, i że samo zbudowanie domu, jeszcze takiego postępowania
      nie dowodzi.
      • Gość: g Re: Mieszkanie od dewelopera kupuj z głową IP: 217.96.39.* 25.03.08, 17:58
        Szczepo, gratulacje raz jeszcze.

        Szkoda,że nikt tego nie robi nawet po wykuciu na pamięć i stąd płacz
        i zgrzytanie zębami.
    • Gość: totalizator Nie kupuj 'Dziury w ziemi' bo jak IP: *.dsl.stlsmo.sbcglobal.net 25.03.08, 03:33
      Nie kupuj 'Dziury w ziemi' bo jezeli deweloper zbankrutuje po twoich
      pieniadzach pozostanie tylko wspomnienie. Kupuj tylko gotowy dom do
      zamieszkania od zaraz.
    • Gość: Jan Re: Mieszkanie od dewelopera kupuj z głową IP: *.home.aster.pl 21.12.09, 11:42
      NIE CHCESZ MIEĆ PROBLEMÓW ??? KUP MIESZKANIE NA RYNKU WTÓRNYM, kupując
      mieszkanie od dewelopera, musisz być przygotowany na wiele przykrych niespodzianek.
      Największy problem w nowych "apartamentowcach" to krzywe pękające ściany,
      wilgoć, codzienne balangi sąsiadów, odgłosy wrzeszczącej dzieciarni na patio,
      brak miejsc postojowych. Poza tym musisz być przygotowany na utratę wpłaconej
      sumy kupiłem mieszkanie w takim "apartamentowcu" i bardzo teraz żałuję. Za
      mieszkanie 50m2 w stanie deweloperskim, zapłaciłem 350 tys. + 20 tys miejsce
      garażowe, w wykończenie mieszkania włożyłem już 150 tys. a końca nie widać.
      Za te pieniądze, mogłem kupić mieszkanie po kapitalnym remoncie, na rynku
      wtórnym, nie popełnijcie takiego błędu jak ja. Niech sobie dweloperzy sami
      mieszkają w tych apartamentowych slamsach.


      • Gość: xx Re: Mieszkanie od dewelopera kupuj z głową IP: *.era.pl 22.12.09, 15:32

        Co ty za bzdury piszesz..
        150 tys na wykonczenie mieszkania 50 m2 - ciekawe co tam robisz że
        tyle wydałeś. No może jesteś tak rozgarnięty z urządzaniem
        mieszkania jak z pisaniem postów to się nie dziwie.
        A czy uważasz że w mieszkaniu z rynku wtórnego nie robił byś
        remontu, nie urzadzał go, wszytsko by ci tak odpowiadało..
        Ja swego czasu kupiłem mieszkanie na rynku pierwotnym i teraz wiem
        że na rynku wtórnym nigdy nie kupie.
        Zresztą sam sobie zaprzeczasz w tym co piszesz - napisałeś że
        zakupiłeś miejsce garażowe a nie masz gdzie zaparkować.. (bez
        komentarza - nie nakręcaj się)



        NIE CHCESZ MIEĆ PROBLEMÓW ??? KUP MIESZKANIE NA RYNKU WTÓRNYM,
        kupując
        mieszkanie od dewelopera, musisz być przygotowany na wiele przykrych
        niespodzianek.
        Największy problem w nowych "apartamentowcach" to krzywe pękające
        ściany,
        wilgoć, codzienne balangi sąsiadów, odgłosy wrzeszczącej dzieciarni
        na patio,
        brak miejsc postojowych. Poza tym musisz być przygotowany na utratę
        wpłaconej
        sumy kupiłem mieszkanie w takim "apartamentowcu" i bardzo teraz
        żałuję. Za
        mieszkanie 50m2 w stanie deweloperskim, zapłaciłem 350 tys. + 20 tys
        miejsce
        garażowe, w wykończenie mieszkania włożyłem już 150 tys. a końca nie
        widać.
        Za te pieniądze, mogłem kupić mieszkanie po kapitalnym remoncie, na
        rynku
        wtórnym, nie popełnijcie takiego błędu jak ja. Niech sobie
        dweloperzy sami
        mieszkają w tych apartamentowych slamsach.
        • Gość: Jan Re: Mieszkanie od dewelopera kupuj z głową IP: *.home.aster.pl 27.12.09, 10:33
          Człowieku naucz się czytać ze zrozumieniem, co z tego że mam jedno miejsce
          garażowe, jak członków rodziny jest czterech i każdy ma jakiś pojazd.
          Poza tym nigdy nie wykańczałeś mieszkania, nie masz nawet pojęcia ile to
          kosztuje, no chyba że chcesz mieszkać w krzywych ścianach, "wykończonych" w
          stylu dewelopera
          • Gość: xx Re: Mieszkanie od dewelopera kupuj z głową IP: *.era.pl 29.12.09, 12:58

            Daj spokój, wykańczałem i wiem ile to kosztuje ale z tą kwotą to
            pojechałeś za ostro.
            Jeśli chodzi o sprawy remontowe to w nowym bloku zrobienie jest dużo
            tańsze niż w rynku wtórnym - nie musisz kuć i wywozić starych
            tynków, wyrównywać, kłaść nowej elektryki etc. w nowym poprostu
            glazurnik wchodzi i kładzie płytki a nie przygoptowuje to przez
            miesiąc.
            W nowym budynku przez pierwsze 3 lata możesz liczyć sie z pękaniem
            ścian bo budynek osiada - tak to już jest.
            Wygipsowanie scian to nie przesadzajmy nie jest wielki koszt a samo
            urządzenie to czy w rynku wtórnym czy pierwotnym kosztuje tyle samo,
            wiadomo zależy jak chcesz wyposazyć w sprzęt można kupic sprzęt za
            10 tyś i można kupić za 50 tyś.

            • Gość: Kaczus (Tomek) Re: Mieszkanie od dewelopera kupuj z głową IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.12.09, 14:40
              > w nowym poprostu
              > glazurnik wchodzi i kładzie płytki a nie przygoptowuje to przez
              > miesiąc.

              Pod warunkiem, że specjalista budujący nie wyznaczał kątów prostych za pomocą
              poziomicy (autentyk). Wtedy czasami jest więcej do zrobienia....
              • Gość: xx Re: Mieszkanie od dewelopera kupuj z głową IP: *.era.pl 29.12.09, 16:14
                Nie no oczywiście że tak bo tacy specjalisci u developerów też są
                ale i tak jest to dużo mniej pracy..
    • Gość: nikt brak IP: *.chello.pl 22.09.10, 14:34
      to kawał starego chu.. nowobogacki gej któremu brak dobrych manier ktos powinien mu obic ta facjate

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka