vulture
06.02.04, 16:07
Polskie Nagrania, 1990
Ta wspaniała płyta nie doczekała się jeszcze – jak klasyczne albumy –
remasterowanego wydania z bonusowymi utworami, choć na takowe sobie
zasługuje, gdyż jest to klasyczna pozycja na polskim rynku wydawniczym.
Wspaniały talent, jakim była (jest?) Magda Fronczewska, która w tak młodym
wieku nagrała tak dojrzałą płytę (fakt, iż jej ojcem jest aktor Piotr
Fronczewski, można uznać za absolutnie nieistotny), niestety popadł w
niesłuszne zapomnienie i dlatego uważam, że album ten należy wszystkim
przypomnieć, a młodsze pokolenia poinformować o tej wybitnej pozycji.
Płytę otwiera elektroniczna kompozycja Majki Jeżowskiej (sama Majka śpiewa na
płycie w chórkach) „Gdybym była wielką gwiazdą”, która w warstwie
instrumentalnej zapowiada nieco czasy Reni Jusis. Tekst o gwieździe,
jeżdżącej mazdą, jest dość wywrotowy, bo mógł być uznany za kryptoreklamę
marki samochodu. Dość anarchistyczne posunięcie, odważne jak na tak młodą
artystkę. Żwawe „Jak żuraw i czapla”, w liryczny sposób porównuje młodzież
przełomu lat 80/90 ubiegłego wieku do fauny zamieszkującej obszary rzek i
stawów. „Myszka widziała ostatnia” to wielki przebój „Dyskoteki pana Jacka” -
chodzi, oczywiście o wielką osobowość medialną, Jacka Cygana, który napisał
wszystkie teksty na płycie – aż dziwne, że utwór z tak wieloznacznym tytułem
i tekstem dopuszczono do ogólnopolskiej promocji w radiu i TV, ale widocznie
Magda Fronczewska była takim polskim Johnnym Rottenem. Posłużę się cytatem:
„myszka, myszka, w kieszeni zawsze ją noszę,
myszka, myszka, ona mi w biedzie pomoże,
gdy na człowieka kłopot spada, to można myszką go wymazać,
więc mnie nie ciągnij za tornister, bo cię wymażę i przestaniesz istnieć,
je je je
je je je”
Tak odważny, egzystencjalny kawałek, a taki przebój – to były czasy…
Tytułowy „Wow, wow” – muzyka Rafała Paczkowskiego- nie ma nic wspólnego z
piosenką Kate Bush „Wow”, poza tym że jest dwa razy lepszy -przypomina
nieco „Straight Up” Pauli Abdul (nie żeby plagiat, tylko linia basu i
kilkanaście dźwięków pożyczonych) - opowiada o tym, jak Magda Fronczewska na
Bronxie tańczyła z hiphopowcami. Po prostu ta dziewczyna wyprzedziła swoje
czasy – dziś byłby to hit godny tego, co robią Natalia Kukulska i Tede. Rymy
są jak u ziomali z bokowiska:
„Śniłam, że tańczyłam, w Nowym Jorku byłam, w dzielnicy Bronx,
Chłopcy, czarni jak pantery, tańczyć mnie uczyli, i super szło.
Mieli tyle lat, co ja, i ramiona z gumy Donald
Wybijali w palcach rytm, aż z domów leciał tynk”
Równie alternatywnie brzmi po latach kompozycja „Mister przerwy”, dojrzale
opisująca niepokojące zjawiska wśród młodzieży szkolnej:
„na lekcjach polskiego nie umiał niczego,
na lekcji fizyki pomylił wyniki,
w pracowni chemicznej myślał anemicznie,
a na lekcjach matmy był zawsze ostatni”.
„Jestem magikiem” oraz „Konie na nieboskłonie” to dwie perełki, w których
śpiewa zupełnie przypadkowo zaangażowany na tę sesję aktor Piotr Fronczewski.
Natomiast nowoczesne „To Michael Jackson” nabiera dziś szczególnego
znaczenia, gdy wsłuchamy się w słowa:
„To Michael Jackson, to idol nasz,
Ach mieć Michaela za swego przyjaciela”
Album zamyka doskonała „Laleczka z saskiej porcelany”, będąca również wielkim
przebojem pamiętnej „Dyskoteki pana Jacka”. Gdy milkną dźwięki, aż się nie
chce wierzyć, że to koniec…
Do tej produkcji zaangażowano samych najlepszych – słowa, jak wspomniałem,
napisał Jacek Cygan, muzykę Majka Jeżowska i Rafał Paczkowski (on też gra na
większości instrumentów, poza gitarą basową, na której brzdąka Krzysztof
Ścierański). Nagrania zrealizowano w studiu S-4, a okładkę projektował
Andrzej Pągowski. Czyli – arcydzieło skończone. Miejmy nadzieję, że Polskie
Nagrania wznowią wreszcie to bezcenne cacko ze swego katalogu.