Ciężko było mi się zachwycić tym albumem w takiej postaci, w jakiej miałem go
do niedawna. Debilnie przegrana od jakiegoś znajomego kaseta, zniszczona, i
do tego bez dwóch ostatnich piosenek na każdej stronie. Tragedia, nie
słuchałem zbyt często. Pare dni temu jednak, będąc na mieście, a do tego "
przy kasie " pomyślałem: spróbujemy. Nabyłem więc oryginalną kopię, wróciłem
do domu, " załączyłem " i... no, dalszego ciągu mogą się domyśleć wszyscy,
którzy znają i kochają tą płytę... Numery, których wcześniej nie znałem,
absolutnie mnie powaliły ( " If That's What You Need " - od tych kilku dni
jedna z najpiękniejszych piosenek o uczuciu, jaką znam... ), a te " stare
dobre ", w " oryginalnym " brzmieniu zabrzmiały jeszcze bardziej porywająco.
Zarówno wielkie przeboje, jak " Congo " ( kocham ten utwór!!!

i " Not
About Us ", jak i te mniej znane, np. czadowy " The Dividing Line ", ale też
i depresyjny tytułowy... brzmienie tej płyty jest fantastyczne, pełno
smaczków aranżacyjnych, ale cały czas podstawą jest melodia, czasem
rozmarzona, czasem przebojowa, ale zawsze przepiękna... Jeśli macie ochotę,
skrobnijcie coś tu o tej płycie, mimo że nie jest już nowa ( choć stara też
nie... ). W końcu, jak to ktoś powiedział ( wyleciało mi juz z pamięci kto,
ale chyba miał ksywę na " V "

) dyskusji o dobrej muzyce nigdy za wiele...
Pozdrowienia.