Dodaj do ulubionych

Gentle Giant - relacja z koncertu ;)

27.02.04, 22:22
Udało mi się coś, o czym bez internetu mogłabym tylko pomarzyć - obejrzeć
koncert Gentle Giant! Odbył się on 10 sierpnia 1975 roku przed publicznością
w studiu belgijskiej telewizji. Zespół grał utwory z płyt „The Power and the
Glory”, „Gentle Giant”, „Octopus” oraz „In a Glass House”. Poniżej spróbuję
napisać o tym, co wywarło na mnie największe wrażenie.
W owym czasie grupa Gentle Giant składała się z pięciu osób: wokalisty Dereka
Shulmana, jego brata Raya, który grał na basie, gitarzysty Gary’ego Greena,
klawiszowca Kerry’ego Minneara i Johna Weathersa, obsługującego perkusję. O
wyglądzie nie ma co opowiadać, typowi progrockowi brzydale w śmiesznych
strojach wink To zdjęcie pochodzi mniej więcej z tego okresu i bardzo mi się
podoba: www.blazemonger.com/GG/pix/misc/capitol-ptf-promo.jpg
Pierwsze utwory, „Cogs in Cogs” i „Proclamation”, Gianci grają tak, jak mnie
do tego przyzwyczaili, kontrapunkt, częste zmiany rytmu i takie tam wink Ale to
tylko rozgrzewka. Zabawa rozpoczyna się, kiedy pod koniec drugiego utworu
Gary chwyta za gitarę akustyczną i zaczyna grać, Ray oddaje Derekowi bas, a
sam sięga po skrzypce i rozbrzmiewa melodia z „Funny Ways”. Kerry tymczasem
zasiada na przedzie sceny z białą wiolonczelą. Kończy się wolna część i
następna zamiana, tym razem ostrzejszy fragment, w którym Ray gra partię na
trąbce. Kerry na chwilę wraca do klawiszy, po czym odgrywa długie, szaleńcze
solo na wibrafonie. Wraca do wiolonczeli, Ray do skrzypiec. Derek śpiewa,
czasem wspierają go Ray, Gary i Kerry. Wszystko to w ciągu jednego utworu.
Chwila przerwy, Derek wita publiczność, swoją drogą to on najczęściej się
uśmiecha i prawie tańczy po scenie, po czym zapowiada następny utwór.
Przed „The Runaway” rozbrzmiewa charakterystyczny odgłos rozbijanego szkła -
tak się zaczyna album „In a Glass House”. Zespół wrócił do pierwotnego
rozkładu instrumentów. Trudno mi opisać wszystko, co grają, po prostu trzeba
znać te kawałki, ale na żywo brzmią bardziej dynamicznie, a aranżacje są
zawsze nieco zmienione. Utwory z nie najlepszego albumu „The Power and the
Glory” wypadają na tym występie o wiele lepiej. W każdym razie Derek w „The
Runaway” gra również na saksofonie. Drobna improwizacja Kerry’ego na
klawiszach, Derek bierze tamburyn, nadchodzi czas na „Experience”. Gary gra
świetne solówki na gitarze... No lubię te kawałki po prostu smile W ciągu całego
koncertu wielkie wrażenie wywiera na mnie perkusista, który bezustannie
zmienia pałeczki, zapasowe trzymając w zębach, i wybija niesamowicie
skomplikowany rytm. Kolejna pauza i zapowiedź albumu „Octopus”. Ostra
przygrywka, po czym „Knots” rozpoczyna chóralny śpiew aż czterech członków
zespołu, wyłączając perkusistę. Najpierw zaczyna śpiewać swoją partię Gary,
potem dołącza Kerry, Ray i Derek, każdy z nich śpiewa nieco zmienioną wersję
i tak w różnych konfiguracjach przebiega kilka fraz. Jeden z najlepszych
momentów koncertu! Na wibrafonie tym razem gra John. Swoją drogą Kerry ma
dość niezwykłą barwę głosu. Partie wokalne bezpośrednio przechodzą w
znakomity duet gitar akustycznych Gary’ego i Raya. Podobno nawiązują oni do
tematów z „Boys in the Band”, „Acquiring the Taste” i „Raconteur Troubadour”.
Na basie gra Derek. Krótka solówka Kerry’ego na klawiszach łączy „Knots z
następnym utworem - „The Advent of Panurge”. Zaczyna się on od podobnej jak
w „Knots”, ale bardziej ograniczonej partii wokalnej. Wszyscy wracają do
podstawowego asortymentu instrumentów. Jednak wkrótce po ostrym rockowym
graniu w tło wkradają się dźwięki fletów... to Derek, Kerry i Gary
niepostrzeżenie dokonali kolejnej zmiany - tym razem grają na fletach
prostych. W pewnym momencie rozbrzmiewa melodia „Yankee Doodle”. Przed
utworem „So Sincere” Derek zapowiada na jego koniec „percussion insanity”...
Tym razem powrót do zestawu wiolonczela i skrzypce, potem tradycyjna wersja
rockowa. Szczęka mi opada, kiedy wszyscy przerzucają się na instrumenty
perkusyjne! Derek i Ray grają na dużych bębnach, Gary i Kerry mają
odpowiednio dwa i trzy mniejsze. Brzmi to razem niesamowicie, a sam zespół
doskonale się bawi. Chwila wyciszenia następuje, kiedy Kerry, John i Gary
wirtuozersko wycinają na dziecięcych cymbałkach. Perkusyjne szaleństwo kończy
cały koncert, który trwa około 50 minut.
Ech, nie potrafię oddać słowami, jak mnie olśnił ten występ, ponieważ, mimo,
że znam sporo płyt Gentle Giant, dopiero przy połączeniu zmysłów wzroku i
słuchu uświadomiłam sobie w pełni poziom złożoności ich muzyki, mimo, a może
właśnie dlatego, że grali na żywo. Podobno już wkrótce Alucard Music (firma
Kerry’ego Minneara) wyda DVD z tym koncertem! Już nie mogę się doczekać, bo
jakość wersji, którą oglądam maniacko od kilku dni, pozostawia wiele do
życzenia.

Dużo informacji o Gentle Giant
www.blazemonger.com/GG/
Obserwuj wątek
    • vulture niektórzy to na Gentle Giant sobie chodzą :-DDDDDD 27.02.04, 22:35

      • pixie Re: niektórzy to na Gentle Giant sobie chodzą :-D 27.02.04, 22:45
        Nigdzie nie musiałam chodzić, to oni do mnie przyszli ;P
        • vulture uważaj, za drzwiami może siedzieć Bonnie Tyler!!! 27.02.04, 22:47
    • joseph80 Re: Gentle Giant - relacja z koncertu ;) 28.02.04, 00:07
      Już nie mogę się doczekać kiedy ja dociągnę ten koncertwink. Twój opis Pixie
      bardzo mnie do niego zachęcił.

      pzdr
      Jos

      • pixie Re: Gentle Giant - relacja z koncertu ;) 28.02.04, 00:50
        To jakby co, skoryguj moje niedociągnięcia, zwłaszcza, że obraz naprawdę dość
        niewyraźny wink Żałuję tylko, że czasami kamera za bardzo skupia się na
        pojedynczych muzykach. Publiczność pewnie miała więcej ubawu, kiedy Gianci
        biegali po scenie to tu, to tam, zmieniając instrumenty smile Ale jak dobrze byli
        zgrani!
        pozdr
    • Gość: Akamakabungu Re: Gentle Giant - relacja z koncertu ;) IP: *.kim.pl 29.02.04, 00:48
      Czym/skąd ściągacie?
      • pixie Re: Gentle Giant - relacja z koncertu ;) 29.02.04, 17:21
        Gość portalu: Akamakabungu napisał(a):

        > Czym/skąd ściągacie?

        Koncert Gentle Giant wygrzebałam z wnętrzności Soulseeka wink
        pozdr
    • Gość: Maciek Makowski Re: Gentle Giant - relacja z koncertu ;) IP: *.ibk.telering.at 04.03.04, 09:24
      Dodam tylko, ze na mnie najwieksze wrazenie robi duet gitarowy. Niesamowita
      dyscyplina grania, idealne wyczucie rytmu Gary'ego i Ray'a (lacznie z idealnie
      rowno wykonywanymi zwolnieniami i przyspieszeniami)... to na prawde warto
      zobaczyc.

      NB w sieci mozna znalezc jeszcze kilka koncertow GG, ale ten jest jak dotad
      jedynym, ktory udalo mi sie sciagnac.
      • pixie Re: Gentle Giant - relacja z koncertu ;) 04.03.04, 19:03
        Gość portalu: Maciek Makowski napisał:

        >
        > NB w sieci mozna znalezc jeszcze kilka koncertow GG, ale ten jest jak dotad
        > jedynym, ktory udalo mi sie sciagnac.
        Ja będę jeszcze miała koncert zarejestrowany przez BBC. Nie mogę się doczekać smile
        • joseph80 Re: Gentle Giant - relacja z koncertu ;) 07.03.04, 17:34
          Uffffff... wreszcie udało mi się ściągnąć ten koncert. Przejrzałem go dopiero w
          pośpiechu. Robi wrażenie. Choć jakość obrazu jest bardzo słaba. W najbliższym
          tygodniu zaznajomię się z nim bliżej, i postaram się opisać więcej moich
          odczuć.
          Internet Rulezsmile Dzięki niemu można oglądać takie cudeńka.

          pzdr
        • Gość: Maciek Makowski Koncert z 1977 IP: *.acn.waw.pl 14.03.04, 21:31
          Właśnie udało mi się pozyskać fragment koncertu z 1977. Jakość obrazu jest
          porównywalna z nagraniem ZDF (może trochę lepsza), dźwięk jest za to nieco gorszy.

          Repertuar to "Playing The Game" z "The Power And The Glory", "Free Hand", "Just
          The Same" i "On Reflection" z albumu "Free Hand", "Memories Of Old Days" i "For
          Nobody" z "The Missing Piece" i "Funny Ways" z "Gentle Giant". Jak widać, tylko
          ostatni utwór powtarza się w stosunku do ZDF.
          Image zespołu zmienił się, stał się bardziej dyskotekowy: Ray Shulman ma krótkie
          włosy i występuje w czymś przypominającym garnitur zaś Derek, odziany w jakiś
          skafander, wykonuje dość komiczne wygibasy.
          Poziom wykonawczy na szczęście wciąż rewelacyjny. W "Memories Of Old Days"
          wszyscy muzycy grają na gitarach: Gary na dwunastostrunowej, Ray na akustycznej,
          Derek na basowej zaś Kerry i John na elektrycznych. Niezwykle efektownie
          prezentuje się oczywiście "On Reflection", w którym Ray jednocześnie gra na
          skrzypcach i śpiewa, z gitarą basową przygotowaną do odegrania kolejnej sekcji.
          W utworze tym zresztą swoje możliwości wokalne prezentują wszyscy członkowie
          zespołu.

          Dla mnie dużą zaletą tego wideo była realizacja, dzięki której mogłem wreszcie
          podejrzeć technikę gitarową Gary'ego
          • Gość: Maciek Makowski czyli tzw. BBC IP: *.acn.waw.pl 15.03.04, 15:07
            > Właśnie udało mi się pozyskać fragment koncertu z 1977.

            Okazało się, że posiadane przeze mnie wideo to koncert z BBC okrojony o
            większość utworów z "The Missing Piece". Na pełnej wersji znaleźć można jeszcze
            "Two Weeks In Spain", "I'm Turning Around", "Betcha Thought We Couldn't Do It" i
            "Mountain Time".
          • pixie Re: Koncert z 1977 17.03.04, 01:29
            Gość portalu: Maciek Makowski napisał(a):

            > "Memories Of Old Days" i "For Nobody" z "The Missing Piece"

            Niedawno poznałam ten album i po pierwszym szoku podczas słuchania "Two Weeks
            in Spain", coraz bardziej mi się podoba. Szkoda, że nie wykonują "As Old as
            You're Young", bardzo przebojowy kawałek, ale w starym stylu. Uwielbiam.

            > Image zespołu zmienił się, stał się bardziej dyskotekowy: Ray Shulman ma
            > krótkie włosy i występuje w czymś przypominającym garnitur zaś Derek, odziany
            > w jakiś skafander, wykonuje dość komiczne wygibasy.
            Hehe. Na niektórych zdjęciach Ray wygląda jak Janko Muzykant, to pewnie z tego
            okresu smile
            Już wkrótce mam nadzieję obejrzeć to nagranie, i oby to była pełna wersja.
            • pixie A co do Dereka... 17.03.04, 02:01
              Próbowałeś kiedyś poruszać się w rytm muzyki GG? "Przetańczenie" jednego utworu
              bez pogubienia się i bez zwichnięcia sobie czegoś to już duża sztuka smile)
            • Gość: Maciek Makowski The Missing Piece IP: *.acn.waw.pl 17.03.04, 11:04
              > Niedawno poznałam ten album i po pierwszym szoku podczas słuchania "Two Weeks
              > in Spain", coraz bardziej mi się podoba. Szkoda, że nie wykonują "As Old as
              > You're Young", bardzo przebojowy kawałek, ale w starym stylu. Uwielbiam.

              "Two Weeks In Spain" jest akurat całkiem niezłe. Najbardziej obciachowe są na
              tej płycie utwory 2-5, czyli "I'm Turning Around", "Betcha Thought We Couldn't
              Do It", "Who Do You Think You Are?" i "Mountain Time". Pozostałe są dość w
              porządku, choć słabsze niż te z poprzednich albumów.

              Za to następna płyta, "Giant For A Day", to katastrofa. Z niej da się słuchać
              chyba tylko "Little Brown Bag" i "Rock Climber". Mój egzemplarz akurat ma
              fabryczną dziurę na tej ostatniej ścieżce, w związku z czym utwór kończy się po
              minucie w dość nieprzyjemny sposób.
              • pixie I "Civilian" 20.03.04, 00:12
                Gość portalu: Maciek Makowski napisał(a):

                > "Two Weeks In Spain" jest akurat całkiem niezłe.
                Ależ wcale nie twierdzę, że „Two Weeks in Spain” to kiepska piosenka, wprost
                przeciwnie, ale dotąd słuchałam tylko płyt od pierwszej do „Interview” i nie
                byłam przyzwyczajona do unowocześnionego brzmienia GG. Stąd ten szok smile

                > Najbardziej obciachowe są na
                > tej płycie utwory 2-5, czyli "I'm Turning Around", "Betcha Thought We Couldn't
                > Do It", "Who Do You Think You Are?" i "Mountain Time". Pozostałe są dość w
                > porządku, choć słabsze niż te z poprzednich albumów.
                Na swój lekko kiczowaty sposób są to całkiem ładne piosenki i mnie się nawet
                podobają. Dopóki nie posłucham ich wcześniejszych albumów. Zdaje się, że Ty
                wolisz te bardziej skomplikowane kawałki? smile

                > Za to następna płyta, "Giant For A Day", to katastrofa.

                „Giant for a Day” jeszcze nie znam (może i dobrze smile, ale poznałam „Civilian”
                i bardzo mi się ten album kojarzy z „Drama” Yes. Obie płyty wyszły w 1980 roku,
                na obu zespoły flirtują z hard rockiem (GG z tym bardziej obciachowym), tam
                jest utwór „Into the Lens”, tu „I Am a Camera”... smile) Da się słuchać, niektóre
                kawałki są niezłe, zwłaszcza jeśli chodzi o melodie (np. „Inside Out”wink, ale
                moim zdaniem ta płyta jest gorsza od „The Missing Piece”. No, ale słuchałam jej
                dopiero dwa razy. Zresztą, czego się spodziewać po trzech ostatnich płytach GG?
                To był ich najsłabszy okres.

                A wracając do strony wizualnej: ściągnęłam sobie jakiś czas temu 5 kilku-
                kilkunastosekundowych filmików, na których starszawy już pan Kerry Minnear gra
                na różnych instrumentach klawiszowych i wielkich cymbałach. Orientujesz się
                może, skąd to pochodzi?
              • pixie Giant for a Day! 11.04.04, 14:52
                Gość portalu: Maciek Makowski napisał(a):

                > Za to następna płyta, "Giant For A Day", to katastrofa. Z niej da się słuchać
                > chyba tylko "Little Brown Bag" i "Rock Climber". Mój egzemplarz akurat ma
                > fabryczną dziurę na tej ostatniej ścieżce, w związku z czym utwór kończy się
                > po minucie w dość nieprzyjemny sposób.

                Niestety, muszę się z Tobą zgodzić. Jeszcze "Words from the Wise" tchnął we
                mnie jakiś optymizm, który jednak zdruzgotał następny utwór. Podoba mi się
                jeszcze tylko "Little Brown Bag" i "Friends" - to drugie może i naiwne, ale
                jego prostota działa jak powiew świeżości, no i chyba jest jedynym solowym
                wyczynem wokalno-kompozytorskim Johna Weathersa.
                • Gość: Maciek Makowski Re: kompozycje Weathersa IP: *.acn.waw.pl 12.04.04, 11:04
                  > Podoba mi się
                  > jeszcze tylko "Little Brown Bag" i "Friends" - to drugie może i naiwne, ale
                  > jego prostota działa jak powiew świeżości, no i chyba jest jedynym solowym
                  > wyczynem wokalno-kompozytorskim Johna Weathersa.

                  Z wydanych na albumach studyjnych faktycznie jedynym. Na "Under Construction"
                  jest jeszcze demo piosenki "You Haven't A Chance" napisanej przez Johna na album
                  "Civilian". Śpiewa w nim i gra na gitarze elektrycznej, ale poza tym nie jest to
                  nic ciekawego.
    • Gość: Maciek Makowski Dwie sprawy IP: *.acn.waw.pl 08.03.04, 10:36
      > Utwory z nie najlepszego albumu „The Power and the
      > Glory” wypadają na tym występie o wiele lepiej.

      Herezja. "The Power And The Glory" jest _najlepszym_ albumem studyjnym GG. Chyba
      tylko "Free Hand" może z nim konkurować.


      > W ciągu całego
      > koncertu wielkie wrażenie wywiera na mnie perkusista, który bezustannie
      > zmienia pałeczki, zapasowe trzymając w zębach, i wybija niesamowicie
      > skomplikowany rytm.

      He, a ja odniosłem wrażenie, że obija się najbardziej z całego zespołu.
      Skomplikowane rytmy grają pozostali muzycy, partia perkusji jest prosta.
      • pixie Ha! 08.03.04, 21:19
        Gość portalu: Maciek Makowski napisał:

        > > Utwory z nie najlepszego albumu „The Power and the
        > > Glory” wypadają na tym występie o wiele lepiej.
        >
        > Herezja. "The Power And The Glory" jest _najlepszym_ albumem studyjnym GG.
        > Chyba tylko "Free Hand" może z nim konkurować.

        Herezja eterycznej hetery
        W tetrycznym retorze
        Troi chimery.
        Herezja to bardzo zabawne słowo big_grin A wracając do tematu, najlepszy pod jakim
        względem? Na stronie technicznej się nie znam, więc się nie wypowiadam, ale
        osobiście nad „The Power and the Glory” przedkładam „In a Glass House”,
        czy „Acquiring the Taste”, a nawet „Free Hand” smile Bardziej mi się podobają po
        prostu.

        > > W ciągu całego
        > > koncertu wielkie wrażenie wywiera na mnie perkusista, który bezustannie
        > > zmienia pałeczki, zapasowe trzymając w zębach, i wybija niesamowicie
        > > skomplikowany rytm.
        >
        > He, a ja odniosłem wrażenie, że obija się najbardziej z całego zespołu.
        > Skomplikowane rytmy grają pozostali muzycy, partia perkusji jest prosta.

        A tam, nie znasz się, zresztą nie porównuję go z innymi muzykami Gentle Giant,
        ale z innymi perkusistami wink Ech, chyba mam słabość do Johna. Czyż on nie jest
        cudowny? smile))
        www.blazemonger.com/GG/pix/misc/ueli.frey/GentleG17.jpg
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka