Nie, to nie jest żadna prowokacja, taką nazwę nosi coś w rodzaju supergrupy,
założonej przez basistę Alphonso Johnsona (Weather Report i Santana),
klawiszowca T Lavitza (Dixie Dregs i Steve Morse Band), gitarzystę Jimmy’ego
Herringa (Aquarium Rescue Unit i The Allman Brothers Band) oraz perkusistę
Billy’ego Cobhama (Miles Davis i Mahavishnu Orchestra). Jak dotąd wydano pod
tym szyldem trzy płyty, w tym jedną koncertową, na które składają się prawie
wyłącznie instrumentalne wersje utworów The Grateful Dead. Druga płyta Jazz
Is Dead interpretuje cały album „Wake of the Flood” przybierając
nazwę „Laughing Water” (1999). Zachwyciło mnie wykonanie przez tą formację
przepięknej „Weather Report Suite, Pt. 1” - moim zdaniem brzmi ono lepiej od
oryginału. Słucha się tego bardzo przyjemnie, jazzujące wersje piosenek The
Grateful Dead okazują się często łatwiejsze do przyswojenia od swoich
pierwowzorów, a sama muzyka ma wręcz działanie relaksacyjne. Podoba mi się
połączenie perfekcji wykonania i realizacji albumów Jazz Is Dead - dźwięk
każdego instrumentu rozbrzmiewa krystalicznie czysto - z energią, lekkością i
radością grania. Niektórych z tych cech czasem brakowało twórcom ich
repertuaru. Łączy ich skłonność do improwizacji i swobodnego dżemowania,
podczas którego każdy muzyk jest równie ważny. Ten „cover band” dołączył
właśnie do Phish i The String Cheese Incident w mojej kolekcji zespołów
inspirujących się dokonaniami legendarnej amerykańskiej grupy The Grateful
Dead. One zaś inspirują mnie do lepszego poznania tejże legendy