Czekałem prawie dwa lata. I oto jest -następca genialnej płyty "You All Look
the Same To Me".
Jestem rozczarowany. Jest mi smutno. I chyba za dużo sobie obiecywałem.
Nie doświadczymy na tej płycie żadnego epickiego nagrania pokroju "Again"
czy "Finding It So Hard". Ba, najdłuższe nagranie nie ma nawet dziesięciu
minut- człowiek nie zdąży nawet się dobrze rozsiąść a tu juz koniec

Mnóstwo tutaj smyczków- prawie w każdym nagraniu, dużo syntezatorów- gitary
jakby oddały miejsca klawiszom. Zginęły gdzieś te piękne chórki żeńskie,
chociaż niewątpliwie wokalista brzmi niepowtarzalnie. A najgorzej że płyta
jest strasznie przewidywalna- ot z góry wiadomo: zwrotka, refren, fragment
instrumentalny ze smyczkami w tle, zwrotka, refren. To się chyba nazywa
rutyna.
Ale nie jest to płyta niedobra. Singiel z tej płyty "Fuck You" już dawno
powinien byc na liście trójki (ku radości przeciwników pana dyrektora, którzy
szybko by odnależli adresata tytułu utworu

. "Sleep" -najwspanialszy utwór
na płycie - przypomina najpiękniejsze fragmenty poprzedniej
płyty. "Conscience" i "Pulse" przywołuje i tak wszech ogarniającego całą
płyte ducha Pink Floyd. "Love Song" (skąd ja znam ten tytuł?) to poszukiwanie
muzycznego urozmaicenia.
Tak, myslę że za duzo sobie obiecywałem. Nie nagrywa się w dzisiejszych
czasach dwóch genialnych płyt pod rząd. Poczekam na następny album Archive.
Ps. Płyta "Noise" ukazuje się w Polsce 26 kwietnia.