THIS IS THE SPINAL TAP
Fantastyczny film i dla zwolenników, i dla przeciwników rocka. Ta kultowa już
komedia powstała w 1984 roku i opowiada o tym, jak to „legendarna grupa
rockowa” (stworzona specjalnie na potrzeby filmu) próbuje odzyskać utraconą
dawno popularność, odbywając tournee po Stanach Zjednoczonych. Są tu ukazane
w karykaturalnej postaci wszystkie możliwe „grzechy” zespołów rockowych,
począwszy od samego image przez wydumane koncept-albumy po niekończące się
zmiany składów i coraz bardziej żałosne chwyty marketingowe.
Odwołania, które osobiście stwierdziłem, to:
1. Image grupy, nawiązujący do m.in. Motorhead (tu polecam zdjęcie
jednego z muzyków
www.imdb.com/gallery/ss/0088258/Ss/0088258/2path=gallery&path_key=00882
58 ) i Judas Priest oraz próbujących „wstrzelić się” w rynek lat
osiemdziesiątych Yes (gitarzysta wygląda w niektórych scenach dokładnie jak
Trevor Rabin na koncertach Yes z promocji „90125”

;
2. Opinia „najgłośniejszej grupy rockowej na świecie” - Deep Purple w
latach siedemdziesiątych dzierżyli taki tytuł po pomiarach głośności podczas
występów;
3. Ciągłe zmiany składów oraz odchodzący z tego świata perkusiści (jeden
eksplodował na scenie, inny zadławił się wymiotami, w dodatku nieswoimi –
aluzja do Bona Scotta z AC/DC) – przez zespół przewinęło się 37 osób.
Oczywista aluzja do grup typu Deep Purple, Rainbow, Uriah Heep, Yes czy
Whitesnake i Black Sabbath;
4. Scenografia przypominająca Stonehenge (rok wcześniej Black Sabbath
odbywali tournee z Ianem Gillanem i mieli właśnie taką scenografię, która nie
wchodziła na każdą scenę, bo sztuczne głazy byly za wysokie, hehehe);
5. Zdzirowata żona jednego z muzyków (oboje wyglądają, jak klony Bonnie
Tyler), która zostaje menadżerką zespołu – aluzja do Sharon Osbourne i Wendy
Dio (chyba wtedy już objęły patronat artystyczny nad mężami);
Poza tym, w filmie pokazane jest „gwiazdowanie” muzyków (narzekanie na
rozmiar chleba, podawanego do garderoby, groupies), nieudolność organizacyjna
(zero ludzi na spotkaniu w sklepie, podczas którego grupa miała rozdawać
autografy) i wpadki (zacinająca się dekoracja-kokon w jednym z występów),
podążanie za modą (grupa pokazana jest w przeszłości, najpierw jako big-
beatowcy, potem jako grupa epoki flower-power itp) czy dokładanie ideologii
do okładek płyt (czarna okładka bez napisów na wzór beatlesowskiego „białego
albumu” – ten chwyt chyba nieświadomie wykorzystał Prince).
W piśmie „Teraz rock’, które zajmuje się nikomu niepotrzebnymi zespołami, był
wywiad z jednym z muzyków który był na premierowym pokazie „This Is The
Spinal Tap”, bodajże z Jeffem Beckiem. Mówił, że gdy muzycy z jego pokolenia
zasiedli w kinie i film został puszczony, jakoś nie było im do śmiechu.
Niektóre spostrzeżenia były zabójczo trafne i od tamtej pory nazwa Spinal Tap
jest synonimem rockowego wieśniactwa i obciachu. Polecam wszystkim z
dystansem i poczuciem humoru - to taki film z jednej strony lekki i zabawny,
a z drugiej ku przestrodze.
na koniec jeszcze kilka fotek
www.geocities.com/Athens/Styx/2347/derekcolor.jpg
imagecache2.allposters.com/images/46/025_517.jpg
imagecache2.allposters.com/images/151/48514.jpg
a tu są dźwięki grupy
www.spinaltapfan.com/spinal-tap-sounds.html