Dodaj do ulubionych

ERIC CLAPTON Me & Mr Johnson - fajne słuchadło

08.04.04, 20:40

Eric, krótko mówiąc, wraca do formy. Po nieudanych eksperymentach, których
efektem była denna płyta „Pilgrim”, pan Clapton był uprzejmy zrehabilitować
się albumem „Reptile”, którego słuchało mi się całkiem nieźle, a teraz
zaserwował całkiem przyzwoite słuchadło p.t. „Me And Mr. Johnson” z
kompozycjami bluesmana Roberta Johnsona. Słuchadło, bo płyta ta w sumie
niczego ciekawego do wizerunku Claptona nie wnosi, a i wykonania są po prostu
przyzwoite, na wysokim poziomie, bo tego od artystów rangi Claptona oczekuje
się po prostu. I tu mistrz nie zawodzi. Na albumie, wyprodukowanym przez
samego Claptona i Simona Climie (pamięta ktoś duet Climie & Fisher, hehe)
znalazło się czternaście bluesów opracowanych na tradycyjny warsztat: gitara,
bas, perkusja, pianino, organy. Jednak w przeciwieństwie do podobnej płyty,
wydanej dobrych parę lat temu („From The Cradle”wink ta jest spokojniejsza,
bardziej uładzona – może dlatego, że artysta jest po prostu starszy. Zresztą,
okładkę „zdobi” jego wyjątkowo brzydki portret na wzór pamiątki z domu
starców, a sama wkładka płyty też utrzymana jest w bardzo staroświeckim
stylu. Nie ma sensu wymieniać tytułów poszczególnych kompozycji, gdyż
wszystkie są do siebie podobne, co z jednej strony jest zaletą, bo album
brzmi monolitycznie, a z drugiej wadą, bo podczas słuchania w całości
człowiek się wyłącza. Ale słucha się tego, nawet „jednym uchem”, bardzo
dobrze i cieszy mnie, że album ten znalazł uznanie wśród klienteli sklepów
muzycznych na świecie; zawsze to lepsze niż „jazzowe” albumy Roda Stewarta.
Jeśli o nowego Claptona chodzi, jestem zdecydowanie za.
Obserwuj wątek
    • Gość: blues Re: ERIC CLAPTON Me & Mr Johnson - fajne słuc IP: *.dowco.com 08.04.04, 20:56
      cyt:
      ...okładkę „zdobi” jego wyjątkowo brzydki portret na wzór pamiątki z domu starców...

      Istnieja tylko dwie fotografie Roberta Johnsona, i okladka CD jest to zdjecie
      Claptona w stylu jednego z wlasnie tych zdjec. Johnson zyl w czasach kiedy
      fotografia byla mloda dziedzina, dlatego dobre i te dwie fotki. Co wazniejsze
      dziekowac nalezy ze Johnson dostal szanse na nagranie swoich utworow -
      wszystkiego 29 kawalkow. Robert Johnson - bluesman ktory podpisal pakt z diablem!
      • vulture Re: ERIC CLAPTON Me & Mr Johnson - fajne słu 08.04.04, 21:02

        Tu się zgadzam, ale portret Claptona nie jest brzydki z powodu staroświeckości,
        tylko tak ogólnie smile)) Ale to w sumie indywidualna sprawa odbiorcy.
    • emilly_soerenson Re: ERIC CLAPTON Me & Mr Johnson - fajne słuc 22.04.04, 13:49
      vulture napisał:

      >
      > Eric, krótko mówiąc, wraca do formy. Po nieudanych eksperymentach, których
      > efektem była denna płyta „Pilgrim”, pan Clapton był uprzejmy zrehab
      > ilitować

      Z całym szacunkiem... Nie uwazam by eksperymenty byly czyms niestosownym, ja
      uwazam ze to calkiem fajna plyta. Claptona slucham od 14 lat i nie uwazam jej
      za cos czego moglby sie powstydzic

      > się albumem „Reptile”, którego słuchało mi się całkiem nieźle, a te
      > raz
      > zaserwował całkiem przyzwoite słuchadło p.t. „Me And Mr. Johnson” z
      >
      > kompozycjami bluesmana Roberta Johnsona. Słuchadło, bo płyta ta w sumie
      > niczego ciekawego do wizerunku Claptona nie wnosi, a i wykonania są po prostu
      > przyzwoite, na wysokim poziomie, bo tego od artystów rangi Claptona oczekuje
      > się po prostu. I tu mistrz nie zawodzi. Na albumie, wyprodukowanym przez
      > samego Claptona i Simona Climie (pamięta ktoś duet Climie & Fisher, hehe)
      > znalazło się czternaście bluesów opracowanych na tradycyjny warsztat: gitara,
      > bas, perkusja, pianino, organy. Jednak w przeciwieństwie do podobnej płyty,
      > wydanej dobrych parę lat temu („From The Cradle”wink ta jest spokojnie
      > jsza,
      > bardziej uładzona – może dlatego, że artysta jest po prostu starszy.

      A jakie to ma znaczenie? To chyba absurdalne stwierdzenie...


      Zres
      > ztą,
      > okładkę „zdobi” jego wyjątkowo brzydki portret na wzór pamiątki z d
      > omu
      > starców, a sama wkładka płyty też utrzymana jest w bardzo staroświeckim
      > stylu.



      Nie ma sensu wymieniać tytułów poszczególnych kompozycji, gdyż
      > wszystkie są do siebie podobne, co z jednej strony jest zaletą, bo album
      > brzmi monolitycznie, a z drugiej wadą, bo podczas słuchania w całości
      > człowiek się wyłącza. Ale słucha się tego, nawet „jednym uchem”, ba
      > rdzo
      > dobrze i cieszy mnie, że album ten znalazł uznanie wśród klienteli sklepów
      > muzycznych na świecie; zawsze to lepsze niż „jazzowe” albumy Roda S
      > tewarta.
      > Jeśli o nowego Claptona chodzi, jestem zdecydowanie za.
      • vulture Re: ERIC CLAPTON Me & Mr Johnson - fajne słu 24.04.04, 13:06
        emilly_soerenson napisała:


        > Z całym szacunkiem... Nie uwazam by eksperymenty byly czyms niestosownym, ja
        > uwazam ze to calkiem fajna plyta. Claptona slucham od 14 lat i nie uwazam jej
        > za cos czego moglby sie powstydzic

        A mi się nie podoba. Uważam, że Claptona stać na coś więcej, niż na dogrywanie
        pojedynczych dźwięków gitar do pierdzenia automatu perkusyjnego. Ale może to
        dlatego, że "poznawanie Claptona" zacząłem - też dobre kilkanaście lat temu -
        od nagrań Cream i każda kolejna odsłona twórczości artysty była dla mnie
        mniejszym bądź większym rozmienianiem talentu na drobne.

        Poza tym, nie ma obowiązku bycia nowoczesnym. Jak ktoś się sprawdza w
        brzmieniach tradycyjnych, nie musi od razu bawić się tymi pudełkami do robienia
        dźwięku.



        > A jakie to ma znaczenie? To chyba absurdalne stwierdzenie...
        >

        "Chyba"? To znaczy sama nie wiesz?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka