Dodaj do ulubionych

Sie skomercjalizowali

16.04.04, 11:23
To watek o artystach, ktorzy w poczatkach swojej kariery niemalze wyznaczali
nowe kierunki w muzyce, poszukiwali, zaskakiwali niebanalnymi melodiami,
aranzami, pomyslami. Z czasem jednak, pod wplywem roznych zdarzen (np.
starzenia sie czy checi zarobienia wiekszej kasy) zaczeli grac muzyke o wiele
latwiejsza, komercyjna, majaca niewiele wspolnego z tym, co grali wczesniej.

Moj przyklad to Cocteau Twins. Grupa, ktora kilkoma pierwszymi plytami (np.
Treasure) czarowala az milo. Potem, w okolicach Heaven or Las Vegas (do
ktorej to plyty mam notabene wielki sentyment) zaczela nagrywac utwory
znacznie lzejsze, banalniejsze. Ba, w pogoni za pieniedzmi muzycy przeszli z
4 AD do Columbii i nagrali najslabsza plyte w swojej karierze czyli  Four-
Calendar Cafe. Smutny koniec znakomitej niedys grupy.
Obserwuj wątek
    • ihopeyouwilllikeme Re: Sie skomercjalizowali 16.04.04, 11:27
      Cze, myślałem że o U2 napiszesz smile))

      No Doubt - kto słyszał Rock Steady, ten wie...
      • cze67 Re: Sie skomercjalizowali 16.04.04, 11:50
        ihopeyouwilllikeme napisa3:

        > Cze, mysla3em że o U2 napiszesz smile))

        Jezeli chodzi o U2 to nie wiem, czy sie skomercjalizowali. Wedlug mnie poszli
        po prostu droga, ktora od pewnego momentu przestala mnie interesowac.
    • Gość: pagaj Re: Sie skomercjalizowali IP: 193.0.236.* 16.04.04, 11:36
      cze67 napisał:

      > Moj przyklad to Cocteau Twins. Grupa, ktora kilkoma pierwszymi plytami (np.
      > Treasure) czarowala az milo. Potem, w okolicach Heaven or Las Vegas (do
      > ktorej to plyty mam notabene wielki sentyment) zaczela nagrywac utwory
      > znacznie lzejsze, banalniejsze. Ba, w pogoni za pieniedzmi muzycy przeszli z
      > 4 AD do Columbii i nagrali najslabsza plyte w swojej karierze czyli Four-
      > Calendar Cafe. Smutny koniec znakomitej niedys grupy.

      Ja z kolei mam wielki sentyment do "Four-Calendar Cafe", nic na to nie poradzę.
      Ale po tej płycie była jeszcze "Milk & Honey", znacznie słabsza. To dopiero
      był koniec.

      A trzymając się wątku - podpadają pod to niektórzy mistrzowie prog rocka,
      jak Yes i Genesis na przykład. Wprawdzie próbowali się rehabilitować
      wracając do starych rozwiązań, ale w przypadku Yes to już nie to.
      Zastanawiam się czy to dopiero nie jest szczyt koniunkturalizmu - nagrywamy
      takie płyty jakie fani chcą kupić.
      • cze67 Re: Sie skomercjalizowali 16.04.04, 11:45
        Gość portalu: pagaj napisa3(a):

        > Ale po tej p3ycie byla jeszcze "Milk & Honey", znacznie s3absza. To dopiero
        > byl koniec.

        Fakt, zapomnialem. Sluchalem jej moze ze dwa razy. Podzielam Twoje zdanie.
      • joseph80 Re: Sie skomercjalizowali 16.04.04, 11:51
        Gość portalu: pagaj napisał(a):

        > A trzymając się wątku - podpadają pod to niektórzy mistrzowie prog rocka,
        > jak Yes i Genesis na przykład.

        O ile z Genesis mogę się z Tobą zgodzić. Tak z Yes w żadnym wypadku. Owszem Yes
        miał komercyjne okresy w swoim dotychczasowym żywocie, ale nie można tak
        powiedzieć, że jest do dzisiaj. Okres komercjalizacji Yes przypadł na lata 80
        (zresztą kogo w tej dekadzie on nie dotknął z gwaizd rocka lat 70, nie wiem.
        Nawet King Crimson wydawali bardzej zjadliwe dla zwykłego słuchacza płyty), ale
        później grupa miała wzloty i upadki artystyczne, ale na pewno (może z wyjątkiem
        OYE) nie wydawała stricte komercyjnych płyt. Przecież już nawet Talk nie można
        nazwać komercyjnym albumem. To samo się tyczy albumu ABWH, wszystkich odmian
        Keys, Magnification. Elementy prostego garania są jeszcze gdzieniegdzie na
        płycie Ladder. Ale nie można jednym zdaniem napisać, że Yes od roku 90 to
        czysta komercja.

        • cze67 Re: Sie skomercjalizowali 16.04.04, 11:59
          joseph, a jak nazwiesz plyte Open Your Eyes?
          • joseph80 Re: Sie skomercjalizowali 16.04.04, 12:27
            cze67 napisał:

            > joseph, a jak nazwiesz plyte Open Your Eyes?

            już wyżej o niej napisałem:
            ("może z wyjątkiem OYE)"
            Hehe. Tu się zgadzam, płyta komercyjna w 100%. Co nie zmienia faktu, że
            bardziej mi się podoba od dokonań z lat 80. Dla mnie na tej płycie jest dużo
            więcej przyjemnych utworów niż na cyferkach. Gdyby nagrał tę płytę jakiś młody
            zespół, pewnie wszyscy by się podniecali ile tu fajnych pomysłów, jakie bogate
            brzmienie, ale redaktorzy muzyczni (czy istnieją jeszcze tacy w radio?, czy już
            są tylko płytcy i bezbarwni DJeje?) nawet nie dali szansy tej płycie zaistnieć.

            Pzdr
            Jos
            • cze67 Re: Sie skomercjalizowali 16.04.04, 12:32
              joseph80 napisa3:

              > już wyżej o niej napisa3em:
              > ("może z wyjątkiem OYE)"

              Fakt, nie zauwazylem.
        • Gość: pagaj Re: Sie skomercjalizowali IP: 193.0.236.* 16.04.04, 12:07
          joseph80 napisał:

          > Gość portalu: pagaj napisał(a):
          >
          > O ile z Genesis mogę się z Tobą zgodzić. Tak z Yes w żadnym wypadku. Owszem Yes
          >
          > miał komercyjne okresy w swoim dotychczasowym żywocie, ale nie można tak
          > powiedzieć, że jest do dzisiaj. Okres komercjalizacji Yes przypadł na lata 80

          Halo? Doczytałeś do końca moją wypowiedź? smile
          Przecież napisałem że próbowali się rehabilitować później. Inna sprawa, że mnie
          taka rehabilitacja już nie interesuje. Ale rozumiem fanów, którzy są
          wniebowzięci słuchając nowych płyt Yes, bo to dla nich panowie tworzą
          kolejne wersje starych dzieł.
          Wolę rehabilitację Genesis - na "Calling All Stations" wprawdzie nie pozbyli
          się całkiem elementów muzyki łatwej i przyjemnej, ale przy okazji próbowali
          wprowadzić coś nowego do swojej muzyki (choćby ten mroczny, duszny nastrój
          w niektórych utworach).

          Cholera, znowu z tego jakaś wojna będzie... Czuję w kościach wink
          • joseph80 Re: Sie skomercjalizowali 16.04.04, 12:22
            Gość portalu: pagaj napisał(a):


            > Halo? Doczytałeś do końca moją wypowiedź? smile

            Hej, doczytałem. Spokojniesmile


            > Przecież napisałem że próbowali się rehabilitować później. Inna sprawa, że
            mnie
            > taka rehabilitacja już nie interesuje. Ale rozumiem fanów, którzy są
            > wniebowzięci słuchając nowych płyt Yes, bo to dla nich panowie tworzą
            > kolejne wersje starych dzieł.


            Czy ja wiem? Nie wydaje mi się, że Yes wydaje kolejne wersje starych dzieł. Ale
            fakt słuchając Np. Mag, jestem wniebowziętytongue_out, Ta płyta nie powiela pomysłów z
            wcześniejszych płyt. Przecież na niej niemal nie ma klawiszy. Dwie partie,
            dosyć oszczędne zresztą, zagrał tylko perkusista White. Bogate brzmienie
            orkiestry powoduje, że Yes brzmi potężnie, monumentalnie. Płyta bije o głowę
            wcześniejszy wyczyn Yes z orkiestrą pt "Time And A Word" z 70r. Bez wątpienia
            panowie z Yes udowodnili, że dalej są niesamowitymi kompozytorami i muzykami.

            > Wolę rehabilitację Genesis

            Trochę dziwnie brzmi dla mnie słowo "rehabilitacja"smile

            > Cholera, znowu z tego jakaś wojna będzie... Czuję w kościach wink

            Eeeeeeeeee... bez przesady. Ja jestem nastawiony pokojowobig_grin

            pzdr
            Jos

      • Gość: jack9 Re: Sie skomercjalizowali IP: *.stansat.pl 18.04.04, 09:22
        Gość portalu: pagaj napisał(a):

        > Ja z kolei mam wielki sentyment do "Four-Calendar Cafe", nic na to nie
        poradzę.
        > Ale po tej płycie była jeszcze "Milk & Honey", znacznie słabsza. To dopiero
        > był koniec.


        "Milk & Honey" to nazywa się moje mydło a płyta Cocteau Twins to
        "Milk & Kisses" ...wink
        Co do komercjalizacji tego zespołu to nie zgadzam sie - po prostu od
        czasu "Blue Bell Knoll" zaczeli grać słabo - nie była to wielka zmiana
        stylistyczne lecz jakościowa . Dowodem na to że nie jest to komercjalizowanie
        sie jest chocby odecna działalnośc Bella Union
    • Gość: As Re: Sie skomercjalizowali IP: *.vline.pl / *.vline.pl 16.04.04, 13:15
      Komercjalizacja nie oznacza od razu miernoty artystycznej. Jako przykład niech
      posłuży płyta "Grace Under Pressure" Rush która, choć z całą pewnością
      przystępniejsza i bardziej "popowa" od poprzednich albumów, jest jednocześnie
      (IMO) jedną z ich najlepszych i najpiękniejszych płyt.
    • ilhan Re: Sie skomercjalizowali 16.04.04, 14:15
      Travis - po sporym sukcesie artystycznym "The Man Who" (płyta może i nie wyznaczyła nowych trendów w muzyce, ale dla mnie to jedno ze szczytowych osiągnięć tego całego "new acoustic movement") poszli w stronę grania dla dziewcząt spragnionych melancholijnych i nieskomplikowanych melodyjek.
      • jazzkam Re: Sie skomercjalizowali 17.04.04, 15:20
        ilhan napisał:

        > Travis - po sporym sukcesie artystycznym "The Man Who" (płyta może i nie
        wyznac
        > zyła nowych trendów w muzyce, ale dla mnie to jedno ze szczytowych osiągnięć
        te
        > go całego "new acoustic movement") poszli w stronę grania dla dziewcząt
        spragni
        > onych melancholijnych i nieskomplikowanych melodyjek.
        >

        nieprawda, może na jedną płytę, ale ostatnie 12 Memories jest już, moze nie
        stylistycznie, ale znaczeniowo (nie są to hiciory) zwrotem w kierunku The Man
        Who ktore pozostaje dalej ich najlepszą płytą
        • ilhan Re: Sie skomercjalizowali 18.04.04, 13:40
          jazzkam napisał:

          > nieprawda, może na jedną płytę, ale ostatnie 12 Memories jest już, moze nie
          > stylistycznie, ale znaczeniowo (nie są to hiciory) zwrotem w kierunku The Man
          > Who ktore pozostaje dalej ich najlepszą płytą

          Nie są to hiciory i nie są to dobre kompozycje. Więc płyta równie odległa od The Man Who jak i od The Invisible Band.
    • solfuga Sie skomercjalizowali... 16.04.04, 14:19
      Soundgarden od "Superunknown", gdzie ich odpowiednio "wymixowali" Beinhorniaczek z kolegami. Hough!
      • vulture Re: Sie skomercjalizowali... 16.04.04, 15:46

        Shazza była gwiazdą wytwórni niezależnych, zanim poszła do Pomatonu, żeby
        zostać sobą (to dla tych, dla których nie tylko rock na forum jest ważny).

        Yes zaliczyłbym raczej do zespołów, które miałykomercyjny "epizod" (i jeszcze
        na przykład Camel). Na pewno "skomercjalizowali się" Fleetwood Mac - w
        założeniu bluesowi, potem popowi. Na pewno tą samą drogą poszedł Eryk
        Kleptoman. Na pewno Rainbow - od hard rocka to popu. Dużo tego było...
        • facecja Re: Sie skomercjalizowali... 16.04.04, 16:18
          vulture napisał:

          >
          > Shazza była gwiazdą wytwórni niezależnych, zanim poszła do Pomatonu, żeby
          > zostać sobą (to dla tych, dla których nie tylko rock na forum jest ważny).

          LOL big_grin

          A od siebie dorzucę Chumbawamba
      • overfloater Re: Sie skomercjalizowali... 16.04.04, 19:05
        solfuga napisał:

        > Soundgarden od "Superunknown", gdzie ich odpowiednio "wymixowali" Beinhorniacze
        > k z kolegami. Hough!

        Pozwolę sobie nie zgodzić się z tą tezą smile Faktycznie, "Superunknown" może
        sprawiać wrażenie bardziej komercyjnego niż chociażby "Badmotorfinger", ale to
        tylko dzięki sukcesom singli "Black Hole Sun", "Spoonman", "Fell on Black Days"
        i "The Day I Tried to Live". Łatwo jednak można dostrzec, że ten album nie jest
        komercyjny sam w sobie (patrz utwory "4th of July", "Head Down", "Mailman",
        "Half", czy chociażby długość materiału). Takie brzmienie i taka stylistyka to
        jest naturalne następstwo na drodze ich kariery. Fakt, że album rozszedł się w 5
        mln egzemplarzy wynika tylko z dobrej w owym okresie koniunktury na grunge. A
        "Down on the Upside" to z kolei bardzo psychodeliczna płyta, której też na pewno
        nie nazwałbym komercyjną. I znowu budowanie obrazu płyty w oparciu o single
        "Pretty Noose", "Burden in My Hand" i "Blow Up the Outside World" jest błędem,
        bowiem prawdziwe skarby tego albumu są ukryte pomiędzy tymi kawałkami.

        Pozdrawiam.

        ----------
        "I'm on the wire, over and higher
        Over the pretense, over the spire
        On and connected, I'm overfloating now"
        www.screenagers.pl
        • solfuga Re: 16.04.04, 19:54
          Jeżeli management Soundgarden zdecydował się na produkcję w wykonaniu Beinhorna, to zrobił to z czysto komercyjną kalkulacją. Beinhorn ze wszystkich "młodych gniewnych" (teraz już niemłodych ;~)) zawsze się skłaniał ku komercji i nigdy się z tym nie krył. Koncepcja albumu: układ utworów, balansowanie na granicy autoplagiatu i plastikowa bombastyczność jest tego dowodem. Płyta jest po prostu "fajna" i "będzie się podobać".
          Pierwsze 11 i pół minuty "Louder Than Love" to punkt odniesienia. IMO
          Każdy słucha inaczej i ma do tego prawo. Pozdrawiam.

          • overfloater Soundgarden komercyjne 16.04.04, 20:07
            Na punkt odniesienia raczej wybrałbym płytę "Ultramega OK". Przy niej wszystko
            co później Garden nagrali to komercha smile
            A tak serio - rozumiem o co Ci chodzi. Po prostu uważam, że sam zespół się nie
            skomercjalizował tylko dlatego że mixing zrobił ten a nie inny człowiek. Susan
            Silver jako managera też nie podejrzewałbym o komercyjne zapędy. No ale
            powtarzam, faktycznie "Superunknown" brzmi najbardziej "popowo" (ble! jak to
            brzmi w połączeniu z tą muzykąsmile ze wszystkich płyt Soundgarden.
            Ciekaw jestem natomiast nadal jakie masz zdanie na temat "DOTU".

            Pozdrawiam.

            ----------
            "I'm on the wire, over and higher
            Over the pretense, over the spire
            On and connected, I'm overfloating now"
            www.screenagers.pl
            • solfuga Re: Soundgarden komercyjne 16.04.04, 20:46
              "Super..." tak mnie zmęczyło i nie zostawiło śladu, że "DotU" już pominąłem. Nie słuchałem - przyznaję się ;~) Sentymentem natomiast darzę Temple of Dog.
              Jeżeli można z trochę "innej beczki", to proponuję ciąg: Southern... Dead... Cult. Koszmarna metamorfoza. Ale też w granicach przewidywalności (niestety!).
    • ktmajcher Re: Sie skomercjalizowali 16.04.04, 20:18
      dla mnie dobrym przykładem jest niejaki Mike Oldfield, nie potrafię zrozumieć
      jego przygody z muzyką pop i wałkowania dzwonów rurowych
      • vulture majk łoldfild 17.04.04, 10:57
        ktmajcher napisał:

        > dla mnie dobrym przykładem jest niejaki Mike Oldfield, nie potrafię zrozumieć
        > jego przygody z muzyką pop i wałkowania dzwonów rurowych


        Jak to nie możesz zrozumieć? Money makes the world go round... Aha, i Mike się
        zarzekał, że "Tubular Bells 2003" to już naprawdę ostatni raz z tymi
        dzwonami... Czas na Hergest Mix i Ommadub.
    • Gość: As Re: Sie skomercjalizowali IP: *.vline.pl / *.vline.pl 17.04.04, 15:24
      Jestem ciężkim przypadkiem, ale:
      -twórczość Yes wolę w wydaniu komercyjnym
      -twórczość Genesis wolę w wydaniu komercyjnym
      -twórczość ELP wolę w wydaniu komercyjnym

      A co, wolno mi smile
      • vulture spoko, Asie, wszyscy się przyzwyczaili :-D 17.04.04, 18:40
    • Gość: ton2 Re: Sie skomercjalizowali IP: 81.210.22.* 20.04.04, 09:16
      Od razu pomyslalem o dwóch artystach, których cenie za poprzednie plyty,
      natomiast ostatnie ich wypociny mecza mnie okrutnie i rozczarowuja.

      Chodzi mi o Stinga i Lenny'ego Kravitza. Sting po odejsciu z The Police
      nagrywal naprawde fajne solowe plyty z jazzmanami. Mialy klimat i styl i byly
      piekne. A ostatnio rozmienia sie na drobne spiewajac z artystami pokroju Craiga
      Davida i Mary j. Blige i nagrywa smetne nedzne banalne popowe pioseneczki.
      Lenny Kravitz moze nie byl nowatorem, ale plyty do "Are You Gonna Go My Way"
      byly naprawde w porzadku. No a potem zaczal nagrywac kawalki skladajace sie
      jedynie z refrenow. "Fly Away" to dla mnie sztandarowa pozycja tego
      grafomanskiego badziewia.

      Dodalbym jeszcze Black Eyed Peas, ktorych dwie pierwsze plyty byly swietne, a
      ostatnia niestety slabiutka jest, za co wine zwalam na niejaka Fergie,
      wokalistke od siedmiu bolesci. Bo taki Outkast na ten przyklad sie
      skomercjalizowal i nawet w supermarketach go sluchac mozna, ale poziom i tak
      trzyma wysoki. Za to ich szanuje.

      Pozdr
      • cze67 Re: Sie skomercjalizowali 20.04.04, 09:21
        Gość portalu: ton2 napisa3(a):

        > Chodzi mi o Stinga i Lenny'ego Kravitza. Sting po odejsciu z The Police
        > nagrywal naprawde fajne solowe plyty z jazzmanami. Mialy klimat i styl i byly
        > piekne. A ostatnio rozmienia sie na drobne spiewajac z artystami pokroju
        Craiga Davida i Mary j. Blige i nagrywa smetne nedzne banalne popowe
        pioseneczki.
        > Lenny Kravitz moze nie byl nowatorem, ale plyty do "Are You Gonna Go My Way"
        > byly naprawde w porzadku. No a potem zaczal nagrywac kawalki skladajace sie
        > jedynie z refrenow. "Fly Away" to dla mnie sztandarowa pozycja tego
        > grafomanskiego badziewia.

        Mam identyczne odczucia odnosnie obu artystow. Zastanawiam sie jedynie, czy te
        pozniejsze, slabe plyty, to pojscie w komercje czy po prostu brak pomyslow.
        • Gość: ton2 Re: Sie skomercjalizowali IP: 81.210.22.* 20.04.04, 10:39
          Przez chwile myslalem tez o Life Of Agony, ktorzy od w sumie ostrej "River Runs
          Red", przeszli przez miększą "Ugly", aż po popową niemalże "Soul Sun
          Searching". Ale nie wiem w sumie, czy to byl zabieg komercyjny, bo chyba
          większej rzeszy fanów im nie przyprawił. Może chłopcy zmiękli z wiekiem po
          prostu. Who knows?
    • kosz.marny Re: Sie skomercjalizowali 20.04.04, 13:39
      cze67 napisał:

      > To watek o artystach, ktorzy w poczatkach swojej kariery niemalze wyznaczali
      > nowe kierunki w muzyce, poszukiwali, zaskakiwali niebanalnymi melodiami,
      > aranzami, pomyslami. Z czasem jednak, pod wplywem roznych zdarzen (np.
      > starzenia sie czy checi zarobienia wiekszej kasy) zaczeli grac muzyke o wiele
      > latwiejsza, komercyjna, majaca niewiele wspolnego z tym, co grali wczesniej.
      >

      Ten tekst najbardziej pasuje mi do THE CURE. Cztery pierwsze płyty określiłbym
      krótko jako:

      Boys Don't Cry - bardzo dobra
      Seventeen Seconds - jeszcze lepsza
      Faith - rewelacyjna
      Pornography - genialna.

      A później przyszły inne czasy, w których trzeba było zająć się portfelem, a nie
      zgłębianiem tajemnic egzystencjalizmu... Pewne próby odnalezienia się, owszem,
      były (na Disintegration i Bloodflowers), ale większość materiału nagranego po
      1982 r. przez TC to niestety jest komercha, komercha, komercha....
      • Gość: frank Re: Sie skomercjalizowali IP: 81.15.170.* 22.04.04, 10:24
        > A później przyszły inne czasy, w których trzeba było zająć się portfelem, a
        nie
        >
        > zgłębianiem tajemnic egzystencjalizmu... Pewne próby odnalezienia się,
        owszem,
        > były (na Disintegration i Bloodflowers), ale większość materiału nagranego po
        > 1982 r. przez TC to niestety jest komercha, komercha, komercha....

        Jako samozwańczy rzecznik The Cure muszę zareagować smile)) Myślę, że niemożliwym
        byłoby nagrywanie przez 20 lat samych ciężkich, a do tego ultraemocjonalnych
        płyt. Byłoby to męczące i nudne. Robert Smith pisze - mówiąc banalnie - o
        życiu, a w życiu wiadomo - raz na wozie, raz pod wozem. Kolejne płyty The Cure
        nie były komercyjne w pejoratywnym sensie, one były po prostu bardziej
        zróżnicowane - dzisiaj swoisty eklektyzm i rożnorodność muzyki The Cure to
        jedne z podstawowych cech tej twórczości, złapanej w nawias jedynego w swoim
        rodzaju klimatu i stylu. Płyty stały się komercyjne w tym może sensie, że się
        coraz lepiej sprzedawały. I kiedy poszli w znów w ciemniejszy klimat
        ("Disintegration"), o dziwo wcale nie było zmniejszenia nakładu, bo płyta
        pobiła wszelkie rekordy sprzedaży w historii The Cure. Owszem - wychodziły
        zwariowane, często stricte popowe single (ale daj Boże pisać innym kapelom
        takie 'hiciory', jak "Friday I'm In LOve"), ale na longplayach The Cure
        mieliśmy najczęściej do czynienia z autentycznym bogactwem. I były to zarówno
        ciekawe stylizacje, psychodeliczne tripy, gitarowe killery, smyczkowe
        melancholie, dęciakowe wariactwa jak i ciężkie post-pornograficzne doły.
        Vide: "Kiss Me...", "Wish", "The Head On The Door" i tak niedoceniany "The Top"
        nagrany w zasadzie solo przez Smitha.

        Oczywiście wszystko to napisane jest przez miłośnika tej grupy, więc zapomnijmy
        o obiektywizmie, ale wydaje mi się, że nie można od artysty wymagać, by przez
        tak długi okres stał w miejscu i np. wciąż użalał się nad światem i nad swoim
        marnym żywotem wink Co nie zmienia faktu, że "Pornography" rzeczywiście uważam za
        najwybitniejszą płytę The Cure. Tylko czy można było jeszcze ciężej?... Bez
        ryzyka wypadnięcia z równowagi psychicznej i twórczej? E tam, to było ponad
        siły nawet tak mocnego skurczybyka, jak Robert Smith.
        • kosz.marny Re: Sie skomercjalizowali 22.04.04, 11:29
          Gość portalu: frank napisał(a):


          >
          > wydaje mi się, że nie można od artysty wymagać, by przez
          > Co nie zmienia faktu, że "Pornography" rzeczywiście uważam
          > za najwybitniejszą płytę The Cure. Tylko czy można było jeszcze ciężej?...
          > Bez ryzyka wypadnięcia z równowagi psychicznej i twórczej? E tam, to było
          > ponad siły nawet tak mocnego skurczybyka, jak Robert Smith.


          To jest ciekawostka, nad którą zastanawiałem się wiele razy - jak wyglądałaby
          (tzn. jak by brzmiała, bo płyty na ogół wyglądają podobnie wink kolejna płyta
          The Cure, gdyby po "Pornografii" grupa zdecydowała się na dalsze
          pogłębianie "wątków depresyjnych"? Obawiam się jednak, że w takim przypadku
          dalsze losy Smitha moglibyśmy wyczytać z jego nagrobka - nie zapominajmy o
          Curtisie.....
          Więc pewnie dobrze się stało, że się tak nie stało wink
          • Gość: frank Re: Sie skomercjalizowali IP: 81.15.170.* 22.04.04, 11:48
            > To jest ciekawostka, nad którą zastanawiałem się wiele razy - jak wyglądałaby
            > (tzn. jak by brzmiała, bo płyty na ogół wyglądają podobnie wink kolejna płyta
            > The Cure, gdyby po "Pornografii" grupa zdecydowała się na dalsze
            > pogłębianie "wątków depresyjnych"? Obawiam się jednak, że w takim przypadku
            > dalsze losy Smitha moglibyśmy wyczytać z jego nagrobka - nie zapominajmy o
            > Curtisie.....
            > Więc pewnie dobrze się stało, że się tak nie stało wink

            O właśnie. Jeżeli "przewrót The Cure" (czyli singiel "Let's Go To Bed" wydany
            pół roku po "Pornography") możemy nazwać "komercjalizacją", to będę się
            upierał, że było to podyktowane higieną psychiczną. Zresztą można to
            udokumentować wypowiedziami Smitha, który naprawdę zawsze poważnie i z sercem
            traktował, to co robi. Ale był to taki okres, że od tego kroku zależało dalsze
            istnienie szyldu The Cure, bo sam zespół w tym okresie praktycznie nie
            istaniał. Moim zdaniem "Pornography" pozostaje najcięższą, najbrutalniejszą i
            jedną z najbardziej emocjonalnych płyt w historii rocka. OK, sorry - nie
            rozmywam już wątku...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka