...czyli utwory nie pasujące do reszty płyty. Bez których dana płyta byłaby
waszym zdaniem lepsza, może po prostu spójiejsza spójniejsza itp. …

a może i
nie…ale o tym może potem

. Chodzi o takie kwiatki jak choćby ten:
Faith No More, jeden z moich ulubionych zespołów, popełnił 9 lat temu płytę
„King For The Day…Fool For A Lifetime”. Grupa ta, jak wiadomo style mieszała
zawsze dość swobodnie i to nie tylko w obrębie płyty ale i jednej piosenki. W
tym wypadku nawet bardzo swobodnie -na jednej płycie znalazło się i
"Evidence" i „The Gentile Art…” czy gospelowy „Just A Man”, ale mimo wszystko
całość wydaje się być spójna (przynajmniej mi się tak wydaje

i słucha się
tego bardzo dobrze…poza jednym wynalazkiem. Wydaje mi się, że ta płyta
doskonale obyła by się bez Star A.D. Ja naprawdę lubię instrumenty dęte ale w
tym wypadku drażnią mnie potwornie…na dokładkę Patton brzmi tu jak wyjęty z
jakiegoś kiepskiego musicalu…khm…Zdecydowanie nie pasuje do reszty płyty.
Kwiatek numer dwa – „Brutalna niedziela” z Prymitywa (kolejna płyta którę
lubię) T.Love. Cała płyta w klimacie „używanego rock’n’rolla”

, trochę
odróżniający się, lekko reaggowy „Bóg”…ale „Brutalna niedziela”?! Matko, toż
to mi pachnie Staśkiem Bielankiem …blehhhhh…
Jakieś propozycje?