Na początek: płyta jest tak samo beznadziejna jak "Slipknot" i "Iowa";
spodziewałam się, ze może będzie się to nadawało do słuchania na trzeźwo,
ponieważ producentem jest Rick Rubin (Slayer, Red Hot Chili Peppers --> można
nie lubić, ale nie można nie doceniać). Okazało się, że moje czternastoletnie
znajome jednak nie do końca znają się na tym, co uwielbiają: wydawnictwo
zostało określone jako genialne.
Na płycie panuje totalny chaos, ale w sumie to dobrze: nie można się nawet
zorientować czy to jest nagrane równo
Zaczęło się od „Prelude”. Gitara jakby z czegoś zerżnięta (jak się o 2 w nocy
obudzę to sobie przypomnę z czego). Jedynym plusem tego nagrania jest jego
tępo: wolne. Przez co byłam w stanie odróżnić utwór od następnego.
Przynajmniej w miarę spokojnie było, to mnie tak nie drażniło: potem mamy dwa
utwory, w których słyszymy sam łomot i darcie ryja (więcej nie pamiętam). A
kiedy już przyzwyczajamy się do tego krzyku, wokalista funduje nam nieudaną
podróż w rejony Linkin Park.
Następnie „Duality”. Zapamiętałam tytuł, bo u znajomej w tv na vivie to
leciało z 4 razy na dzień

Przeżyłam. W sumie to chyba najlepszy utwór na
tej cudownej płycie, ale może to sprawa speców od marketingu, którzy polują
na biedne czternastolatki takie jak ja?
Potem mamy łomot przeplatany ze śpiewem w stylu Backstreet Boys (było cos
takiego, czy mi się zdaje?). Niestety panowie ze Slipknot na balladach się
nie znają (a na czymś się znają?) i drugiego Don't Cry nie stworzyli. Czasem
Corey Taylor (jak dobrze mieć pod ręka najlepszą gazetę w Polsce – po Bravo i
Filipince - Teraz Rock) próbuje szeptać ale to mu również nie wychodzi.
Muzyka jest bez składu i ładu, balladki są do przetrawienia (po dwóch piwach)
ŕ ja piwa nie pijam bom niepełnoletnia

Z tej płyty zapamiętałam cztery utwory: Prelude, Duality i Circle, i
Vermilion. Nie są lepsze, ale jakoś się z tego chaosu wyróżniają. Pewnie
nawet pomyliłam tytuły, ale i tak nie ma różnicy, więc po co przepłacać. Za
darmo można sobie posłuchać mojego sąsiada, którego nie stać na porządną
wiertarkę i wierci w tych cudownych ścianach w bloku tym syfem z
hipermarketu.
Co do płyty to więcej nic nie mam, bo (prawie) wszystkie utwory są takie same
(ale jak spece w Bravo Ci wmówią, ze świetne i będziesz tru metalem, to nie
masz wyboru: kupuj w ciemno).
Nie analizowałam dokładnie tekstów, gdyż nie pozwala mi na to średnia
znajomość języka angielskiego, ale czytając je, nie zauważyłam „perełek” w
stylu „People=Shit”, więc można stwierdzić, że panowie poczynili pewien
postęp. I teraz uwaga do zespołu: po co im dziewięciu muzyków?!
Ja tam słyszę czterech, przy bardziej rozbudowanych kompozycjach (?!)
ewentualnie pięciu.
Nie no wiem, ze Iowa to biedny stan, sami rolnicy i chłopcy nie mieli
zajęcia, ale np. mogliby pracować na kombajnie, albo traktorze. Niech się nie
męczą w tych maskach, bo im się pryszcze jeszcze porobią czy coś.
A w ogóle, to ktoś (w Teraz Rocku? nie wiem, nie chce mi się czytać całej
wkładki) stwierdził, ze to marna kopia Slejera: przynajmniej tak brzmi w
niektórych momentach. Mylił się.... to brzmi jak odgłosy pracy w
kamieniołomie.
A w ogóle to zajefajny zespól i zajefajna płyta, a ja jestem totalnym
ignorantem i się nie znam.
Bądźmy tru, słuchajmy Slipknota i AVE SATAN!
Spokojnie: stan mojej psychiki na razie jest na tyle dobry, że nie kupiłam
tego boskiego wydawnictwa. Pożyczyłam od przemiłej koleżanki, która twierdzi,
że się „nawraca”. A skoro znajoma chce być tru, to zaraz będzie miała
obowiązek zapoznać się z twórczością Slayera i Death... niech nie błądzi
dziewczyna

Za błędy w pisowni przepraszam, ale jest za ciepło, żeby o tym
myśleć