Uaaaaa... ależ ja jestem zmęczony

Całodzienne łażenie ( szybkim,
zdecydowanym tempem ) po mieście, i to w dodatku całkiem niemałym, zwiedzanie,
jeżdżenie tramwajami, autobusami, i czym tam jeszcze, to jednak nie przelewki,
przynajmniej dla mnie ( ech, to już nie te lata hłe hłe hłe ). I po co to
wszystko ? A no bo jak się jest uzależnionym od muzyki, tak jak ja ( pewne
osoby, gdyby były nieco lepiej zorientowane, roześmiałaby się pewnie w tym
miejscu z politowaniem


, to nie tylko trzeba dostarczać ją do organizmu
regularnie, w odpowiednich dawkach, choć, niestety, nie zawsze
wysterylizowanymi igłami ( no ale pieniądze na ulicy nie leżą ), ale także
odczuwa się niepowstrzymaną chęć poszukiwania nowych wrażeń... eee, nie,
głupie. Chciałem powiedzieć, że kupiłem sobie dziś ostatni album zespołu
Texas, i nie wiedzieć czemu naszła mnie ochota, żeby o nim napisać. Niestety,
tekst nie będzie na najwyższym poziomie ( pora dnia, zmęczenie, ciśnienie
atmosferyczne, sytuacja meteorologiczna, zdjęcie Jodie Foster w zasięgu wzroku
), będzie prawdopodobnie zawierał błędy, których, choćbym nie wiem jak i ile
razy sprawdzał nie zauważę, bo normalnie mi się oczy kleją

Mogą się pojawić
zdania niespójne, czy wręcz bezsensowne, tudzież sformuowania zrozumiałe tylko
dla mnie ( i to tylko w tej chwili, dziś rano przyjrzę się temu, i zapewne
będę się głowił, o co też w danym miejscu autorowi chodziło ), ale to nieważne
( jak powiedział Angelo Kelly, kiedy zaniechał wymieniania wszystkich
instrumentów, poza gitarą, perkusją, klawiszami, fletem, basem, harmonijką,
skrzypcami i akordeonem, na których w wieku dwunastu lat umiał już grać ). Ok,
bo za dużo tych nawiasów, a za mało treści. Ale treści tu i tak nie będzie

" Telephone X " trochę mierzi. No bo brzmi fajnie, miło sobie mija, tak trochę
nowocześnie, a później wchodzi refren, i myślimy sobie: eeeee, znowu... ? Tak,
to znowu my - cztery akordy. Same nie zliczymy, ile to już razy wykorzystywano
nas w przeróżnych piosenkach, ale, jak widać, wciąż cieszymy się powodzeniem.
(o szlag, akordy mówią) A na początku jest fajny riff, i w ogóle zwrotka
kojarzy się z taką jedą piosenką Ace Of Base, chyba... a nie, jednak nie. Nie
można się przecież sugerować tylko aranżacją bębnów. W środku jest bardzo
ładne zwolnienie, z rozmytymi klawiszami, i słodko podśpiewującą Sharleen (
ona w ogóle jest słodka mmmmmm... ). Dobra, dość, bo riff gitary z " Broken "
zabija. No, na takie rzeczy ja czekam ! Nie jest to może szczyt oryginalności,
ale równie oryginalne są riffy Razorlight, i nikt nie ma pretensji. Zadziorna
zwrotka przechodzi w cudownie łagodny, słodziutki refren, z chórkami i pięknie
akcentującą gitarą, po czym powrót zwrotki prowadzi do, nie zaskakującego
wprawdzie, przeciwnie, z ustęskieniem wręcz oczekiwanego kontrastu. Nic, tylko
zapętlać. To później, teraz zapoznamy się z singlowym " Carnival Girl ", w
którym mamy kolejny klasyczny riff, choć zdecydowanie schowany za aranżacją,
budowaną na jednostajnym rytmie, mogącym kojarzyć się z " When We Are Together
"... ach, ależ to był piękny utwór ! Któż nie pamięta tamtego refrenu, chcecie
definicji evergreenu ? Oto ją macie, radia będą to grały do końca świata... "
Carnival Girl " stara się kontynuować tamtą ścieżkę ewolucyjną, ale refren już
zdecydowanie nie ten, choć może i da się zauważyć znowu kontraścik... No i co
tu robią Ci wszyscy panowie, co to się Kardinal Offishal nazywają ?? Co za joł
joł ??? Łapy precz od Sharleen ! Niech ktoś da wreszcie takim porządnego kopa
gdzieś, niech się wynoszą w diabły, i przestaną panoszyć po ładnych
piosenkach... A porządni artyści niech ich przestaną zapraszać, John, ja mam
Wasze Greatest Hits na kasecie, ale to na końcu to ja wykasowałem ! Po co Wam
to, ludzie... " I'll See It Through " zaczyna się motywem gitarowym, ale potem
pałeczkę ( młoteczek ? ) przejmuje pianino, i miarowo punktująca orkiestrą,
która w refrenie wybucha pełnym brzmieniem, prawie nawet zagłuszając słodki
głos Sharleen ( mmmmmm ), co nie zmienia faktu, że nikt tak nie śpiewa "
you're all I ever wanted " jak ona... I znów - nie jest to ballada na miarę "
Put Your Arms Around Me "... ale tak jakoś to nie przeszkadza. Mi.
Przeszkadzać może za to kolejny utwór, nie dość, że mało ciekawe i
nieoryginalne motywy w zwrotce, to jeszcze refren brzmi jak nieudolnie
sklonowane " Summer Son ". Chociaż przecież bridge jakiż ładny jest...! A i do
refrenu z czasem można przywyknąć, ja np. go w tej chwili nucę. Tak, lubię ten
utwór, tylko szkoda, że Sharleen nie jest w refrenie tak słodka jak w zwrotkach...
Pamiętacie tą reklamę pewnego polskiego piwa, która często ostatnio leci w TV
? Poszczególne zalety szlachetnej marki szlachetnego trunku ( przy okazji: czy
piwo właściwym jest określać jako trunek ? Mam dopiero 18 lat, i mam prawo nie
wiedzieć, proszę łaskawie schować oczy


kontrowane są krótkimi
stwierdzeniami " nieważne ", wypowiedzianymi przez amatora piwa, oczekującego
na obsłużenie. W końcu, w wielkim finale, spoglądając znacząco na szklankę (
kufle zarezerwował sobie innym browar ) złocistego napoju kontastuje: "
wszystko jest nieważne ", dając widzom jednoznacznie do zrozumienia, że tak
naprawdę liczy się tylko sam smak, i sama przyjemność, jaką przynosi on
naszemu podniebieniu ( a w większych dawkach również całej naszej głowie ).
Czemu przytaczam tą historię ? Bo przypomniała mi się ona, gdy pewnego
pięknego dnia słuchałem sobie szóstego utworu na ostatniej płycie zespołu
Texas, utworu pt. " And I Dream ". Bo wiecie, to nieważne, że te akordy już
były wiele razy. Nieważne, że brzmienie również nie jest nowe, bo kojarzy się
z noworomantycznymi, pomalowanymi na biało syntezatorami. Nieważne ze gitara (
rzadko tu angażowana ) wchodzi do gry w sposób typowy dla zespołu, nie mogący
niczym zaskoczyć.
Nieważne, że tekst. Bo najważniejsze jest to, że ten utwór w niewytłumaczalny
sposób wchodzi w krwiobieg, i nie chce wyjść. Że angażuje na całego. Że nie
można się powstrzymać od puszczenia go na full, i rozwalenia głowy o jakiś
głupi kant. Wiem, że to głupie co piszę, że pewnie nikt nie zrozumie, że będą
mówić: " aaa, ten to się nie zna, badziewny kawałek, zerżnięty pewnie z
jakichś Human League udających Eurythmix, zresztą to przecież on napisał
pochwalną recenzję płyty tej gupiej rodzinki z Irlandii ", ale ja ten utwór w
tym momencie kocham, może jak się rano obudzę to mi przejdzie, nie wiem,
sprawdzę od razu. Ale no, cholera, przecież te uderzenia rytmu mają wymiar
absolutny... Te przewijające się special effects... Za każdym razem przypomina
mi się jakaś inna rzecz, z przeszłości, a ta melodia przywołuje te
wspomnienia, tak właśnie... Ludzie, ściągnijcie to, kupcie, pożyczcie,
ukradnijcie, ale miejcie to i zachwycajcie się !!! " and I dream, nothin' I
can find " - takie refreny miała Madonna za czasów największej świetności.
Wystarczy ? Ja mógłbym dla tego jednego utworu kupić tą płytę, i nie
żałowałbym... Ale dalej przecież nie jest źle, nie lepiej wprawdzie, ale
lepiej niż było, coraz lepiej. Utwór tytułowy wita się panującym niepodzielnie
motywem klawiszowym, elektroniczne oklaski prowadzą słuchacza ku genialnemu
refrenowi, fantastycznie przeciągająca słodkie głoski słodka... Tu też pomaga
jej jakiś pan, i tym razem robi to tak jak trzeba, potem przerwa, i ruszamy z
solówką, czego wcale niekoniecznie należało się spodziewać. " Big Sleep " i ja
odpadam. A raczej - padam. Jest !!! Wreszcie !!! Jest country !!! Jedyne na
płycie, ostatni łabędzi śpiew teksańskiej duszy teksańczyków ze Szkocji.
Ballada, no wyobraźcie sobie, refren, a potem harmonijka ustna, cuda się
dzieją ! TYlko czemu to takie krótkie... No, ale przecież zawsze można
zapętlić. " Under My Skin " - tak powinna grać Shania Twain, jak już
koniecznie musi odcinać się od korzeni. Choć przypomina mi to również moje
ukochane siostry Corr, tak gdzieś z okresu " In Blue "... Konkretnie ? " No
M