Od pewnego czasu w muzycznych ( i nie tylko) mediach pojawiają się zespoły -
klony (klony samych siebie), które rozpoznać można bez pudła, jako te, które
w bezczelnie chamski i wqrzający sposób usiłują wmówić ludziom, że są
gotyckie. Polega to na tym, że panowie i panie mają usmarowane na czarno
kłaki, takiż makijaż, ciuchy + skóry, imidż musi być. Do tego w teledyskach
jakieś kruki, wszędzie czerń, mrok, itp. Ale już muzyka nie - tandeta i
banał, gitarki jadą tak samo, perkusja też + łzawy i ckliwy klawisz w tle.
Celują w tym zespoły ze Skandynawii (jakieś HIM -y, 69 eyes, itp.)i
niemieckojęzycznych krajów.
Panowie nie mają do zaoferowania nic poza pedalskim głosikiem (Erasmus),
dziewuchy zaś wyją, jak potępione (NIghtwish bodajże), tudzież piszczą
(Within Temptation), przy czym chyba chodzi o popis głosowy, wątpliwy zresztą.
Jak sobie pomyślę o PRAWDZIWYM gotyku i jego korzeniach (Sistersi, Fields of
the Nephilim, X-mal Deutschland, Bauhaus, a z dzisiejszych - London after
Midnight (mimo idiotycznego imażu), Violet Stigmata), to nóż mi się w
kieszeni otwiera. I pomyśleć, że małolaty to łykają!!!
Jeszcze jedno - powyższe uwagi dotyczą również dzisiejszego Paradise Lost,
wcześniejszy ponoć był inny, ale to już nie moja działka