homohedonistus
31.01.05, 15:57
Dożyliśmy takich czasów, że wystarczy, że ktoś nauczy się czytać, a już jest terroryzowany przez wszechobecną tandetę. Do dobrego tonu należy, aby tuż po rozpoczynającej spotkanie w towarzystwie wymianie poglądów na temat sytuacji na Bliskim Wschodzie dodać, że właśnie ledwo uszło się z życiem...Po pauzie dla lepszego efektu należy z grymasem na twarzy wyszeptać: Linkin Park. Albo nawet Mandaryna. Kiwające się ze zrozumieniem głowy potwierdzą tylko, że nie przypadkowo znaleźliśmy się po właściwej stronie barykady. I kończące wszelkie intelektualne dysputy rytualne pożegnanie: Alchemika do śmietnika!
A przecież czym byśmy byli bez kiczu i tandety? A gdyby kiczu nie było, co by nas wtedy terroryzowało i na co byśmy narzekali? No jakże by to brzmiało - cały dzień prześladowała mnie najnowsza piosenka U2. I co by nas dowartościowywało? Dzięki czemu słuchana przez nas muzyka stawałaby się jeszcze piękniejsza? bardziej ambitna? i w ogóle super? Musielibyśmy wtedy wymyślić jakieś inne kryteria, które odróżniałyby nas od większości społeczeństwa. Ale to nie byłoby to samo. Spójrzmy prawdzie w oczy, kicz jest potrzebny jak powietrze nie tylko tym, którzy bawią się bezmyślnie na dyskotekach, ale zwłaszcza tym, których codziennie terroryzuje. Bez kiczu utracilibyśmy część siebie. Bez kiczu byśmy byli bezradni jak małe dzieci. Zastanówmy się wszyscy nad tym...(zaduma połączona z trzymaniem się za brodę)