Dodaj do ulubionych

Lao Che "Powstanie Warszawskie"

31.03.05, 20:12
kto już słyszał całość?

jak wrażenia?

ja słucham właśnie drugi raz z tekstami w ręku i... nie chciałbym nic
sugerować smile ROBI WRAŻENIE
Obserwuj wątek
    • Gość: hm Re: Lao Che "Powstanie Warszawskie" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.05, 22:52
      Mam nieraz wrazenie, ze posty o Lao Che tworza sami muzycy smile
      Dla mnie to strasznie pretensjonalne granie, slabe teksty i ogolnie - dno!
      • Gość: Adek Re: Lao Che "Powstanie Warszawskie" IP: 193.59.95.* 01.04.05, 11:53
        Ja tez tak myslę. Frontmen- szpaner; teksty - na siłę; tematyka - niby taka
        patetyczna... a w sumie.. to proste chłopaki.
        • fnoll do hm i adka 01.04.05, 12:03
          a słyszeli panowie rzeczoną płytę w ogóle?

          i co wam konkretnie nie leży? bo to ciekawe... zawsze mnie intryguje jak to
          jest, że coś, co jednego rusza - drugiego kompletnie nie
          • Gość: hm Re: do hm i adka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.05, 12:46
            Sluchaj. Chyba oczywiste, ze dopisuje sie do watku o tym zespole, bo go
            slyszalam.
            wstydzilabym sie spiewac, gdybym miala tak okropny wokal. Przeciez to zenujace.
            • fnoll Re: do hm i adka 01.04.05, 14:37
              ale który konkretnie z wokali na tej płycie ci nie leży? w którym kawałku?

              i w czym się konkretnie objawia jego "okropność" ??
    • Gość: adek Re: Lao Che "Powstanie Warszawskie" IP: 193.59.95.* 01.04.05, 12:29
      A Ty jesteś członkiem lub przyjacielem zespołu?
      Nie słuchałem nowej płyty w całości lecz częściowo, ale znam doskonale
      twórczość zespołu. Nie podchodzą mi pseudopompatyczne teksty- dostaję 'gęsiej
      skórki' jak słucham takich naciąganych na siłę sztuczności. Nie lubię i już.
      Koli było pobobne, ale mniej pompatyczne- bardziej przyziemne i życiowe. Dla
      mnie o wiele fajniejsze.
      • fnoll Re: Lao Che "Powstanie Warszawskie" 01.04.05, 14:45
        Gość portalu: adek napisał(a):

        > A Ty jesteś członkiem lub przyjacielem zespołu?

        nie smile

        > Nie słuchałem nowej płyty w całości lecz częściowo, ale znam doskonale
        > twórczość zespołu.

        no, skoro nie słyszałeś całej ostatniej płyty, to twa znajomość muzyki Lao Che
        nie jest zbyt "doskonała" wink

        > Nie lubię i już.

        no i luz big_grin

        bo czy to trzeba zaraz wszystko lubić - od klasyki po shibuya-kei?
        • Gość: adek Re: Lao Che "Powstanie Warszawskie" IP: 193.59.95.* 04.04.05, 11:03
          Doskonała może nie, ale mam pierwszą płytę, drugiej słuchałem wyrywkowo, byłem
          na kilku koncertach zespołu. Nie musze znać wszystkich piosenek aby wyrobić
          sobie zdanie na temat tej muzyki.
          A Tobie co się podoba w muzyce Lao Che?
          • fnoll Re: Lao Che "Powstanie Warszawskie" 04.04.05, 17:04
            Gość portalu: adek napisał(a):

            > A Tobie co się podoba w muzyce Lao Che?

            chyba głównie to, że jest bardzo "wyobrażeniowa" i ma mnóstwo smaczków, kiedyś
            porą wieczorną ze znajomymi zalegliśmy w fotelach i przesłuchaliśmy bez słowa
            całe "Gusła" zatapiając się w klimat... a część z tych osób była muzycznie z
            zupełnie innej bajki! i też ich wzięło smile

            no a przy "Powstaniu" to są takie momenty, że mi się chce normalnie płakać, i
            takie, przy których ciary chodzą mi po plecach, i też takie, gdy czuje się tę
            mieszankę rozpaczy z entuzjazmem towarzyszącą zapewne powstańcom...

            ale - Ty pewnie widzisz Lao Che inaczej, bo byłeś na koncertach, a ja,
            niestety, na żadnym sad

            wiem, że czasem taka wysoce konceptualna muza na koncertach wypada słabo, tak
            na przykład jest wg mnie ze Ścianką - wolę ich płyty od koncertów
            • Gość: adek Re: Lao Che "Powstanie Warszawskie" IP: 193.59.95.* 05.04.05, 09:22
              No właśnie może to tak jest. Na płycie wszystko inaczej brzmi, a koncerty były
              jakieś takie chaotyczne, słabo nagłosnione i mało profesjonalne. Może to
              dlatego, że chadzałem na te koncerty do małych klubów w moim mieście (Płock), w
              których o dobrej akustyce nie ma mowy. A jednak takie brzmienie wymaga
              przestrzeni i odpowiedniej oprawy.
              • fnoll Re: Lao Che "Powstanie Warszawskie" 05.04.05, 12:13
                nie tylko w przestrzeni i oprawie rzecz, niektórzy wykonawcy są po prostu
                bardziej studyjni niż koncertowi, na przykład taka Bjork - byłem na jej
                koncercie, który miał super nagłośnienie i w ogóle, ale... nie wnosił nic
                nowego w tę muzykę prócz przepychania się pod estradą, a z drugiej strony są
                tacy żywiołowi muzycy, którzy potrafią zrobić ten niepowtarzalny klimat "live"
                nawet w bardzo odbiegających od ideału warunkach smile a mogę też dla odmiany na
                płytach studyjnych wypadać blado ...
                • Gość: hm Re: Lao Che "Powstanie Warszawskie" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.04.05, 11:38
                  Moze wiec niech nagrywaja same koncertowki, bo na materialach studyjnych to
                  jedno wielkie g.
                  Przytaczanie tu porownanie z Bjork jest wyjatkowo nietaktowne.

                  P.S. Nie zamierzam juz wypowiadac sie w tym watku, bo zespol nedzny i nie
                  warto. Moze oni nagrywaja tylko dla Ciebie i swojej rodziny fnoll?
                  • fnoll Re: Lao Che "Powstanie Warszawskie" 06.04.05, 13:41
                    dziwny jesteś hm smile

                    ktoś cię zmuszał do słuchania Lao Che i masz traumę, czy co? wink

                    poza tym nie zakumałeś, że wedle tego, co napisał adek, Lao Che wydaje się być
                    lepsze studyjnie niż na koncertach... ale: to tylko jedno zdanie, przy
                    najbliższej okazji nie omieszkam sam sprawdzić

                    Bjork na żywo naprawdę nie wnosiła nic więcej w swoją muzykę niż to, co jest na
                    płytach, poza ściskiem pod sceną i pokazywaniem faków jakiemuś nachalnemu
                    fanowi, słowo
    • rocco_siffredi Re: Lao Che "Powstanie Warszawskie" 01.04.05, 17:36
      właśnie że jest zajebiste i do tego z
      • rocco_siffredi Re: Lao Che "Powstanie Warszawskie" 01.04.05, 17:36
        rocco_siffredi napisał:

        > właśnie że jest zajebiste i do tego z

        Płocka
        właśnie
        • Gość: kioto Re: Lao Che "Powstanie Warszawskie" IP: *.infocoig.pl / *.crowley.pl 04.04.05, 18:03
          rocco pamietaj, że kobieta też człowiek a nie np kibel
          • glogow_1109 Re: Lao Che "Powstanie Warszawskie" 16.06.05, 15:56
            To najlepsza płyta jaką ostatnio słyszałem. Teksty i muzyka są w dużej części
            cytatami. Rozszyfrowywanie tego to niezły mozół ale jako całość cała płyta jest
            NIESAMOWITA!
            • glogow_1109 Re: Lao Che "Powstanie Warszawskie" 16.06.05, 15:57
              przytoczę recenzję ze strony: www.squadova.org/powstanie.php

              Nie pamiętam, kiedy ostatnio - jeśli w ogóle - doświadczałem takiego stanu.
              Wysłuchałem płyty raz. Wysłucham drugi raz, wysłucham i trzeci, i czwarty, i
              nadal prawie nic nie umiałem powiedzieć o muzyce na niej zawartej. Wszystko się
              we mnie kłębiło: zaskoczenie, zawód, zachwyt, ciekawość, przerażenie,
              fascynacja i arsenał innych jeszcze uczuć targał mną przez czas jakiś. Długo
              trwała ta walka, ale ostatecznie refleksje pozytywne brutalnie zdławiły
              przeciwnika, a wynikiem tego zwycięstwa są niniejsze słowa.


              Obawiałem się tej płyty. Obawiałem się, że album będzie peanem na cześć
              powstania, i że płocczanie porwą się z motyką na słońce, mimo że "na Tygrysy
              mają Visy" - bo czy banda dwudziestoparoletnich muzyków może kompetentnie
              oceniać najbardziej kontrowersyjne wydarzenie w najnowszej historii Polski,
              przy którym kłótnie o listy agentów, Okrągły Stół czy nawet stan wojenny wydają
              się śmieszne? Powstanie przez jednych jest przecież oceniane jako heroiczny
              zryw wynikający z patriotycznego obowiązku, przez innych - jako brawura, która
              doprowadziła do śmierci 200 tysięcy Polaków, w tym resztek polskiej
              inteligencji, i zniszczenia stolicy. Mówiąc o ambiwalentnych uczuciach wobec
              tego wydarzenia, można przywołać tu choćby postać niedawno zmarłego Jana Nowaka-
              Jeziorańskiego, który choć najlepiej w Warszawie wiedział o niemożności
              powodzenia zrywu i beznadziejnym położeniu międzynarodowym, z radością szykował
              się do walki, a nawet później mówił o powstaniu jako o najważniejszym
              wydarzeniu swojego życia.


              Na szczęście "Powstanie Warszawskie" nie jest hołdem, "nie jest odą do
              powstania i powstańców" - jak mówią członkowie Lao Che - ale "jest naszym
              spojrzeniem na ludzkie siły i słabości w czasie powstania". Płocki septet w
              ciągu trzech kwadransów opisuje stopniową zmianę nastrojów żołnierzy podziemnej
              armii. Od początkowej euforii i zadziorności przez narastające poczucie
              osamotnienia po pragnienie godnej śmierci. Od growlingowych wrzasków i
              przeszywających okrzyków: "Niech żyje Polska Niepodległa! Bij Szkopów - mścij
              braci!" przez zawiedzione nadzieje na pomoc zza Wisły: "Soldaty wołają mnie
              polski bandyta", "sku..syny nie przyszliście!" po dramatyczne prośby: "anioły
              bierzta mnie...byle nie na przesłuchanie...w dołek i pod kościołek". Widać, że
              muzycy solidnie przestudiowali przebieg zrywu, każdy utwór odpowiada bowiem
              jakiemuś konkretnemu wydarzeniu, przy czym dbałość o historyczne szczegóły
              naprawdę zadziwia. Nie jest to jednak żadna nudna rozprawa, płyta ma przecież
              formę słuchowiska. Przewijają się więc harcerze Grup Szturmowych z
              batalianu "Zośka", pojawia się Andrzej Morro, kierujący przebiciem
              kompanii "Rudy" do Śródmieścia, przemawia gubernator Fischer i zsamplowany
              generał Sikorski, bojowo krzyczą partyzanci, dramatycznie cywile, złowieszczo
              dirlewangerowcy, a wydobywane gdzieś spod żołądka nazwiska katów Warszawy
              brzmią bardziej przerażająco niż cała dyskografia Vadera.


              Tak jak nastroje, zmienia się muzyka. W pierwszej części dominuje muzyka
              warszawskiego podwórka, reggae i dość melodyjny punk, przy czym melodyka ta
              zawiera wschodniosłowiańskie influencje ("Zrzuty", początek i koniec "Przebicia
              do Śródmieścia"). Drugą część otwiera "Stare Miasto", swego rodzaju marszowa
              ballada, którą śmiało można puszczać w gimnazjach na lekcjach polskiego i
              historii. Dalej już smutne, leniwie ciągnące się - ale i trzymające w napięciu -
              kompozycje przerywa tylko na moment brutalny hard core "Hitlerowców". I jest
              jeszcze pieśń na płycie ostatnia. Epilog ten stanowi najbardziej chyba
              przypominający "Gusła" fragment płyty, albowiem - po pierwsze - Spięty już nie
              charczy, nie szepcze i nie wrzeszczy tutaj, lecz prezentuje nam swój normalny
              śpiew w pełnym wydaniu, a - po drugie - na epilog ten składają się wymieszane
              teksty szesnastowiecznej "Dumy rycerskiej" Adama Czachrowskiego (z kluczowym
              wersetem: "Cóż może być piękniejszego nad człowieka rycerskiego") i pieśni
              Polaków z okresu bitwy pod Warną (wiek piętnasty), a więc język, jakim Spięty
              operuje przypomina archaiczny język z poprzedniego albumu.


              O ile jednak "Gusła" zostały zaledwie najeżone cytatami z Sienkiewicza,
              Żeromskiego czy Okudżawy, o tyle "Powstanie Warszawskie" stanowi po prostu
              niezwykły kolaż fragmentów literatury, punkowych tekstów, powstańczych
              piosenek, haseł Kedywu, rozkazów przywódców wojskowych, okrzyków żołnierzy i
              modlitw. Trzeba dobrych kilku tygodni, aby odnaleźć źródła wszystkich cytatów i
              rozszyfrować wszystkie aluzje. To, co szokować musi z jednej strony
              konserwatystów, a z drugiej strony różnej maści punkowców, to pojawiające się w
              tym powstańczo-martyrologicznym kontekście punkowo-skinowskie okrzyki "Oi!" i
              nawiązania do piosenek legendarnych zespołów polskiej muzyki niezależnej:
              Izraela ("Wolny naród"), KSU ("Idź pod prąd"), Brygady Kryzys ("Centrala"),
              Chłopców z Placu Broni ("Wolność") i Siekiery ("Siekiera" - płocczanie grają
              zresztą ten kawałek na koncertach). Co ciekawe, fragment Siekiery, cieszącej
              się sławą najradykalniejszej kapeli polskiego punk rocka: "Czy tu się głowy
              ścina? Czy w nocy dobrze śpicie? Czy śmierci się boicie?" idealnie pasuje do
              podniosłego i dramatycznego nastroju wspominanej już przeze mnie pieśni "Stare
              Miasto". "Powstanie Warszawskie" to również jedyna płyta, na której Siekiera
              spotyka się z Modlitwą Harcerską i -przemienionym na hymn obrońców Starówki -
              Hymnem Polskiej Marynarki Wojennej. "Siekiera, motyka, piłka, szklanka"
              sąsiaduje z przemówieniami gen. Władysława Sikorskiego, a "Pałacyk Michla,
              Żytnia, Wola", słynna piosenka napisana przez Józefa Szczepańskiego, z tekstami
              niemieckich zarządzeń i okrzykami wściekłych hitlerowców. W tym posklejanym
              towarzystwie wyróżniają się fragmenty "wyższej" poezji. Mamy więc
              fragmenty "Żądamy amunicji", apelu Zbigniewa Jasińskiego "Rudego": "Tu zęby
              mamy wilcze, a czapki na bakier, tu się Prusakom siada na karkach okrakiem". A
              przede wszystkim mamy cytaty z utworów Baczyńskiego, które stanowią chyba
              najbardziej dramatyczne momenty płyty. Kiedy rozdzierający głos
              śpiewa "Elegię": "I poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut - zło. Zanim padłeś,
              jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką. Czy to była kula, synku, czy to serce
              pękło?", a chwilę później: "Nam jedna szarża - do nieba wzwyż, i jeden order -
              nad grobem krzyż", trudno nie poczuć ciarek na plecach. Za tę niezwykłę
              mieszankę, a przede wszystkim za to, że poszczególne składniki - niczym puzzle -
              tworzą spójną i przekonywającą całość, należą się zespołowi wielkie brawa.


              "Bardzo chcielibyśmy, aby płyta o powstaniu, spowodowała, że znajdzie się grupa
              ludzi, którym będzie chciało się otworzyć książkę i pogrzebać nieco w
              historii..." - tak niesienie kaganka zapowiadali kiedyś muzycy w wywiadzie dla
              Squadovej. Na razie osiągnęli sukces muzyczny - udało im się nagrać kolejną
              wybitną płytę. Czy osiągną również sukces społeczno-pedagogiczny - trudno mi
              orzec. Powstanie było obecne w mej pamięci od zawsze, jako coś oczywistego,
              jako jeden z bardzo wielu elementów rodzinnej układanki, w wyniku której
              szczęśliwie przyszedłem na ten świat. Być może jednak dla części tych, którym
              powstanie warszawskie kojarzy się z pomarszczonymi kombatantami, czarno-białymi
              filmami, nauczycielką-kretynką w liceum, ciągami nieprzyswajalnych dat, muzeami
              i Lechem Kaczyńskim, dzieło Lao Che będzie początkiem jakiejś nowej
              fascynującej przygody. W końcu to nie Lech Kaczyński i nie nauczycielka-
              kretynka walczyli w powstaniu, ale młodzi ludzie (zapewnie równie młodzi, co
              statystyczni słuchacze Lao Che), którym zależało na otaczającym ich świecie.
              Mniej więcej to samo powiedział ze sceny Przystanku Woodstock w 60. rocznicę
              wybuch
              • glogow_1109 recenzja 16.06.05, 16:00
                warszawskie kojarzy się z pomarszczonymi kombatantami, czarno-białymi filmami,
                nauczycielką-kretynką w liceum, ciągami nieprzyswajalnych dat, muzeami i Lechem
                Kaczyńskim, dzieło Lao Che będzie początkiem jakiejś nowej fascynującej
                przygody. W końcu to nie Lech Kaczyński i nie nauczycielka-kretynka walczyli w
                powstaniu, ale młodzi ludzie (zapewnie równie młodzi, co statystyczni słuchacze
                Lao Che), którym zależało na otaczającym ich świecie. Mniej więcej to samo
                powiedział ze sceny Przystanku Woodstock w 60. rocznicę wybuchu powstania Jurek
                Owsiak, wywołując w niektórych kręgach straszliwy skandal. W tym roku
                członkowie Lao Che będą mieli szansę osobiście zainteresować historią kilkaset
                tysięcy ludzi zgromadzonych na Przystanku.


                Jesteśmy świadkami przełomu, jaki dokonuje się na naszych oczach i w naszych
                uszach. "Powstanie Warszawskie" pokazuje nareszcie, że o Polsce, historii i
                patriotyzmie muzyka rozrywkowa może mówić normalnym językiem, tak jak normalnym
                językiem mówią o tej sferze inne dziedziny kultury - literatura czy komiks.
                Myślę o tym, iż przez długie lata poruszanie tematyki historycznej, śpiewanie o
                Polsce oznaczało generowanie bądź kiczu w rodzaju "Białych krzyży"
                czy "Przyjedź mamo na przysięgę", bądź odpychającego patosu Gintrowskiego i
                innych bardów. W latach 80-ych istotę działalności zespołów punkowych i
                reggae'owych stanowiła walka z państwem, z PRL-em, opresyjnym systemem
                utożsamianym z Babilonem. Wobec wysypu kapel prawicowo-skinowskich
                (nacjonalistycznych, nazistowskich, faszystowskich, pogańskich) na początku III
                RP, które całkowicie zawładnęły muzycznym dyskursem patriotyczno-historycznym,
                jakiekolwiek pozytywne wyrażanie się o własnym kraju stawało się mocno
                podejrzane i bardzo źle widziane. Stąd zapewne brały się reakcje: wściekłe
                piosenki, jak "Antypatriota" Guerniki Y Luno, stąd brało się popularne wśród
                punkowców hasło "patridiotyzm" (pamiętam swą konsternację, gdy w pewnym
                wywiadzie anarcho-punkowcy z legendarnej grupy Włochaty, określi się jako
                patrioci). Ten dychotomiczny podział typu "kto nie jest z nami, jest przeciwko
                nam" trwał bardzo długo, i choć z czasem był coraz słabszy (czego wyrazem
                choćby nagranie przez Kazika polskiego hymnu albo ubiegłoroczna EP-ka KSU "Kto
                Cię obroni Polsko?"), to dopiero pojawienie się płyty Lao Che burzy pewien mur
                dzielący polską muzykę rozrywkową i sferę mówienia o Polsce w sposób, jakiego
                nie trzeba się wstydzić.



                Jędrzej Słodkowski
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka