methinks
28.06.05, 00:02
Slyszeliscie kiedys Matisyahu? Gosc jest ortodoksyjnym Zydem, nosi pejsy,
brode i zadaje reggae. To jest cos, czego od dawna brakowalo w reggae (dajmy
spokoj z Gentlemanem) - swieze spojrzenie, ale gleboko zahaczone w korzeniach.
Bez babrania sie w wysublimowana elektronike i jamajskie przyspiewy (nie
umniejszajac nic jamajskim przyspiewom i dobrej elektronice). Polecam plyty
"Shake off the dust... arise" oraz "Live at Stubb's".
Pozdrawiam.