Dodaj do ulubionych

Rock Progresywny słów kilka..

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.05, 13:46
Akurat mam sporo wolnego czasu i domu ( wyjechali na wakacje... ) i lecę z
półki po kolei King Crimson, Yes, Genesis...bez urazy ale nie znam żadnej
nowej kapeli, która potrafiłaby nagrać choć jedną taką doskonałą płytę jak
te, przeze mnie wymienione. Czyżby nie było już wielkich romanbtyków tylko
wielcy rzemieślnicy ? Tu dodam, że obznajmiłem się Porcupine Tree i Mercury
Rev, płyty mam i szanuję chłopaków bo mają piękne momenty ale płyty w całości
się nie bronią (tu może odrobinę przesadziłem ale niewiele)... Arena, Dream
Teather i pochodne niestety dysponują techniką, dobtymi chęciami i niczym
więcej. Chętnie zmienię zdanie albo poznam Wasze ?
Obserwuj wątek
    • bender_rodriguez Re: Rock Progresywny słów kilka.. 04.08.05, 18:03
      nie wiem, czy jest jakiś gatunek, który tak szybko się zesrał, jak rock
      regresywny. uważam, że nawet nie ma o czym mówic. jak mozna być progresywnym
      KOPIUJĄC patenty innych. i nie wiem, jak mozna pisac o dream theatre jako
      progresywnym zespole. toż to zwykły zmotany berdziej hewi metal i irytującą
      inkarnacją joeya tempesty.
      jak to ma się mieć to supertrampka? do rzadkiegoptaka? ze już o kink krimzon
      nie wspomne? jak drim tijater jest progresywny to ci powiedzieć o queensreich?
      dla mnie rock progresywny to nie konwencja tylko wypięcie się na nią. progresja
      to postęp, ruch, powietrze, motanie za nowym a nie pie..nie farmazonów i
      dręczenie kapucyna w zatęchłej klitce oklejonej plakatami bożyszczy.
      w tym względzie progresywny na ten przykład był dla mnie gó..any ostatni album
      metaliki. nowe, postepowe ale niestety bzdetne. albo na przykład to co
      schuldiner zrobił z deathu. to jest progresywne! albo sykacze i brzęczyciele
      hałaśliwi.
      szukaj, burz, buduj!!! to tak miało być. a nie szukaj, uczep się kurczliwie,
      bój się puścić
      --
      zaperdalacz polszke szfine!!!
    • Gość: vince Re: Rock Progresywny słów kilka.. IP: 172.25.251.* / *.134.4-194.clta.globetrotter.net 05.08.05, 23:05
      dorzuce moje trzy grosze,
      Chyba jest jednak pewna roznica pomiedzy art-rockiem a prog-rockiem.
      O ile do tej pierwszej kategorii z pewnoscia mozna zaliczyc takie zespoly jak
      Yes, EL&P, King Crimson, Jethro Tull, Genesis, Pink Floyd, VdGG, Focus, Gentle
      Giant, to juz Rush, Dream Theater, ostatni Tool (Lateralus) czy choc nasz
      rodzimy SBB bylby dla mnie w tej drugiej kategorii.
      Cechy wspolne dla art-rocka to dlugie utwory, skomplikowane czasem wrecz
      barokowe aranzancje, patos, teatralnosc, bogate instrumentarium, zapozyczenia z
      klasyki.
      Prog-rock to jakby wersja art ale bez patosu, klasyki czy teatralnosci.

      Wspolny mianownik dla obu to wykonawcza bieglosc czasem na poziomie wirtuozerii.
      Wiem, ze jest to temat mocno kontrowersyjny, moze wrecz karkolomny. Ale who
      cares ? Co sie liczy to to, ze jest w art/prog rocku duzo fajnej, wartosciowej
      godnej polecenia muzyki.

    • Gość: Lecho Re: Rock Progresywny słów kilka.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.08.05, 18:47
      Vince, twój podział w zasadzie jest bez zarzutu, choc równie dobrze mogłoby go
      nie być. Chodzi wszak o sam gatunek muzy a nie jego wersje, podrozdziały.
      Ciekawa sprawa z tym wpływem krytykantów, pismaków itp. na losy rocka
      progresywnego. Warto to rozwinąć, może to spisek młodych, głodnych ? Może i
      mieli ale z moich skąpych, polskich doświadczeń koncertowych koncerty King
      Crimson czy Yes miały piękne komplety melomanow. Trudno mi tu pisać o Tool czy
      Dream T. bo żaden z tym zespołów nie wciągnął mnie po pierwszym przesłuchaniu,
      co o dziwo zdarzyło się innym kapelkom o dużo mniejszej randze w show biznesie.
      • Gość: bikont Pismacy IP: *.autocom.pl 06.08.05, 18:54
        Teraz jest era pismakow wychowanych na punku. Pluja na wszystko co ma
        etykietke "rock progresywny" nie posluchawszy tego nawet. Oczywiscie sa
        wyjatki, a lat kilka do glosu dojdzie kolejne pokolenie żurnalistow, bardziej
        otwartych na muzę i nieskażonych ideami punka - a wtedy art rock byc moze
        zacznie byc traktowany z nalkeznym szacunkiem, tzn. na rowni z innymi
        gatunkami, a nie jako srodek wymiotny.
        • Gość: Jacenty Re: Pismacy IP: *.chello.pl 06.08.05, 19:06
          Kiedyś był to mój ulubiony gatunek muzyczny. Nie żebym się tego wstydził, bo
          nie ma czego, ale moim zdaniem to był gatunek przypisany do pewnej epoki, która
          dawno temu się skończyła. O ile próby wskrzeszenia tegoż w latach 80-tych
          (zwłaszcza Marillion) bywały interesujące, o tyle cała późniejsza reszta to
          pomyłka. Zdarzają się pojedyncze wyjątki (Mercury Rev, ale raptem jedna płyta,
          a także pojedyncze nagrania Porcupine Tree) i to by było na tyle. To mniej
          więcej tak jak próby wskrzeszania punk-rocka, vide mega-obciachowy Green Day,
          którym się onanizują niektórzy znawcy.

          btw,
          rozgraniczanie gatunków pt rock progresywny i art-rock to dla mnie osobiście
          niezły żart ;D

          Pozdrawiam serdecznie!
          • Gość: bikont Do Jacentego IP: *.autocom.pl 06.08.05, 23:27
            Ale moim zdaniem to nie jest zadna proba wskrzeszania czegokolwiek. Ci muzycy
            po prostu tak czuja i taka muzyke chca grac - bogata aranzacyjnie i
            harmonicznie, charakteryzujaca sie najczesciwej dlugimi kompozycjami, itp. Tak
            to czuja i tak od serca graja, nie uwazajac sie za wskrzesicieli czegokolwiek.
            I na pewno robia to do bolu szczerze, bo wiedza z jakim reakcjami - glowie ze
            strony kompletnie sie na tym nie znajacych ludzi - spotkaja. Swoja droga ta
            napastliwosc mnie dzie i nie wiem do konca z czego wynika...
      • Gość: vince Re: Rock Progresywny słów kilka.. IP: *.94-80-70.mc.videotron.ca 06.08.05, 20:44
        Zgadzam sie, ze nie o podzialy tu chodzi, choc gwoli ciekawostki pozwole sobie
        nadmienic, ze ludzie, ktorzy sie takimi podzialami zajmuja wymieniliby co
        najmniej szesc podgatunkow prog-rocka, a mianowicie :

        Prog Metal (Rush , Queensryche )
        Folk-Prog-Rock ( Jethro Tull, Gryphon )
        Kraut-Rock( Amon Duul (I&II), Kraan )
        Symphonic-Rock ( Genesis, Spock's Beard)
        Prog-Space-Rock(Pink Floyd, Gong)
        Fusion( Dixie Dregs, Coloseum (I&II))

        Trudno mi sie zgodzic z teza, ze prog-rock to muzyka niedzisiejsza. Pink Floyd
        dostali oferte 150M$ za jeszcze jeden wspolny tour( z Watersem) (ktora to
        oferte odrzucili) Chetnych do sluchania tej muzyki jest wielu, ale zespolow
        mniej.

        O teoriach spiskowych cos niecos czytalem. Pare miesiecy temu Bono wyjawil
        dziennikarzowi z "Chicago Tribune" ze prog-rock byl w latach 70-
        tych "najwiekszym wrogiem". Wiec jakas smieszna wojna punkowo-progowa miala
        chyba jednak miejsce.
        • humbak Re: Rock Progresywny słów kilka.. 07.08.05, 19:19
          "Pink Floyd dostali oferte 150M$ za jeszcze jeden wspolny tour( z Watersem) (ktora to oferte odrzucili) Chetnych do sluchania tej muzyki jest wielu, ale zespolow mniej."
          Myślę że jest to po częsci kwestia tego, że to Pink Floyd. Ten zespół ma wzięcie. To jest zespół młodości całej masy ludzi. Jakoś nie chce mi się wierzyć by zespół nowy, grający tak jak PF zdobył sobie teraz taką popularność.

          --
          "Obliczyć nośność belki..."
          prof. K. Grabiec
          • roar Re: Rock Progresywny słów kilka.. 07.08.05, 20:55
            humbak napisał:

            > Jakoś nie chce mi się wierzyć by zespół nowy, grający tak jak PF zdobył sobie
            > teraz taką popularność.

            Ale podobno Radiohead to kopia PF? Tak przynajmniej w Rzepie pisali, więc to pewnie prawda... wink tongue_out

            --
            When the world is sick can noone be well
            But I dreamt we was all beautiful and strong
              • Gość: vince Re: Rock Progresywny słów kilka.. IP: *.94-80-70.mc.videotron.ca 08.08.05, 03:25
                >Myślę że jest to po częsci kwestia tego, że to Pink Floyd. Ten zespół ma
                >wzięcie. To jest zespół młodości całej masy ludzi. Jakoś
                >nie chce mi się wierzyć by zespół nowy, grający tak jak PF zdobył sobie teraz
                >taką popularność.
                zapewne, zapewne, ale czy to ma tak wielkie znacznie ? Ludzie przyszliby na
                koncerty aby sluchac "tej" muzyki a nie aby ogladac podstarzalych juz panow.
                Smiem twierdzic, ze gdyby znalazl sie zespol, ktory bylby w stanie stworzyc
                muzyke na podobnym poziomie ( i w tym samym stylu) jak ta z " The Wall", czy "
                The Dark Side of the Moon" to zreczny manager wypromowalby nowy mega-zespol.
                A dlaczego ? A dlatego, ze dzisiaj plyty z muzyka rockowa kupja juz nie tylko
                teens, czy dwudziestolatkowie, ale rowniez 50-ciolatkowie ( ci ostatni moze
                nawet wiecej) i jesli muzyka trafia w ich gust to kupia plyty i przyjada na
                koncerty.
                • humbak Re: Rock Progresywny słów kilka.. 08.08.05, 10:10
                  Problem w tym że teens teraz słuchają innej muzyki. Ogólnie muzyka rockowa jest mniej popularna, a gdy już do niej dochodzimy, to mamy innego typu zespoły. Z poważniejszych pozycji, żeczy zbliżające się do prog rocka gra w tej chwili chyba tylko Mars Volta, ale niestety (oj bardzo niestety) muszę się tu opierać na cudzych opiniach, bo sam do tego albumu jeszcze nie dotarłem.

                  --
                  "Obliczyć nośność belki..."
                  prof. K. Grabiec
                  • Gość: vince Re: Rock Progresywny słów kilka.. IP: 172.25.251.* / *.134.4-194.clta.globetrotter.net 08.08.05, 14:50
                    >Problem w tym że teens teraz słuchają innej muzyki. Ogólnie muzyka rockowa
                    >jest mniej popularna, a gdy już do niej dochodzimy, to
                    >mamy innego typu zespoły. Z poważniejszych pozycji, żeczy zbliżające się do
                    >prog rocka gra w tej chwili chyba tylko Mars Volta,
                    >ale niestety (oj bardzo niestety) muszę się tu opierać na cudzych opiniach, bo
                    >sam do tego albumu jeszcze nie dotarłem.

                    Byc moze jest tak jak piszesz, ale dotyczy to takiego kraju jak Polska.
                    Juz w takiej Brazylii, na przyklad, jest troche inaczej. Kto nie wierzy niech
                    sobie obejrzy 'Rush in Rio', zapis dwoch koncertow Rush w Brazylii z widownia
                    kilkudziesieciotysieczna, glownie mloda i bardzo rozentuzjazmowana.

                    Mars Volta jest z pewnoscia zespolem poszukujacym i progresywnym. Podobnie jak
                    stowarzyszony z MV John Frusciante, ktory nieustannie pracuje nad nowymi
                    pomyslami


                    • humbak Re: Rock Progresywny słów kilka.. 08.08.05, 15:41
                      Weź pod uwagę jak ogromnym (ludnościowo) krajem jest Brazyliawink To tylko tak na dodatek, bo nie twierdziłbym że Rush nie jest zespołem zdolnym sciągnąć tłumy.

                      --
                      "Obliczyć nośność belki..."
                      prof. K. Grabiec
    • Gość: scribs Re: Rock Progresywny słów kilka.. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.08.05, 00:52
      z tymi nazwami, to jak ktoś wcześniej już zaznaczył, jest pewne nieporozumienie.
      Artrock, progrock etc.etc...

      a tobie Lecho polecam może posłuchać coś z tzw. (hehe znowu, jeszcze lepsza
      nazwa) postrocka, naprzykład Tortoise... Polecam naprawdę - nie wiem może już
      znasz ten zespół? Jest tu epicki rozmach, ale bez patosu, no może czasami.
      Mnóstwo pomysłów, i często "nierockowe" podejście do komponowania, jest to
      tworzenie czegoś nowego. Taka układanka z różnych elementów muzycznych, też
      rockowych. Brak tekstów i w związku z tym niema piosenek. Tylko utwory,
      miniatury, nie wiem, może nokturny nawet smile




    • Gość: The Silent Man Re: Rock Progresywny słów kilka.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.05, 19:24
      Chcę tu nawiązać do kilku spraw poruszonych w niniejszej dyskusji. Zaznaczę
      tylko, że jest ona o wiele ciekawsza, niż ta (w dziale poświęconym książkom) o
      związkach między czytaniem książek a wykształceniem. Tu mamy momentami nawet
      niezły poziom, a tam katastrofa... Ale do rzeczy.
      1. Oczywiście Wielcy (Yes, EL&P, Queen z 4 pierwszych albumów, itd.) pozostaną
      na zawsze Wielkimi. Tu zgoda. Nie przekonuje mnie jednak krzywdząca opinia
      dotycząca Dream Theater. Ten, kto sprowadza twórczość tego zespołu do samej
      techniki, nie ma racji - może po prostu potrzebuje więcej czasu na zrozumienie
      (przecież nie chodzi tu o jakichś Rolling Stenesów czy innych łupiących
      najprostsze rytmy muzykantów). Dobre chęci i nic więcej? Raczej:
      a) gruntowne wykształcenie muzyczne i umiejętne tegoż wykorzystywanie;
      b) otwartość na jazz i klasykę - podejście niezbędne w art rocku;
      c) świeżość w podejściu do komponowania.
      Oczywiście - nie przeczę - DT też miewają słabsze momenty (np. 4. utwór
      na "Octavarium").
      2. Ktoś wspominał o określeniach "art rock" i "rock progresywny". Moim zdaniem
      są to terminy synonimiczne. Argumenty odwołujące się do patosu czy teatralności
      jako wyznaczników są po prostu śmieszne. Patos spotykany jest w wielu odmianach
      muzyki, a z drugiej strony w prog rocku mozna spotkać całą masę wątków
      banalnych muzycznie. Jeśli zaś chodzi o teatralność - odnosi się ona TYLKO do
      wizualnej oprawy koncertów, nic więcej. Co ma piernik do wiatraka?
      3. Od lat różni "znawcy" dyskutują nad terminem "progresywny" w odniesieniu do
      pewnej odmiany rocka, zarzucając rzeczonemu gatunkowi "regresywność". Chrzanią
      bzdury. Termin "rock progresywny" jest adekwatny, ponieważ muzyka, do której
      się on odnosi jest progresywna wobec rocka w jego tradycyjnej postaci. Dla
      przykładu: twórczość Yes jest progresywna względem dokonań np. The Rolling
      Stones.
      4. Polecam Planet X - przykład na to, że można poszerzać granice art rocka.
      5. Czekam na głosy polemiczne. Niniejsza dyskusja nie powinna się jeszcze
      kończyć.
      Pozdrawiam progfanów.
      Ars longa, vita brevis!
      • Gość: vince Re: Rock Progresywny słów kilka.. IP: 172.25.251.* / *.134.4-194.clta.globetrotter.net 10.08.05, 19:55
        The Silent Man napisal:
        ....Ktoś wspominał o określeniach "art rock" i "rock progresywny". Moim zdaniem
        są to terminy synonimiczne. Argumenty odwołujące się do patosu czy teatralności
        jako wyznaczników są po prostu śmieszne. Patos spotykany jest w wielu odmianach
        muzyki, a z drugiej strony w prog rocku mozna spotkać całą masę wątków
        banalnych muzycznie. Jeśli zaś chodzi o teatralność - odnosi się ona TYLKO do
        wizualnej oprawy koncertów, nic więcej. Co ma piernik do wiatraka? ...

        Napisalem, ze (na swoj wlasny uzytek) czuje pewna roznice miedzy art a prog-
        rockiem. Prog-rock kojarzy mi sie z rockiem poszukujacym, a wiec jest gatunkiem
        szeroko pojetym ( i zamiennie mozna go tez nazwac rockiem ambitnym ). Art-rock
        jakby sie w prog-rocku zawieral i kojarzy mi sie bardziej z zespolami, ktore
        swiadomie nawiazuja do klasyki lub wrecz te klasyke w rockowym wydaniu graja.
        Jednak cale to szufladkowanie jest zgola niepotrzebne. Kazdy kto tej muzyki
        choc troche slucha to wie o co chodzi. Dla mnie duzo bardziej istotnym byl inny
        watek tej dyskusji, a mianowicie czy rock progresywny to zamierzchla historia
        czy ciagle aktywny nurt rocka. Ja osobiscie uwazam, ze zainteresowanie prog-
        rockiem nadal jest bardzo duze a sam gatunek nadal sie rozwija.

        • Gość: The Silent Man Re: Rock Progresywny słów kilka.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.05, 20:37
          Dzięki za reakcję.
          W sumie... jest jeszcze jedno określenie, dziś stosowane nieco rzadziej: "rock
          symfoniczny". Być może właśnie ono byłoby najbardziej adekwatne (w odniesieniu
          do twórczości tych muzyków, którzy najchętniej i najczęściej nawiązują do
          klasyki). Co o tym sądzisz?
          Co do aktualnego stanu rocka progresywnego - oczywiście zgadzam się z opinią,
          że mamy do czynienia z gatunkiem bardzo żywotnym, który w dodatku rozwija się w
          kilku kierunkach. To ważne. Nawet jeżeli wielu "nie eksajtuje".

          Mam jeszcze pytanie: jakie utwory/albumy uważacie za szczególnie ważne dla
          rozwoju prog rocka? Dlaczego?
          Pozdrawiam
          • tomash8 Re: Rock Progresywny słów kilka.. 10.08.05, 22:07
            Jeszcze w sprawie szufladek - dla mnie, podobnie jak dla Vince'a prog rock to
            nie to samo co art rock, który wg. mnie należy do prog rocka, a inne gatunki
            które ja wrzucam do progresywnego worka to: jazz - rock, ciężki gitarowo -
            organowy rock(np. Lucifer's friend, Atomic Rooster - "art" jakoś do nich niezbyt
            pasujewink, rozimprowizowany blues rock, czy niektóre psychodeliczne i metalowe
            rzeczy.
            --
            tomash8.blox.pl
            Long live rock'n'roll!!!
                • Gość: vince Re: Rock Progresywny słów kilka.. IP: 172.25.251.* / *.134.4-194.clta.globetrotter.net 11.08.05, 14:41
                  Maciek napisal:
                  Co to ma być koncept-album? Jesteś w stanie jakiemukolwiek zespołowi zarzucić,
                  że nie stworzył koncept-albumu? Choćby to był Ich Troje albo Ivan i Delfin
                  Jakimi argumentami się posłużysz? Że nie grają "ambitnie"? To nie ma znaczenia.
                  Następnym pseudo-naukowym określeniem jest emo-rock. Życzę konstruktywnej
                  debaty na ten temat.

                  Po pierwsze, ja nic nikomu nie "zarzucam". Pomysl na 'concept almbum' jest
                  bardzo stary (Frank Sinatra cos takiego juz nagrywal w 50-tych). Jest to
                  przeciwienstwo tzw "White Album" czyli zbioru kompozycji, ktorych nic ze soba
                  nie wiaze za wyjatkiem wspolnego wykonowacy. Concept albums oparte sa na
                  fabule, opowiadaja jakas historie wyspiewana i wygrana w poszczegolnych
                  utworach. Klasycznym przykladem jest "Operation Mindcrime" Queensryche.
                  Po drugie ja sam za concept albumami nie przepadam, ale na szczescie takie
                  wydawnictwa sa raczej rzadkoscia (przynajmniej w mojej kolekcji plyt).
                  • Gość: The Silent Man Re: Rock Progresywny słów kilka.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.08.05, 15:45
                    Pozwolę sobie na małe uzupełnienie. Oczywiście, albumy koncepcyjne taką właśnie
                    nazwę zawdzięczają przede wszystkim wartstwie fabularnej - tekstom utworów.
                    Często jednakże są spójne pod względem muzycznym, i o tym nie należy zapominać.
                    Może się to przejawiać np. w różnym ujmowaniu tego samego tematu muzycznego w
                    poszczególnych częściach albumów.
                    Rzecz jasna, lubię słuchać takich płyt, ponieważ częst pozwalają one ocenić
                    potencjał artystów, ich wyobraźnię muzyczną, bo narzucają im pewne wymagania.
                    Kiedy sie tym wymaganiom nie sprosta - łatwo o banał.
                    Co ciekawe, nawet płyty instrumentalne bywają określane mianem koncept albumów,
                    np. "The Six Wives Of Henry VIII" Ricka Wakemana.

                    P.S. Do Maćka: Co do Ich Trojga, Ivana i nawet Delfina - mogą tworzyć płyty
                    tego typu. Pytanie tylko: czy potrafią to zrobić dobrze? "Pseudonaukowy" - tak
                    się pisze.
          • Gość: vince Re: Rock Progresywny słów kilka.. IP: 172.25.251.* / *.134.4-194.clta.globetrotter.net 10.08.05, 22:25
            No dobra, podrzuce kilka tytulow albumow, ktore uwazam za wazne w historii
            prog/rocka. Fani tego nurtu znaja takich plyt co najmniej dziesiatki, jak nie
            setki, ale dla nie-fanow moze to byc jakis poczatek.

            Tak wiec:

            Yes "Fragile" oraz "Relayer" (taka klasyka ze az trudno uzasadniac dlaczego)
            King Crimson "In The Court of The Crimson King" (jak wyzej)
            Pink Floyd "Dark side of the Moon", "The Wall" , "Wish You Were Here" (jak
            wyzej)
            Emerson, Lake And Palmer "ELP" ( ich granie to jakby definicja art-rocka)
            Jethro Tull "Thick As A Brick" (jeden z pierwszych tzw koncept-albums, bardzo
            melodyjne utwory, swietne teksty)
            Dream Theater "Metropolis Pt. 2: Scenes From A Memory" (liderzy progresywnego
            metalu)
            Rush "Moving Pictures" (inny klasyk prgresywnego metalu )
            Focus "Moving Waves" (kto jeszcze pamieta 'Hocus Pocus' ?)
            Gong "You" (ci z kolei to definiuja tzw space-fusion)
            Gentle Giant "Free Hand"
            Van Der Graaf Generator "Pawn Hearts"
            Kansas "Leftoverture"(najbardziej udany album zespolu, znany z takich utworow
            jak 'The Wall' czy 'Magnum Opus'
            Spock's Beard "Beware of Darkness" ( prog-rock lat 90-tych)


            Ale temat jest jak morze ( na temat tworczosci samego Zappy mozna by sie bardzo
            dlugo rozwodzic)
      • Gość: scribs artrock, progrock, etc. - nazwy, nazwy, nazwy... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.08.05, 16:22
        Gość portalu: The Silent Man napisał(a):

        > 3. Od lat różni "znawcy" dyskutują nad terminem "progresywny" w odniesieniu do
        > pewnej odmiany rocka, zarzucając rzeczonemu gatunkowi "regresywność". Chrzanią
        > bzdury. Termin "rock progresywny" jest adekwatny, ponieważ muzyka, do której
        > się on odnosi jest progresywna wobec rocka w jego tradycyjnej postaci. Dla
        > przykładu: twórczość Yes jest progresywna względem dokonań np. The Rolling
        > Stones.

        Względem dokonań Rolling Stones progresywnymi można nazwać, w zasadzie,
        wszystkie zespoły poczynając od Sex Pistols.
        Nie wiem kto pierwszy wpadł na tą nazwę rock progresywny, zapewne kolejny
        "pismak" - wiadomo, to właśnie dziennikarze i krytycy lubują się w metodyzacji i
        kategoryzacji. Czemu te poniektóre zespoły mają uzurpować nazwę, tymbardziej, że
        niektóre jakiś dużych postępów nie robią. Np. Porcupine Tree z tego co słuchałem,
        jak dla mnie w ogóle nie jest jakimkolwiek progresem, w stosunku do tego co się
        teraz dzieje w muzyce, czy działo w latach 90ych.
        A przecież, jak to bender wcześniej dosadnie, lecz konkretnie wyraził,
        progres znaczy ruch do przodu, zmiany.
        No i znowuż te nazwy, artrock, symphonic rock - przecież to jest tak
        pretensjonalne, sztuczne i wydumane.
        Co to ma znaczyć?! Artystyczny rock - jak do cholery, można na poważnie używać
        tej nazwy.
        • Gość: The Silent Man Re: artrock, progrock, etc. - nazwy, nazwy, nazwy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.08.05, 17:10
          Tak to już jest, że argumentem w dyskusji ma być "do cholery" oraz zarzucanie
          komuś śmieszności. Niestety, nie ruszają mnie erystyczne sztuczki.
          1. Rock artystyczny? A dlaczego nie? Wystarczy trochę wytężyć umysł. Brzmienie
          rockowe ma być zarezerwowane dla prymitywów? Kto powiedział, że dzieła ambitne
          można tworzyć tylko na instrumenty orkiestrowe, albo na składy jazzowe? I
          odwrotnie: piłuję skrzypce, więc od razu jestem lepszym muzykiem, niż jakiś tam
          rockman?
          2. Rock progresywny. Dlaczego tak wielu to określenie przeszkadza?
          "Rock progresywny" to frazem - stały związek wyrazowy. W pewnym momencie był
          bardzo adekwatny i tak już zostało - przyjął się. Mnie nie przeszkadza.
          3. "Szufladki" też wkurzają. Tak się składa, że człowiek, ponieważ myśli,
          analizuje - nadaje nazwy, nazywa rzeczywistość. To mu ułatwia poruszanie się w
          niej. Dlatego nazywa też rózne odmiany muzyczne. Najprościej mówiąc: jeżeli
          wchodzę do sklepu z płytami, to cieszę się, jeśli widzę podpisane stoiska z
          różnymi typami muzyki, bo to od razu pozwala mi szerokim łukiem omijać płyty
          punkowe czy reggae...
          Sorry, że tak łopatologicznie, ale widocznie tak jest skuteczniej (vide: "styl"
          Bendera)...
    • ignus Re: Rock Progresywny słów kilka.. 11.08.05, 17:35
      Porcupine Tree sie nie broni? a "Signify"? a "Up The Downstair"? posluchaj sobie
      tych plyt, potem ocen. moim zdaniem w/w plyty to jedne z najciekawszych dokonan
      z lat 90.
      mysle, ze prog rock jednak sie trzyma. takie zespoly wlasnie jak PT czy Tool
      wprowadzaja rock progresywny w XXI wiek, a takze kontynuuja piekna tradycje
      tworzenia inteligentnej muzyki. nie wspominajac tez o Radiohead czy Sigur Ros...
      --
      Live for today... gone tomorrow... that's me
      • f.mulder Re: Rock Progresywny słów kilka.. 11.08.05, 18:09
        Z nowych zespołow warto czasami posłuchać The Tangent, Transatlantic, Anekdoten,
        The Flower Kings a z polskich Collage (plyta Moonshine) czy Quidam (plyta Quidam).
        Chociaz ktoś może powiedzieć, ze te zespoly zyja przeszłoscia, to jednak bardzo
        fajnie ich sie slucha.

        A jezeli ktos szuka czegos specjalnego to polecam wloski Asgard, choc ich plyty
        sa w zasadzie niezdobywalne. Swojego czasu grywal to T. Beksinski. Chlopaki z
        Asgard na brak melodii nie narzekają a muzyka ich jest troszkę inna od reszty
        wspołczesnego prog-rocka.
      • Gość: Bruford Re: Rock Progresywny słów kilka.. IP: *.szpital.cskmswia.pl / *.cskmswia.pl 11.08.05, 18:15
        Generalnie prog zapewne ewoluuje jak każdy gatunek.Mnie też nie
        przekonują "progowe" kapele lat 90-tych ale w sumie to chyba kwestia wieku.Jak
        się katowało "Larks'Tongues In Aspic" to trudno coś poczuć przy Porcupine
        Tree.Osobiście uważam że prog stracił jako gatunek ( jakby go zresztą nie
        definiować)na odejściu ewidentnych gwiazd proga w stronę Jazzu i muzy nazwijmy
        to eksperymetalnej( Bruford , Holdsworth) albo zwykłego popu ( od dawna Genesis
        czy Yes).W przypadku tych dwóch pierwszych nazwisk akurat może i dobrze bo
        powstały niezłe dziełka.Rozpad sceny Canterbury też miał swoje
        znaczenie.Poszukiwania King Crimson w obecnych mutacjach to wyraz
        ewolucji.Wystarczy porównać klasyczne płyty KC z obecnymi.Prog lat 7o tych to
        prog sprzed ery pełnej komercjalizacji i marketingu "pod małoletnią Debbie co
        marzy żeby ją ratownik pocałował".Po odkryciu mocy marketingu ambitniejsza muza
        musiała albo ewoluować albo zniknąć.Nieodbitki rzeźbią w małych wytwórniach bez
        własnej sieci dystrybucyjnej.
        • ignus Re: Rock Progresywny słów kilka.. 11.08.05, 21:29
          taka notka: ja nie katowalem Larks Tongues In Aspic, ale katowalem sie m.in.
          Dark Side of The Moon, In The Court..., In The Wake, Lizardem, Wish You Were
          Here, a przy Porcupine Tree czuje duzo. zalezy od tego oczywiscie, ktora plyte
          wezmiesz na warsztat. jak wlaczysz sobie ostatnia, czyli Deadwing to pewnie, ze
          niewiele poczujesz... proponuje posluchac sobie od poczatku, czyli od On The
          Sunday Of Life... (oj, duza dawka psychodelii), potem Up The Downstair, The Sky
          Moves Sideways (moim zdaniem najblizsza "prog rockowi" plyta PT) czy Signify.
          przy ostatniej wymienionej ja np. wymiekam.
          --
          Live for today... gone tomorrow... that's me
      • Gość: H Re: Rock Progresywny słów kilka.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.08.05, 12:19
        Rozsądny głos - starsze płyty Porcupine rzeczywiscie były bardzo progresywne -
        i to właśnie w sensie robienia tego, czego jeszcze nie było - przecież pierwsza
        płyta jest w zasadzie niepowtarzalna - a i o Voyage 34 nie można powiedzieć, ze
        jest to kopia czegokolwiek. A Signify to juz moim zdaniem absolutne arcydzieło,
        nawet jeśli zna sie dobrze cała historie progrocka. Inna sprawa, ze Porcupine
        potem zaczęli chrupać ogonek - i żeby było śmieszniej stali sie dużo bardziej
        popularni. ale żeby zbyt daleko nie odchodzi - zabrakło mi tu jednej nazwy,
        bardzo progresywnej - i niebanalnej muzyki - No Man - ich płyt w żadnym wypadku
        nie można nazwać zżynaniem z czegokolwiek i trzymaniem sie jakiejkolwiek
        konwencji (no moze poza "Flowermouth, która była jakaś taka
        trochę "kompromisowa" - i co ciekawe nawet Fripp tam zagrałsmile
        Pozdr.
    • at_work Że jaki, prepraszam? PROGRESYWNY? 11.08.05, 18:11
      Wybaczcie, jeśli ktoś poczuje się dotknięty, ale mam nieodparte wrażenie, że
      współczesne wysiłki podtrzywywania przy życiu tego gatunku, to prawdziwa
      reanimacja trupa.

      Jednym słowem, epizod symfonii skończył się na początku lat osiemdziesiątych. I
      dobrze. To był ślepy zaułek.
      Yes, King Crimson z pierwszych płyt wtedy dobrze się wkręcał, a teraz daje się
      słuchać przez sentyment, natomiast patetyczne zadęcie w stylu Dream Theater
      jest po prostu żenujące.

      Mogę się mylić, oczywiście, bo gusta są jak kolory, albo też trafiłem na inną
      fazę w muzyce, bo wolę starych Stonesów, Zeppelinów i młodyc White Stripes,
      którzy brzmią świeżo, jak młody Plant z Pagem niż ten patos w stylu późnych Yes.

      Więc niech będzie, że jak ten Mamoń pozostanę przy The Stripes i Gorillaz...

      ___________________
      www.julunga.pl - zero agresji
    • Gość: tedi Nomenklatura/muzyka - ale czy martwa ? IP: *.gd-ns.com 11.08.05, 18:16
      Dzieki Lecho za rozpoczecie tak ciekawego watku, sam jestem w podobnej
      sytuacji: chwilowo sam w domu + kilkaset CDs/DVD-As/SACDs (bo eksperymentuje
      teraz wielokanalowo).
      Pozwol, ze dorzuce swoje pare groszy:

      1.Art-rock, Prog-rock, Symph-rock - to wszystko sa teraz juz tylko
      anachroniczne latki, ktore obecnie nie maja za duzo (merytorycznie) sensu, lecz
      w czasie gdy je wymyslano, owszem - mialy.
      I tak np. Art-Rock (moim zdaniem) okreslal muzyke, w ktorej bylo "doklejane"
      wiele ubarwiajacych elementow (wlacznie z muz. klasyczna), troche "sztuka dla
      sztuki".
      Brylowal w tym Yes, ELP, Jethro Tull, Procol Harum, Genesis, ale juz Pink
      Floyd czy King Crimson - kategorycznie nie !
      Symph. rock to potezne brzmienia generowane na ogol przez syntezatory, efekt
      (bardziej niz muzyka) przypominal brzmienie orkiestry.
      Wiekszosc w/wymienionych (ale i polskie SBB, wegierska Omega) "bawila sie w
      to" przez jakis czas w latach 70. - dzis malo kogo to bawi.
      2.Prog-rock POWINIEN oznaczac progres (jak juz to przedmowcy stwierdzili), ale
      progres w latach 70., kiedy ten termin wymyslono. Dzis pozostal terminem umownym
      (mysle ze wiekszosc sie zgodzi), separujacym te muzyke od zwyklego CHLAMU jaki
      wciskaja WYTWORNIE PLYTOWE (one tym wszystkim kreca), bo im sie to bardziej
      oplaca.
      Tak wiec trudno podac definicje, jednoznaczna granice czy szufladke, dobrze
      jednak ze termin nadal istnieje, bo w lepszych sklepach plytowych (zwlaszcza na
      Zachodzie) latwiej trafic do interesujacej kategorii.
      3.Szufladkowanie, jak zawsze, jest niemiarodajne, ale jesli juz szufladkowac,
      to muzyke (plyty), a niekoniecznie grupy muzyczne.
      Bo jesli wziac na przyklad (moj ulubiony) Genesis, to "albumy-klasyki" typu
      FOXTROT, SELLING ENGLAND..., czy THE LAMB ... zaliczylbym jak najbardziej do
      prog-rocka/art-rocka, ale juz wszystko od czasu
      albumu MAMA to zwykly pop (!). POdobnie "Another Brick in the wall" (single)
      zaliczylbym do popu, podczas gdy caly album THE WALL to wspanialy pomnik prog-
      rocka.
      4.Mozemy wiec umowic sie, ze termin prog-rock, traktowany nieco umownie, moze
      byc dalej tolerowany, gdyz jest pomocny w selekcji i wymianie pogladow (vide
      nasze Forum) i w tym sensie muzyka Porcupine Tree, czy Dream Theater jak
      najbardziej do niego nalezy.
      5.I niech mi nikt nie mowi, ze nic sie w tej materii nie dzieje i nie ma juz
      progresu: posluchajcie ostatniej plyty King Crimson: THE POWER TO BELIEVE !

      tedi
      ---------------------
      "In rock we trust!"
    • Gość: tedi Ew. tourne Pink Floyd ... IP: *.gd-ns.com 11.08.05, 18:30
      Ktos tutaj wspomnial o $150mln ofercie dla Pink Floyd (tourne w pelnym
      skladzie), ktora to propozycje ponoc odrzucili. I BARDZO DOBRZE !
      Kocham Pink Floyd, mam ich pelna dyskografie, bylem na ich koncercie (oraz
      Watersa, osobno) w latach 90. tu w Stanach - bylo cudnie ! Ostatnio plakalem
      jak bobr widzac ich RAZEM (po 20+ latach)na koncercie Live8.

      Ale samo tourne pod tytulem "Odgrzewamy kotlety" nie ma dla mnie sensu !
      Co innego, gdyby znow popracowali razem, napisali i nagrali cos ciekawego (jak
      np. King Crimson), wtedy tourne jak najbardziej - RECYMA I NOGAMY !!! Z tym, ze
      Waters musialby chyba do tego przestac spiewac, niestety glos juz zupelnie nie
      ten, a i na sluch sie mu chyba rzucilo ...

      ------------------
      In rock we trust !
      • Gość: vince Re: Ew. tourne Pink Floyd ... IP: 172.25.251.* / *.134.4-194.clta.globetrotter.net 11.08.05, 20:27
        dla mnie Live8 to tez bylo spore przezycie i szkoda ze juz "never again".
        Ale czas robi swoje i decyzja panow z PF byla bardzo rozsadna. Nikt nie daje
        nikomu 150$M nie oczekujac nic w zamian. Taki tour dla starszych juz panow
        bylby dla ich zdrowia wyniszczajacy, a kasy przeciez im nie brakuje.
        A poza tym sprawnosc w palcach tez juz nie ta sama ( stad chyba ten pomysl z
        gitarzysta cieniem w osobie Tim'a Renwick'a lub Snowy White'a).
    • Gość: bender moje zdanie IP: 217.153.32.* 11.08.05, 18:52
      a szukasz jakiejś współczesnej muzyki w tym stylu, czy odsłuchujesz stare płyty
      i twierdzisz, że "teraz to nie to, co kiedyś..."?

      ile znasz francuskich, skandynawskich, niemieckich, belgijskich, amerykańskich,
      kanadyjskich, czeskich, słowackich (itp, itd) zespołów, które wydały do tej pory
      po jednej, dwie płyty?

      szukaj - znajdziesz....
        • tomash8 Re: moje zdanie 11.08.05, 19:02
          Zwykle najwięcej do powiedzenia o prog rocku mają osoby, które słyszały ze dwie
          płyty Yes, Pink Floyd, Genesis, Marillion ewentualnie debiut King Crimson. Tak
          jak drugi post w tym wątku, gdzie szanowny autor wrzuca do jednego worka Dream
          Theater i King Crimson, co jest dość... śmieszne.
          --
          tomash8.blox.pl
          Long live rock'n'roll!!!
          • roar Re: moje zdanie 11.08.05, 20:01
            tomash8 napisał:

            > Tak jak drugi post w tym wątku, gdzie szanowny autor wrzuca do jednego worka
            > Dream Theater i King Crimson, co jest dość... śmieszne.

            Nie wyciągaj wypowiedzi z kontekstu, Tomashu. Akurat w tamtym miejscu porównanie było jak najbardziej zasadne, a nawet wskazane. Chyba że twierdzisz, że któryś z tych zespołów ma bliżej do noise-popowców z Mercury Rev niż do siebie nawzajem? Bo to - to by dopiero było śmieszne...

            Ale cóż, jeśli ktoś z ostatnich 20 lat usłyszał dwie płyty na krzyż i próbuje je potem zakwalifikować pod kątem tego, co już zna, to wychodzą takie kwiatki właśnie, jak z Mercurym. A muzyka się rozwija, niestety. Nie da się już wcisnąć wszystkich ambitnych i poszukujących stylów rocka w jedne ramy. Nigdy się zresztą nie dało. Z definicji. Jeśli ktoś poszukuje i się rozwija, na pewno nie będzie grał, jak wszyscy inni.

            Co nie zmienia faktu, że jakoś te wszystkie style trzeba ponazywać, i nie widzę powodu, dla którego "rock progresywny" miałby być gorszy od innych możliwych etykiet, zwłaszcza, że jest uzasadniony historycznie. A wszystkim, którzy tak się zżymają na nazwy gatunkowe stylów muzycznych, przekazuję wyrazy politowania. Jak się wam kiedyś znudzi muzyka, polecam się zainteresować biologią - będziecie tam mieli sto razy więcej zabawy. Przecież "krowa morska" to taka wydumana nazwa - w końcu nie krowa to, a syrena (co samo w sobie jest bez sensu, w końcu mitologiczne syreny wyglądały zupełnie inaczej). A dlaczegóż to "kobra królewska" ma sobie uzurpować taką nazwę - w końcu tyle jest innych, lepszych węży... Ale to wszystko sprawka tych "yntelygentów", co te nazwy wymyślali, prawda...

            --
            When the world is sick can noone be well
            But I dreamt we was all beautiful and strong
      • Gość: Lecho Re: moje zdanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.08.05, 20:11
        Chciałbym dodać, że :
        1) staram się na bieżąco zapoznawac z tym o czym dobrze się pisze lub mówi
        2) fakt, mam niewielką znajomość dyskografii aktualnych kapel farnacuskich,
        skandynawskich, czeskich itd bo bardziej interesują mnie kapele z USA, Kanady
        czy Australii
        3) mój wątek dotyczy stwierdzenia, że brakuje mi, człowiekowi który oprócz
        nasłuchu radiowego, itp. prowadzi regularne życie 40-latka, które nie pozwala na
        przesłuchiwanie wszytskiego, co wydaje sie na naszym globie, TO JEST NIEMOŻLIWE !!!
        4) nie ma to jak lata 1965-1980 !!!, później już tylko pojedyncze wyjątki...
        5) dla mnie progressive rock to po prostu rock poszukujący i rozwijajacy się,
        ewoluujacy,
        6) mam DVD z dwoma koncertami KIng Crimson z 1982-84, jakby kto chciał to mogę
        poprosić Nero...
    • blackfield Re: Rock Progresywny słów kilka.. 11.08.05, 20:03
      Heh....o muzyce tak naprawdę wogóle nie powinno się rozmawiać - jej powinno się
      słuchać :] A już na pewno tzw. rock progresywny do dyskusji się nie nadaje.
      Gdzieś się spotkałem z definicją, że rock progresywny to taka muzyka, co brzmi
      jak rock progresywny. Stąd nie dziwiłbym się, że można porównać Dream Theater i
      King Crimson. Z drugiej strony zauważyłem, że często ci, którzy się zakochali w
      klasycznych brzmieniach typu Pink Floyd czy King Crimson, nie są zbyt otwarci na
      nowe zespoły ( aczkolwiek są jak najbardziej wyjątki ). Ja osobiście dużo się
      nasłuchałem klasygi gatunku i teraz o wiele więcej radości sprawia mi
      posłuchanie grup, które nie noszą na swych barkach ciężaru legendy. To jak
      wpuszczenie świeżego powietrza do nieco już zatęchłego pokoju - odświeżenie
      atmosfery bez generalnego remontu i wywalania staroci wink
    • Gość: grzen@interia.pl Re: Rock Progresywny słów kilka.. IP: *.marton.net.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 11.08.05, 21:01
      Właśnie słucham płyty Pallas "beat the drum", naprawdę rewelacja i myslę, że
      chłopaki graja wspaniale i jak na napływ wielkiej ilości muzycznego kiczu
      trzymają fason na bardzo wysokim poziomie. Chciałbym jeszcze dodać o całkiem
      swierzej kapeli RPWL i jej ostatniej płycie "World Through My Eyes"> jeśli
      słyszałeś to opinię pozostawię Tobie samemu. Ja uważam, że tak dobrej płyty nie
      było od czasu nagrania przez Pink Floyd " The Division Bell". pozdrawiam.
    • Gość: The Silent Man Re: Rock Progresywny słów kilka.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.08.05, 22:25
      Blackfield twierdzi, że lepiej słuchać muzyki, niż o niej rozmawiać.
      A może tak w październiku w Opolu?
      Czy ktoś z Was był może kiedyś na Międzynarodowym Festiwalu Perkusyjnym w Opolu?
      Polecam!!! Bilety są przeważnie naprawdę śmiesznie tanie.
      Byli tu już najwięksi np.:
      - Bill Bruford (2 razy),
      - Carl Palmer (3 razy),
      - Ian Paice,
      - Simon Phillips,
      - SBB,
      - Greg Bisonette,
      - Jimmy DeGrasso.
      Przeważnie grają improwizowane koncerty z polskimi muzykami (np. z Pilichowski
      Band; był też Marek napiórkowski czy K. Ścierański), czasami też przyjeżdżają
      ze swoimi obecnymi bandami (np. Palmer).
      W ubiegłym roku gwiazdą był zespół PLANET X! Z Virgilem Donatim na perkusji i
      klawiszowcem Derekiem Sherinianem!
      Impreza jest mało popularna, a naprawdę świetna.
      W dodatku dostęp do muzyków przeważnie nie jest utrudniany... Można naprawdę
      fajnie pogadać (zdjęcia, autografy).
      To kto przyjeżdża w tym roku?
      Ja mam blisko, więc łatwo mi mówić...

        • braineater Re: Rock Progresywny słów kilka.. 12.08.05, 09:13
          hmmm - ja z tych na punku wychowanych, więc może nie powinienem się odzywać,
          ale spytać bym się chciał, czy tych progresywnych kawałków, typu właśnie in the
          court, czy the wall da się dzisiaj jeszce słuchać na poważnie? Czy da się
          zignorować nachalny patos tych kompozycji, bezduszne popisywanie się
          wirtuozerką? bo jak dla mnie jest to sytuacja jak z walcami Straussa - niby
          wszyscy wiedzą, że to wielkie (i bynajmniej wielkości takim kapelom jak King C
          czy Flojdzi odmawiać nie zamierzam), ale jakoś słuchać się tego na dłuzszą metę
          nie da.
          No i pytanie drugie, ważniejsze nawet - jak wymieniacie tu kilka kapel
          niezaprzeczalnie waznych i grających dobrze (nieistotne, że do mnie to nie
          trafia) to powiedzcie mi, co w takim towarzystwie robi Marillion? Nie jest to
          przecież band, który popełnił cokolwiek epokowego, bazuje głownie na smętnych
          kompozycjach i koszmarnym wokalu, dół pogłębiając jeszcze totalną grafomańską
          głupotą tekstów. i to jest kapela, która do całego progresywnego rocka
          zniechęca chyba najbardziej.
          Pozdrowieniasmile
          --
          This is what I have instead of a life.
          A naprawdę to jest tak...

          Plan natomiast jest taki...smile
          • Gość: bikont do Braineatera IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.08.05, 12:53
            Oj biednys chlopie...i jak wielu na punku wychowanych jakis taki bez serca,
            romantyzmu, duszy - a to wszystko jest bardzo potrzebne do przezywania tzw.
            progresywnego rozka.
            "Czy da się zignorować nachalny patos tych kompozycji, bezduszne popisywanie
            się wirtuozerką?" Wybacz, ale na plytach Pink Floyd niema zadnej wirtuozerki,
            bo czlonkowie PF wirtuozami nie byli i nie sa. A jednak jak wazkie plyty
            stworzyli. W wileu kompozycjacj King Crimson tez nie ma wirtuozerki, a jednak
            jaki zar z nich bije.
            Tego co napisales o Marillion nie bede komentowac bo nie ma sensu...
            • braineater od Braineatera:) 12.08.05, 13:03
              No w sumie z romantyzmem to mi nie po drodze, co do duszy się nie wypowiem bez
              rentgena i jakos naprawdę wczuc się w te dźwieki nie potrafię. Słuchając tych
              płyt - a musiałem ich dośc sporo przesłuchać bo brat się fanatyzował a ja byłem
              za mały, coby to zwalczyćsmile, to z reguły się czułem jak na lekcjach
              matematyki/fizyki. Od panowie wymyslili sobie wzorek i lecą wszystko wedle
              wzorku - tu soloweczka, rozciągnięta niemiłosiernie, tu jakieś uuuuuuechouuuu z
              efektów, tu pan sobie coś intelektualnego zamamrocze, na to inny pan dogra coś
              z klawisza i dawaj od nowa - soloweczka, efekt, klawisz i tak jak chomiki w
              karuzeli przez 20 minut. Da sie wysłuchac jednej takiej kompozycji, da się
              wysłuchac może całej płyty, ale kurde, co dalej?
              I w sumie to właśnie progresywnemu rockowi najprędzej zarzuciłbym korzystając z
              Twojej argumentacji brak duszy - to wszystko jest zbyt wykoncypowane, zbyt
              wymóżdżone, by mogło byc szczere - przynajmniej ja tej szczerości nie potrafię
              w takim graniu wyłapać - może mam cos głową?smile
              A co do Marilionu, to prosze o uświadomienie, bo ja naprawdę mam takie zdanie o
              nich, ale dopuszczam możliwośc, że po prostu trafiały mi się same fatalne płyty.
              Pozdrowieniasmile
              --
              This is what I have instead of a life.
              A naprawdę to jest tak...

              Plan natomiast jest taki...smile
              • Gość: Poter Re: od Braineatera:) IP: *.tomaszow.mm.pl 15.08.05, 03:45
                "Słuchając tych płyt - a musiałem ich dośc sporo przesłuchać bo brat się
                fanatyzował a ja byłem
                za mały, coby to zwalczyćsmile..."
                Fajnego masz brata wink

                "...to z reguły się czułem jak na lekcjach matematyki/fizyki. Od panowie
                wymyslili sobie wzorek i lecą wszystko wedle wzorku - tu soloweczka,
                rozciągnięta niemiłosiernie, tu jakieś uuuuuuechouuuu z efektów, tu pan sobie
                coś intelektualnego zamamrocze, na to inny pan dogra coś z klawisza i dawaj od
                nowa - soloweczka, efekt, klawisz i tak jak chomiki w karuzeli przez 20 minut"
                A w punku jest tak: zwrotka-refren, zwrotke-refren, zwrotka-refren. Koniec. I
                tak w koło przez 10 piosenek jak chomiki w karuzeli smile A to co napisales powyzej
                to maksymalne nieporozumienie, bo akurat nie ma gatunku, który bardziej by
                uciekał od wszelkich konwencji niż rock progresywny. Zarzucając progrockowi
                schematy wykazujesz się delikatna ignorancją i nieznajomością tematu. Poza tym
                progrock to w dużej mierze muzyka improwizowana, grana na żywo i wymyślana w
                trakcie koncertów... Taka muzyka wg Ciebie też jest schematyczna i "leci wedle
                wzoru"?

                "Da sie wysłuchac jednej takiej kompozycji, da się wysłuchac może całej płyty,
                ale kurde, co dalej?"
                Jak to co dalej? Od nowa! Albo następna płyta! smile A poważnie to nie kapuje za
                bardzo o co Ci biega... Jakie co dalej? A jak skocze sluchac plyte punkowa
                tudziesz metalowa/hiphopowa itd. to co wtedy jest dalej?

                "I w sumie to właśnie progresywnemu rockowi najprędzej zarzuciłbym korzystając z
                Twojej argumentacji brak duszy - to wszystko jest zbyt wykoncypowane, zbyt
                wymóżdżone, by mogło byc szczere - przynajmniej ja tej szczerości nie potrafię w
                takim graniu wyłapać - może mam cos głową?"
                Z głową nie, moze bardziej z sercem? wink Progrock wymózdzony? Co Ty chłopie
                piszesz? To, że coś jest przemyślane i skomplikowane to znaczy że jest
                odmóżdzone? Albo, że brak temu duszy? Czyli według Ciebie dusze moze mieć tylko
                to co proste, banalne oraz łatwe do zagrania i słuchania?
                Troche poplatałeś pojęcia. To, że ktoś ma talent i go używa, tworząc złożoną i
                urozmaiconą muzykę to chyba raczej wadą nie jest. Progrock ucieka schematom i
                szuflatkom, a to że jest to muzyka przemyślana to własnie jej ogromna zaleta, a
                nie ujma...




                • Gość: Upadły Re: od Braineatera:) IP: 62.233.177.* 15.08.05, 16:54
                  O to czy w jakimś tam sensie ucieka od swojego schematu bym się kłócił, ale
                  porównując zespoły w konwencji prog-rock (nie art-rock) czyli KC, Yes, i dalej
                  Spaced Out, Anglagard, Gargantua, Lizard, Gordian Knott - to generalnie jest
                  eksperymentowanie z muzyką. Większego odmóżdżenia od Green Day czy Linkin Park
                  (bez urazy dla fanów, chłopaki świetnie grają ale ambicją to nie grzeszy) czyli
                  "wychuchanych" medialnie kapel nie znajdziesz. Może zamiast faceta ganić
                  polećcie mu kilka tytułów, gdyż ewidentnie wykazuje braki w znajomości tematu.
                  Prog-Rock schematyczny ... hahaha .. dobry żart. Jest dużo naśladowców i
                  powielania stylu ale nie nazwałbym tego schematem.
                    • braineater Re: od Braineatera:) 27.08.05, 15:42
                      Reprymendy przyjete, bicie w piersi zaliczone, spacerek na klęczkach w planachsmile
                      Małe nieporozumienie, w związku z słowem 'wymóżdżone" - tu bardziej w sensie -
                      wytworzone mózgiem (skrót taki), a nie tegoz mózgu pozbawione. A jak na fanów
                      okreslonego gatunku muzyki, to i tak potraktowaliście mnie łagodnie, za co się
                      do was wdzięczęsmile
                      Przekonac mnie nie przekonacie, ale przynajmniej fajnie sie sie Was czyta i w
                      Waszych kategoriach Macie Rację: Rock Progresywny jest Wielki, a ja braineater
                      jestem głupi, co z pokora i radościa przyjmuję.
                      Pozdrowieniasmile
                      --
                      This is what I have instead of a life.
                      A naprawdę to jest tak...

                      Plan natomiast jest taki...smile
        • Gość: WOJTEKK Re: Rock Progresywny słów kilka.. IP: *.lesko.sdi.tpnet.pl 12.08.05, 16:04
          Nieaktualne - Opeth znowu ma wymiotujacego niedźwiedzia na wokalu, co całość kwalifikuje do kosza. "Damnation" to tylko "wypadek przy pracy" niestety.

          A tak w ogóle to w sumie rock is dead. I dotyczy to wszelkich gatunków.
          Czepianie się tylko prog-rocka, że się nie rozwija, to jakby powiedzieć, że w Polsce tylko piłka nożna jest skorumpowana. Średnio raz do roku środki musowego rażenia triumfalnie obwieszczają o nowym , niewiarygodnym trendzie w muzyce i pompują ten balon, który po paru miesiącach pęka. Teraz jest moda na lata 80-te i podrabianie tego charakterystycznego plastikowego brzmienia. Podarbiać plastik? Czego to ludzie z głodu nie wymyślą? Dlatego z czystym sumieniem wracam do New Order, Talk Talk, Kissing The Pink, White Door, Flash & The Pan i innych klasyków z tego okresu. Wolę oryginały.

          Nie czepiajmy się tylko prog-rocka, gdzie indziej też jest zastój, nic się nie rozwija, ostatnia ważna płyta w historii wyszła 14 lat temu i się "Nevermind" nazywała.

          Do kolegi punkowca - te mocno niepochlebne słowa o Marillion dotyczą starego z Fishem, czy tej nowszej edycji z Hoggy'm?
          • Gość: acher Re: Rock Progresywny słów kilka.. IP: 62.111.139.* 12.08.05, 21:30
            Mysle, ze tzw. "syndrom Lecha" czyli uwielbienie dla starego prog-rocka
            polaczone z oziebloscia wobec wspolczesnych wykonawcow (przypadlosc wbrew
            pozorom calkiem czesta) miewa 2 przyczyny:
            - w przypadku pokolenia "tatusiow" jest to najczesciej zwykla nostalgia za
            czasami mlodosci. Ktos pierwszy raz calowal sie przy Procol Harum, ktos inny
            spedzal bezsenne noce przy nagranym z Trojki Atom Heart Mother itd. itp.
            Wspolczesna muzyka rockowa nie budzi w nich tak silnych emocjonalnych
            skojarzen, wiec trudniej im zaakceptowac jej odmienna estetyke. Na podobnej
            zasadzie pokoleniu "dziadkow" wolno uwazac, ze prawdziwe piosenki to te z
            czasow ich mlodosci, a upadek muzyki zaczal sie od halasliwych i krzykliwych
            Rolling Stonesow.
            - w przypadku mlodszego pokolenia to po prostu mylna generalizacja wlasnych
            preferencji muzycznych. Niektorzy ludzie sa z jakichs przyczyn wrazliwsi na
            pewne dzwieki - z jakich dokladnie przyczyn, to sprawa genetykow i psychologow.
            Jesli ktos akurat zafiksuje sie na hammondowo-melotronowo-psychodeliczne
            brzmienia lat 70., to rzeczywiscie trudno mu bedzie znalezc na wspolczesnej
            scenie muzycznej odpowiadajace temu zjawisko, nie liczac malo porywajacych
            epigonow. Natomiast kazde nowe "znalezisko" z tamtej epoki o co najmniej
            przyzwoitym poziomie bedzie wzmacniac w nim przekonanie, ze Zloty Wiek muzyki
            minal bezpowrotnie. Skoro nawet drugorzedne zespoly wydawaly w 1972 TAKIE
            plyty...
            Jako usprawiedliwienie dla fanow starego dobrego rocka progresywnego mozna
            przytoczyc bezsporny moim zdaniem fakt, ze od konca lat 70-tych
            komercjalizacja rocka postepuje milowymi krokami i chyba raz na zawsze zniknal
            snobizm na wszelkie "ambitnosci" w tej dziedzinie. Trudno sobie wyobrazic, zeby
            w dzisiejszych waruunkach zespol grajacy tak wymagajaca muzyke jak np. Yes
            zyskal status megagwiazdy (a tak bylo - album Tales from the Topographic
            Oceans - kto zna, wie o co chodzi - sprzedal sie w ogromnym nakladzie!).
            A "zlote" plyty Focus czy Genesis z Gabrielem?. Moze sukces Radiohead jest
            jakas paralela... Owczesnym nastolatkom widac po prostu imponowalo, ze ich
            idole potrafia zagrac kilkuminutowe solo, podobnie jak dzisiejszym
            imponuje "freestylowa" improwizacja raperow.
            Jakkolwiek bylo, wspolczesni poszerzacze granic rocka dzialaja raczej w
            podziemiu, wiec trzeba ich sobie tam poszukac i stamtad wydobyc... no i nie
            tworza oni zadnej zwartej formacji, a z pewnoscia nie jest nia (skadinad w
            malych dawkach sympatyczny) "neo-prog".

            • Gość: WOJTEKK Re: Rock Progresywny słów kilka.. IP: *.lesko.sdi.tpnet.pl 12.08.05, 23:00
              To nie nostalgia, to nie genetyka, po prostu starzy mistrzowie byli lepsi - bo to pierwsi wymyślili, bo każdy grał inaczej, po swojemu, bo mieli lepsze pomysły, a do tego grali lepsze koncerty. Nie należę do pokolenia "tatusiów", załapałem się dopiero na Marillion. Współczesny rock?

              W miarę osłuchany w klasyce osobnik znajdzie w tych współczesnych gwiazdach tyle odniesień do przeszłości, że hohoho, np. wspomniany Mars Volta bazuje na amerykańskiej psychodelii z końca lat 60-tych, latynowskich rytmach, do tego jakaś pokręcona elektronika a'la Suicide - to nie jest żadna nowość, to jest sensowny eklektyzm, największy przebój Franz Ferdinand jest ewidentnie zajumany Zeppom z ich "Tramped Under Feet" z "Physical Graffitti", bez King Crimson i VDGG nie byłoby Jima Tenora (przynajmniej jego wersji koncertowej).

              Z drugiej strony obecnie pojawia się też dość sporo ciekawej muzyki. Jest trochę wartościowych płyt - na pewno nie nowatorskich, ale na tyle dobrych, że warto je kupić i potem słuchać. Dotyczy to wszelkich rodzajów rocka - w prog rocku też się coś znajdzie, choćby wspomniane Mars Volta, do tego Sigur Ros, zupełnie nie odkrywcze, ale melodyjne greckie Le Tulipe Noire, włoskie Fininsterre, nasz Abraxas, angielski Big Big Train. Od czasu do czasu odezwą się starzy mistrzowie i też potrafi być ciekawie.
              • Gość: The Silent Man Re: Rock Progresywny słów kilka.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.08.05, 23:14
                I jeszcze jedno: starzy mistrzowie czasami grają z młodymi (tu oczywiście
                zdarzają się świetni uczniowie, a nawet... nowi mistrzowie, choć przeważają
                zapewne naśladowcy). W jakimś sensie może to być wskazówka dla poszukujących -
                kogo z kontynuatorów słuchać... Sam nie wiem.
                Najsmakowitsze, moim zdaniem, kąski na tym półmisku to wykonanie "Starship
                Trooper" Yesów przez skład Steve Howe + część Dream Theater (dialog gitar!!!),
                a także dwie wybitne płyty LIQUID TENSION EXPERIMENT (Levin + Petrucci + Rudess
                + Portnoy).
              • Gość: Upadły Re: Rock Progresywny słów kilka.. IP: 62.233.177.* 13.08.05, 11:38
                Wojtkku nie tylko w tej grupie zespołów. Jest cała gama świetnych albumów, tych
                właśnie kapel ze Skandynawii, USA, Brazylii, Australii czy Szwajcarii (np:
                Gaalad) nie mówiąc już o takich wspaniałych głosach jak Iva Bittova, których
                większość osób tu piszących nie słyszała i nie ma pojęcia o nich. Wojtkku Sam
                pisałeś na łamach Artrock.pl recenzje zespołów, których płyty nie mają medialnej
                siły przebicia. Media pisane są ograniczone ilością stron i znaków, internetowe
                już nie. Ale w muzyka.onet.pl czy podobnych jak i muzycznym Gazety Wybiórczej
                pisze się jedną recezję, wyraża się jedną opinię, i czemu jak mówi się o rocku
                progresywnym to jest to Mars Volta albo Porcupine Tree.
                Przecież nikt tu z piszących nawet nie odpowiedział na post o Riverside - co -
                tylko dwie osoby tu znają Riverside? A inne dobre polskie zespoły? Lizard,
                Dr.Zoydbergh, Openspace i wiele wiele innych.
                Paradoksalnie kiedy w połowie lat 90-tych była mowa o progresywności w rocku to
                bardziej od znanych nazw klasyków przychodziła mi na myśl jedna marka ... "The
                Prodigy" I chyba nie bez przesady można było ich ostatnie dokonania z lat
                90-tych określić mianem ocierających się o gatunek. Połączenie rytmów
                elektronicznych z metalowym riffem i industrialnym charakterem pod z lekka
                techniczną nutę. dobra - profani - nie bijcie wink
                Art-rock to nie jest szufladka. Art-rock to opoka sprywająca wszystko to co się
                wyłamuje z tendencji. Co nie jest mainstreamowe, popowe.To wszystko to
                szufladkujecie - Dream Theater, Queensryche, Marillion, Porcupine, Riverside czy
                Pink Floyd - dzisiaj to wszystko można przykryć jedną wspólną nazwą Art-rock,
                poszukiwania artystycznego w muzyce z elementami rocka: czy to będzie operowy
                głos Diamandy Gallas, Christophera Lee, czy mocny riff Petrucciego czy symfonika
                - ta żywa i ta w przenośni kompozycji. Czy w końcu Gabriel wyłamujący się ze
                wszelkich schematów. A czemu recenzenci pism rockowych plują na gatunek? Ktoś te
                albumy jednak kupuje i słucha, są dziennikarze muzyczni, którzy to grają. Każda
                recenzja jest opinią subiektywną, dlatego chyba warto czytać nie jedną ale wiele
                opinii i na ich podstawie budować swoje nastawienie do albumu. Chyba że zna się
                tak recenzenta że można jego gust porównać do swojego.

                Big Big Train - Bard - kompletnie mi się nie podobała, nowsze wcielenie jest
                wręcz genialne.
                • Gość: papi Re: Rock Progresywny słów kilka.. IP: *.core.lanet.net.pl / *.core.lanet.net.pl 13.08.05, 12:50
                  do upadły
                  zapomniałeś jeszcze dodaą, że obok wspaniałego Riverside są jeszcze Indukti i
                  odradzony Quidam (ostatnia płytka jest całkiem niezła).
                  do lecho

                  Czy znasz taką perełkę jak szwecka supergrupa Anglagard i super płyta z 1992
                  Hybris. Gorąca polecam. Polecam również takie płyty jak IQ Dark Matter,
                  Marillion Marbles (dla mnie jedna z najlepszych płyt ostatnich lat), Dream
                  Theater Octavarium, Tool Lateralus, Fates Warning FWX czy choćby płyty
                  nieistniejącej już grupy Trasatlantic (wielka szkoda).Jest jeaszcze wiele
                  dobrych grup, które tworzą świetną muzykę co świadczy o tym, że mimo złych
                  recenzji psełdo redaktorków pism muzycznych ten gatunek muzyki ma się całkiem
                  dobrze, a nawet cieszy się coraz większym zainteresowaniem.
                  Wpadło mi również ostatno w ręce DVD 21 st Century Schizoid Band Live In Japan.
                  Grupę tą tworzą dawni członkowie King Crimson ( Mel Collins, Ian MacDonald,
                  Peter Giles, Michael Giles oraz nowy wokalista i gitarzysta Jakko M. Jakszyk),
                  którzy grają głównie kawałki z pierwszych płyt King Crimson. Kolesie mimo
                  upływu lat są świetni. Super koncert. Polecam

                  Pozdrawiam
                  • Gość: Updały Re: Rock Progresywny słów kilka.. IP: 62.233.177.* 13.08.05, 23:58
                    Papi: - cytując samego siebie: " i wiele wiele innych.". Gratuluję
                    spostrzegawczości, ale w tym zwrocie zawarłem także Abraxas, Albion, Amarok,
                    Anamor, Annalist, Believe, Bronx, CashMere, Collage, Forgotten, Framauro,
                    Gargantua, Iluzjon, Indukti, Lavender,Metropolis, Millenium, Moonlight, Music
                    inspired by ... , Naamah, Neo, Nostromo, Percival Schuttenbach, Quidam,
                    Sabracadabra, Satellite, SBB, Snowman, Special Experiment, Starles, Svann,
                    Tortoise, Willy The Fox, Xenn ... i wielu wielu innych ... Po prostu
                    wymienianie w tej dyskusji całej ilości grających Art-rock polskich zespołów
                    mija się z celem, w tym niektóre tutaj wymienione swoją klasą mogą konkurować ze
                    światowymi liderami gatunku.

                    Wymienione przez Ciebie albumy są faktycznie świetne - to bardzo dobry przykład
                    od czego najlepiej rozpocząć poznawanie gatunku jakim jest Prog-rock. Poszedłbym
                    dalej i zaproponuję protoplastów Quidam - zespół Camel, oraz protoplastów
                    Riverside - Pink Floyd, Porcupine Tree do albumu Signify i Anathemę.
                    Obok Anglagard chyba można zaproponować kanadyski Spaced Out i rodzimą Gargantuę
                    i CashMere, które chyba są niedocenianymi zespołami w tym kraju. Miejmy nadzieję
                    , że to się zmieni - bez specjalnego pomijania ich gatunkowej szufladki
                    traktowanej przez krytyków jako synonimu nadętego ego zespołów i fanów prog-rocka.
                • Gość: slonik Re: Rock Progresywny słów kilka.. IP: *.chello.pl 13.08.05, 23:47
                  a jednak smile juz sie balam, ze nikt nie slucha. panowie graja przecudnie. troche
                  nie rozumiem tego waszego biadolenia-moze i marnie z tym tzw rockiem
                  progresywnym, ale przeciez macie na polce floydow, yesow, genesis, crimsonow i
                  cala niesamowita reszte i nic nie zmieni tego, ze jak sobie plytke puscicie, to
                  ciary beda po plecach chodzily w te i z powrotem. czy trzeba czegos wiecej?
                  oczywiscie brakuje wersji live, ale przeciez wielcy z lat 70-tych wciaz
                  koncertuja. wiecej miec nie bedziemy, bo zyjemy teraz, a nie 30 lat temu...
          • tomash8 Re: Rock Progresywny słów kilka.. 13.08.05, 13:11
            Gość portalu: WOJTEKK napisał(a):

            > Nieaktualne - Opeth znowu ma wymiotujacego niedźwiedzia na wokalu, co całość kw
            > alifikuje do kosza. "Damnation" to tylko "wypadek przy pracy" niestety.

            "Damnation" to najsłabsza płyta Opeth, niestety
            >
            > A tak w ogóle to w sumie rock is dead. I dotyczy to wszelkich gatunków.

            Rock umiera od lat 60 - tych, więc dość długo mu to umieranie idziesmile


            >
            > Nie czepiajmy się tylko prog-rocka, gdzie indziej też jest zastój, nic się nie
            > rozwija, ostatnia ważna płyta w historii wyszła 14 lat temu i się "Nevermind" n
            > azywała.

            Bez przesady


            --
            tomash8.blox.pl
            Long live rock'n'roll!!!
    • Gość: ronin Re: Rock Progresywny słów kilka.. IP: *.bafz.de / 134.110.78.* 13.08.05, 14:02
      Pain of Salvation sie broni smile
      I to nawet zdecydowanie,nie jestem elokwentny wiec raczej nie
      bede umial opisac ich muzyki (kto by umial??) ale posluchajcie.
      Najlepiej po kolei.
      Sa tak niesamowici w sposobie budowania nastroju i przejsciach
      miedzy klimatami,ze wytwarzaja niesamowita wiez ze sluchaczem.
      Jednoczesnie ich tworczosc jest swierza, nie czerpie z klasykow
      (a na pewno nie na tyle,zeby uznac ich za nasladowcow).

      Polecam

      P.S.
      Myslalem,ze sie poplacze jak dowiedzialem sie,ze nie bede
      w stanie isc na ich koncert w krakowie z powodu wyjazdu sluzbowego.
    • Gość: Piotr Re: Rock Progresywny słów kilka.. IP: *.chello.pl 15.08.05, 22:29
      Przepraszam, ze sie wcinam, ale po przeczytaniu wszystkich postow w tym watku
      jestem pod cholernym wrazeniem niezwykle wysokiego poziomu dyskusji, jak na
      forum internetowe. Byc moze wplynal na to temat, ktory poruszyliscie, a ktory
      to zazwyczaj (ale bez przesady, bez nadmiernego uogolniania) interesuje ludzi,
      ze tak powiem, "poszukujacych".
      Az milo sie czyta Wasze opinie, nawet te, z ktorymi sie nie zgadzam smile Nie
      dopisze sie merytorycznie, bo niektorzy z Was znacznie zgrabniej i pelniej, niz
      ja bym potrafil, opisali to co sam na temat tej muzyki mysle.

      Nawiasem mowiac nie wyobrazam sobie, zebym natknal sie na dyskusje na tak
      wysokim poziomie poswiecona np. tworczosci Madonny, czy Michaela Jacksona. smile)
      Pozdrawiam



    • Gość: The Silent Man Proszę o pomoc (Dream Theater "Octavarium") IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.08.05, 00:52
      Przymierzam się powoli do napisania artykułu naukowego, w którym podstawę
      materiałową ma stanowić twórczość takich wykonawców/projektów jak: Dream
      Theater, Chroma Key, Planet X, Liquid Tension Experiment, OSI, Transatlantic,
      Platypus, The Jelly Jam, [James LaBrie's] Mullmuzzler, Jughead, Explorer's
      Club, Frameshift, Kevin Moore, James LaBrie, Derek Sherinian, Jordan Rudess,
      John Petrucci, Tim Donahue i jeszcze paru innych.

      Zapewne część z Was zna tytułowy utwór z ostatniego albumu DT - "Octavarium"?
      Jak nietrudno zauważyć, w trzeciej części wspomnianej suity ("Full Circle"),
      autor tekstu, Mike Portnoy, dwukrotnie nawiązuje do tytułów niektórych
      klasycznych dokonań rockowych (choć w jakimś stopniu także do literatury
      pięknej). Moja prośba dotyczy pomocy w "zidentyfikowaniu" owych inspirujących
      dzieł - chodzi tu o podanie tytułów płyt, z których pochodzą dane, wspominane w
      tekście, utwory, a także ich wykonawców. Celowo nie podaję tu, co udało mi się
      rozpoznać samodzielnie, gdyż możliwe są przypadki "zachodzenia" na siebie
      poszczególnych tytułów. Może zresztą okazać się, że jakiś tytuł był
      wykorzystywany częściej i przez różnych wykonawców. Dodatkowym utrudnieniem
      jest to, że Portnoy nie zastosował tu ani wielkich liter, ani znaków
      interpunkcyjnych. Zakładam też, iż niektóre z cytowanych fragmentów mogą nie
      być tytułami, a na przykład fragmentami tekstów utworów.
      Będę wdzięczny za Waszą pomoc.

      Oto, dla tych, którzy nie słuchają DT, teksty wspomnianych fragmentów:
      1.
      sailing on the seven seize the day tripper diem's ready / jack the ripper owens
      wilson phillips and my supper's ready / lucy in the sky with diamond dave's not
      here I come to save the / day for nightmare cinema show me the way to get back
      home / again
      2.
      flying off the handle with carefull with / that axe eugene gene the dance
      machine / messiah light my fire gabba gabba / hey hey my my generation's home
      again

      Czekam na Wasze głosy,
      pozdrawiam -
      R.M.
      • Gość: vince Re: Proszę o pomoc (Dream Theater "Octavarium") IP: *.94-80-70.mc.videotron.ca 16.08.05, 02:03
        Silent Man napisal :

        >sailing on the seven seize the day tripper diem's ready / jack the ripper
        >owens
        >wilson phillips and my supper's ready / lucy in the sky with diamond dave's
        >not
        >here I come to save the / day for nightmare cinema show me the way to get back
        >home / again

        nie wiem czy wlasciwie to pojalem o co ci chodzi ale w przytoczonym tekscie sa
        dwa tytuly piosenek the Beatles : "Day Tripper" i "Lucy in the Sky with
        Diamonds".


      • Gość: Poter Re: Proszę o pomoc (Dream Theater "Octavarium") IP: *.tomaszow.mm.pl 16.08.05, 02:08
        "Sailing on the seven seas - OMD
        Seven Seas Of Rye (Queen)
        Seize the day - quote
        Day Tripper - Beatles
        Diem's Ready - a reminder to tour personnel (from DTBiker)
        Jack the Ripper - Morrissey
        Ripper Owens - Vocalist of Iced Earth (ex-Judas Priest)
        Owen Wilson - actor (?)
        Wilson Phillips - band
        Supper's Ready - Genesis
        Lucy in the Sky with Diamonds - Beatles
        Diamond Dave - David Lee Roth
        Dave's Not Here - Cheech & Chong
        Here I Come to Save the Day - Mighty Mouse
        Day for Night - Spock's Beard
        Show Me The Way - Styx (from oceansoul23)
        Nightmare Cinema � Dream Theater�s alter ego
        Cinema Show - Genesis
        Get back - Beatles
        Flying off the Handle - ??
        Handle With Care - Travelling Wilburys
        Careful With That Axe Eugene - Pink Floyd
        Gene the Dance Machine -The Gong Show
        Machine Messiah - Yes
        Light my Fire - The Doors
        Gabba Gabba Hey Hey - The Ramones
        Hey Hey My - Neil Young
        My Generation - The Who
        Home Again � "Breathe" reprise on Dark Side Of The Moon"
        Again - Archive
          • Gość: The Silent Man Dziękuję bardzo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.08.05, 23:20
            Tradycyjne polskie "sękjó".
            Muszę przyznać, że sam nie dałbym rady tyle znaleźć. Zapewne są tu jeszcze
            jakieś możliwości (np. "The Gene Machine" - utwór śpiewany przez wokalistę DT
            na pierwszej płycie Frameshift, "Cinema" - instrumentalny kawałek Yes, a także
            nazwa zespołu, który przekształcił się później w Yes z okresu "90125", "Home" -
            utwór DT), ale to, co już udało się Wam ustalić, robi wrażenie.
            Właściwie do rozgryzienia pozostaje już chyba tylko "Flying off the Handle" (bo
            prawdopodobnie będzie to pewna całostka [?]).
            Jeszcze raz dziękuję za okazane zainteresowanie i... czekam na ewentualne
            uzupełnienia.
            Pozdrowiam Vince'a, Potera (z oczywistych względów - szczególnie) i Bendera
            (sorry, ale pisownia małymi literami jakoś nie przechodzi mi przez klawiaturę).
            R.M.