03.09.05, 23:53
Na recenzje Bruggena i jego Orkiestry XVIIIw proponuje rozpocząć nowy watek smile

Najkrotsza recenzja? Rewelacja!

Orkiestra grała cudownie smile Mimo, ze Bruggen ma juz swoje lata (w tym roku
stuknie mu 70-tka!), to Beethoven pod jego kierunkiem jest taki jak trzeba -
szybki i żywiolowy tam gdzie trzeba, jak rowniez powolny i nastrojowy -
orkiestra wzorcowo potrafi oddac klimat dzieł Ludwiga. Bardzo podobala mi sie
gra skrzypiec - grały równiutko, wręcz idealnie, jednym głosem, pięknie smile No
i te ich piana - kto nie słyszał, niech żałuje (no ma jeszcze szansę
usłyszeć). Oprócz tego swoją grą zwróciły moją uwagę kontrabasy! Z reguły
gdzieś tam sobie buczą jako tło, a tutaj dosć że grały z uczuciem(!), to
jeszcze słychać było każdą ich nutkę smile Może to kwestia innego ustawienia
orkiestry? Nie wiem, czy tak grano w XVIIIw (nie znam się), ale u Bruggena
kontrabasy stoją po lewej za smyczkami, a altówki po prawej za wiolonczelami!

Aha - jak powiedziała Arana - przede wszystkim III Symfonia była niesamowita!
smile Jutro Symfonie IV i V - polecam tym, którzy się jeszcze wahają wink

Ja też się wybieram, więc do zobaczenia,
Jedrek
Obserwuj wątek
    • maro76 Re: Bruggen 03.09.05, 23:59
      No, siedemdziesiątka dla dyrygentów to nic szczególnegosmile
      Przypominam sobie od razu Stokowskiego,Szoltiego czy Wanda.

      pozdro
    • arana Re: Bruggen 04.09.05, 00:21
      Też zwróciłam uwagę na to inne ustawienie. Czy dlatego tak cudownie brzmieli?
      Wróciłam i nie mogę usnąć, taka jestem podekscytowana.
      Nie znam się na szczegółach, nie jestem profesjonalistką, ale nasunęło mi się
      porównanie, że zbudowali świat piękny i spójny jak w pierwszorzędnym utworze
      literackim.
      • arana Re: Bruggen 04.09.05, 00:24
        I jeszcze jedno: zauważyliście, jak muzycy z zainteresowaniem przyglądali się
        sali? Oczywiście w przerwach, bo poza nimi byli bardzo skupieni.
    • arana Re: Bruggen 04.09.05, 00:32
      Zajrzysz do stolika forumowego?
      • jdrk Re: Bruggen 04.09.05, 11:49
        Tak, zajrzę smile Schaetzchen poznam, a ja będę w niebieskiej koszuli i czarnym
        garniturze.
        • schaetzchen IV i V, 4.IX.2005 04.09.05, 23:14
          No, rewelacja, że zacytuję Jędrka smile

          Właściwie trudno coś po takim koncercie napisać. Dla mnie absolutnie cudownym
          przeżyciem było słuchanie brzmienia tej orkiestry, nowych kolorów, niuansów,
          odcieni, innych planów, innego czasu... To jest takie moje małe zboczenie, ale
          uważam że raczej niewinne smile
          Wspaniała Czwarta, oj, jak mi się podobały różne melodie (temat Adagio) grane
          surowym, nieprzesłodzonym, nierozwibrowanym dźwiękiem! Odarte z tej całej
          pleśni, którą porosły przez lata smile Jedyna rzecz do której mogłabym sie
          przyczepić to Allegro con brio z Piątej. Jakieś jak dla mnie zagonione
          (wprawdzie con brio, ale jednak...), czasem dałabym więcej czasu na wybrzmienie
          pauz wielce znaczących. Tak samo w części III, w fugato, kontrabasy mają taki
          urywany motyw... Ale to właściwie czepianie się, albo moje zamiłowanie do
          rozwlekania różnych rzeczy ponad miarę.
          Genialne Andante!!!! Zaliczyłam "odlot" smile I nawet przydługa koda w Finale (ileż
          można powtarzać akord C-dur???) wcale mnie nie zeźliła. A te kotły!!! Koniec
          Scherza V - słyszeliście? I kontrabasy! (btw gdybym była facetem, pani
          kontrabasistka miałaby we mnie dozgonnego wielbiciela nie tylko z racji pięknej
          gry smile I fagot! (np. pod koniec IV, w V też cudny). Brawa należą się wszystkim
          (no, może najmniej fleciście).
          A, jeszcze mi sie przypomniało - w I części V, w repryzie zrobili trochę inny
          balans i "wyciągnęli" drzewo. RE-WE-LA-CJA. Jakoś nigdy wcześniej nie zwróciłam
          na to uwagi - wszyscy jadą tam kwintetem na maksa.
          No i jeszcze milion innych rzeczy, których już nie pamiętam. To trzeba było
          mnieć na koncercie pilota i robić stop - cofnąć - posłuchać jeszcze raz.

          Nie żebym nie lubiła np. Piątej pod Karajanem smile, ale Brüggen był taki... ożywczy?

          Dla tego dźwięku z przyjemnością posłucham nawet Pastoralnej. Kto wie, może ją
          nawet polubię?

          PS Arano, bardzo miło było Cię poznać, a do naszej rozmowy o IV Beeth. dodam
          jeszcze, że strasznie mi przypomina w emocjach V Schuberta, którą to poznałam
          będąc bardzo młodym dziewczęciem i strasznie mi w pamięć i serce zapadła. I to
          jest kolejny nierozumowy argument na rzecz tego Beethovena.
          Jędrku, jakoś mi uciekłeś, nie zdążyłam się pożegnać za co przepraszam. Gdzie
          moje maniery!!!
          • arana Re: IV i V, 4.IX.2005 05.09.05, 16:06
            Schaetzen, dzięki za recenzję.. Świetnie się Ciebie czyta!
            Kiedyś szukałam informacji o pewnym lirycznym fragmencie z Pendereckiego,
            który bardzo mi się podobał. Znalazłam tekst, który można by porównać do opisu
            uczuć za pomocą równania chemicznego związków, które im towarzyszą.
            Teraz już wiesz, dlaczego powinnaś objąć obowiązki nadwornej recenzentki forum?
            Nie wiem, czy uda mi się jeszcze pójść na Bruggena (może wtorek lub piątek),
            ale liczę na Twoje relacje.

            PS
            Schaetzen, Jędrku, prawda, że teleportacja z forum do FN udała się
            znakomicie? smile Cieszę się, że Was poznałam.
            A Ty, Iwo, gdzie byłaś? Pomyliłaś parametry? smile
          • jdrk Re: IV i V, 4.IX.2005 05.09.05, 21:05
            To ja przepraszam, że sobie poszedłem bez pożegnania smile

            Na pewno sobotni (zwłaszcza III Symf.) oraz wczorajszy koncert długo pozostanie
            mi w pamięci. No, a nie mówiłem, że kontrabasy rewelacyjne! wink

            A zwróciliście uwagę na piękne dialogi skrzypiec z altówkami (siedzieli po
            przeciwnych stronach dyrygenta)? Jednak takie ustawienie orkiestry ma same
            zalety. Zastanawiam się, czy równie pięknie brzmiałyby utwory innych
            kompozytorów (XVIII-wiecznych, chociaż pewnie nie tylko), gdyby tak właśnie
            ustawić orkiestrę smile
          • arana Re: IV i V, 4.IX.2005 06.09.05, 10:27
            Ja jeszcze w sprawie układu pierwszych skrzypiec.
            W niedzielę, przy IV i V Symfonii, skrzypce (z wyjątkiem Najpierwszych) zostały
            kompletnie przetasowane.Jedni awansowali, inni zostali zesłani do ostatniego
            rzędu. Ciekawa jestem dlaczego? Czy to wynik niezadowolenia dyrygenta, czy też
            normalna praktyka? Może ktoś wie?
            A jak będzie dzisiaj?
    • arana Bruggen: wtorek, VI, Chopin i VII 07.09.05, 16:07
      Nikt nic nie napisał o wczorajszym koncercie? sad
      Była VI Beethovena, Wariacje „La ci darem la mano” Chopina, ale przede
      wszystkim była VII!!! Taka Siódma, że wydało mi się, iż poznaję ją raz
      pierwszy, ostatni i najdoskonalszy.
      Schaetzchen, po Wariacjach podzieliłam Twoje pragnienie, by usłyszeć TĘ
      orkiestrę w Koncercie e-moll, więc stanę na głowie i będę czwartek.



      • schaetzchen Re: Bruggen: wtorek, VI, Chopin i VII 07.09.05, 23:23
        Eeeeee ja chciałam wczoraj napisać (dłuuuugo nie mogłam po koncercie zasnąć),
        ale system nie chciał mnie zalogować sad

        Wczorajszy koncert był absolutnie zjawiskowy. W zestawieniu z tym, co pokazali w
        VI, a jeszcze bardziej w VII – wpadki niedzielne (IV, choć głównie V, w której
        zaliczyli ze 2 porządne rozjazdy) są jakoś bardziej denerwujące. Ale nie o tym
        miało być.

        Szósta nie należy do moich ulubionych, ale oczywiście oni zagrali ją tak, że nie
        żałuję, że poszłam. Dzieła nie polubiłam, ale miałam sporą frajdę ze słuchania -
        ponieważ nie doznawałam większych odlotów wynikających z piękna dzieła
        Beethovena, to mogłam się skupić na ich graniu. No i wnioski są takie, że muszę
        z nimi pójść na imprezę. Jak oni się bawili tą muzyką! Super trafione tempa,
        prześwietna grupa dęta (cofam kąśliwe uwagi na temat flecisty. Do VI to nawet
        wygląd miał bardzo dopasowany, a zwłaszcza do Lustiges Zusammensein der
        Landleute smile. Siedziałam na koncercie dokładnie nad orkiestrą i bardzo to było
        ciekawe doznanie. Pewnie nienajlepsze do smakowania muzyki (to tak jak
        oglądaniem obrazu ze zbytniej bliskości), ale pozwoliło mi się dokładnie
        "wgryźć" w ich - nie wiem - warsztat? Też, ale poza tym atmosferę, sposób
        przeżywania, podejście do wspólnego muzykowania. Są totalnie wyluzowani, ale bez
        takiej głupkowatej wesołkowatości. Żyją tym, co robią. Cudowne.

        Potem był Chopin. Z Jabłońskim (hmmmm dziwna moda wśród pianistów - ten też miał
        czarne guziki). Na erardzie z 1849 roku. Początkowe dźwięki fortepianu wydały mi
        się dość groteskowe. No bo to taki krótki dźwięk, jak tu zrobić kantylenę? Ale
        dużo bardzo ciekawych rzeczy, choć właśnie nie mogłam się otrząsnąć z takiego
        poczucia, że słucham tego jako ciekawostki właśnie, a nie normalnego grania.
        Chociaż parę razy poczułam się jakbym była w XIX wieku w salonie i słuchała tam
        koncertu smile Np alla polacca, albo reakcja orkiestry na wejscie mozartowskiego
        tematu w fortepianie.
        A fortepian bardzo trendy (tzn IN) - to co we współczesnych instrumentach jest z
        czerwonego filcu, ten ma z turkusowego smile Bardzo ładnie się z balkonu
        prezentował smile)))

        Po przerwie VII. Jak dla mnie zdecydowanie najmocniekszy punkt tego festiwalu.
        Cóż tu można napisać? Ja się nie podejmuję. Rewelacyjna. A już scherzo i finał -
        myślałam, że nie wysiedzę. Podpisuję się pod słowami Arany. Doskonałość.

        Jeżeli czas pozwoli, wybieram sie jutro - głównie na Chopina. Jeśli nie będzie
        biletów, to ostrzegam, że wlezę oknem.
      • kanarek2 Re: Bruggen: wtorek, VI, Chopin i VII 08.09.05, 09:08
        Dzis ide, i chcialbym wiedziec ktory stolik jest sluzbowy? czy ten po prawej
        stronie na parterze?
        Pozdrawiam,
        k.
        • arana Re: Bruggen: wtorek, VI, Chopin i VII 08.09.05, 10:01
          Drugi po prawej. Jeśli zajęty, to po prostu w pobliżu.

          Ps Nareszcie mam szansę dowiedzieć się, czy to ten Kanarek, czy (jak
          podpowiada komputer) ta Kanrek? smile))
          • zamek (Arance na uszko) 08.09.05, 10:58
            ....to ten Kanarek wink
            PS. Co ja robię tu? Co ja tutaj robię?... crying
            • schaetzchen 8.IX, Chopin e-moll, Dang Thai Son 09.09.05, 20:57
              Byłam tylko na pierwszej połowie, czyli na Koncercie Chopina. O VIII Symfonii
              niech napiszą inni, licznie zgromadzeni Forumowicze smile

              Z Araną trochę już zdążyłyśmy w przerwie powybrzydzać. Ale po kolei. Im dłużej
              sobie o tym koncercie myślę, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że Dang
              jednak bardzo inteligentnie wybrnął z sytuacji. No bo tak: dostał do grania
              instrument na pewno ciekawy, ale znacznie odbiegający możliwościami od tego, do
              czego jesteśmy (jestem) przyzwyczajeni. I wybrał taką interpretację, którą
              podkreślił walory instrumentu, a schował to, w czym ustępuje on współczesnym
              fortepianom. Mianowicie wybrał wariant liryczny i kameralny. Nie wiem jak to
              było słychać w dalszych zakamarkach sali koncertowej, ale tam gdzie siedziałam
              (i Kanarek!!! smile, czyli I balkon po prawej, było ładnie (dźwiękowo). Przepiękne
              fragmenty typu II temat I części (waltornia mogłaby tylko grać ciszej ten
              kontrapunkcik swój), cała II część, sporo w finale. Piękne kolory. Okazało się
              jednak, że na tym erardzie da się zagrać legato. Brawa. Dość niefajnie brzmiały
              fragmenty forte, gęstsze i wymagające bardziej masywnego dźwięku - forte ten
              fortepian ma kiepskie, takie zduszone, niewybrzmiewające. Na szczęście Dang go
              nie nadużywał. Brakowało mi trochę w tej interpretacji szaleństwa, rozmachu -
              ale może to było lepsze rozwiązanie. Zawiedziona jestem bardzo (i pewnie
              większość słuchaczy) brakiem bisu. Jakiś Nokturn na przykład miło byłoby usłyszeć.
              Orkiestra jakaś też zgaszona mi się wydała - miałam wrażenie, że bardziej liczą
              takty i patrzą w nuty, niż przy Beethovenie. Ale to ich wina że marudzę, za
              dobrze zagrali VII i za wysoko mam teraz poprzeczkę. Oczywiście to co
              zaprezentowali było nieosiągalne dla większości znanych mi tubylczych orkiestr,
              więc żeby nie było że się czepiam!

              Dziś recital Fou Ts'onga na pleyelu, ale jak widać nie poszłam. A jutro IX i
              f-moll Chopina. Liczę na relację.
              • arana Re: 8.IX, Chopin e-moll, Dang Thai Son 09.09.05, 21:46
                Wybrzydzałyśmy, bo jak napisała Schaetzchen, Siódma nas rozzuchwaliła i
                spodziewałyśmy się takich samych szaleństw jak we wtorek.
                Moje wrażenia z Ósmej: dużo przyjemności, ale grzecznych i kulturalnych.
                Na Dziewiątej nie będę, posyłam domownika, który ją uwielbia zawsze i bez
                wyjątku, więc dostanę relację bardzo subiektywną. smile
                Na kogo z forum można liczyć?
              • jdrk Re: 8.IX, Chopin e-moll, Dang Thai Son 10.09.05, 16:19
                Dang Thai Son mimo, że grał ładnie, to faktem że nie bisował podpadł mi na całej
                linii. Wg mnie jest to lekceważenie publiczności, więc odtąd i ja będę go
                lekceważył i nie kupię żadnej jego płyty tongue_out
              • kanarek2 Re: 8.IX, Chopin e-moll, Dang Thai Son 11.09.05, 23:41
                VIII, jak słusznie mówi arana, była stonowana, zbyt monochromatyczna jakby,
                bardzo jednak mi się spodobała ostatnia część. Trudno tu zresztą narzekać na
                poważnie przy tej klasie orkiestry. A i przy uboższym liczebnie składzie
                orkiestry muzyka czytelniejsza.
                Bis na deser byłby bardzo na miejscu tym razem.
                Bo w moim odczuciu nie zawsze jest, po niektórych koncertach bisy wydają mi się
                niestosowne, chce się pozostać z ważną muzyką a tu dają na koniec różowe pianki;
                dobrze rozumiem rosyjskiego wiolonczelistę, który parę lat temu po koncercie
                piątkowym w FN powiedział: bisu nie będzie, jak sie podobało to zapraszam na
                koncert jutro.
                Bardzo było milo poznać Aranę i Jędrka. Brak Iwy, bwv i Quasthoffa jest coraz
                bardziej odczuwalnywink.
                Pozdrawiam,
                k.
                • arana Re: 8.IX, Chopin e-moll, Dang Thai Son 12.09.05, 14:13
                  kanarek2 napisała:

                  > [...]
                  > Bis na deser byłby bardzo na miejscu tym razem.
                  > Bo w moim odczuciu nie zawsze jest, po niektórych koncertach bisy wydają mi
                  się niestosowne, chce się pozostać z ważną muzyką a tu dają na koniec różowe
                  pianki


                  Ale bywa też inaczej. Słuchałam kiedyś Diny Joffe (drugiej po Zimermanie), w
                  Koncercie fortepianowym a-moll Schumanna, a na bis w Scherzu b-moll Chopina.
                  To było fantastyczne zestawienie.
                  Zanim zabrzmiały pierwsze tony Scherza wydawało mi sie,że Schumann był grany
                  romantycznie, stylowo, ale z pasją. Scherzo uświadomiło mi jaka przepaść
                  emocjonalna dzieli oba utwory.


                  > Bardzo było milo poznać Aranę i Jędrka.


                  I ja się cieszę!


                  Brak Iwy, bwv i Quasthoffa jest coraz
                  > bardziej odczuwalnywink.


                  Iwę rozumiem: zwleka, bo po powrocie z Francji, objawi się nam w paryskiej
                  kreacji. smile)
                  Ale Quasthoff...?


                  > Pozdrawiam,
                  > k.

                  Również pozdrawiam
                  Arana
                  • arana Re: 8.IX, Chopin e-moll, Dang Thai Son 12.09.05, 15:56
                    Errata:

                    arana napisała:
                    Iwę rozumiem: zwleka, bo po powrocie z Francji, objawi się nam w paryskiej
                    > kreacji. smile)
                    > Ale Quasthoff i BWV?...
                • jdrk IX Symfonia 12.09.05, 22:20
                  kanarek2 napisał:

                  > Bardzo było milo poznać Aranę i Jędrka. Brak Iwy, bwv i Quasthoffa jest coraz
                  > bardziej odczuwalnywink.

                  Mi również miło było Cię poznać smile

                  A może ktoś opisze wrażenia z IX? Kto był, przyznać się! wink
    • jdrk 9 IX 2005 - Fou Ts'ong 10.09.05, 16:13
      Co prawda nie Bruggen, ale w ramach tego samego Festiwalu "Chopin i jego Europa"
      w sali Kameralnej zagral slynny chinski pianista Fou Ts'ong (ma już 71 lat!).

      Gral na XIX-wiecznym fortepianie Pleyel najpierw dwie Sonaty Haydna, a po
      przerwie Chopina: najpierw Preludium cis-moll, potem 7 Mazurków, przedzielonych
      rzadko wykonywanym Berceuse (a to przepiękny utwór) i kończąc Balladą f-moll op.52.

      Fou Ts'ong wykorzystal cechy instrumentu grajac Haydna tak, jak prawdopodobnie
      brzmiał w swoim czasie. Brzmienie bardziej przypominało klawesyn niż fortepian.
      Ale nie znaczy to, że Pleyel ma właśnie takie brzmienie - przekonaliśmy się o
      tym po przerwie.

      Mazurki Fou Ts'oga były niesamowite! Wierzę, że tak właśnie brzmiała muzyka
      Chopina, kiedy ją tworzył. Fortepian nie brzmiał już jak klawesyn, a bardziej
      jak współczesny fortepian. Mogę niemalże słowo w słowo zacytować naszą forumową
      koleżankę (Schaetzchen): na tym Pleyelu da się grać legato - i to jak! smile A
      dzięki wykonawcy (oraz instrumentowi) muzyka Chopina zabrzmiała inaczej niż
      wykonuje się ją teraz - zabrzmiała głębiej smile Była, że się tak wyrażę, bardziej
      patriotyczna w porównaniu do obecnych intrepretacji, przywołująca uczucia
      tęskonty za utraconym krajem, ale jednocześnie mobilizująca do działania - do
      walki w zaborcą. Myślę, że m.in. właśnie tego chciał Chopin pisząc swoje utwory
      na obczyźnie. We współczesnych interpretacjach brakuje mi tego pierwiastka
      mobilizacji do walki o niepodległość. Fou Ts'ong może nie grał z wielkim
      rozmachem, czy wirtuozowsko, ale ukazał jeszcze jedną ważną cechę intrpretacji
      muzyki Chopina - na który warto zwrócić uwagę przed zbliżających się Konkursem smile

      Koncert zakończył się małym akcentem humorystycznym. Fou Ts'ong widocznie nie
      spodziewał się wielkich owacji, bo w czasie końcowych oklasków kilka razy
      wyszedł na scenę, aby się tylko ukłonić. Ale publiczność nie dała za wygraną i
      nakłoniła Artystę do bisu. Więc usiadł i zaczał grać. Ale widocznie był zupełnie
      nieprzygotowany na bis, bo w połowie utworu zatrzymał się i rozłożył ręce w
      geście "dalej nie pamiętam" smile Rozległy się burzliwe brawa, ale w tej chwili Fou
      przypomniał sobie pozostałą część i zagrał utwór już do końca smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka