Koncert rozpoczął sięp planowo(!) o 18.30 od występu Lost Soul, panowie
zaczęli od mrocznego intra, po czym pojechali tym swoim technicznym death
metalem. Na początku brzmiało to świetnie, dobre nagłośnienie(nowość w mega
klubie), czytelny wokal. Ale po 4 - 5 takim samym numerze zrobiło się to
nieziemsko nudne. Zespół na płytach jest świetny, ale na żywo po prostu nie
dają rady, co udowodnili nie po raz pierwszy. Brakuje tej grupie jakiegoś
charakterystycznego elementu, może lepszego wokalu?
Po króciutkiej przerwie na malutkiej scenie zainstalowali się Francuzi z
Anorexia Nervosa. I tu niezły polew - z powodu rozmiaru sceny klawiszowca
umieszczono... na balkoniku z boku, gdzie na technotekach zapewne tańczą
panienki

No ale wróćmy do muzyki. Całkiem niezły, szybki black metal, z
solidną dawką dobrze słyszalnych(znów nowość w mega) klawiszy, całkiem niezły
wokal. Szkoda tylko że pan śpiewak wyglądał jak drag queen po
przejściach(siateczkowa koszula + kretyński malunek na twarzy). Z początku
mieli słabsze przyjęcie niż Lost Soul, ale dość szybko zdobyli sympatie
publiki, na koniec pożegnały ich gromkie krzyki "Anorexia! Anorexia!".
Rotting Christ - zero image'u, maximum czadu. Greccy pionierzy black metalu
pokazali dużą klasę. Dosyć powolne mocne kompozycje, mocny wokal, nieco
thrashowe riffy. Szkoda że nasza publika na początku dała popis i prawie nikt
nie raczył nawet klasnąć, gdy panowie wychodzili na scenę - pewnie nasi
metalofcy nie wyobrażają sobie koncertu bez mrocznego intra granego przy
zgaszonych światłach. Ogólnie dopiero po pierwszym kawałku ludzie się ocknęli
i zaczęli bawić. Najlepszy moment tego występu to zdecydowanie wykonany z
pomocą publiki "In nomine satani". Niestety, mimo próśb panowie nie wyszli na
bis.
VADER - jako jedyni zafundowali dużą przerwę, która upłynęła na skandowaniu
"K... ma ć, Vader grać!", tudzież "Dziuba(szef metal mind - przyp. ja) ch...",
a w kluczowym momencie "Mandaryna!". Wreszcie wyszli... zaczęli od nowego
kawąłka "This is war", i nie był to dobry wybór. Nie żeby był to zły kawałek,
ale koncerty Vadera mają sę zaczynać od Sothis i już

. Niestety, nagłośnienie
na vaderze nie należało już do najlepszych. Było po prostu za głośno! Innym
mankamentem był wokal - Peter ledwo przebijał się przez ścianę dzwięku
tworzoną przez muzyków - ale co się dziwiwć? chłop ma 40 - kę na karku...
Ogólnie niezły koncert, ale bez rewelacji. I potwierdza się niestety jeszcze
jedno - koncerty Vadera bez śp. Docenta to już nie jest to samo.
Ogólnie koncert można uznać za bardzo udany, ale... jak wiadomo mega klub do
największych sal nie należy. Więc wpuszczanie tam takiej ilości ludzi jak na
wczorajszy koncert jest nie dość że głupie, to jeszcze może być niebezpieczne.
Na moje oko było jakieś 450 - 500 osób, a w "mega" tłoczno jest już przy 200.
A podobno dawniej potrafiło się tam wcisnąć nawet 900 ludzi..brrr.