Dodaj do ulubionych

Genesis-a co?

12.09.02, 10:41
Byl juz kiedys watek o tej grupie, ale od tego czasu przybylo troche
artrockowych forumowiczow, wiec zaryzykuje.
Moje ulubione plyty:
- Trick of The tail
- The Lamb Lies Down On Broadway
- Trespass
- Foxtrot
- Wind And Wuthering
- Duke
- Selling England By The Pund
- Calling All Stations
- Invisible Touch
- Nursery Cryme
Obserwuj wątek
    • Gość: Dżozef:) Re: Genesis-a co? IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 12.09.02, 10:51
      Moja pierwsza piątka:
      1.The Lamb Lies Down on Brodway
      2.The Nursery Cryme
      3.Trick of the Tail
      4.Selling England...
      5.Wind and Wuthering

      Jedna prośba Cze67, zaproponuj jakiś ciekawy temat na który trochę
      podyskutujemy, wymienianie swoich ulubionych płyt przy okazjismile

      Pozdrawiam!
      • cze67 Re: Genesis-a co? 12.09.02, 10:53
        Ale o Genesis czy tak w ogole?
        • Gość: Dżozef:) Re: Genesis-a co? IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 12.09.02, 11:43
          cze67 napisał:

          > Ale o Genesis czy tak w ogole?

          O Genesis, a jakżesmile
          Widzę, że już się rozmowa zaczęła toczyć, więc już nieaktualnesmile
    • lp.atezag.atzcop Re: Genesis-a co? 12.09.02, 10:52
      ulubione? - tylko z Hackettem, od kiedy "było ich już tylko trzech" to już
      zupełnie inny zespół
      pzdr
      • cze67 Re: Genesis-a co? 12.09.02, 10:58
        lp.atezag.atzcop napisa?a:

        > ulubione? - tylko z Hackettem, od kiedy "by?o ich juz˙ tylko trzech" to juz˙
        > zupe?nie inny zespó?
        > pzdr

        To prawda, wiekszosc dzieli dzialanosc grupy na z Gabrielem i z Collinsem. A
        tak naprawde zmiana w ich muzyce zaszla po odejsciu Hacketta. A sam Hackett
        wydal, wedlug mnie, najlepsze plyty solowe ze wszystkich czlonkow grupy. No
        moze dorownuje mu solowy Gabriel (choc to zupelnie inna muzyka, ale jezeli
        chodzi o emocje jednakowoz podobna), pierwsza plyta Collinsa i kilka plyt
        Anthonego Philipsa (z moja ukochana The Geese and The Ghost, chyba taki tytul
        miala).
        Plyty Hackett sa bardziej genesisowe od pozniejszych plyt Genesis.
        • Gość: Argus Re: Genesis-a co? IP: *.suwalki.cvx.ppp.tpnet.pl 12.09.02, 11:24
          takie np."darktown" z 1999 roku jest płytą bardzo nierówną i niespójną.Choć
          zawiera kilka naprawdę przepięknych kompozycji.A co do Genesis "Selling England
          by the Pound"-świetny album,aczkolwiek wpływy Karmazynowego Króla są jak dla
          mnie aż nadto widoczne.
          Pozdrawiam.
          • cze67 Re: Genesis-a co? 12.09.02, 11:37
            Ja u Hacketta cenie najbardziej pierwsze plyty - a szczegolnie Podroz Akolity z
            przepieknymi, porywajacymi kawalkami i Collinsem na wokalu w jednym z nich.
            Rutheford tez sie udzielal. Wiec prawie cale Genesis tam bylo.
          • Gość: plooshack Re: Genesis-a co? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.09.02, 12:03
            Gość portalu: Argus napisał(a):

            > takie np."darktown" z 1999 roku jest płytą bardzo nierówną i niespójną.

            Genesis?, aha, to taki zespół, który skończył działalność albumem 'Duke',
            prawda?

            > (...) "Selling England by the Pound"-świetny album,aczkolwiek wpływy
            Karmazynowego Króla są jak dla mnie aż nadto widoczne.

            ale za to końcówka 'Cinema show' jest kapitalna

            Nie potrafię wybrać ulubionej płyty Genesis lubię po prostu wszystkie do 'W&W'
            włącznie i na każdej znajduję takie moje smaczki. Bo co, psia mać, jest lepsze
            (A JEŚLI TAK TO DLACZEGO?) - The Knife, Supper is Ready, Lamia, czy Ripples ?
            WSZYSTKO JEST LEPSZE.

            Na następnych do 'Duke' włącznie jest jeszcze czego słuchać, a potem, ech...
            smootno

            i na zakończenie hasełko smile 'I KNOW WHAT I LIKE'

            > Pozdrawiam.

            ja-plooshack-też,
            • Gość: why? Re: Genesis-a co? IP: *.unisoft.com.pl 12.09.02, 12:16
              genialna grupa!!!! z jednym nie mogę sie zgodzić, że genesis skończyl się na
              Duke czy nawet wcześniej. taka muzyczke jak na Invisible Touch tez trzeba umieć
              robić! dzięki płytom z lat 80 i 90. wielu sięgneło po stary genesis.a kawałki
              dodo, fiding lights,devine line i wiele innych z tego okresu sa poprostu
              genialne. AMEN
              • Gość: plooshack Re: Genesis-a co? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.09.02, 12:31
                Gość portalu: why? napisał(a):

                > genialna grupa!!!! z jednym nie mogę sie zgodzić, że genesis skończyl się na
                > Duke czy nawet wcześniej.

                ale posiałem fermencik, co? ale naprawdę wolę zdecydowanie tamte płyty, niż
                późniejsze

                > taka muzyczke jak na Invisible Touch tez trzeba umieć
                > robić!

                oczywiście, a wiele innych współczesnych kapel zamiast grać mogłoby Genesisowi
                co najwyżej fury pucować.
                > dzięki płytom z lat 80 i 90. wielu sięgneło po stary genesis.

                i to jest tak naprawdę powodem dla którego warto, żeby takie zespoły trwały
                długo. Jestem gotów się założyć, że gdyby taki FOCUS trwał i grał nadal, to
                forumowiczów, którzy znaliby ten zespól było parę procent więcej. A tak - ech,
                czas nam do piachu...

                > a kawałki
                > dodo, fiding lights,devine line i wiele innych z tego okresu sa poprostu
                > genialne.

                pozwól, że pozostanę przy moich preferencjach. z czasem przyznasz mi rację wink))

                > AMEN

                plooshack



    • Gość: Lukas Re: Genesis-a co? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.09.02, 13:12

      Znow sie podnosza glosy ,ze niby popowy okres tej grupy jest genialny (tak jak
      Yes).Ludzie ,darujcie sobie......jak porownac np Supper's Rady czy inne perelki
      z wczesnego okresu tworczosci do jakichs Dukow czy Invisible Touch?Zeby sie
      utrzymac zespol musial grac "pod publiczke" i to slychac,nie ma sie co
      oszukiwac!
      • Gość: why? Re: Genesis-a co? IP: *.unisoft.com.pl 12.09.02, 13:23
        Gość portalu: Lukas napisał(a):

        >
        > Znow sie podnosza glosy ,ze niby popowy okres tej grupy jest genialny (tak
        jak
        > Yes).Ludzie ,darujcie sobie......jak porownac np Supper's Rady czy inne
        perelki
        >
        > z wczesnego okresu tworczosci do jakichs Dukow czy Invisible Touch?Zeby sie
        > utrzymac zespol musial grac "pod publiczke" i to slychac,nie ma sie co
        > oszukiwac!


        a kto porównuje? zwracam uwagę, że póżniej też jest wiele ciekawych rzeczy,
        które są zlewane niewiadomo dlaczego.a genialność genesis odnoszę do całego
        okresu działalności grupy.amen2
        • cze67 Re: Genesis-a co? 12.09.02, 13:42
          U mnie jest tak, uwielbiam plyty Genesis z Gabrielem i poczatkowe z Collinsem.
          Ale nie odrzucam tego co zespol tworzyl pozniej. To, twierdze, bardzo dobre
          plyty, z wiekszosci, znakomitymi kompozycjami. Oczywiscie, wolalbym zeby muzycy
          dalej tworzyli takie arcydziela jak Suppers, The Lamia czy Mad Man Moon ale nie
          jestem zawiedziony tymi pozniejszymi plytami. Wiele utworow z takiego np.
          Calling All Stations uwazam za bardzo bliskie latom 70 (z tym ze sa
          nowoczesniej zaaranzowane i zagrane). Np. taki There Must Be Some Other Way ma
          w sobie cos z klaustrofobii Lamb. Nie porownuje tych plyt, po prostu wiekszosc
          nagran z tej plyty nie przynosi zespolowi ujmy, sa wspaniale, zagrane z nerwem.
          Szkoda ze Banks i Rutheford zrezygonowali z uslug Raya Wilsona po jednej tylko
          plycie...
          Nawet dyskotekowy fragmentami Invisible Touch ma wiele wspanialych momentow,
          ktore nie zawioda starych milosnikow grupy, przede wszystkim The Brazillian
          (cudna kompozycja) czy Domina albo Tonight Tonight Tonight. Jedyne do czego nie
          moge sie przekonac to ballady z We Cant Dance. Wczesniejsze mialy w sobie duzo
          uroku (In To Deep, Its Gonna Get Better) a takie Hold On My Heart z WCD nie ma
          wedlug mnie zadnego sensu.
      • Gość: why? Re: Genesis-a co? IP: *.unisoft.com.pl 12.09.02, 13:36
        Gość portalu: Lukas napisał(a):

        >
        > Znow sie podnosza glosy ,ze niby popowy okres tej grupy jest genialny (tak
        jak
        > Yes).Ludzie ,darujcie sobie......jak porownac np Supper's Rady czy inne
        perelki
        >
        a yeśli chodzi o Yes to pewnie chodzi o 90 125. zgodzę się , że yest to płyta
        conajmniej nowatorska i nie chodzi mi o muzykę ( choć takie Hearts czy Cinema ,
        mniam, mniam)ale na zastosowane tam po raz pierwszy przy produkcji sample na
        taką skalę, stąd rewolucyjne brzmienie jak na lata 80-te.
    • michalgajzler "Seconds Out" 12.09.02, 14:03
      Hmm, właśnie słucham sobie Seconds Out i tak sobie myślę
      że to całkiem niezła płyta ale mogła byc lepsza. Dlaczego
      wykastrowali Firth of Fifth z początkowego sola na
      klawiszach? To mi sie nie podobasad(. Zawsze cos ten
      utwór traci w porównaniu do wersji z "Selling England...".
      Co do płyt Genesis z lat 80-tych (i później) to ja w
      sumie lubię w całości (no prawie) tylko "Genesis".
      • cze67 Re: 'Seconds Out' 12.09.02, 14:07
        Nie wykastrowali tylko Banks nie potrafil bezblednie tego wstepu zagrac na
        koncertach i w koncu muzycy zrezygnowali z tego. Jest tylko jedno zdaje sie
        nagranie na bootlegu, gdy gra ow wstep. Akurat tam calkiem niezle mu idzie.
        • Gość: why? Re: 'Seconds Out' IP: *.unisoft.com.pl 12.09.02, 14:16
          cze67 napisał:

          > Nie wykastrowali tylko Banks nie potrafil bezblednie tego wstepu zagrac na
          > koncertach i w koncu muzycy zrezygnowali z tego. Jest tylko jedno zdaje sie
          > nagranie na bootlegu, gdy gra ow wstep. Akurat tam calkiem niezle mu idzie.


          TU AKURATNIE SIĘ NIE ZGODZĘ . JA SAM MAM TRZY BOOTLEGI LIVE Z TYM UTWOREM I
          WSTĘPEM( ALE
          OKRES GABRIELA) I FAKTYCZNIE NA 2 SIĘ POWALIŁ.: - (
          • cze67 Re: 'Seconds Out' 12.09.02, 14:18
            Gos´c´ portalu: why? napisa?(a):

            > TU AKURATNIE SIE˛ NIE ZGODZE˛ . JA SAM MAM TRZY BOOTLEGI LIVE Z TYM UTWOREM I
            > WSTE˛PEM( ALE
            > OKRES GABRIELA) I FAKTYCZNIE NA 2 SIE˛ POWALI?.: - (

            A na moim nie. A jakie to booty?
            • Gość: why? Re: 'Seconds Out' IP: *.unisoft.com.pl 12.09.02, 14:25
              kurcze, jestem w robocie i nie mam ich z sobą, a tytułów nie pamiętam.a
              pamiętam to dobrze z tego, że mój kumpel nauczyl sie tego bezbłędnie i było
              trochę śmiechu z mistrza smile))))przy wyszukiwaniu wersji live.
              • cze67 Re: 'Seconds Out' 12.09.02, 14:32
                Gos´c´ portalu: why? napisa?(a):

                > kurcze, jestem w robocie i nie mam ich z soba˛, a tytu?ów nie pamie˛tam.a
                > pamie˛tam to dobrze z tego, z˙e mój kumpel nauczyl sie tego bezb?e˛dnie i
                by?o
                > troche˛ s´miechu z mistrza smile))))przy wyszukiwaniu wersji live.

                Ciekawe, czy na koncercie tez by mu tak dobrze poszlo... W sumie moje ucho
                nie-muzyka nie widzi w tym wstepie nic az tak zawilego, zeby sie w nim mylic.
                Ale moze sie myle...
                A tak a propos to Second Out jest wedlug mnie, jedna z najlepszych plyt
                koncertowych w historii. Muzycy mogliby tam jedna zamiescic zamiast nieco
                anemicznego (choc pieknego) Afterglow np. 11 Earl of Mar z tej samej plyty
                (czyli Wind and Wuthering).
                • cze67 Re: 'Seconds Out' 12.09.02, 14:33
                  cze67 napisa?:

                  > Ciekawe, czy na koncercie tez by mu tak dobrze poszlo... W sumie moje ucho
                  > nie-muzyka nie widzi w tym wstepie nic az tak zawilego, zeby sie w nim mylic.

                  Ucho nie widzi, ale zem wymyslil, sorry
                  • lp.atezag.atzcop Re: 'Seconds Out' 12.09.02, 14:35
                    W przypadku Muzyki starego Genesis mozna napisać, że widzi się to, co się
                    słyszy. Samokrytyka zatem niepotrzebna wink
                    • cze67 Re: 'Seconds Out' 12.09.02, 14:37
                      lp.atezag.atzcop napisa?a:

                      > W przypadku Muzyki starego Genesis mozna napisac´, z˙e widzi sie˛ to, co sie˛
                      > s?yszy. Samokrytyka zatem niepotrzebna wink

                      Dziekuje, wzruszenie odbiera mi wzrok...
                    • michalgajzler Re: 'Seconds Out' 12.09.02, 14:50
                      lp.atezag.atzcop napisała:

                      > W przypadku Muzyki starego Genesis mozna napisać, że
                      widzi się to, co się
                      > słyszy.
                      Dobrze powiedzianesmile. Znowu mi się "Selling England..."
                      przypomina i np. After The Ordeal.
                      Pozdr.

                  • michalgajzler Re: 'Seconds Out' 12.09.02, 14:55
                    cze67 napisał:

                    > cze67 napisa?:
                    >
                    > > Ciekawe, czy na koncercie tez by mu tak dobrze
                    poszlo... W sumie moje ucho
                    >
                    > > nie-muzyka nie widzi w tym wstepie nic az tak
                    zawilego, zeby sie w nim myl
                    > ic.
                    >
                    > Ucho nie widzi, ale zem wymyslil

                    Synestezjasmile, to się chyba tak nazywało (he, matura znow
                    nie tak dawno była to wszystkiego zapomnieć nie
                    zdążyłemwink, czyli nie ma co się krytykowaćsmile.
                    Pozdr.
      • Gość: Dżozef:) Re: 'Seconds Out' IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 12.09.02, 14:07
        michalgajzler napisał:

        > Hmm, właśnie słucham sobie Seconds Out i tak sobie myślę
        > że to całkiem niezła płyta ale mogła byc lepsza. Dlaczego
        > wykastrowali Firth of Fifth z początkowego sola na
        > klawiszach? To mi sie nie podobasad(.

        Odpowiedź jest bardzo prosta.Tony Banks bardzo często popełniał błędy i się
        mylił we wspomnianym wstępie. Raz nawet tak się zdenerwował, że rzucił jakimś
        przekleństwem do mikrofonu, wyczytałem to zdje się w książce pt. 25 lat teatru
        rockowego.

        Pozdrawiam!
        • michalgajzler Re: 'Seconds Out' 12.09.02, 14:43
          Dzięki za rozwiązanie zagadkismile dla obu panów (Dżozef &
          Cze67) - dwie jednoczesne odpowiedzi to jest coś!smile
          Reszte płyty lubię ale w Firth of Fifth mi tego sola
          jednak brakwink - chyba za czesto słucham "Selling
          England..."wink.
          Pozdr.
        • Gość: Jacek Re: 'Seconds Out' IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.09.02, 19:44
          Gość portalu: Dżozefsmile napisał(a):

          > Odpowiedź jest bardzo prosta.Tony Banks bardzo często popełniał błędy i się
          > mylił we wspomnianym wstępie. Raz nawet tak się zdenerwował, że rzucił jakimś
          > przekleństwem do mikrofonu, wyczytałem to zdje się w książce pt. 25 lat
          teatru
          > rockowego.

          Witam !
          Trochę trudno mi w to uwierzyć, bo uważam, że Banks jest najbardziej
          precyzyjnym muzykiem w Genesis - ten początkowy fragment powtarza się w
          wersjach kocncertowych w środku nagrania i nie stwierdzam, żeby Banks się
          mylił, gra to z lekkością. Prawdziwą tragedią jest natomiast (czego Koledzy nie
          zauważyli !) gra Steve'a Hackett'a - doskonały przykład to właśnie jego solo w
          Firth of fifth z koncertu w Rainbow Theatre w 1973 r. - posłuchajcie wersji z
          Genesis Archive '67-'75 z wersją prawdziwą bootlegową z tego koncertu. Na
          Archive zmieniono C A Ł E ! solo (dograno je na nowo po latach). "Poprawiono"
          też partie P. Gabriela.
          Pozdrawiam.
      • Gość: plooshack 'Seconds Out' i inne.. IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.09.02, 14:52
        ..albumy koncertowe ważne dla Was.
        Dobry temat na wątek, ale nie chcę go puszczać, żebyśmy się zanadto nie
        rozdrobnili, a poza tym boję się, że zaraz trafiłby tam jakiś 'Moby z koncertu
        w Rotterdamie' albo 'Britney na Hula-Gula' a jak się domyślacie NIE O TO MI
        CHODZI.
        gdzie więc o tym pogadać?

        • cze67 Re: 'Seconds Out' i inne.. 12.09.02, 14:55
          Zakresl po prostu ramy tematy, np. plyty koncertowe progresywnego rocka, albo
          plyty koncertowe rocka w znaczeniu wokal, gitary, perkusja i ew. klawisze. I
          juz.
          • cze67 The Lamb... 12.09.02, 15:05
            Tak sobie mysle o plycie The Lamb lies dowm on broadway. Plyta niemal zupelnie
            inna niz wczesniejsze a i oczywiscie pozniejsze dokonania grupy. Nie o to
            chodzi, ze ostatnia z Gabrielem, tylko o klimat. To plyta strasznie gesta,
            instrumenty i wokal tlocza sie tam niemilosiernie (to nie zarzut, dla mnie to
            cos wspanialego), niesamowity zwrot w stosunku do bardzo przestrzennego
            Selling. Ostatnio duzo jej slucham i nie moge sie nadziwic, ile wowczas muzycy
            mieli inwencji, pomyslow, utwory nie nudza, we wszystkich cos sie dzieje, widac
            ze zespol experymentuje. Nie, no po prostu genialna plyta.
            A jednoczesnie najbardziej krytykowane dzielo Genesis z Gabrielem. Nawet przez
            samych muzykow. Ze zawile texty, ze koncept album. Ja zarzutow wobec tej plyty
            zupelnie nie rozumiem. Moze tez dlatego, ze z moim angielskim ten, tego...
            • Gość: plooshack Re: The Lamb... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.09.02, 15:18
              cze67 napisał:

              > Tak sobie mysle o plycie The Lamb lies dowm on broadway. Plyta niemal
              zupelnie
              > inna niz wczesniejsze a i oczywiscie pozniejsze dokonania grupy.
              > (...) Ja zarzutow wobec tej plyty
              > zupelnie nie rozumiem. Moze tez dlatego, ze z moim angielskim ten, tego...

              Ty się tekstami nie przejmuj! Oj, już na mnie lecą ciężkie bęcki od innych
              forumowiczów, ale za mną stoi nie byle jaki autorytet, bo zam Leonard
              Bernstein !!! TVP1 powtórzyła w ostatnią niedzielę przed południem pierwszy z
              cyklu programów o muzyce prowadzonego przez Bernsteina w 1958 roku. Nie wdając
              się w szczegóły powiem od razu konkluzję: jego zdaniem w muzyce najważniejsze
              są emocje. Tekst jest uzupełnieniem.

              PS: czuję, że wywołam zadymę....
              • Gość: pulpety Re: The Lamb... IP: *.toya.net.pl 12.09.02, 20:35
                A czy ktos tu lubi GTR?
                Uwazam, ze GENIALNA plyta!!
                • Gość: why? Re: The Lamb... IP: *.unisoft.com.pl 13.09.02, 07:18
                  Gość portalu: pulpety napisał(a):

                  > A czy ktos tu lubi GTR?
                  > Uwazam, ze GENIALNA plyta!!

                  pewnie, że tak.fajna płyta ,trochę komercja ale w porównaniu do płyt innej
                  supergrupy Asia to niebo a ziemia.i te patenty gitarowe duetu hackett-howe ,
                  miodzio.
                  • Gość: why? Re: The Lamb... IP: *.unisoft.com.pl 13.09.02, 07:25
                    przypomniał mi się news z przed paru tygodni o GTR , że mają nagrać nową płytę
                    z ...... Oldfieldem na gitarze, ale jakoś nie chce mi się w to wierzyć.
                  • cze67 Re: The Lamb... 13.09.02, 11:12
                    Gos´c´ portalu: why? napisa?(a):

                    > Gos´c´ portalu: pulpety napisa?(a):
                    >
                    > > A czy ktos tu lubi GTR?
                    > > Uwazam, ze GENIALNA plyta!!
                    >
                    > pewnie, z˙e tak.fajna p?yta ,troche˛ komercja ale w porównaniu do p?yt innej
                    > supergrupy Asia to niebo a ziemia.i te patenty gitarowe duetu hackett-howe ,
                    > miodzio.

                    Musze kiedys posluchac, chociaz zdaje sie sami muzycy nie cenili zbytnio tej
                    plyty. A i recenzje nie byly najlepsze...
    • Gość: Dżozef:) Re: ...And Then there Were Three... IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 13.09.02, 12:55

      Jakie jest wasze zdanie na temat tej płyty.Nagrana już bez Hacketta, ale mimo
      wszystko bardzo przyjemnie mi się jej słucha.Prawie nie ma słabych punktów (no
      może Follow You...) w przeciwieństwie do następnego Duke`a ( na którym, co
      prawda znalazły się dwa genialne utworybig_grinukes Travel i dukes End).
      Jeszcze jedną wadą może być zbytnia jednorodność tej płyty(piszę teraz o And
      Thensmile, ale tu są przecież tak piękne utwory jak: Undertow, Snowbound, czy The
      Lady Lies.Owszem wiele utworów jest bardzo słodziutkich, ale mi to wcale nie
      przeszkadza.

      Jeszcze kilka słów na temat Seconds Out.
      Szczególnie druga płyta tego wydawnictwa mnie porywasmile.
      Świetnie zagrane Cinema Show z Brufordem na bębnach(od razu to słychać, Chester
      przy nim wypada bladosmile szkoda, że Bill do nich nie dołączył na dłużej, może
      przytrzymałby dłużej Hacketta.
      Bardzo dobre wrażenie robią połączone Dance on a Volcano z Los Endos (ach te
      pojedynki Phila Z Chesteremsmile
      Bardzo jestem ciekawy, co też Phil musiał wyprawiać w trakcie utworu I Know
      What I like, gdyż kilkakrotnie słychać wielki aplauz z widowni (a w tle żadnych
      solóweksmile

      Pozdrowienia!
      • cze67 Re: ...And Then there Were Three... 13.09.02, 13:36
        Gos´c´ portalu: Dz˙ozefsmile napisa?(a):

        >
        > Jakie jest wasze zdanie na temat tej p?yty.Nagrana juz˙ bez Hacketta, ale
        mimo
        > wszystko bardzo przyjemnie mi sie˛ jej s?ucha.Prawie nie ma s?abych punktów
        (no
        > moz˙e Follow You...) w przeciwien´stwie do naste˛pnego Duke`a ( na którym, co
        > prawda znalaz?y sie˛ dwa genialne utworybig_grinukes Travel i dukes End).
        > Jeszcze jedna˛ wada˛ moz˙e byc´ zbytnia jednorodnos´c´ tej p?yty(pisze˛ teraz
        o And
        > Thensmile, ale tu sa˛ przeciez˙ tak pie˛kne utwory jak: Undertow, Snowbound, czy
        The
        > Lady Lies.Owszem wiele utworów jest bardzo s?odziutkich, ale mi to wcale nie
        > przeszkadza.

        Dlugoooo musialem sie przekonywac do And Then. I chyba ostatecznie sie
        przekonalem. Ale mysle, ze mogli ja zrobic lepiej, kilka utworow jest w tym
        samym stylu-balladowy wstep, a potem bardziej pompatycznie. Collins, ktory
        zawsze wymyslal jakies ciekawe rytmy tu sie nie przylozyl (mial wowczas klopoty
        osobiste). A i Banks nie prezentuje jakichs porywajacych solowek. Ale
        ostatecznie podoba mi sie ta plyta. Szkoda, ze nie konczy sie jakims mocnym
        akcentem tylko bladziutkim Follow You Follow Me. Szkoda tez, ze nie ma na niej
        dwoch utworow singlowych, znakomitej ballady Vancouver i dynamicznego The Day
        The Light Went Out... Jednakowoz ma swoj klimat.
        A ja Duka bardziej cenie niz And Then. Slychac ze zespol po pewnym zagubieniu
        odnalazl nowo droge flirtujac z soulem. Utwory (szczegolnie te zespolowe czyli
        poczatek i koniec) sa bardziej przemyslane, zwarte, dynamiczne. Bardzo dobra
        plyta.
        >
        > Jeszcze kilka s?ów na temat Seconds Out.
        > Szczególnie druga p?yta tego wydawnictwa mnie porywasmile.
        > S´wietnie zagrane Cinema Show z Brufordem na be˛bnach(od razu to s?ychac´,
        Chester
        >
        > przy nim wypada bladosmile szkoda, z˙e Bill do nich nie do?a˛czy? na d?uz˙ej,
        moz˙e
        > przytrzyma?by d?uz˙ej Hacketta.
        > Bardzo dobre wraz˙enie robia˛ po?a˛czone Dance on a Volcano z Los Endos (ach
        te
        > pojedynki Phila Z Chesteremsmile
        > Bardzo jestem ciekawy, co tez˙ Phil musia? wyprawiac´ w trakcie utworu I Know
        > What I like, gdyz˙ kilkakrotnie s?ychac´ wielki aplauz z widowni (a w tle
        z˙adnych solóweksmile

        Zgadzam sie z Twoja opinia co do tej plyty. Bruford to moj ulubiony perkusista
        a trasa Trick Of The Tail w ktorej uczestniczyl to moja ulubiona trasa Genesis.
        Muzycznie, bo wizualnie lepsze sa oczywiscie te z teatrzykiem Gabriela. A Phil
        pewnie stukal tamurynem po glowie i nogach (tak robil w czasie duzo pozniejszej
        tracy We Cant Dance) i machaniem rak namawial zespol do aplauzu...
        • Gość: Dżozef:) Re: ...And Then there Were Three... IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 13.09.02, 14:09
          cze67 napisał:


          > Zgadzam sie z Twoja opinia co do tej plyty. Bruford to moj ulubiony
          perkusista
          > a trasa Trick Of The Tail w ktorej uczestniczyl to moja ulubiona trasa
          Genesis.

          Czy masz, Drogi Cze67 jakieś bootlegi z tej trasy?

          Pozdrowienia!

          • cze67 Re: ...And Then there Were Three... 13.09.02, 14:16
            Niestety, tylko kilka nagran na Wilderness Of Miror. Ale dobre i to. Jest tam
            tzw. Lamb Stuff czyli trzy pierwsze utwory z Lamb Lies Down, po czesci
            instrumentalne i White Mountain z drugiej plyty. Super nagrania.
            Z oficjalnych wydan to z tej trasy na Archive 2 jest piekna wersja Entangled
            (Bruford gra tam na cymbalach czy czyms podobnym-przepieknie) a na Three Sides
            Live - It/Watcher Of The Sky.
            • Gość: Dżozef:) Re: ...And Then there Were Three... IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 13.09.02, 17:00
              cze67 napisał:


              >
              > Live - It/Watcher Of The Sky.

              To akurat mam.Muszę napisać, że cały koncert Three Sides Live wchodzi mi bardzo
              dobrze, chociaż takie prostek kawałkismile

              Mam jeszcze jedno pytanie Cze67.
              Co możesz napisać o płycie The Way we Walk Longs.
              Bardzo lubię płyty koncertowe, a ta mnie kusi już od dłuższego czasu
              szczególnie ceną(ok.32 zł)

              Pozdrawiam!
              • cze67 Re: ...And Then there Were Three... 13.09.02, 18:01
                Gos´c´ portalu: Dz˙ozefsmile napisa?(a):

                > cze67 napisa?:
                > Mam jeszcze jedno pytanie Cze67.
                > Co moz˙esz napisac´ o p?ycie The Way we Walk Longs.
                > Bardzo lubie˛ p?yty koncertowe, a ta mnie kusi juz˙ od d?uz˙szego czasu
                > szczególnie cena˛(ok.32 z?)

                Nie zastanawiaj sie, kupuj!!! Koncertowe wersje Domino, Home By The Sea, Fading
                Lights i Driving The Last Spike sa znakomite, lepsze niz ich studyjne
                odpowiedniki. A tzw. Old Medley (czyli dluuuuga skladanka starych utworow)
                kiedy jej sluchalem po raz pierwszy scisnela mnie za gardlo. Phil tak
                przejmujaco spiewa why dont you touch me, touch me, touch me, now, now, now, w
                koncowce Musical Box. No i jeszcze swietny pojedynek Collinsa i Chestera na
                koniec. Za taka cene? Biegusiem do sklepu!
                • Gość: Dżozef:) Re: ...And Then there Were Three... IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 13.09.02, 18:47
                  cze67 napisał:

                  > Nie zastanawiaj sie, kupuj!!! Koncertowe wersje Domino, Home By The Sea,
                  Fading
                  >
                  > Lights i Driving The Last Spike sa znakomite, lepsze niz ich studyjne
                  > odpowiedniki. A tzw. Old Medley (czyli dluuuuga skladanka starych utworow)
                  > kiedy jej sluchalem po raz pierwszy scisnela mnie za gardlo. Phil tak
                  > przejmujaco spiewa why dont you touch me, touch me, touch me, now, now, now,
                  w
                  > koncowce Musical Box. No i jeszcze swietny pojedynek Collinsa i Chestera na
                  > koniec. Za taka cene? Biegusiem do sklepu!


                  Wielkie dzięki za krótką recenzję Cze67smile
                  Płytę kupię chyba dopiero w przyszłym tygodniusad

                  Pozdrowienia!
                  • cze67 Re: ...And Then there Were Three... 18.09.02, 17:14
                    Gos´c´ portalu: Dz˙ozefsmile napisa?(a):

                    > Wielkie dzie˛ki za krótka˛ recenzje˛ Cze67smile
                    > P?yte˛ kupie˛ chyba dopiero w przysz?ym tygodniusad

                    I co Dzozef, kupiles juz te plyte?
    • Gość: Piotrek Re: Genesis-a co? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.09.02, 15:28
      Jestem właściwie nowy na tym forum i muszę przyznać, że jestem bardzo mile
      zaskoczony. Nie dość, że wielbiciele rocka progresywnego tu w ogóle istnieją,
      to nawet mam wrażenie, że mają tu znaczącą pozycję i zajmują dużo miejsca. A ja
      myślałem, że już prawie nie ma ludzi, słuchających takiej muzyki...

      Choć jestem ciekaw, w jakim wieku jesteście, bo coś czuję, że to muzyka waszej
      młodości – tzn, że jesteście o jakieś 10-15 lat starsi ode mnie. A ciekaw
      jestem jak wielu ludzi w moim wieku słucha tej muzyki? Bo ja mam 23 lata i
      kiedy Genesis, Yes czy PF robili swoje najlepsze płyty, nie było mnie jeszcze
      na świecie.

      Cholernie lubię art-rocka i w zasadzie odkąd poznałem tą muzykę, trudno jest mi
      na serio polubić cokolwiek innego. To może nawet jest zły objaw, ale widzę na
      tym forum, że dotyka on większość ludzi takich jak ja. Zauważcie, że jak ktoś
      słucha popu, to zwykle nie trzyma się tego popu zbyt kurczowo i inne gatunki-
      style-okresy go nie odstraszają. Tak zresztą jest także z tymi co słuchają
      współczesnego rocka, który w dużej mierze – a zwłaszcza ten grywany w radiach –
      od popu niewiele się różni i w ogóle wszelkie podziały chyba się ostatnio
      zatarły. W ogóle mam wrażenie, że teraz z jednej strony jest moda na takie
      mówienie, że żaden zespół nie chce być szufladkowany i ma własny styl, i w
      ogóle powstaje teraz masa nowych stylów, a z drugiej strony wszyscy grają
      praktycznie to samo.

      A z rockiem progresywnym jest odwrotnie – tzn. jest jedna nazwa „rock
      progresywny”, ale ona – i tak naprawdę jest to w muzyce jedyna taka nazwa –
      właśnie to oznacza, że zespół z tego gatunku jest jakby poza wszelkimi
      gatunkami. Bo gatunek to zawsze jakiś schemat, a RP polega na ciągłym
      eksperymentowaniu, na szerokości brzmienia, czyli na szukaniu nowych brzmień,
      na nie określaniu z góry budowy utworu, na żywiołowym tworzeniu muzyki i nie
      zadawalaniu się łatwymi rozwiązaniami, ale właśnie często nawet na specjalnym
      komplikowaniu sobie sprawy, by osiągnąć coś oryginalnego, nowego i nieznanego.
      I w tym właśnie tkwi sedno nie tylko muzyki, ale w ogóle sztuki.

      Bo zauważcie, że tak naprawdę to każdy z zespołów RP ma własny rozpoznawalny
      styl, własne brzmienie, każdy zespół to w gruncie rzeczy inna bajka. I dlatego
      też kłótnie typu kto jest lepszy PF czy YES – są głupie. Tu nie ma w ogóle
      konkurencji żadnej.

      A wracając jeszcze do sprawy stosunku do muzyki późniejszej (od lat 80-tych do
      dziś) – też poruszanej na tym forum - jak się posłucha i zrozumie muzykę
      zespołów progresywnych, to rozumie się, o co tak naprawdę chodzi w muzyce – i
      wtedy z dużą trudnością przychodzi człowiekowi nawet słuchanie radia, dla mnie –
      teraz już może nie jest to aż w takim stopniu, ale miałem okres, że było mi z
      tym ciężko – było to swego czasu męką, gdy słuchałem w radiu piosenkę po
      piosence i każda wydawała mi się taka sama i tak samo przewidywalna, po prostu
      banalna. A poza tym każda była grana w tym samym brzmieniu. Okropne, jak
      człowiek zaczyna wybrzydzać, poznawszy RP. Ale tak to już po prostu jest.

      A teraz o GENESIS. Bo o tym jest przecież ten wątek.

      Do Genesis mam największy sentyment i w zasadzie jest to mój zespół nr 1 w
      całej historii rocka. Oczywiście jest to bardzo subiektywne i osobiste, a wiąże
      się chyba głównie z tym, że od tego zespołu zaczynałem, dopiero po nim poznałem
      PF, Yes, Jethro, które też znam dość dobrze, i wlele innych zespołów, które
      znam już w mniejszym stopniu (tzn. mam po jednej-kilka płyt) – jak np. Wishbone
      Ash, Camel, King Crimson, ELP, i pewnie kilka innych, których w tej chwili nie
      pomnę.

      Ale Genesis jest dla mnie najważniejsze, bo to była dla mnie „dziewicza” muzyka
      na nowym terenie RP. To było jak jakieś objawienie, oczywiście nie byłem aż
      takim gościem, zebym od urodzenia słuchał RP, dojście do tego trwało długo,
      moja znajomość muzyki zaczęła się... hm... od znajomości – i uwielbienia –
      solowych płyt Phila Collinsa, Byłem jego wielkim fanem, ale to właśnie temu
      zawdzięczam, że szukałem wszystkiego, co było z nim związane i wreszcie
      dotarłem do Genesis, przy czym najpierw było to Collinsowe Genesis, ale że w
      pobliżu domu miałem wypożyczalnię płyt CD (szkoda że już nie ma teraz tak
      pożytecznych placówek!) przegrałem sobie całą dyskografię Genesis. Początkowo
      nie mogłem słuchać starej muzyki, odłożyłem ją, ale jakoś z biegiem czasu
      zacząłem znów próbować i okazało się, że zacząłem coś łapać, słuchałem drugi,
      trzeci, enty raz... i wpadłem. A sami wiecie, że jak się wpadnie, to już nie ma
      wyjścia...

      A potem było liceum, poznałem gości, którzy też lubili ten okres muzyki (teraz
      już te kontakty się urwały niestety, ale cóż, se la vie), wymieniając się
      płytami, poznałem PF, Led Zeppelin, Jethro i inne w tym guście rzeczy.

      Teraz jestem studentem, ale jakoś wśród znajomych nie znalazłem kogoś, kto by
      znał tą starą muzykę. Gdy mówię komuś, że mój ukochany zespół to Genesis, to w
      odpowiedzi zwykle słyszę: „aha, Phil Collins?”, co mnie okropnie wkurza. Próby
      edukowania ludzi w tej kwestii okazują się zazwyczaj niestety nieudane. Myślę,
      że to w ogóle jest bolączka zespołów RP, że albo dawno zniknęły i zapomniano o
      nich, albo się skomercjalizowały – i nie wiem co jest gorsze. A z Genesis to
      jest najbardziej bolesne, bo Collins w latach 80-tych – od płyty Abacab, a
      właściwie wcześniej od Follow You... na And there they were three – zupełnie
      zmienił styl ich muzyki. W kolejnych płytach pojawiały się przebłyski dawnego
      stylu (np. Brazilian albo fragmenty płyty Genesis), ale to były tylko
      fragmenty. Ale też nie chcę pisać, że jakoś potępiam Collinsa, w latach 70-tych
      zrobił też dużo dobrego dla zespołu, perkusistą był wg mnie b. dobrym.

      A moje ulubione płyty? W zasadzie cały ciąg od Tresspass do Wind&Wuthering,
      odejście Gabriela już dużo zmieniło, po odejściu Hacketta to już zupełnie co
      innego.

      Najbardziej chyba cenię Selling (choć wnerwia mnie tam More Fool Me, zupełnie
      nie pasuje, to chyba pierwszy przebłysk niecnych popowych zapędów Collinsa),
      Foxtrot i Lamb. Ale w zasadzie wyróznianie w obrębie tej grupy płyt nie ma
      sensu, za godzinę wymieniłbym pewnie inne płyty...

      A co do animozji międzygrupowych to jak pisałem, uważam że są głupie. Uwielbiam
      też PF, Yes, i inne zespoły, ale nie tak żebym dzielił: PF świetne, Yes słabe,
      lub odwrotnie, ale raczej w obrębie każdego z tych zespołów znajduję rzeczy
      genialne (Tales from TO, Relayer, Fragile, Close.. - Yesu, Atom..., Meddle,
      WYWH, DsotM – PF) i gorsze (jak np. Big Generator Yesu – brrrr...., albo PF: po
      odejściu Watersa, a wcześniej jeszcze Final Cut – niektórzy to uwielbiają, a
      dla mnie to było nieciekawe i wkurzające, więcej wylewania swoich żali, niż
      muzyki).

      To tyle, ale się rozpisałem. Pozdrawiam wielbicieli dobrej muzyki!

      Piotrek


      olisadebowski@yahoo.com

      (nazwa maila może trochę głupia, ale tak sobie jakoś raz założyłem i zostało...
      Po prostu lubię piłkę... I uprzedzam pytania - nie jestem Murzynem, chi, chi...)

      • michalgajzler Re: Genesis-a co? 13.09.02, 16:17
        He, he, to kolege jest starszy ode mnie o całe 3 latasmile.
        Też lubie "Selling England...", a tak poza tym że ją
        bardzo lubię to jest to chyba pierwsza płyta jaką w
        całości usłyszałem i zapadła mi w pamiećsmile - (khe,zdaje
        sie że miałem wtedy z 6 latsmile. Druga to było Waiting For
        the Sun Doorsów.
        pozdr.
        • Gość: Piotrek Re: Genesis-a co? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.09.02, 19:44
          michalgajzler napisał:

          > He, he, to kolege jest starszy ode mnie o całe 3 latasmile.
          > Też lubie "Selling England...", a tak poza tym że ją
          > bardzo lubię to jest to chyba pierwsza płyta jaką w
          > całości usłyszałem i zapadła mi w pamiećsmile - (khe,zdaje
          > sie że miałem wtedy z 6 latsmile. Druga to było Waiting For
          > the Sun Doorsów.
          > pozdr.

          Kurczę, fajnie miałeś, że zacząłeś słuchać muzyki tak wcześnie. Ja miałem
          jakieś 15 lat, gdy zacząłem się nią w ogóle interesować, a do progresywnego
          rocka doszedłem jeszcze później.
          • michalgajzler Re: Genesis-a co? 15.09.02, 16:53
            Gość portalu: Piotrek napisał(a):


            > Kurczę, fajnie miałeś, że zacząłeś słuchać muzyki tak
            wcześnie.

            Ja miałem
            > jakieś 15 lat, gdy zacząłem się nią w ogóle
            interesować, a do progresywnego
            > rocka doszedłem jeszcze później.
            Trochę to było niezamierzonewink, bo wszystko to było
            spowodowane muzycznymi gustami mojego tatysmile, ale muszę
            przyznać że Selling podobało mi się od pierwszego
            "usłyszenia".
            Pozdr.
      • Gość: Dżozef:) Re: Genesis-a co? IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 13.09.02, 17:10
        Gość portalu: Piotrek napisał(a):


        > Choć jestem ciekaw, w jakim wieku jesteście, bo coś czuję, że to muzyka
        waszej
        > młodości – tzn, że jesteście o jakieś 10-15 lat starsi ode mnie. A ciekaw
        >
        > jestem jak wielu ludzi w moim wieku słucha tej muzyki? Bo ja mam 23 lata i
        > kiedy Genesis, Yes czy PF robili swoje najlepsze płyty, nie było mnie jeszcze
        > na świecie.


        Na wstępie pogratuluję Tobie Piotrku świetnego listusmile
        Ja jestem rocznik 80 (pamiętny rocznik, bo Yes wydał Dramęsmile
        I tu też może się wytłumaczę czemu nie słucham młodych zespołów.
        Nie miałem okazji żyć w latach 70 i nie mogłem poznawać tej muzyki na
        bieżąco.Art Rocka odkryłem dopiero jakieś 5 lat temu (wcześniej słuchałem np.
        U2, trochę Zeppelinów itp.), i ta nie młoda już muzyka(mam na myśli dokonania z
        lat 70) jest wciąż dla mnie nowasmile.Gdy jeszcze pomyślę ile płyt zespołów nie
        mam w swojej kolekcji i ile jest przede mną do odkrycia wspaniałej muzyki z
        tamtych lat, to po prostu nie chce mi się szukać nowych zespołów.Nie mam
        niestety tyle kasy żeby kupować wszystko co jest na poziomie.

        Pozdrawiam!

        • cze67 Calling All Stations 13.09.02, 18:14
          A coz kolezenstwo sadzi o ostatniej plycie zespolu (ciekawe, czy w ogole) czyli
          Calling All Stations? Jak pisalem wyzej bardzo ja lubie, glos Wilsona, nieco
          podobny do glosu Gabriela, bardzo mi tam pasuje. A i same kompozycje sa
          znakomite, mniej tam nijakich balladek jakie znajdziemy na We Cant Dance,
          wiecej mrocznych klimatow. Utwory dlugie, rozbudowane, jednoczesnie siegajace
          do lat 70. i nowoczesne. Plyta naprawde swietna. A podzielila genesisfanow na
          zwolennikow i przeciwnikow. A i panowie Banks i Rutheford nie chca chyba, po
          jej komercyjnej porazce, o niej pamietac. Zwolnili Wilsona i liza rany. Juz
          piec lat... Szkoda.
          • vulture Re: Calling All Stations 14.09.02, 10:58
            Jest to jedna z moich ulubionych płyt ostatnich lat - niby popowa i nawiązująca
            do twórczości z okresu Collinsa za mikrofonem, ale jednak jest coś takiego
            w "Calling All Stations", co pozwala stwierdzić, iż utwory tam zawarte
            prezentują trochę wyższą jakość niż n.p. "We Can't Dance". Uwielbiam utwór
            tytułowy, "Not About Us" i "There Must Be Some Other Way". Bardzo żałuję, że
            ten skład niczego więcej nie nagrał i że przeszedł już do historii. Kupiłem
            sobie potem płytę grupy Wilsona CUT ale średnio mnie zachwyciła, choć ma parę
            ładnych momentów.
            Czy ktoś słyszał akustyczny album Raya Wilsona, wydaney niedawno?
            • cze67 Re: Calling All Stations 15.09.02, 11:16
              vulture napisa?:

              > Jest to jedna z moich ulubionych p?yt ostatnich lat - niby popowa i
              nawia˛zuja˛ca do twórczos´ci z okresu Collinsa za mikrofonem, ale jednak jest
              cos´ takiego w "Calling All Stations", co pozwala stwierdzic´, iz˙ utwory tam
              zawarte prezentuja˛ troche˛ wyz˙sza˛ jakos´c´ niz˙ n.p. "We Can't Dance".
              Uwielbiam utwór tytu?owy, "Not About Us" i "There Must Be Some Other Way".
              Bardzo z˙a?uje˛, z˙e ten sk?ad niczego wie˛cej nie nagra? i z˙e przeszed? juz˙
              do historii. Kupi?em
              > sobie potem p?yte˛ grupy Wilsona CUT ale s´rednio mnie zachwyci?a, choc´ ma
              pare˛ ?adnych momentów. Czy ktos´ s?ysza? akustyczny album Raya Wilsona,
              wydaney niedawno?

              Slyszalem tylko fragmenty na merlinie, zastanawiam sie czy nie kupic, ladne
              akustyczne granie, piekne utwory. Lubie glos Wilsona, wiec chyba sie w koncu
              skusze.

              • vulture wilson 15.09.02, 11:34
                No więc ja się kuszę, ale skusić się do końca nie mogę, aczkolwiek nędza
                wydawnicza na rynku chyba mnie złamie.
          • Gość: Piotrek Re: Calling All Stations IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.02, 19:28
            A mnie Calling all Stations nie za bardzo się podobało. To może dlatego, że
            jeszcze zanim kupiłem tą płytę, była ona reklamowana jako „powrót do korzeni”
            Genesis i chyba za dużo sobie wyobrażałem. W porównaniu z np. We can’t Dance
            był to na pewno postęp, co do tego nie ma dwóch zdań. Jest to płyta utrzymana w
            mniej popowym klimacie, jest raczej „w ciemnych barwach”. Ale z tego co
            pamiętam, nie odebrałem jej jakoś super dobrze, jednak jak się popadnie w
            manierę robienia zwykłych piosenek, to trudno się od tego uwolnić. Ja na tej
            płycie widziałem sporo rzeczy, które można było rozwinąć, ale nie rozwinięto.
            Np. solówki na klawiszach kończą się tu w momencie, w którym w dawnym Genesis
            dopiero kończyłby się ich wstęp. Za dużo zwrotek, zresztą nie rewelacyjnych
            melodycznie, za mało „wariacji” na temat. Tak pamiętam moje wrażenia z tej
            płyty, bo przyznam, że świeżych wrażeń nie mam, dawno jej już nie słuchałem...
            Cóż, może niedługo do niej wrócę... Choć szczerze mówiąc nie za bardzo mi się
            chce.

            Bo można się zastanawiać, czy jest lepsza niż Genesis z lat 80-tych na
            przykład, ale to i tak nie zmienia faktu, że nie jest to powrót do korzeni. Ja
            zadowolenie niektórych z tego albumu rozumiem raczej psychologicznie, jako chęć
            wmówienia sobie, że coś zaczyna się dziać lepiej. I pewnie było lepiej, ale to
            nie znaczy, że dobrze. Z tym, że te pojęcia „dobrze” i „źle” trochę się pewnie
            wypaczyły z biegiem lat, bo teraz nikt sobie nie wyobraża nawet, że Genesis
            mógłby nagrać dziś płytę typu np. Foxtrot. I teraz wystarczy nagrać coś, co w
            latach 70-tych byłoby średnio-kiepskie, a dziś uznane będzie to za wybitny i
            ambitny album, „nie ulegający panującym trendom”, „mający własny świeży styl”,
            itp. A tak naprawdę to jest tylko „mniejsze zło”, że użyję określenia, którego
            sam nie lubię. I tak jest moim zdaniem z Calling all Stations.

            Pozdrawiam, Piotrek
        • Gość: Piotrek Re: Genesis-a co? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.09.02, 19:56
          Gość portalu: Dżozefsmile napisał(a):

          > Na wstępie pogratuluję Tobie Piotrku świetnego listusmile
          > Ja jestem rocznik 80 (pamiętny rocznik, bo Yes wydał Dramęsmile
          > I tu też może się wytłumaczę czemu nie słucham młodych zespołów.
          > Nie miałem okazji żyć w latach 70 i nie mogłem poznawać tej muzyki na
          > bieżąco.Art Rocka odkryłem dopiero jakieś 5 lat temu (wcześniej słuchałem np.
          > U2, trochę Zeppelinów itp.), i ta nie młoda już muzyka(mam na myśli dokonania
          z
          > lat 70) jest wciąż dla mnie nowasmile.Gdy jeszcze pomyślę ile płyt zespołów nie
          > mam w swojej kolekcji i ile jest przede mną do odkrycia wspaniałej muzyki z
          > tamtych lat, to po prostu nie chce mi się szukać nowych zespołów.Nie mam
          > niestety tyle kasy żeby kupować wszystko co jest na poziomie.
          >
          > Pozdrawiam!
          >

          Wiesz co, ja mam dokładnie to samo. To dobre stwierdzenie, że ta muzyka jest
          nowa - dla mnie też jest nowa i dlatego argumenty że słucha się takich staroci
          i że to już historia - są nie na miejscu. Dla mnie to jest ciągle żywa muzyka,
          można powiedzieć, że to nawet esencja żywej muzyki.

          I też mam coś takiego, że jak mogę sobie kupić jakąś płytę, to nie kupuję
          raczej nic nowego (bywają tylko pojedyncze wyjątki), ale raczej szukam
          starszych płyt, których zresztą i tak mam za mało i nigdy nie poznam
          wszystkiego, co powinienem, i nie tylko z braku kasy, ale też z braku czasu na
          porządne przesłuchanie wszystkiego.

          A jeśli jeszcze chodzi o kasę - to tu przełomem byłby powrót tego, o czym
          pisałem w moim liście - wypożyczalni płyt CD. Kiedyś to było naprawdę pomocne -
          tanie i można było zdobyć nawet stare i rzadkie rzeczy. A teraz w sklepach
          wszystko jest drogie, a za to wybór starszych płyt jakby mniejszy. Takie
          czasy...
          • Gość: Argus krótko o Gabrielu i nie tylko IP: *.suwalki.cvx.ppp.tpnet.pl 14.09.02, 00:02
            jak już się tu tak o roczniki rozchodzi -to ja jestem 1979 rok-także podobny
            wiek co reszta,która się przyznała.(no opócz Cze67-bo to 1967).
            Dziś słuchałem sobie "The Lamb Lies..."-kurde tyle pięknch partii na
            klawiszach,aż się miło robi.Nikt tu chyba nie poruszał tematu solowych dokonań
            Petera Gabriela-a to też ważna sprawa.Takie np. genialne "Here Comes The Flood"
            z jedynki czy też cała 4.Wielokulturowe "Passion" i.t.d.No ale myślę-że wątek
            solowego Gabriela,kiedyś też zostanie powołany na forum-to wtedy sobie szerzej
            popiszemy.pozdrawiam.
            • Gość: Milka Genesis IP: *.dip.t-dialin.net 14.09.02, 00:37
              Wiecie, zauwazylam tu pewna prawidlowosc. O ile sie nie myle, glos w dyskusji
              zabierali sami panowie. Ciekawe to.
              Ja jestem kobieta i slucham Genesis od 25 lat. Jestem ich fanka(niezaleznie od
              okresu, czy lidera grupy) od "pierwszego uslyszenia".

              Pozdrawiam
              • cze67 Re: Genesis 15.09.02, 13:48
                Gos´c´ portalu: Milka napisa?(a):

                > Wiecie, zauwazylam tu pewna prawidlowosc. O ile sie nie myle, glos w dyskusji
                > zabierali sami panowie. Ciekawe to.
                > Ja jestem kobieta i slucham Genesis od 25 lat. Jestem ich fanka(niezaleznie
                od okresu, czy lidera grupy) od "pierwszego uslyszenia".
                > Pozdrawiam

                To witamy Pania w naszym meskim towarzystwie. Muzycy Genesis cieszyli sie gdy
                gdzies kolo 1978 roku, po sukcesie Follow You Follow Me obok nawiedzonych fanow
                rodzaju meskiego zobaczyli takze ich dziewczyny. Ja tez sie ciesze...
            • vulture Re: krótko o Gabrielu i nie tylko 15.09.02, 14:05
              Ja jestem rocznik "Come Taste The Band" Deep Purple.
              Co do Gabriela - nadal się nie mogę przekonać do singla "Barry Williams Show",
              ale płytę "Up" kupuję w ciemno. Facet ma u mnie moimo wszystko spory kredyt
              zaufania.
              • cze67 Single... 15.09.02, 14:25
                vulture napisa?:
                > Co do Gabriela - nadal sie˛ nie moge˛ przekonac´ do singla "Barry Williams
                Show"
                Ja tez, ja to uslyszalem to sie przerazilem. teraz, po kilku zarach, nie jest
                tak zle, ale jednak nie jest to wedlug mnie, najlepsze nagranie...
                A wracajac do Genesis, zespol ow mial dziwna manerie umieszczania naprawde
                znakomitych utworow na drugich stronach singli, albo tzw. czworkach. A te
                gorsze trafialy na albumy (np. Keep it Dark czy Who Dunnit z Abacab). Takie
                utwory jak Inside and Out, Its Yourself, Evidence Of Autumn, You Might Recall,
                Peperlate czy Do The Neurotic z powodzeniem moglyby sie znalezc na albumach
                grupy, ba, bylyby ich ozdoba. A tak upchnieto je na singlach i fani grupy, ci
                nie posiadajacy skladankowego Archive 2, nigdy ich nie uslysza. A naprawde
                warto!
                • cze67 Re: Single... 15.09.02, 14:52
                  A tak w ogole to od kilku lat istnieje fajna polska strona o Genesis prowadzona
                  przez Pawla Roczniaka. Polecam - mip.and.pl/wklatce/
                  • vulture Re: Single... 15.09.02, 15:46
                    A ja żałuję, że niedostępne są na rynku (za granicą też szukałem w różnych
                    sklepach z używanymi CD) single Genesis z Rayem Wilsonem - są na nich nagrania,
                    które nie zmieściły się na "Calling All Stations". Raz był w EMPiKu
                    singiel "Congo", ale się nie załapałem, niestety...
                    • cze67 Re: Single... 15.09.02, 15:49
                      To prawda, sa tam prawdziwe perelki, np. sliczna ballada Run Out Of Time czy
                      pelne energii i radosci Anything Now albo instrumentalne Phret i 7/8. Akurat na
                      Congo byly dwa najslabsze utwory - Papa He Said i Banjo Man...
                      • vulture do cze67 15.09.02, 15:57
                        W związku z powyższym mam do Ciebie bardzo mało oryginalną prośbę, którą
                        wyrażam w mailu... sprawdź pocztę, proszę. Pzdw
                        • cze67 Moje ulubione 15.09.02, 18:41
                          Rzuce jeszcze moimi ulubionymi utworami Genesis, a co?
                          - Supper Ready
                          - Cinema Show
                          - Stagnation
                          - Mad Man Moon
                          - Dance on A Volcano
                          - Can-Utility and The Coastliners
                          - It
                          - Evidence Of Autumn
                          - Inside And Out
                          - One Man Fool
                          • teddy4 Re: Moje ulubione 15.09.02, 19:30
                            A to moje ulubione:
                            - Watcher of The Skies
                            - Time Table
                            - The Carpet Crawlers
                            - Dancing with The Moonlight Knight
                            - Squonk
                            - Mad Man Moon
                            - Blood on The Rooftops
                            - Afterglow
                            - Evidence of Autumn
                            - Into The Deep
                            - Jesus He Knowe Me (głównie jednak za genialny klip)
                            - Calling All Stations
                            - Not About Us
                            • vulture Re: Moje ulubione 16.09.02, 00:06
                              calling all stations
                              there must be some other way
                              not about us
                              fountain of salmacis
                              watcher of the skies
                              carpet crawlers
                              firth of fifth
                              for absent friends
                              • Gość: Dżozef:) Re: Moje ulubione IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 16.09.02, 14:36
                                1.Cinema Show (wersja z Seconds Out)
                                2.Supper`s Ready
                                3.Fountain Of Salmacis
                                4.Musical Box
                                5.Mad Man Moon
                                6.Firth Of Fifth
                                7.Watcher Of The Skies(wersja z Live)
                                8.Los Endos
                                9.One For The Vine
                                10.Abacab(wersja z Three Sides Live)

                                No i oczywiście cała płyta Lamb Lies Down Od Brodway.

                                Pozdrowienia!
                                • Gość: Piotrek Re: Moje ulubione IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.02, 19:24
                                  W zasadzie to jest trochę niedobrze tak wybierać pojedyncze utwory, bo Genesis
                                  powinno się słuchać całymi płytami, ale skoro już tak wyliczamy, to ja też
                                  wyliczę, tyle że nie będzie to kolejność od najbardziej ulubionych, bo to by
                                  dla mnie było za ciężkie jednak (wiem tylko, że pierwsze byłoby Supper’s
                                  Ready), ale po prostu chronologicznie podam moim zdaniem najlepsze utwory.


                                  Looking for Someone
                                  Stagnation
                                  The Knife
                                  Musical Box
                                  Can-Utility and the Coastliners
                                  Horizons
                                  Supper’s Ready
                                  Dancing with the Moonlit Knight
                                  Firth of Fifth
                                  Cinema Show
                                  Fly on a Windshield
                                  Hairless Heart
                                  Carpet Crawl
                                  In the Cage
                                  Anyway
                                  The Lamia
                                  Entangled
                                  Los Endos
                                  Eleventh Earl of Mar
                                  One for the Vine
                                  Blood on the Rooftops
                                  Many too Many
                                  Home by the Sea 1+2
                                  Domino
                                  Brazilian

                                  Razem jest tego 25, to dużo... Ale jak sobie przypominałem po kolei zwłaszcza
                                  te starsze płyty, to trudno było wybrać. W tym sensie to może dobrze, że te z
                                  lat 80-tych i 90-tych są gorsze...

                                  Jak widać są w tej mojej wyliczance i sztandarowe długasy, i zwykłe piękne
                                  piosenki, i krótkie perełki typu Horizons lub Hairless Heart.

                                  Bo Genesis to z jednej strony własny oryginalny styl, a z drugiej strony wielka
                                  różnorodność.

                                  Pozdrawiam!
                                  Piotrek
    • Gość: Dżozef:) Re: Jak ludzie reagują na nazwę Genesis IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 17.09.02, 17:02
      Kolejny wątek postaram się przywrócić do życiasmile

      Ciekawi mnie jak reagują osoby (Wasi znajomi), którym mówicie, że słuchacie m.
      in. Genesis?

      W moim przypadku, wszyscy dziwią się, że ja taki fan muzyki z lat 70 słucham
      Genesis.Wiekszość ludzi kojarzy ten zespół wyłącznie z Phillemsmile. Zawsze muszę
      tłumaczyć, że Genesis to nie tylko z Collinsem, że śpiewał tam również Peter
      Gabriel, że grał wspaniały Steve Hackett itp. itd.wink i w końcu, że to nie tylko
      przeboje typu Jesus He Knows Me itp.

      A teraz coś z zupełnie innej beczkismile
      Jaką płytę wybralibyście dla znajomych(nie znających w ogóle tego zespołu),
      któch chcecie zainteresować Genesis.

      Pozdrawiam!
      • cze67 Re: Jak ludzie reaguja˛ na nazwe˛ Genesis 17.09.02, 17:13
        Gos´c´ portalu: Dz˙ozefsmile napisa?(a):

        > Ciekawi mnie jak reaguja˛ osoby (Wasi znajomi), którym mówicie, z˙e s?uchacie
        m. in. Genesis?

        Raczej pogardliwe usmieszki niz wybuch entuzjazmu. Gdy ktos przeglada moja
        plytoteke wlasciwie dziwi sie ze tyle w niej plyt Genesis. Ale ja nie zamierzam
        nikogo nawracac...

        > A teraz cos´ z zupe?nie innej beczkismile
        > Jaka˛ p?yte˛ wybralibys´cie dla znajomych(nie znaja˛cych w ogóle tego
        zespo?u), któch chcecie zainteresowac´ Genesis.

        O to trudne, to zalezy czego sluchaja. Jezeli to osoby, dla ktorych muzyka jest
        jedynie tlem i sluzy do przerywania ciszy, to na pewno Invisible Touch i We Can
        Dance. Kiedys te druga plyte widzialem u kolesia, ktory sluchal wlasciwie disco
        (no moze jeszcze JM Jarra).
        Tylko ze takich osob nie zainteresuja inne plyty zespolu, no moze plyta Genesis
        (zwana rowniez Mama)...
        Za absolutny kanon uznalbym Selling, Lamb i Trick of The tail... Od nich trzeba
        zaczac.
      • Gość: Piotrek Re: Jak ludzie reagują na nazwę Genesis IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.02, 20:20
        Gość portalu: Dżozefsmile napisał(a):

        > Kolejny wątek postaram się przywrócić do życiasmile
        >
        > Ciekawi mnie jak reagują osoby (Wasi znajomi), którym mówicie, że słuchacie
        m.
        > in. Genesis?
        >
        > W moim przypadku, wszyscy dziwią się, że ja taki fan muzyki z lat 70 słucham
        > Genesis.Wiekszość ludzi kojarzy ten zespół wyłącznie z Phillemsmile. Zawsze
        muszę
        > tłumaczyć, że Genesis to nie tylko z Collinsem, że śpiewał tam również Peter
        > Gabriel, że grał wspaniały Steve Hackett itp. itd.wink i w końcu, że to nie
        tylko
        >
        > przeboje typu Jesus He Knows Me itp.
        >
        > A teraz coś z zupełnie innej beczkismile
        > Jaką płytę wybralibyście dla znajomych(nie znających w ogóle tego zespołu),
        > któch chcecie zainteresować Genesis.
        >
        > Pozdrawiam!


        Fajnie, Dżozefie, że dbasz o ważne wątki. To rzeczywiście dobrze, że nie
        schodzą ze szczytu. Ja dzisiaj też miałem przypływ natchnienia i płodzę właśnie
        czwartyu post w tym wątku dzisiaj... To trochę nieracjonalne, bo raczej
        powinienem je porcjować i wrzucać po jednym co jakiś czas... Ale co tam,
        wierzę, że ten wątek i tak długo jeszcze nie zniknie.

        Juz wcześniej pisałem o tym jak reagują ludzie na nazwę Genesis - "aha, Phil
        Collins!". W zasadzie zawsze już, gdy mnie ktoś pyta o moją ulubioną muzykę, to
        odpowiadam długim zdaniem złożonym - Genesis, ale to stare, z lat 70-tych,
        kiedy był Gabriel i Hackett, a Collins grał na perkusji albo nawet w ogóle go
        nie było.

        Tyle że mało kto zwraca na to rozwinięcie zdania uwagę, bo ludzie raczej nie
        wiedzą, kto to Hackett, Gabriel też nie jest tak popularny. I dlatego
        tłumaczenie o starym Genesis zwykle - czuję to, choć nikt mi tego nie mówi, ale
        czuję, że tak to jest przyjmowane - nie ma żadnego wpływu, bo ludzie pewnie
        sobie myślą - no dobra, może i był Genesis bez collinsa, ale co on był wart?
        Skoro jest nieznany, to pewnie był słaby, a ten Piotrek to coś tam wydziwia...
        Taki już los...

        A żeby przekonać kogoś do Genesis to nie można niestety tego zrobić "siłą", bez
        jego woli. To nie jest muzyka, która od razu wpada, i trzeba u słuchającego
        chęci jej zrozumienia i - przede wszystkim - potrzeba skupienia. A o to trudno,
        ludzie zwykle podchodzą do muzyki tak: ja usiądę, włączę i ta muzyka ma sama
        mnie zachwycić. A jak nie zachwyci, to znaczy, że do niczego. I przy tym
        zazwyczaj robią co innego, nie skupiają się. Przy takim podejściu odrzuca się
        Genesis, bo stadium takie, że muzyka zachwyca sama trzeba najpierw osiągnąć,
        trzeba nauczyć się "głębiej" zaglądać w tą muzykę, dopiero wtedy ma
        się "wprawę" w słuchaniu i można szybciej wydawać sądy.

        Jak komuś puszczałem stare płyty, albo pożyczałem, to zwykle nie robiły
        wrażenia. Bo one nie zrobią wrażenia, jeśli się słucha popu, przynajmniej nie
        zrobią wrażenia od razu. A pożyczanie rzeczy typu We can't Dance moim zdaniem
        mija się z celem - albo skaczemy na głęboką wodę i próbujemy zrobić rewolucję
        w "muzycznym świecie" danego człowieka, albo w ogóle nie ma co sobie głowy
        zawracać. Nie zależy mi na tym, by ktoś zamiast Budki Suflera słuchał Invisible
        Touch. (tu uwaga na marginesie - Budka ma jedną płytę, którą lubię, to jest
        Cień wielkiej góry. Polecam. Ale to było dawno... Obecna Budka to straszna
        porażka. Los podobny do Genesis...)

        Jak na razie to nie mam osiągnięć na polu nawracania, że tak to nazwę, choć
        trochę próbowałem, (ale też nie z jakimś wielkim zapałem), jedynie moja siostra
        czasem lubi posłuchać np. Supper's Ready czy fragmenty Lamb. Ale też nie jest
        jakoś zafascynowana. Ale cóż, wszystko przede mną...

        W ogóle to ciekawe, że ludzie słuchający progresywnego rocka czują taką
        misję... Inne gatunki muzyki chyba tak nie mają. Dla ludzi postronnych to może
        być zabawne, ale ja to rozumiem... - bo sam w to wpadłem.

        A jak bym miał wybrać, co komuś pożyczyć, to wybrałbym Selling... Myślę, że po
        kilku przesłuchaniach może to zrobić wrażenie nawet na kimś, kto nie jest
        obsłuchany z muzyką tamtych lat.

        Pozdrawiam, Piotrek

        • cze67 Re: Jak ludzie reaguja˛ na nazwe˛ Genesis 18.09.02, 17:36
          Gos´c´ portalu: Piotrek napisa?(a):
          poz˙yczanie rzeczy typu We can't Dance moim zdaniem mija sie˛ z celem - albo
          skaczemy na g?e˛boka˛ wode˛ i próbujemy zrobic´ rewolucje˛ w "muzycznym
          s´wiecie" danego cz?owieka, albo w ogóle nie ma co sobie g?owy
          > zawracac´.

          Nie zgodze sie z Toba. Na WCD sa utwory nawiazujace w jakims tam stopniu do
          starych nagran zespolu, mysle o obu najdluzstych, czyli Fiding Lights oraz
          Driving The Last Spike. Piekne, rozbudowane. Ktos kto nie zna starego oblicza
          zespolu, zak?adam teoretycznie, po wysluchaniu tej plyty byc moze zainteresuje
          sie tym co zespol tworzyl dawniej. Podobnie jest z Invisible Touch i
          instrumentalnym The Brazilian...
          Nie wszyscy maja taka wrazliwosc muzyczna, ze gdy im puscisz np. Fountain of
          Salmacis powiedza-to przepiekny utwor, to wspanialy zespol. Czasem do danej
          muzyki dociera sie oplotkami. Mnie np.w czasie gdy zespol znalem jedynie z Mamy
          i Illegal Alien zaciekawila instrumentalna czesc Home By The Sea. I odkrylem ze
          takich wspanialych (i wspanialszych) instrumentalnych partii ten zespol
          stworzyl w przeszlosci bardzo wiele. A gdyby mi ktos powiedzial w mlodosci, gdy
          sluchalem jedynie Abby-sluchaj, mam super kawalek nazywa sie The Return Of The
          Giant Hogweed, to bym po kilku minutach stwierdzil, ze do Genesis mnie nikt
          nigdy nie przekonam.
          Niektorzy musza dorosnac do tej muzyki. Rzucanie od razu na gleboko wode nie
          zawsze daje efekty. Jakkolwiek to w tym kontekscie zabrzmi.
          • Gość: Piotrek Re: Jak ludzie reaguja˛ na nazwe˛ Genesis IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.02, 19:09
            cze67 napisał:

            > Nie zgodze sie z Toba. Na WCD sa utwory nawiazujace w jakims tam stopniu do
            > starych nagran zespolu, mysle o obu najdluzstych, czyli Fiding Lights oraz
            > Driving The Last Spike. Piekne, rozbudowane. Ktos kto nie zna starego oblicza
            > zespolu, zak?adam teoretycznie, po wysluchaniu tej plyty byc moze
            zainteresuje
            > sie tym co zespol tworzyl dawniej. Podobnie jest z Invisible Touch i
            > instrumentalnym The Brazilian...
            > Nie wszyscy maja taka wrazliwosc muzyczna, ze gdy im puscisz np. Fountain of
            > Salmacis powiedza-to przepiekny utwor, to wspanialy zespol. Czasem do danej
            > muzyki dociera sie oplotkami. Mnie np.w czasie gdy zespol znalem jedynie z
            Mamy
            >
            > i Illegal Alien zaciekawila instrumentalna czesc Home By The Sea. I odkrylem
            ze
            >
            > takich wspanialych (i wspanialszych) instrumentalnych partii ten zespol
            > stworzyl w przeszlosci bardzo wiele. A gdyby mi ktos powiedzial w mlodosci,
            gdy
            >
            > sluchalem jedynie Abby-sluchaj, mam super kawalek nazywa sie The Return Of
            The
            > Giant Hogweed, to bym po kilku minutach stwierdzil, ze do Genesis mnie nikt
            > nigdy nie przekonam.
            > Niektorzy musza dorosnac do tej muzyki. Rzucanie od razu na gleboko wode nie
            > zawsze daje efekty. Jakkolwiek to w tym kontekscie zabrzmi.


            Hm... może i masz trochę racji. Ja też na początku słuchałem przecież Phila
            Collinsa - i starego Genesis długo nie rozumiałem i nie chciałem słuchać. I sam
            już nie wiem, jak to się stało, że się „przerzuciłem” na starszą muzykę.

            Tyle że to był długi proces – i nieodwracalny chyba - i dlatego teraz dla mnie
            WCD to w gruncie rzeczy zupełnie inna muzyka niż np. Selling. A że na WCD są
            nawiązania do przeszłości... Jakieś nawiązania zawsze się znajdzie, są na WCD
            lub IT utwory dobre (po jednym-dwóch na każdej z płyt), ale ja jednak nigdy
            nikomu bym nie pożyczył WCD ani IT, bo dla mnie te płyty w pewnym sensie źle
            świadczą o zespole – jest to oczywiście moje rozumienie sprawy, jest możliwe,
            że gdybym komuś dał do posłuchania WCD zamiast Selling, to ten ktoś, zamiast
            odrzucić Genesis od razu, jak to się dzieje zwykle przy starych płytach,
            zachwyciłby się i potem zaczął szukać innej muzyki Genesis, aż wreszcie
            dotarłby do tej najwartościowszej.

            Może to jest dobry trop. Ale ja jakoś nie mam sumienia, żeby tak robić.
            Zasadnicza część muzyki na WCD i IT to dla mnie po prostu nie jest prawdziwe
            Genesis. Może to też wynika z tego, że tak naprawdę muzykę z WCD lub IT
            przeciętny człowiek raczej zna – i to jest być może właśnie największy problem.
            Ta moja niechęć wynika bowiem również w dużym stopniu nie z samej muzyki, ale z
            tego, że prawie zawsze muszę tłumaczyć ludziom, JAKIEGO Genesis słucham, bo
            każdemu Genesis kojarzy się właśnie z WCD. A skoro wbijam człowiekowi do głowy,
            że słucham Genesis starego, a nie nowego, to jak mam mu pożyczyć WCD?

            Czyli – główny problem dla mnie to to, że zwykle ludzie słyszeli już Genesis, i
            należy nie tyle ich zapoznać z zespołem, co raczej zmienić im obraz tego
            zespołu.

            Po drugie – wolę pożyczyć coś, co naprawdę cenię i czego mogę i chcę bronić,
            niż coś do czego nie jestem przekonany, choćby miało to być nierozsądne
            z „propagandowego” punktu widzenia.

            A po trzecie to nie jestem przekonany, czy to rzeczywiście tak działa, że od
            nowego Genesis przejdzie się w gładszy sposób do starego, nie wiem, czy to
            rzeczywiście działa jak katalizator... Bo dla mnie to są jednak dwie różne
            bajki. Oczywiście podobieństwa i nawiązania są – i to liczne, ale sedno muzyki
            jest jakby inne... Nie jestem aż tak pewien, że to pomaga – najpierw słuchać
            WCD i potem iść dalej. Ale może...

            Tak czy inaczej ja wolę pożyczać ludziom Selling. Taką już mam strategię...
            Pewnie bardziej ryzykowną i mniej skuteczną, ale mimo to wolę się jej trzymać.

            I oczywiście wiem, że mało kto po przesłuchaniu Fountain of Salmacis powie mi,
            że to cudowne dzieło sztuki. Ale zawsze mam jakąś irracjonalną nadzieję, że
            ktoś taki pojawi się jednak. A chodzenie okrężną drogą jakoś mnie nie bawi,
            choćby może miało przynieść skutek. Może za bardzo jestem niecierpliwy... Ale
            tak już niestety mam.

            Ale to dobrze, że są różne „szkoły” – bo zawsze większa szansa, że któraś
            zaskutkuje.

            Pozdrawiam i życzę powodzenia!
            Piotrek
    • Gość: Piotrek Koncert w Spodku IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.02, 19:33
      A ciekaw jestem, co myślicie o koncercie Genesis w Polsce, który się odbył w
      Spodku – to było chyba jakieś 4 lata temu, w zimie.

      Ja byłem na tym koncercie i miałem mieszane uczucia.

      Z jednej strony to byłem i przed koncertem i w trakcie i po – zachwycony i
      wniebowzięty, że jest mi dane być na koncercie mojego ukochanego zespołu. I
      momentami naprawdę było pięknie, zagrali nawet niektóre starsze utwory, nawet
      akustyczny początkowy fragment Supper... Wszystkiego tego słuchałem z zapartym
      tchem. A najbardziej to podobał mi się Firth of Fifth – całkowicie
      instrumentalny.

      Tyle że był niestety pewien niedosyt. To co mi się nie podobało to nie tylko
      część repertuaru - nowego – za dużo go było moim zdaniem, ale niestety i sam
      Wilson. Zwłaszcza z tymi utworami, na których mi bardzo zależało, jak np.
      Carpet – po prostu sobie nie radził. Widać było, że chwilami się męczy, i to
      burzyło dużą część przyjemności ze słuchania. Być może był dobry do utworów na
      Calling all Stations, ale na starszych wypadał słabo. Dużo słyszałem, że
      niektórzy cieszyli się, że odszedł Collins, ale niestety Wilson moim zdaniem
      niewiele wniósł do zespołu. A jeśli chcemy porównać koncerty obu panów z
      zespołem – to porównajmy np. Seconds Out z koncertem w Spodku. Collins jednak
      śpiewał lepiej. Rzecz jasna Collins teraz to nie Collins z roku 78, i
      oczywiście w ogóle zrobił on dużo złego dla zespołu – ale wydaje mi się, że to
      zło tkwiło nie w warstwie wykonawczej, a raczej w warstwie komponowania utworów
      i ustalania brzmienia zespołu – Collins zmienił tu zespół na popowy. A Wilson
      nie zajmował się prawie w ogóle komponowaniem, a śpiewa moim zdaniem gorzej od
      Collinsa. I jeśli miałem zastrzeżenia do koncertu w Spodku, to właśnie przez
      Wilsona.

      A co wy myślicie o tym koncercie?

      Pozdrawiam, Piotrek

      PS. Co ciekawe, jedyna piosenka Genesis z Wilsonem, która mi się naprawdę
      podobała, to była piosenka Run out of Time, która nie wyszła na płycie, tylko
      później na jakimś singlu. Usłyszałem ją kiedys w Trójce (w dawnej Trójce
      jeszcze, zanim jej nie zaszlachtowano dżinglami, redukowaniem Kaczora i jemu
      podobnych i zastępowaniem ich „młodymi-zdolnymi” i innymi tego typu ruchami w
      kierunku przekształcenia się w radio Zet) – i nagrałem ją sobie na kasetę.
      Szkoda, że to nie wyszło to na płycie...

      PS2. Gdzieś tu przeczytałem, że Genesis zrezygnowało już z Wilsona. Powiedzcie
      mi, proszę, jeśli wiecie, bo ja nie jestem tak zorientowany w aktualnych
      wiadomościach i jakoś ich nie śledzę – jak to teraz jest z Genesis? Czy w ogóle
      nadal istnieje? Jeśli tak, to kto będzie śpiewał i w ogóle co oni robią teraz?

      • vulture Re: Koncert w Spodku 17.09.02, 23:30
        Gość portalu: Piotrek napisał(a):
        Gdzieś tu przeczytałem, że Genesis zrezygnowało już z Wilsona. Powiedzcie
        > mi, proszę, jeśli wiecie, bo ja nie jestem tak zorientowany w aktualnych
        > wiadomościach i jakoś ich nie śledzę – jak to teraz jest z Genesis? Czy w
        > ogóle
        > nadal istnieje? Jeśli tak, to kto będzie śpiewał i w ogóle co oni robią teraz?
        >

        Były pogłoski że wraca (BLLLLEEEEEEEEEEEEE!!!!!) Phil Collins, ale z tego co
        wiem, wydaje właśnie nową płytę i raczej nią się zajmie. Może nie wróci.
        Informacje na oficjalnej stronie uaktualniono ostatni raz w lipcu i dotyczą
        jedynie boksu z nagraniami z lat 1976-1992.
        • cze67 Co z Genesis? 18.09.02, 10:41
          Genesis oficjalnie sie nie rozpadl, ale na razie nic nie wskazuje na to, zeby
          pod tym szyldem wyszla jeszcze jakas plyta. Collins-Rutheford i Banks
          deklarowali rok temu bodajze, iz nagraja wspolnie jakas plyte ale nie pod
          szyldem Genesis. Ale z tych planow tez nic na razie nie wyszlo. Szkoda, ze tak
          to sie konczy. Wolalbym zeby nagrali jeszcze przynajmniej jedna (oczywiscie
          znakomita) plyte z Wilsonem, potem wydali plyte koncertowa z trasy z tym
          wokalista i oglosili ze to koniec. Byloby to ladne zakonczenie kariery tego
          zespolu. A taki stan zawieszenia jest bez sensu. Co gorsza, wyglada to tak,
          jakby Banks i Rutheford uznali plyte z Wilsonem za pomylke i porazke. A
          przeciez tak nie jest, to swietna plyta, tyle ze sie nie sprzedala. Ale to nie
          wina ani Wilsona ani muzyki na niej zawartej tylko przyzwyczajenia wiekszosci
          fanow, ze Genesis=Collins plus jacys tam muzycy.
          • Gość: why? Re: Co z Genesis? IP: *.unisoft.com.pl 18.09.02, 12:35
            cze67 napisał:

            > Genesis oficjalnie sie nie rozpadl, ale na razie nic nie wskazuje na to, zeby
            > pod tym szyldem wyszla jeszcze jakas plyta. Collins-Rutheford i Banks
            > deklarowali rok temu bodajze, iz nagraja wspolnie jakas plyte ale nie pod
            > szyldem Genesis


            nie lubię takiego pieprzenia ( widac collins oganiał sie od dzinnikarzy tą
            odpowiedzią na pytanie co dalej). to co po 30 latach zaczna grać techno albo
            death metal? wtedy zmiana nazwy miałaby sens.




          • Gość: why? Re: Co z Genesis? IP: *.unisoft.com.pl 18.09.02, 12:46
            Coś tak czuje, że Collins opędzi się z Testify, promocją i trasą koncertową (
            zapowiada , że trasa będzie mała) i za jakieś 2-3 lata nowy GENESIS studyjny.
            Słowo harcerza : - )
            • cze67 Re: Co z Genesis? 18.09.02, 12:50
              Gos´c´ portalu: why? napisa?(a):

              > Cos´ tak czuje, z˙e Collins ope˛dzi sie˛ z Testify, promocja˛ i trasa˛
              koncertowa˛ (
              > zapowiada , z˙e trasa be˛dzie ma?a) i za jakies´ 2-3 lata nowy GENESIS
              studyjny.
              > S?owo harcerza : - )

              Jest to mozliwe, tym bardziej, ze jakis czas temu Collins stwierdzil wrecz, ze
              kocha Rutheforda i gdy o nim mysli, to mu sie chce plakac (z tesknoty jak
              rozumiem).
        • cze67 Re: Koncert w Spodku 18.09.02, 11:33
          vulture napisa?:

          > By?y pog?oski z˙e wraca (BLLLLEEEEEEEEEEEEE!!!!!) Phil Collins, ale z tego co
          > wiem, wydaje w?as´nie nowa˛ p?yte˛ i raczej nia˛ sie˛ zajmie. Moz˙e nie
          wróci.
          Ale Ty nienawidzisz Collinsa! Co on Ci takiego zrobil?

          > Informacje na oficjalnej stronie uaktualniono ostatni raz w lipcu i dotycza˛
          > jedynie boksu z nagraniami z lat 1976-1992.
          Teraz jest nowa strona oficjalna: www.genesis-music.com/. Poza tym jest
          kilka fajnych nieoficjalnych:
          www.genesis-movement.co.uk/,
          www.congo.demon.co.uk/genesis.html,
          www.worldofgenesis.com/default.htm
          • vulture Phil (BLEEEE!!!) Collins 19.09.02, 17:08
            cze67 napisał:

            > vulture napisa?:
            >
            > > By?y pog?oski z˙e wraca (BLLLLEEEEEEEEEEEEE!!!!!) Phil Collins, ale z tego
            > co
            > > wiem, wydaje w?as´nie nowa˛ p?yte˛ i raczej nia˛ sie˛ zajmie. Moz˙e nie
            > wróci.
            > Ale Ty nienawidzisz Collinsa! Co on Ci takiego zrobil?

            Po prostu uważam go i jego płyty za maksymalne dno. Nagrania Genesis od lat 80-
            tych do opuszczenia przez niego Genesis również. Jest to dla mnie kaszaniarz
            godny towarzystwa Cliffa Richarda i Roda Stewarta.
            • Gość: Piotrek Re: Phil (BLEEEE!!!) Collins IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.02, 18:49
              vulture napisał:

              > Po prostu uważam go i jego płyty za maksymalne dno. Nagrania Genesis od lat
              80-
              > tych do opuszczenia przez niego Genesis również. Jest to dla mnie kaszaniarz
              > godny towarzystwa Cliffa Richarda i Roda Stewarta.


              No, kolego, nie przesadzaj. Też nie przepadam za Collinsem, ale nie jest on też
              żadnym diabłem wcielonym. Co do jego solowej kariery to zasadniczo masz rację,
              zwłascza jeśli się weźmie pod uwagę ostatnie płyty - od Both Sides of the Story
              (tak to się chyba nazywało) w górę- jest to coś wręcz żenującego.

              Ale w Genesis miał i swoje dobre lata, takie albumy jak W&W lub Trick of the
              Tail są świetne. A poza tym często śmiejąc się z popowego-śpiewającego Collinsa
              często zapomina się, że był on w Genesis już od 1971 roku świetnym perkusistą.
              I wtedy też sporo wnosił dobrego do zespołu. I późniejsze jego "stoczenie się"
              nie powinno zamazywać tych jego zasług. Tzn. świat nie jest nigdy czarno-biały.
              Więc nie pałajmy aż tak złymi emocjami do tego człowieka, który po prostu w
              pewnym momencie zbłądził i raczej trzeba mu współczuć, a nie aż tak go
              potępiać. Bądźmy bardziej obiektywni.

              Ja na przykład Cliffa Richarda nie mam za co szanować i w ogóle mam go gdzieś.
              A Collinsa nie mam gdzieś, i na pewno jakis tam szacunek dla niego mam, bo
              wiem, że zrobił on wiele niedobrych rzeczy, ale też wcześniej współtworzył ten
              wspaniały Genesis, który uwielbiam. I tego też mu nie zapomnę.

              Pozdrawiam, Piotrek
              • vulture Re: Phil (BLEEEE!!!) Collins 19.09.02, 20:09
                Toteż napisałem że od lat 80-tych - chodzi mi o płyty typu "Genesis"
                czy "Abacab". Do "Trick..." i "Wind..." nic nie mam. Artysta Collins potem
                niestety wypracował swój niepowtarzalny styl który jest dla mnie tak
                błyskotliwy i atrakcyjny jak kulka żuczka-gnojaczka z "Pszczółki Mai".
                • Gość: why? Re: Phil (BLEEEE!!!) Collins IP: *.unisoft.com.pl 20.09.02, 11:42
                  vulture napisał:

                  > Toteż napisałem że od lat 80-tych - chodzi mi o płyty typu "Genesis"
                  > czy "Abacab". Do "Trick..." i "Wind..." nic nie mam. Artysta Collins potem
                  > niestety wypracował swój niepowtarzalny styl który jest dla mnie tak
                  > błyskotliwy i atrakcyjny jak kulka żuczka-gnojaczka z "Pszczółki Mai".

                  chyba troche przesady w tym negowaniu Collinsa. przecież na każdej jego płycie
                  solowej można znaleśc ambitne fajne kawałki. oto przykłady:tomorrow newer
                  knows, do you know do you care, thru these walls, colours, i've forgotten
                  ewrything, lorenzo,we wait we wonder etc....(tu jeszcze można wpisać kilka
                  rewelacyjnych utworów) i nikt mi nie powie , że to słabe utwory. a jeśli ktoś
                  zna collinsa tylko z singli puszczanych w mtv(tu zgoda bleeeee) to jego
                  problem.pozdr.
                  • cze67 Re: Phil (BLEEEE!!!) Collins 20.09.02, 11:50
                    Gos´c´ portalu: why? napisa?(a):

                    > chyba troche przesady w tym negowaniu Collinsa. przeciez˙ na kaz˙dej jego
                    p?ycie solowej moz˙na znales´c ambitne fajne kawa?ki. oto przyk?ady:tomorrow
                    newer knows, do you know do you care, thru these walls, colours, i've
                    forgotten ewrything, lorenzo,we wait we wonder etc....(tu jeszcze moz˙na
                    wpisac´ kilka rewelacyjnych utworów) i nikt mi nie powie , z˙e to s?abe utwory.
                    a jes´li ktos´ zna collinsa tylko z singli puszczanych w mtv(tu zgoda bleeeee)
                    to jego problem.

                    Nie podejrzewam vulture o to, ze swoja opinie wyraza jedynie na podstawie mtv,
                    ale mniejsza o to. Ja tez uwazam, ze Collins nie zasluguje na az takie
                    potepienie, ale coz, vulture go nie lubi i tyle. Zargumentowal to dosyc
                    dokladnie i dosyc na tym.
                    Ja bym dodal od siebie, ze na pierwszej plycie Phila sa same znakomite kawalki,
                    bardzo lubie Face Value, to znakomity krazek. Szkoda, ze potem podazyl w strone
                    komercji i konfekcji. Ale jego koncert w Paryzu (na wideo) sprzed kilku lat
                    bardzo mi sie podobal...
                    • Gość: why? Re: Phil (BLEEEE!!!) Collins IP: *.unisoft.com.pl 20.09.02, 12:33
                      > Ja bym dodal od siebie, ze na pierwszej plycie Phila sa same znakomite
                      kawalki,
                      >
                      > bardzo lubie Face Value, to znakomity krazek.


                      są tacy , którzy stawiają FACE VALUE obok DUKE'A( ja na pewno nie). z drugiej
                      strony ciekawe jakby potoczyła się kariera COLLINSA( jeśliby wogle potoczła)
                      gdyby BANKS i RUTHERFORD nie odrzucili IN THE AIR TONIGHT z DUKE'A.ponoć nie
                      pasował stylistycznie do GENESIS : - )))).
                    • Gość: why? Re: Phil (BLEEEE!!!) Collins IP: *.unisoft.com.pl 20.09.02, 12:37
                      Ale jego koncert w Paryzu (na wideo) sprzed kilku lat
                      > bardzo mi sie podobal...


                      ... i dopiero widać było różnicę pomiędzy koncertem w Spodku a z tym z Paryża
                      (praktycznie ten sam rok). jednak Wilson-frontman przy Collinsie to maślak. o
                      oprawie koncertu nie wspominając.
                      • cze67 Re: Phil (BLEEEE!!!) Collins 20.09.02, 12:50
                        Wiesz, nie ma co porownywac obu koncertow i obu frontmanow. Po pierwsze to dwa
                        rozne rodzaje muzyki, po drugiej muzycy Genesis (oprocz Gabriela a potem
                        Collinas) nie przepadali za robieniem show na scenie. Wilson wyglada mi na
                        czlowieka skromnego, bardziej introwertyka, nie jest osobowoscia estradowa.
                        Jest po prostu milym facetem o swietnym glosie. Koncert w Spodku, mimo braku
                        efektownej oprawy, bardzo mi sie podobal. Ale o tym juz pisalem.
                        Ale i tak najpiekniejszym koncertem ktory widzialem, niestety tylko na wideo,
                        jest koncert Gabriela z Madrytu w czasie trasy Secret Life. Cos niezwyklego!
                        Tego nic nie przebije...
                        • Gość: why? Re: Phil (BLEEEE!!!) Collins IP: *.unisoft.com.pl 20.09.02, 13:02
                          cze67 napisał:


                          > Ale i tak najpiekniejszym koncertem ktory widzialem, niestety tylko na wideo,
                          > jest koncert Gabriela z Madrytu w czasie trasy Secret Life. Cos niezwyklego!
                          > Tego nic nie przebije...


                          o tu się nie zgodzę , owszem secret world jest świetny ale ja wolałbym zobaczyć
                          koncert z Plays Live, a także Seconds Out ( ponoć coś takiego istniało tylko
                          strasznie cięzko zdobyć-muzycy wycofali to z obiegu czy cos takiego)

                          • cze67 Re: Phil (BLEEEE!!!) Collins 20.09.02, 13:13
                            Gos´c´ portalu: why? napisa?(a):

                            > o tu sie˛ nie zgodze˛ , owszem secret world jest s´wietny ale ja wola?bym
                            zobaczyc´ koncert z Plays Live, a takz˙e Seconds Out ( ponoc´ cos´ takiego
                            istnia?o tylko strasznie cie˛zko zdobyc´-muzycy wycofali to z obiegu czy cos
                            takiego)

                            Sa dwa filmy dotyczace tego okresu. Podaje za serwisem
                            mip.and.pl/wklatce/
                            In Concert
                            Dane:  UK    1976
                            Planowany jako oficjalny film przedstawiaja˛cy zespó? na scenie, niestety
                            podobno cz?onkowie grupy nie zgodzili sie˛ na jego emisje w kinach. Film wydany
                            zosta? na kasecie video w Urugwaju, a takz˙e nieoficjalnie w Japonii na
                            laserdiscu. Czas: 60 minut.
                            - I Know What I Like
                            - Fly On A Windshield
                            - The Carpet Crawlers
                            - The Cinema Show
                            - Entangled
                            - Supper's Ready
                            - Los Endos

                            Seconds Out - Genesis Live
                            Dane:  UK    1977
                            Jest to prawdopodobnie film promocyjny firmy Showco z Dallas organizuja˛cej
                            trasy koncertowe. Byc´ moz˙e zosta? nakre˛cony podczas koncertu, który odby?
                            sie˛ 19 marca 1977r. w Dallas. Film trwa 28 minut.
                            - Firth Of Fifth
                            - Dance Of A Volcano
                            - Los Endos
                            - The Lamb Lies Down On Broadway
                            - The Musical Box

                            tez bym sobie obejrzal...
                            • Gość: why? Re: Phil (BLEEEE!!!) Collins IP: *.unisoft.com.pl 20.09.02, 13:20
                              cze67 napisał:

                              > Gos´c´ portalu: why? napisa?(a):
                              >
                              > > o tu sie˛ nie zgodze˛ , owszem secret world jest s´wietny ale ja wola?bym
                              > zobaczyc´ koncert z Plays Live, a takz˙e Seconds Out ( ponoc´ cos´ takiego
                              > istnia?o tylko strasznie cie˛zko zdobyc´-muzycy wycofali to z obiegu czy cos
                              > takiego)
                              >
                              > Sa dwa filmy dotyczace tego okresu. Podaje za serwisem
                              > <a href="http://mip.and.pl/wklatce/"target="_blank">mip.and.pl/wklatce/</a>
                              > In Concert
                              > Dane:  UK    1976
                              > Planowany jako oficjalny film przedstawiaja˛cy zespó? na scenie, niestety
                              > podobno cz?onkowie grupy nie zgodzili sie˛ na jego emisje w kinach. Film
                              wydany
                              >
                              > zosta? na kasecie video w Urugwaju, a takz˙e nieoficjalnie w Japonii na
                              > laserdiscu. Czas: 60 minut.
                              > - I Know What I Like
                              > - Fly On A Windshield
                              > - The Carpet Crawlers
                              > - The Cinema Show
                              > - Entangled
                              > - Supper's Ready
                              > - Los Endos
                              >
                              > Seconds Out - Genesis Live
                              > Dane:  UK    1977
                              > Jest to prawdopodobnie film promocyjny firmy Showco z Dallas organizuja˛cej
                              > trasy koncertowe. Byc´ moz˙e zosta? nakre˛cony podczas koncertu, który odby?
                              > sie˛ 19 marca 1977r. w Dallas. Film trwa 28 minut.
                              > - Firth Of Fifth
                              > - Dance Of A Volcano
                              > - Los Endos
                              > - The Lamb Lies Down On Broadway
                              > - The Musical Box
                              >
                              > tez bym sobie obejrzal...


                              .... i zgubiłem szczenę i mam slinotok.skandal, Urugwaj???????? kurde może ktoś
                              to ma i jakaś wymianka??.
                              • cze67 Re: Phil (BLEEEE!!!) Collins 20.09.02, 13:27
                                Gos´c´ portalu: why? napisa?(a):
                                > .... i zgubi?em szczene˛ i mam slinotok.skandal, Urugwaj???????? kurde moz˙e
                                ktos´ to ma i jakas´ wymianka??.

                                Slaba szansa chyba. Zeby Cie jeszcze dobic, to zdaje sie zachowalo sie tez
                                kilka nagranych koncertow w skladzie z Gabrielem. Swiadczy o tym kilkanascie
                                nagran z roznych koncertow zamieszczonych na stronie
                                www.areacom.it/arte_cultura/fos/index.html
                                Nie wierze, ze ekipa filmowa po nagraniu jednego utworu szla sobie do domu. Nie
                                wiem dlaczego te koncerty nie zostaly wydane... Moze, kiedys...
                                • Gość: why? Re: Phil (BLEEEE!!!) Collins IP: *.unisoft.com.pl 20.09.02, 13:35
                                  cze67 napisał:

                                  > Gos´c´ portalu: why? napisa?(a):
                                  > > .... i zgubi?em szczene˛ i mam slinotok.skandal, Urugwaj???????? kurde moz
                                  > ˙e
                                  > ktos´ to ma i jakas´ wymianka??.
                                  >
                                  > Slaba szansa chyba. Zeby Cie jeszcze dobic, to zdaje sie zachowalo sie tez
                                  > kilka nagranych koncertow w skladzie z Gabrielem. Swiadczy o tym kilkanascie
                                  > nagran z roznych koncertow zamieszczonych na stronie
                                  > <a
                                  href="http://www.areacom.it/arte_cultura/fos/index.html"target="_blank">www.
                                  > areacom.it/arte_cultura/fos/index.html</a>
                                  > Nie wierze, ze ekipa filmowa po nagraniu jednego utworu szla sobie do domu.
                                  Nie
                                  >
                                  > wiem dlaczego te koncerty nie zostaly wydane... Moze, kiedys...



                                  ...że nagrania z GABRIELEM są to ja wiem, wiem także o koncercie z okresu
                                  SELLING gdzieś 1973 rok. oraz 2 materiały około 1h z tv belgijskej ( widziałem
                                  urywki)z 1972 i włoskiej ten sam rok. dziwi mnie , że okres z wczesnym
                                  COLLINSEM ( tak do 1981 roku) został tak olany, a może nie? tylko trzymają na
                                  póżniej?
                                  • cze67 Koncerty, koncerty... 20.09.02, 13:42
                                    Gos´c´ portalu: why? napisa?(a):

                                    > ...z˙e nagrania z GABRIELEM sa˛ to ja wiem, wiem takz˙e o koncercie z okresu
                                    > SELLING gdzies´ 1973 rok. oraz 2 materia?y oko?o 1h z tv belgijskej (
                                    widzia?em
                                    > urywki)z 1972 i w?oskiej ten sam rok. dziwi mnie , z˙e okres z wczesnym
                                    > COLLINSEM ( tak do 1981 roku) zosta? tak olany, a moz˙e nie? tylko trzymaja˛
                                    na póz˙niej?

                                    Sa jakies bliztej niesprecyzowane plany wydawania plyt i koncertow Genesis dla
                                    czlonkow klubu tegoz zespolu. Mialo to ruszyc jesienia. Nie wiem czy cos z tego
                                    wyszlo...
                        • cze67 Re: Phil (BLEEEE!!!) Collins 20.09.02, 13:07
                          cze67 napisa?:

                          > Ale i tak najpiekniejszym koncertem ktory widzialem, niestety tylko na wideo,
                          > jest koncert Gabriela z Madrytu w czasie trasy Secret Life. Cos niezwyklego!

                          Nie z Madrytu, tylko Barcelony, sorry
                    • vulture Re: Phil (BLEEEE!!!) Collins 20.09.02, 15:30

                      > Gos´c´ portalu: why? napisa?(a):
                      >
                      > > chyba troche przesady w tym negowaniu Collinsa. przeciez˙ na kaz˙dej jego
                      > p?ycie solowej moz˙na znales´c ambitne fajne kawa?ki. oto przyk?ady:tomorrow
                      > newer knows

                      To nie jego utwór tylko paskudna przeróbka The Beatles.

                      , do you know do you care, thru these walls, colours, i've
                      > forgotten ewrything, lorenzo,we wait we wonder etc....(tu jeszcze moz˙na
                      > wpisac´ kilka rewelacyjnych utworów) i nikt mi nie powie , z˙e to s?abe
                      utwory.

                      A mi się nie podobają ponieważ uważam je za dno. Niestety, nikt i nic mnie do
                      PC nie przekona.
                      >
                      > a jes´li ktos´ zna collinsa tylko z singli puszczanych w mtv(tu zgoda
                      bleeeee)
                      > to jego problem.

                      Niestety miałem okazję wysłuchać wszystkich płyt z live włącznie. Nie podobały
                      mi się i pewnie mi się już nie spodobają. Guma do żucia i kit do okien.
      • cze67 Re: Koncert w Spodku 18.09.02, 10:53
        Gos´c´ portalu: Piotrek napisa?(a):

        > A ciekaw jestem, co mys´licie o koncercie Genesis w Polsce, który sie˛ odby?
        w Spodku ? to by?o chyba jakies´ 4 lata temu, w zimie.

        MNie sie koncert bardzo podobal. Nie uwazam, ze Wilson sobie nie radzil,
        zrobil na mnie jak najlepsze wrazenie. Moglo byc co prawda wiecej starych
        utworow, ale coz... Przynajmniej byly w calosci a nie w skladance jak w
        skladzie z Collinsem (zreszta bardzo dobrej skladance). Nie, nie bylem
        rozczarowany, moze dlatego, ze plyta z Wilsonem bardzo mi sie podobala, a jego
        glos pasowal mi do tej muzyki, czynil ja nieco mroczniejsza niz w czasach
        Collinsa. Tylko bis mnie rozczarowal-I Cant Dance i Throwing It All Away to
        jednak nie to co tygrysy lubia najbardziej (chociaz Throwing to piekna
        ballada, ale na bis?).

        > PS. Co ciekawe, jedyna piosenka Genesis z Wilsonem, która mi sie˛ naprawde˛
        > podoba?a, to by?a piosenka Run out of Time, która nie wysz?a na p?ycie, tylko
        > póz´niej na jakims´ singlu. Us?ysza?em ja˛ kiedys w Trójce (w dawnej Trójce
        > jeszcze, zanim jej nie zaszlachtowano dz˙inglami, redukowaniem Kaczora i jemu
        > podobnych i zaste˛powaniem ich ?m?odymi-zdolnymi? i innymi tego typu
        > ruchami w
        > kierunku przekszta?cenia sie˛ w radio Zet) ? i nagra?em ja˛ sobie na kasete˛
        > .
        > Szkoda, z˙e to nie wysz?o to na p?ycie...

        Tak, ja tez bardzo lubie ten utwor...
        • cze67 Najbardziej Genesisowe... 20.09.02, 15:20
          Jak juz wczesniej napisalem, niektore plyty Steve Hacketta sa bardziej
          genesisowe niz nagrania Genesis po 1980 roku. Najbardziej jego pierwsze solowe
          dzielo-Voyage of the Acolite. Dodalbym do tego jeszcze solowa plyte Anta
          Philipsa ich pierwszego gitarzysty - The Geese and The Ghost. Na obu udzielaja
          sie Mike Rutheford i Phil Collins. Dla wielbicieli Genesis - jazda obowiazkowa.
          Znacie moze jeszcze jakies plyty, niekoniecznie muzykow Genesis (no i
          pierwszej plyty Marillion), ktore mozna kojarzyc z tworczoscia Genesis?
          • Gość: Jacek Re: Najbardziej Genesisowe... IP: 2.3.STABLE* / 10.10.15.* 20.09.02, 16:01
            Witam !
            Znasz Gentle Giant np. Octopus ? Można doszukać się podobieństw.
            Pozdrawiam.
            • cze67 Re: Najbardziej Genesisowe... 20.09.02, 16:03
              Gos´c´ portalu: Jacek napisa?(a):

              > Witam !
              > Znasz Gentle Giant np. Octopus ? Moz˙na doszukac´ sie˛ podobien´stw.
              > Pozdrawiam.

              Dzieki za wskazowke. No wlasnie, Gentle Giant od dawna za mna chodzi, duzo
              slyszalem o tym zespole a nic ich muzyki, na razie to dla mnie terre incognita.
              Mowisz Octopus? No to trzeba poszukac...
              • Gość: Jacek Re: Najbardziej Genesisowe... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.09.02, 17:52
                Na początek polecam kompilację Edge of twilight - tam są praktycznie najlepsze
                utwory tej grupy (Dla mnie nr 1 to Three friends - tylko dlaczego jest taki
                krótki)
                Pozdrawiam.
    • Gość: Piotrek From Genesis... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.09.02, 12:47
      No dobra, po kilku dniach przerwy pogadajmy znowu o Genesis.

      Poruszę teraz drażliwą sprawę. Znany jest rozdźwięk między starym i nowym
      Genesis, ale nic się tu jeszcze nie mówiło o Genesis najstarszym, tzn. o płycie
      From Genesis to Revelation. Cha, cha! Ta płyta to jest dopiero numer.

      Zwykle olewa się tą płytę i nie traktuje jej poważnie, bo to jest oczywiście
      zupełnie inna muzyka, zawsze to mi się kojarzyło z czymś między wczesnymi
      Beatlesami a Bee Gees. Takie sobie pioseneczki. Ale z drugiej strony to jest
      tam jednak jakiś przebłysk tego, co miało nastąpić. Brzmienie jakby bogatsze
      niż ówczesne zespoły popularnej muzyki, teksty też zupełnie inne. A i niektóre
      melodyjki nawet przyjemne... W ogóle jakby się w to wsłuchać, to nie jest
      takie straszne. Można posłuchać jako przyjemne tło do robienia czegoś innego. I
      można tego słuchać! – tzn. mnie przynajmniej nie denerwuje to, a np. We Can’t
      Dance nie za bardzo mogę słuchać, bo mnie miejscami strasznie irytuje. A
      FromGtR to nie jest aż tak banalne, jak to się uważa. Tzn. jest banalne w
      porównaniu z następnymi płytami, ale jak by to przyłożyć do np. WCD, to ja
      chyba wolę FGtR. (tzn. niektóre rzeczy z WCD czy IT są przyjemne, ale całości
      nie zniosę. A FGtR jest całe utrzymane w podobnym fajnym klimacie)

      Słucham sobie właśnie tego i całkiem miłe te piosneczki. Choć w kółko tego
      pewnie nie mógłbym słuchać. Ale raz na jakiś czas... Myślę, że takiej muzyki
      nie powstydziłyby się na pewno ówczesne zespoły, których stare utwory puszcza
      się teraz np. w radiu Pogoda jako „przeboje lat 60-tych i 70-tych”.

      Ale faktem pozostaje, że jest to inna muzyka, niż na następnych płytach, nawet
      jeśli jedna czy dwie piosenki pasowałyby może jeszcze do którejś z następnych
      płyt (ale jeśli tak, to tylko jako miły krótki przerywnik, a nie główna część).
      I z tego, co słyszałem, wielu w ogóle nie traktuje jej jako płyty Genesis, tzn.
      jako pierwszą płytę zespołu wymienia się Tresspass. Muszę przyznać, że i ja tak
      robię. Tzn. jak mnie ktoś spyta o ich pierwszą płytę, to może coś bąknę, że
      nagrali najpierw FGtR, ale zawsze odpowiem, że tak naprawdę pierwsza płyta
      Genesis to Tresspass. I uważam, że jest to jednak słuszne podejście,
      przynajmniej jeśli, tak jak ja to robię, zespół Genesis utożsamia się raczej z
      pewnym rodzajem muzyki, a nie z samą nazwą Genesis.

      A co Wy o tym myślicie? Lubicie tą płytę, czy ją odrzucacie?

      Jak Was się pyta o to, która płyta Genesis jest pierwsza, to co odpowiadacie?

      Czy nie myślicie, że Genesis powinien np. zmienić nazwę przed nagraniem
      Tresspass? Choć jak się domyślam zespół wtedy wcale by tego nie chciał...Ale
      może tak to wygląda z perspektywy czasu? Bo zwykle jednak poznając zespól,
      patrzy się na jego pierwszy album, czasem jest to nawet album najważniejszy. A
      tu jest wręcz odwrotnie. Chcąc poznać prawdziwy Genesis, trzeba unikać
      pierwszej płyty. Można ją poznać dopiero później, jako ciekawostkę, ale chyba
      lepiej nie poznawać jej wcześniej...

      A na koniec pytanie – może wiecie, bo ja nie wiem (choć domyślam się
      odpowiedzi) – czy Genesis wracał potem do tych utworów? Czy np. po nagraniu
      Tresspass lub kolejnych płyt grał na koncertach coś z FGtR? Jeśli odpowiedź
      byłaby twierdząca, to byłbym zaskoczony...

      Pozdrawiam, Piotrek
      • cze67 Re: From Genesis... 23.09.02, 13:03
        Odnosnie FGTR... Ta plyta ma swoj niewatpliwy urok, urok pierwszych prob
        zespolu, ktory jeszcze nie wie, czym ma byc w przyszlosci. Wlasciwie nie
        zapowiada muzyki, ktora zespol mial grac w nastepnych latach. Jak napisales,
        takie piosnki bez wielkich ambicji (chociaz texty sa jak slyszalem bardzo
        ambitne). Bardzo przyjemna plyta. To co mnie denerwuje, ale nie we wszystkich
        utworach, to ze orkiestrowe aranzacje, ktore moznaby sobie czasem darowac...
        O ile wiem, to muzycy po wydaniu tej plyty nie koncertowali.
        Dla mnie fascynujacy jest okres, ktory nastapil zaraz po nagraniu tej plyty,
        gdy muzycy, zauroczenie In The Court Of The Crimson King postanowili pojsc
        podobna sciezka. Powstaly wowczas takie utwory jak Pacidy, Going Out to Get
        You, a przede wszystkim przepiekny Let Us Now Make Love, utwory jeszcze proste,
        rzeklbym mlodziencze, ale juz bardziej rozbudowane, bardziej przemyslane,
        zapowiadajace to co znajdzie sie na Tresspas. Mozna je uslyszec na Archive 1.
        Warto!
        • Gość: airborn Collins (było: Genesis) IP: 195.205.139.* 26.09.02, 09:49
          Pojeździliście sobie tutaj po Philu Collinsie. Znacie taki zespół Brand X, w
          którym się udzielał pod koniec lat 70.? Fantastyczny jazz-rock, z feelingiem,
          energią, pomysłem - czołówka gatunku. Podobnie znakomite są jego partie na
          trzeciej płycie solowej Gabriela - przecież w dużej mierze dzięki nim ta płyta
          ma taką pozycję w świecie rocka, jaką ma.

          Myślę, że obciążanie Collinsa całą winą za degrengoladę Genesis w latach 80.
          jest nieporozumieniem. Zwłaszcza, że panowie Banks i Rutherford mieli na
          płycie "Calling All Stations" okazję wykazać się i wyszło im to tak średnio. A
          i ich solowe projekty w żaden sposób nie są bardziej ambitne od solowych płyt
          Collinsa (mam na myśli oczywiście lata 80. i 90.)
          • vulture Re: Collins (było: Genesis) 26.09.02, 23:33
            Gość portalu: airborn napisał(a):


            > Myślę, że obciążanie Collinsa całą winą za degrengoladę Genesis w latach 80.
            > jest nieporozumieniem. Zwłaszcza, że panowie Banks i Rutherford mieli na
            > płycie "Calling All Stations" okazję wykazać się i wyszło im to tak średnio.

            Każdemu wg potrzeb- ja uważam, że ta płyta jest o niebo lepsza niż wygłupy
            typu "We Can't Dance", ale wiem, że Philofilów nie da się przekonać smile
            • Gość: airborn Re: Collins (było: Genesis) IP: 195.205.139.* 27.09.02, 09:27
              vulture napisał:

              > Każdemu wg potrzeb- ja uważam, że ta płyta jest o niebo lepsza niż wygłupy
              > typu "We Can't Dance", ale wiem, że Philofilów nie da się przekonać smile

              O rany, rzetelności trochę... WCD jest zasadniczo beznadziejna, ale zawiera dwa
              wspaniałe, długie utwory. CAS ma ambicje powrotu do stylu dawnego Genesis - ale
              skończyło się na kawałkach typu Congo i Shipwrecked, co wyraźnie wskazuje, że
              nawet bez Phila Tony i Mike nie byli w stanie nagrać nic z ducha dawnych
              czasów. Nawet jeśli chcieli...

              Nie jestem wielbłądem ani Philofilem, natomiast uważam obciążanie całym złem
              Genesis lat 80. Phila. za nierzetelne i niezgodne z prawdą. Mówi się o jego
              solowych płytach - czy płyty Mike'a i jego Mechaników były w czymkolwiek
              lepsze? A Tony'ego? _Wszyscy_ panowie chcieli zarobić więcej pieniędzy, nie
              tylko Phil.
              A osobą, która w największym stopniu zachował ducha Genesis, jest Steve
              Hackett.
              • cze67 Re: Collins (by?o: Genesis) 27.09.02, 09:45
                Pax, pax, panowie (lac. pokoj, pokoj, panowie). Nie ma co sie przerzucac
                inwektywami. Kazdy lubi to co lubi mozna to powiedziec spokojnie. Volture
                nienawidzi Phila - jego sprawa, nie ma co go nawracac. Airborn nie lubi CAS -
                ok - nie ma sprawy. Nie ma co sie obrazac.
                Ja sie wypowiem w tej kwestii. Wedlug mnie WCD nie jest "wyglupem", choc chyba
                nigdy nie przekonam sie calkowicie do tej plyty (te ballady bez uroku), ale ma
                rzeczywiscie kilka wartych uwagi utworow. CAS to nie tylko Congo i Shipwrecked
                (wedlug mnie zreszta niczego sobie utwory), ale takze There Most Be Some Other
                Way, One Mans Fool czy Uncertain Wether - dlugie, rozbudowane, wspaniale.
                Generalnie o wiele bardziej cenie CAS, ale WCD nie przekreslam. Zalezy od
                nastroju. Na kazdej plycie Genesis mozna znalezc cos wspanialego. Wedlug mnie
                oczywiscie.
                • Gość: why? Re: Collins (by?o: Genesis) IP: *.unisoft.com.pl 27.09.02, 11:05
                  czytając wiele wywiadów z banksem czy z m.r dochodzę do wniosku, że to oni
                  chcieli na siłę dorównać collinsowi w popularności i to oni byli motorem zmiany
                  brzmienia i muzyki... sad(
                  • Gość: airborn Re: Collins (było: Genesis) IP: 195.205.139.* 27.09.02, 11:55
                    Dla mnie argumentem bardzo mocno przemawiającym przeciw Banksowi i
                    Rutherfordowi jest zawieszenie działalności zespołu po CAS. Ponieważ płyta
                    sprzedała się gorzej niż oczekiwali (chociaż większość wykonawców może tylko
                    marzyć o takiej sprzedaży), panowie chowają zabawki i mówią, że nas to już nie
                    interesuje. Już nie mówię o tym, że jest to zachowanie nielojalne w stosunku do
                    Wilsona i D'Virgilio, którzy dla Genesis poświęcili karierę w swoich zespołach.
                    Ale chodzi raczej o coś innego. Samo CAS było dla mnie rozczarowujące
                    (wymienione kawałki IMO trudno zaliczyć do wybitnych), ale miało pewne
                    obiecujące momenty. Ten skład stać było do nawiązania do Duke'a, czy może nawet
                    jeszcze wcześniejszych płyt. Tylko Banksowi i Rutherfordowi już na tym, jak
                    widać, nie zależało. Ponieważ nie mogli skasować więcej pieniędzy niż
                    poprzednio, wycofali się. I to była tylko i wyłącznie ich decyzja.
                    • cze67 Re: Collins (by?o: Genesis) 27.09.02, 12:15
                      Calkowicie sie z Toba zgadzam, jezeli chodzi o postepowanie panow B. i R.
                    • Gość: why? Re: Collins (było: Genesis) IP: *.unisoft.com.pl 27.09.02, 12:18
                      Gość portalu: airborn napisał(a):

                      > Dla mnie argumentem bardzo mocno przemawiającym przeciw Banksowi i
                      > Rutherfordowi jest zawieszenie działalności zespołu po CAS. Ponieważ płyta
                      > sprzedała się gorzej niż oczekiwali (chociaż większość wykonawców może tylko
                      > marzyć o takiej sprzedaży), panowie chowają zabawki i mówią, że nas to już
                      nie
                      > interesuje. Już nie mówię o tym, że jest to zachowanie nielojalne w stosunku
                      do
                      >
                      > Wilsona i D'Virgilio, którzy dla Genesis poświęcili karierę w swoich
                      zespołach.
                      >
                      > Ale chodzi raczej o coś innego. Samo CAS było dla mnie rozczarowujące
                      > (wymienione kawałki IMO trudno zaliczyć do wybitnych), ale miało pewne
                      > obiecujące momenty. Ten skład stać było do nawiązania do Duke'a, czy może
                      nawet
                      >
                      > jeszcze wcześniejszych płyt. Tylko Banksowi i Rutherfordowi już na tym, jak
                      > widać, nie zależało. Ponieważ nie mogli skasować więcej pieniędzy niż
                      > poprzednio, wycofali się. I to była tylko i wyłącznie ich decyzja.





                      Święte słowa!!I przypieprzanie się do Collinsa nie ma sensu. był jednym z
                      trzech , który komercjalizował GENESIS, ale przynajmniej nie bajerował i
                      otwarcie przyznawał , że podoba sie mu pop, soul i podobne badziewie i cieszył
                      się z w którymś z wywiadów, że nadeszła era punk i wymiotła progresywnych
                      zgredów takich jak el&p i innych. I ja się cieszę , że od czasu do czasu w
                      latach póżniejszych zagrali coś ambitnego.
                      • vulture zawieszenie działalności 28.09.02, 10:55
                        Zgadzam się z przedmówcami. Fakt, że artysta, którego dokonania zawsze
                        kojarzyło się - nie oszukując się, w przypadku Genesis z pierwszym etapem
                        działalności (do 1975) - z ambicjami i chęcią pokazania czegoś intrygującego,
                        nagle zawiesza działalność z powodu kiepskiej sprzedaży płyty, jest dziwny.
                        Niestety, panowie R i B chyba za bardzo przyzwyczaili się do brylowania na
                        listach przebojów z różnej jakości utworami i nie mogli przeboleć tego, że to
                        już nie ten sukces co ze wspaniałym Philem C...

                        A tak na marginesie... CAS owszem, sprzedała się słabiej niż poprzednie albumy,
                        ale to nie znaczy, że źle. W Wielkiej Brytanii doszła do 2. miejsca. W Stanach
                        było gorzej, ale to dobra płyta, więc nie ma się co dziwić.

                        Mam nadzieję, że "Testify" Collinsa też się kiepsko sprzeda i PC zawiesi
                        działalność w imię jakości muzyki rockowej.
                        • cze67 Re: zawieszenie dzia?alnos´ci 27.01.03, 15:26
                          Ach, zatesknilem za Genesis. I za rozmowa o tym zespole. Tylko nie mam tematu.
                          Ale moze ktos sie odezwie...
                          • Gość: Dżozef Re: zawieszenie dzia?alnos´ci IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 28.01.03, 23:31
                            cze67 napisał:

                            > Ach, zatesknilem za Genesis. I za rozmowa o tym zespole. Tylko nie mam
                            tematu.
                            > Ale moze ktos sie odezwie...


                            To może ja?

                            Od czasu wakacji zakupiłem dwie płyty Genesis.

                            The Way We Walk (longs)- bardzo dobra płyta, w ogóle uważam, że Genesis było
                            świetnym zespołem koncertowym. Wszystkie oficjalne koncertowe płyty zawierają
                            wspaniałe wersje utworów (co prawda mało różniących się od wersji studyjnych,
                            ale zawierających jednak to "coś" co powoduje, że chętnie [ a może nawet-
                            chętniej] wracam do płyt live Genesis). Ta płyta nie ma słabych punktów
                            (wszystkie utwory są świetne), jedyny mały zgrzyt to wyciszenie przed Home By
                            The Sea ( zdecydowanie lepiej mogli to zmiksować).

                            Genesis (tytuł płyty)- tu już jest gorzej. Cała płyta wydaje mi się monotonna,
                            nudna. Beznadziejnie brzmią bębny Collinsa, jeden z najlepszych (byłych?)
                            perkusistów świata a bębni na poziomie automatu perkusyjnego (który i tak jest
                            wykorzystywany na płycie). Jasne punkty płyty to niewątpliwie Mama oraz
                            połączone "Domy".

                            Ostatnio pożyczyłem od kolegi kasetę We can`t Dance. Przesłuchałem kilka razy,
                            ale już mogę stwierdzić, że płyta co najmniej kilka razy lepsza od płyty pt:
                            Genesis.


                            To tyle.
                            Pozdrawiam!
                            • cze67 Re: zawieszenie dzia?alnos´ci 02.02.03, 15:12
                              Gos´c´ portalu: Dz˙ozef napisa?(a):

                              > The Way We Walk (longs)- bardzo dobra p?yta, w ogóle uwaz˙am, z˙e Genesis
                              by?o s´wietnym zespo?em koncertowym. Wszystkie oficjalne koncertowe p?yty
                              zawieraja˛ wspania?e wersje utworów (co prawda ma?o róz˙nia˛cych sie˛ od wersji
                              studyjnych,ale zawieraja˛cych jednak to "cos´" co powoduje, z˙e che˛tnie [ a
                              moz˙e nawet- che˛tniej] wracam do p?yt live Genesis). Ta p?yta nie ma s?abych
                              punktów (wszystkie utwory sa˛ s´wietne), jedyny ma?y zgrzyt to wyciszenie przed
                              Home By The Sea ( zdecydowanie lepiej mogli to zmiksowac´).

                              Pelna zgoda! Dla mnie np. Seconds Out to jedna z najleszych plyt koncertowych w
                              ogole.
                              > Genesis (tytu? p?yty)- tu juz˙ jest gorzej. Ca?a p?yta wydaje mi sie˛
                              monotonna,nudna. Beznadziejnie brzmia˛ be˛bny Collinsa, jeden z najlepszych
                              (by?ych?) perkusistów s´wiata a be˛bni na poziomie automatu perkusyjnego (który
                              i tak jest wykorzystywany na p?ycie). Jasne punkty p?yty to niewa˛tpliwie Mama
                              oraz po?a˛czone "Domy".

                              Hm, ja nie oceniam tej plyty az tak surowo, chociaz jest ona w ogonku moich
                              ulubionych. Bebny rzeczywiscie brzmia cienko, a i kompozycje nie naleza do
                              najlepszych w historii zespolu. Mam natomiast wielki sentyment do lzejszych
                              utworow z tej plyty - Thats All, Illegal Alien, Taking It All Too Hard czy Its
                              Gonna Get Better. Chwytaja mnie po prostu ze serce.

                              > Ostatnio poz˙yczy?em od kolegi kasete˛ We can`t Dance. Przes?ucha?em kilka
                              razy, ale juz˙ moge˛ stwierdzic´, z˙e p?yta co najmniej kilka razy lepsza od
                              p?yty pt: Genesis.

                              Bylbym sie moze zgodzil, gdyby nie te irytujace (mnie) balladki w stylu Scince
                              I Lost You, Tell Me Why czy Never A Time. Po prostu nie moge ich sluchac! -
                              jako niewielu utworow zespolu. Gdyby nie one - byloby pysznie!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka