Dodaj do ulubionych

Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie

07.04.06, 14:04
Co jest dobre, a co Was wkurza w orkiestrach polskich filharmonii? Repertuar?
Poziom gry? Akustyka? Coś jeszcze? Liczę na głosy spoza Warszawy, bo jednak
Narodowa to niezły poziom.
apf
Obserwuj wątek
    • apfelbaum Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 07.04.06, 14:06
      Aha, byłem tydzień temu w Malmoe, nieduże miasto, ale orkiestra jak ta lala,
      ach żeby w Krakowie tak grali... smile
      Inna sprawa, jakie mają instrumenty, np. perkusyjne...
      • wit_marv Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 28.04.06, 13:27
        apfelbaum napisał:

        > Aha, byłem tydzień temu w Malmoe, nieduże miasto, ale orkiestra jak ta lala,
        > ach żeby w Krakowie tak grali... smile
        > Inna sprawa, jakie mają instrumenty, np. perkusyjne...

        No tak dla warszawiaka Malmoe to mieścina, każdy patrzy podług siebie, 300.000
        mieszkańców to nieduża mieścina, gratuluję pojęcia względności. Natomiast jeśli
        chodzi o filharmonię w Malmoe to potwierdzam jej wysoką klasę, jedyna wada to
        wysokie jak na polską kieszeń ceny biletów.
    • dobiasz Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 07.04.06, 15:11
      > Co jest dobre, a co Was wkurza w orkiestrach polskich filharmonii? Repertuar?
      > Poziom gry? Akustyka? Coś jeszcze? Liczę na głosy spoza Warszawy, bo jednak
      > Narodowa to niezły poziom.

      Gwoli wstępu: doświadczenia mam z filharmonią z wrocławską, krakowską, Narodową
      i NOSPRem a obecnie dla porównania z orkiestrami berlińskimi (i salami
      koncertowymi też).

      Minusy (globalnie):
      - Repertuar - mało muzyki współczesnej.
      - Poziom - najczęściej wielkim sukcesem jest poprawne wykonanie bez kiksów itp.
      Czyli dostępny pułap kończy się dokładnie tam, gdzie powinien się zaczynać jeśli
      mówimy o profesjonalizmie.

      Minusy (lokalnie):
      - Orkiestra FN ma jakąś taką wrodzoną mułowatość, że potrafi zamemłać każdą,
      najbardziej nawet motoryczną muzykę: Missa Solemnis Beethovena, Koncert
      fortepianowy Kilara... za to Pendereckiego grają fajnie (plus).
      - Nie znoszę filharmonii w tradycyjnym układzie gdzie scena jest wyżej niż
      parkiet widowni i przez cały koncert ma się do oglądania plecy dyrygenta i
      pierwszy rząd smyczków. Cóż, chodzę na koncerty także po to, żeby sobie
      poobserwować jak ta cała "soundmachine" pracuje. Czyli - FN i krakowska - jeśli
      już to tylko na balkonie.
      - Akustyka - w filharmonii krakowskiej w wielu miejscach w ogóle nie słyszy się
      niskich częstotliwości. Efekt - słuchanie orkiestry bez kontrabasów i niskiej
      blachy... Na pocieszenie dodam, że w Karajani-Zirkus w gorszych sektorach też to
      jest, aczkolwiek nie aż tak mocno jak w Krakowie.

      Plusy (lokalnie):
      - Świetna akustyka i dobra widoczność we Wrocławiu.
      - Świetna orkiestra NOSPR-u i niezły repertuar, choć koncerty rzadkie.

      Plusy (globalnie):
      - Nie zanotowałem. No bo nawet niska cena niestety jest adekwatna do jakości...
      • przemkowa.b Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 07.04.06, 17:50
        Co do krakowskiej dodam jeszcze niekorzystne jej położenie - zgrzytające
        tramwaje są efektem specjalnym występującym na każdym koncercie...
        O reszcie się nie wypowiadam, bo - znów to powtórzę - mogę być nieobiektywnasmile))
        Do tej pory nie mogę wybaczyć FK tego co zrobiła z ostatnim wykonaniem V
        symfonii Szostakowicza...nie mogę...
        • dobiasz Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 07.04.06, 18:13
          A ja zapomniałem o jeszcze jednej filharmonii z akustyką całkiem OK,
          widocznością bardzo dobrą. Lublin.

          Krakowskiej filharmonii to ja nie zapomnę tego, że pospołu z wrocławską z czasów
          maestro Smolija oduczyły mnie... regularnego chodzenia do filharmonii. No, ale
          wrocławska ma teraz szanse się rehabilitować a w krakowskiej moja noga prędko
          nie postanie smile
        • apfelbaum Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 11.04.06, 08:13
          A propos sławetnych krakowskich tramwajów (numery 1,2,6,8,18) - jeden z moich
          magistrantów wymyślił kapitalny system sygnalizacji świetlnej na skrzyżowaniu
          Franciszkańska - Straszewskiego - Zwierzyniecka. Podczas koncertów miałby się
          pojawiać specjalny sygnał (już nie pamiętam, nutki?), co zmuszałoby
          motorniczych do ograniczenia prędkości do 5 km/h (skutkiem tego byłoby
          niewielkie - rzędu kilkunastu sekund - opóźnienie) Ciekaw jestem, czy to by coś
          pomogło, ale warto. Tyle sal filharmonicznych mieści się w centrach, jakoś tam
          nie docierają odgłosy... Chyba że w Krakowie to wynika zaadaptowania do celów
          muzycznych byłego budynku kurii, pozbawionego specjalnych izolacji (drzwi
          boczne wychodzą wprost na Zwierzyniecką - cóż się dziwić, że jedynka i dwójka
          dają w kość.
          A nasi filharmonicy to - czasem mam takie wrażenie - doskonale wiedzą i dlatego
          pozwalają sobie na hmm... kiksy (nie tylko w V Szostakowicza, nie tylko) smile)
          • dobiasz Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 11.04.06, 09:42
            apfelbaum napisał:

            > Tyle sal filharmonicznych mieści się w centrach, jakoś tam
            > nie docierają odgłosy... Chyba że w Krakowie to wynika zaadaptowania do celów
            > muzycznych byłego budynku kurii, pozbawionego specjalnych izolacji (drzwi
            > boczne wychodzą wprost na Zwierzyniecką - cóż się dziwić, że jedynka i dwójka
            > dają w kość.

            Primo: drzwi.
            Secundo: tramwaje najbardziej zgrzytają na zakrętach i rozjazdach. A FK stoi
            przy skrzyżowaniu na którym tramwaje mają zwrotnice z trzech kierunków. Gorzej
            się już chyba nie da.

            Na pocieszenie mogę powiedzieć, że we Wrocławiu tramwaje potrafią się "wbijać"
            na koncerty Wratislavii w Marii Magdalenie a raz to pamiętam alarm samochodowy z
            pobliskiego parkingu przez większą część Kantaty o św. Wojciechu Góreckiego. W
            filharmonii też czasami potrafi się przebić jakaś karetka na sygnale, ale to
            tylko przy naprawdę skupionych ppp.
            • apfelbaum Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 11.04.06, 11:42
              Tak, karetki, być może ich sygnały to znak dla zasłuchanych w skupione ppp, że
              to wŁaśnie po nich jadą smile))
              Póki FK jest tam gdzie jest, nie sądże, by coś można by było zdziałać.
              Może więc przenosiny? Skoro udało się z Radiem Kraków, to czemu nie z
              Filharmonią?
              a
          • przemkowa.b Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 11.04.06, 10:12
            Podobno nasz wspaniały Jacek Majchrowski chce budować Filharmonię na Al. Pokoju
            (blisko Ronda Grzegórzeckiegosmile, skoro miejsce na nią w Galerii Kazimierz nie
            wypaliło - hehe, miała być Filharmonia w Centrum Handlowym, ale czadsmile))
            Sądząc jednak na podstawie serii porażek w wykonaniu JM nie doczekamy się
            również i tejsmile))
            • dobiasz Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 11.04.06, 11:05
              przemkowa.b napisała:

              > Podobno nasz wspaniały Jacek Majchrowski chce budować Filharmonię na Al. Pokoju
              >
              > (blisko Ronda Grzegórzeckiegosmile

              Wiesz, jeśli od frontu będzie hall, kasy, zaplecze itp. a sama sala koncertowa
              za nimi, od podwórza, to sąsiedztwo nawet ruchliwego skrzyżowania nie musi aż
              tak bardzo przeszkadzać. Problemem obecnej FK jest to, że samą salę koncertową
              od skrzyżowania dzieli zaledwie jedna ściana w dodatku z drzwiami. To jest po
              prostu ŻADNA izolacja.

              > skoro miejsce na nią w Galerii Kazimierz nie
              > wypaliło - hehe, miała być Filharmonia w Centrum Handlowym, ale czadsmile))

              ROTFL

              I Mancewicz na ten temat felietonu nie napisał? Neuveřitelne.
              • apfelbaum Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 11.04.06, 11:31
                Uważam ten pomysł za sensowny, właśnie ze wględu na możliwość odizolowania sali
                oraz zbudowania parkingu tudzież super dojazd. Akurat mieszkam na Dębnikach,
                dlatego wiem co mówię - można bez przesiadek dostać się z wielu miejsc Krakowa.
                Póki co jednak mamy wesołe miasteczko, hej!
              • przemkowa.b Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 11.04.06, 12:01
                ja nie piszę że to zły pomysł z tym rondem, piszę tylko, ze to na pewno nie
                wypali, znając konsekwencje innych pomysłów JMsmile
    • rupert231 Głos w obronie Filharmonii Krakowskiej 07.04.06, 23:13
      1. Nie wiem, czy gdzieś na świecie jest filharmonia, w której można posłuchać muzyki za 6zł (tyle kosztuje ulgowa wejściówka FK). Możliwe, że to dla wielu mało istotne, ale ja cenię instytucje, które umożliwiają kontakt z kulturą każdemu, nawet ubogiemu odbiorcy. Warto rozejrzeć się po szatni w FK, żeby zrozumieć, jak wielu melomanów zaprzestało kupowania garderoby 20 lat temu. Warto spojrzeć na zdefasowane kapelusze, by docenić, że ich właściciele doturlali się na koncert, by posłuchać muzyki. Lubię krakowską filharmonię za jej demokratyczne podejście do słuchaczy.

      2. Na szczęście, słucham muzyki dla osobistej przyjemności. Potrafię się rozkoszować brzmieniem orkiestry dętej, albo śpiewem przedszkolaków. Nie narzekam więc na poziom gry orkiestry FK, choć zdarzają się im lepsze i gorsze koncerty. Akceptuję to jak pogodę, bo co innego mogę zrobić? Ale z reguły jestem zadowolony.

      3. Jeśli chodzi o miejsca, gdzie można wszystko usłyszeć, metodą prób i błędów, wielokrotnego zmieniania fotela, odkryłem, że można być zadowolnonym z akustyki FK. W sprawie tramwajów nie zajmuję stanowiska. Kiedyś mnie wkurzało, że czuję pod nogami wibrację i słyszę szczęk żelaza z ulicy. Od jakiegoś czasu nie zwracam uwagi, bo co mi z tego przyjdzie, że się wkurzę? Jak będę wkurzony, to mi się koncert nie spodoba. Z tych samych względów ignoruję durne baby, które gadają lub jedzą cukierki.

      4. Podoba mi się położenie FK. Lubię wychodzić z gmachu FK po koncercie. Rozgrzany muzyką idę poszwendać się ulicami Krakowa. Plany budowy nowego gmachu filharmonii gdzieś na krakowskim zadupiu, uważam za absurdalne.

      5. Lubię widok z kibla FK na klasztor żeński na przeciwko. Zawsze sprawdzam, czy suszy się na sznurach bielizna zakonnic. Ich dość znacznych rozmiarów majtki i biustonosze wprawiają mnie w doskonały nastrój.

      6. Lubię panią w kasie, bileterów, szatniarki. Spotykam ich co tydzień i cenię za to, że są mili dla wszystkich.

      7. Nie uważam FK za instytucję doskonałą, ale sądzę, że tych kilka plusów, które tutaj umieściłem, zachęci niektórych melomanów spoza Krakowa do odwiedzenia tego miejsca. Choćby w przyszłym tygodniu:
      www.ebilet.pl/tekst.php?id=1708&siq=bc417781fee613f8f4f18f08c36ac912

      • dobiasz Re: Głos w obronie Filharmonii Krakowskiej 07.04.06, 23:56
        > 1. Nie wiem, czy gdzieś na świecie jest filharmonia, w której można posłuchać m
        > uzyki za 6zł (tyle kosztuje ulgowa wejściówka FK). Możliwe, że to dla wielu mał
        > o istotne, ale ja cenię instytucje, które umożliwiają kontakt z kulturą każdemu
        > , nawet ubogiemu odbiorcy. Warto rozejrzeć się po szatni w FK, żeby zrozumieć,
        > jak wielu melomanów zaprzestało kupowania garderoby 20 lat temu. Warto spojrzeć
        > na zdefasowane kapelusze, by docenić, że ich właściciele doturlali się na konc
        > ert, by posłuchać muzyki. Lubię krakowską filharmonię za jej demokratyczne pode
        > jście do słuchaczy.

        Jak chciałem kiedyś kupić wejściówkę, to pani w kasie mi oznajmiła, że
        wejściówki są dla studentów. Czyli nie łapię się na tą demokrację.

        > Nie narzekam wię
        > c na poziom gry orkiestry FK, choć zdarzają się im lepsze i gorsze koncerty. Ak
        > ceptuję to jak pogodę, bo co innego mogę zrobić?

        No nic. Na tym polegają uroki bycia melomanem w Polsce smile

        > 5. Lubię widok z kibla FK na klasztor żeński na przeciwko. Zawsze sprawdzam, cz
        > y suszy się na sznurach bielizna zakonnic. Ich dość znacznych rozmiarów majtki
        > i biustonosze wprawiają mnie w doskonały nastrój.

        Super smile
        Mimo wszystko ja uważam, że jako gatunek homo sapiens jesteśmy już na tym etapie
        rozwoju cywilizacyjnego, że toaleta może wyglądać schludnie. A toaleta w
        filharmonii powinna wyglądać schludnie i nie śmierdzieć. Czego o krakowskiej
        filharmonii powiedzieć nie mogę.

        > 6. Lubię panią w kasie, bileterów, szatniarki. Spotykam ich co tydzień i cenię
        > za to, że są mili dla wszystkich.

        W tzw. cywilizowanych krajach miła obsługa to jest standard. I tu znów się
        kłania prowincjonalizm - cieszymy się z rzeczy, które w normalnym świecie są...
        normalne ;-P
        • dobiasz Re: Głos w obronie Filharmonii Krakowskiej 08.04.06, 00:01
          P.S. Kibelek w krakowskiej filharmonii to jest porażka nawet w skali krajowej.

          P.S. 2. Najbardziej mnie rozśmieszyło jak na otwarciu sezonu w roku... hmmmm...
          juz nie pamiętam, 2 albo 3 lata temu... wielka gala, czerwony dywan itp. itd. a
          w hallu pod fortepianem zwalone na kupę jakieś tekturowe pudła leżą. Dobrze, że
          ich pod ten czerwony dywan nie pozamiatali (tylko pod fortepian, hi hi) wink
          • apfelbaum Re: Głos w obronie Filharmonii Krakowskiej 08.04.06, 00:38
            My tu o standardzie kibelków, a przecież obecny stan tego ustrojstwa w FK jest
            wynikiem zabiegów E.Pendereckiej, która nie mogła ścierpieć tego co było
            wcześniej. Tak więc machnęli, odnowili...
            Czyli - jak było wcześniej...?
            A propos - w Bydgoszczy jest niczego sobie akustyka. Za to staników z okna nie
            widać wink))
    • zamek O Filharmonii Łódzkiej - najkrócej 07.04.06, 23:41
      Kiedy tylko mam okazję, jadę na koncert...













      ...do Narodowej albo Pomorskiej!
    • x-man66 Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 08.04.06, 00:41
      Obecnie mogę wypowiedzieć się jedynie na temat Filharmonii Poznańskiej. Lecz
      niestety z przed kilku sezonów, gdyż przestałem uczęszczać na koncerty FP.
      Przyczyną była niestety pogarszająca się jakość (jeszcze za Michniewskiego),
      choć co ciekawe pod dyrygentami występującymi gościnnie następowała zmiana
      brzmienia i poprawa jakości gry (J Maksymiuk czy S Skrowaczewski).
      Aula UAM, gdzie odbywają się koncerty jest atrakcyjna pod względem wizualnym,
      jak i akustycznym.
      Z gościnnych występów zapadł mi w pamięci występ FN (w Poznaniu ok.30 I 1994r) i
      był to naprawdę światowy poziom. Przypuszczam, że dużą rolę odegrała ambicja
      (W-wa kontra Poznań) a owacja na koniec koncertu była taka, że do tej pory w
      Poznaniu jeszcze takiej nie słyszałem (można powiedzieć, że poznańscy melomani
      są bardzo powściągliwi w wyrażaniu uczuć).
      Generalnie pamiętam dobre i b.dobre koncerty. To co wkurza wyrzucam z pamięci
      lub/i nie uczęszczam przez jakiś czas na koncerty.
      Jeśli zaś chodzi o szczegóły to zadziwiają mnie kiksy blachy, tym bardziej, że
      od razu słychać, a czesto mają tak niewiele do zagrania smile
      Choć z drugiej strony jak muzycy (jakby nie było zawodowcy) mają się spełniać za
      taką kasę. No dyrygenci - zupełnie inna historia (nota bene z POZNANIA !!!!)

      pzdr i dziękuję za przeczytanie nieco długiego tekstu
      ps ostatnio grał Stanienda (jako solista i dyrygent) było sympatycznie i
      kameralnie, nawet jeśli chodzi o publiczność.
      • rupert231 Sposób na polepszenie opinni na temat filharmonii 08.04.06, 08:26
        Aby nabrać szacunku do gry zawodowych muzyków filharmonicznych, warto od czasu
        do czasu pójść na koncert dawany przez szkołę muzyczną, czy akademię. Dopiero
        na takim tle słychać wyraźnie, że miejscowa orkiestra nie jest tak zła, jak się
        dotąd wydawało. Np. niedawno studencka orkiestra z Krakowa zagrała "Symfonię
        Jowiszową" Mozarta aż tak źle, że długo nie będę narzekał na grę orkiestry FK.
        (Nota bene, najlepiej poradzili sobie młodzi waltorniści - ich grą byłem
        oczarowany, a całość zepsuły smyki i dyrygent.) Chodzenie od święta na występy
        FN, NOSPR, czy Sinfonii Varsowi daje efekt odwrotny. Tym bardziej, że z jakiś
        niepojętych powodów, gwiazdy przyjezdne nagradzane są mocniejszymi brawami, bez
        względu na osiągnięcia, a i ja - starający się o obiektywizm racjonalista -
        ulegam pokusie oddania hołdu sławie.
        Warto tu wspomnieć, o pseudo-dyrygentach, o nosicielach fraków i lwiej grzywy,
        którzy udają dyrygentów. Pod względem optycznym nie można im niczego zarzucić,
        są bowiem mistrzami gestu, szczególnie pięknie dziękują muzykom po słabym
        występie. Mniej zorientowana na słuchanie część publiczności jest zachwycona
        takim dyrygentem, uważa go za "maestra", itd. Ci, którzy zamykają w czasie
        koncertu oczy, by skupić się na słuchaniu, nie rozumieją, co się dzieje,
        dlaczego wokół tak huczne oklaski...
        • dobiasz Re: Sposób na polepszenie opinni na temat filharm 08.04.06, 11:02
          > Aby nabrać szacunku do gry zawodowych muzyków filharmonicznych, warto od czasu
          > do czasu pójść na koncert dawany przez szkołę muzyczną, czy akademię. Dopiero
          > na takim tle słychać wyraźnie, że miejscowa orkiestra nie jest tak zła, jak się
          > dotąd wydawało.

          Tiaaa. Brodaty żydowski dowcip o biedaku, rabinie i kozie...

          Tylko co, jeśli orkiestra akademii zagra tak, że filharmonicy powinni się pod
          ziemię zapaść? Nie powiem, jaka akademia, jaka filharmonia i co zagrali, bo
          potem będą mówić, że jeżdżę po tym Krakowie bez opamiętania ;-P
          • apfelbaum Re: Sposób na polepszenie opinni na temat filharm 08.04.06, 14:22
            Masz racje, myslenie ze na bezrybiu i rak ryba to tylko recepta na poprawienie
            sobie humoru w sytuacji hmmm... trudnej...
            Dowcip o kozie swietny, tudziez skojarzenie z pewna orkiestra akademicka, ktora
            gra lepiej niz filharmonia, bo i tez dyrygent nie ma takich skrupulow, jak w
            robocie. Studenci musza bo zaliczenie itp. Stad ten dyrl smile)
            A IV Brahmsa w pazdzierniku kilka lat temu, orkiestra 'tylko' akademicka, w
            Polsce, a mistrzowska...
            ap
            • jdrk Re: Sposób na polepszenie opinni na temat filharm 08.04.06, 14:35
              apfelbaum napisał:
              > A IV Brahmsa w pazdzierniku kilka lat temu, orkiestra 'tylko' akademicka, w
              > Polsce, a mistrzowska...
              No, zdradźcie wreszcie jaka to orkiestra była, bo ciekaw jestem - i pewnie nie
              tylko ja smile
              • fluteplayer Re: Sposób na polepszenie opinni na temat filharm 08.04.06, 17:01
                jdrk napisał:

                > apfelbaum napisał:
                > > A IV Brahmsa w pazdzierniku kilka lat temu, orkiestra 'tylko' akademicka,
                > w
                > > Polsce, a mistrzowska...
                > No, zdradźcie wreszcie jaka to orkiestra była, bo ciekaw jestem - i pewnie nie
                > tylko ja smile


                Podejrzewam, ze chodzi o koncert warszawskiej AMFC - Mozart "Jowiszowa" i IV
                Symf Brahmsa, pod batuta J.Semkowa. Poziomu nie komentuje, bo bylem jednym z
                wykonawcow, wiec trudno mi sie wypowiadac. Ale jak ktos mowi ze "mistrzowski" to
                bardzo milo to slyszec wink))
                • apfelbaum Re: Sposób na polepszenie opinni na temat filharm 08.04.06, 18:19
                  A to nie AFCH tylko Krakow, swiezy Czepiel, ktory wzial zaraz po nominacji na
                  dyrektora ork. w solidne obroty orkiestre akademicka i dali taki popis z IV
                  Brahmsa (27 pazdziernika 1997) z mi szczeka opadla. Gorace i dojrzale zarazem,
                  az szkoda, ze nagrania nie ma...
                  Tez V Czajkowskiego i Fanatyczna Berlioza, niezła III Brucknera, porywający w
                  pierwszym rozdziale dramat V Mahlera (z tym, ze adagietto nietego... smile, II
                  Beethovena, prawykonanie II Symfonii Agaty Zubel, Zych, Prokofiewa V i I
                  koncert z Olejniczakiem, o jeszcze mnóstwo. No i Wielka Schuberta dwa lata
                  temu, bez durnego zwolnienia w końcówce I części, co wszyscy dyrygenci robią
                  nie bacząc, że tego nie ma w partyturze.
                  Mam też do Czepiela spory sentyment ponieważ bardzo dobrze zrobił mój kawałek
                  dyplomowy, maj 1999. apf
                  • rupert231 A dzisiaj było fatalnie i już nie bronię FK 08.04.06, 20:00
                    Nie da się przewidzieć, kiedy muzycy wbiją ci w plecy smyczki, albo walną po głowie blachą.
                    Dzisiejszy koncert, wbrew moim nadziejom, był kompletną klapą. Jedynie bębniarz nie zawiódł, ale to za mało, by uratować opinię o orkiestrze.
                    Wspominam o tym, żeby przyznać rację tym wszystkim, którzy narzekali na FK. Po takim koncercie jak dzisiejszy traci się humor i trzeba wypić niejeden tęgi łyk wina, żeby życie zaczęło smakować na nowo.
                    PS. Sprawdziłem, co suszyły dzisiaj zakonnice na sznurach: wielce kolorowe koszule nocne i długaśne kalesony.
                    • apfelbaum Re: A dzisiaj było fatalnie i już nie bronię FK 11.04.06, 08:24
                      Zastanawia mnie, kiedy poziom tej orkiestry wreszczie da powód do satysfakcji
                      bez obawy, że to tylko przypadek.
                      Nie dziwię się Dobiaszowi ani jego idiosynkrazji wobec FK, choć jest mi trochę
                      przykro jako krakowianinowi z wyboru - chciałbym rzecz jasna, aby ta orkiestra
                      kwitła. I ona ma na to szanse, pracuje tam wielu moich znajomych, którzy są
                      świetnymi muzykami. Ale tych znajomych jest kilkunastu, zaledwie.
                      O tym, że tkwi tu potencjał, świadczy parę zdarzeń, kiedy mnie ta orkiestra
                      porwała. Ale co zrobić, jeśli na co dzień są to raczej nudy i ospałość pp.
                      smyczkowców grających jak za karę (niektórzy przynajmniej udają, że coś robią i
                      wytrzeszczają oczy smile. Dlatego - aby nie usnąć z kretesem - od czasu do czasu
                      perkusiści jak nie przywalą! No, no - niezły patent, żeby ostatecznie wywołać
                      wrażenie, że coś się jednak działo smile))
                      ap

                      PS. A dlaczego i kiedy nie słychać waltorni? Taka zagadka smile))
                      PS2. Podczas prawykonania utworu Z. Bujarskiego 'Stabat Mater' mój znajomy
                      rozchrapał się niemożebnie, a następnie stwierdził, że było to prawykonanie
                      utworu 'Spała Matka bolejąca' smile))
                  • fluteplayer Re: Sposób na polepszenie opinni na temat filharm 09.04.06, 13:31
                    Aaa no to sorry... fajnie ze w Krakowie orkiestra studencka trzyma poziom smile
                    W ogole mysle, ze wielu polskim orkiestrom przydalby sie zastrzyk swiezej
                    (mlodej) krwi, niestety niektorzy muzycy sa nie do ruszenia, przyspawani do
                    stolkow od 100 lat mimo ze czasy ich swietnosci juz dawno minely (o ile w ogole
                    mialy miejsce).
                    • apfelbaum Re: Sposób na polepszenie opinni na temat filharm 11.04.06, 08:27
                      Mam takiego ulubionego skrzypka w FilhKr, co zna dwa genialne ruchy smyczka - w
                      przód i w tył. I to się przekłada na ogólną ekspresję muzyki. Żeby było
                      zabawnie - nie jest to czasem ten przód i ten tył, co u koncertmistrza
                      Kwaśnego smile))
                  • przemkowa.b Re: Sposób na polepszenie opinni na temat filharm 11.04.06, 10:16
                    Ech, w wykonaniu V Prokofiewa to ja brałam udział, zresztą to na tym koncercie
                    był też I fortepianowy z Olejniczakiem...zapamiętam to do końca życia bo grałam
                    ten koncert z potworną grypą i gorączką 38 ponadsmile))
                    Brałam jeszcze udział w całkiem moim zdaniem niezłym wykonaniu II Skriabina,
                    cholernie trudnej i niewygodnej symfoniismile
    • verdiprati Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 08.04.06, 10:17
      Oto moje trzy grosze do "cierpień melomana":
      Po wysłuchaniu wielu koncertów orkiestr zagranicznych zauważyłem przynajmniej 4
      duże różnice pomiędzy naszymi orkiestrami a zagranicznymi. Po pierwsze, duże
      słynne orkiestry składają się ze starannie wyselekcjonowanych, profesjonalnych
      muzyków zarabiających bardzo przyzwoite pieniądze. Po drugie, wiele z tych
      orkiestr (moja ulubiona Staatkapelle Berlin) gra zarówno w operze jak i w sali
      koncertowej. Grają całą masę koncertów, a nie dwa, trzy w miesiącu po dwóch
      próbach jak w ZG. Po trzecie, kto dyryguje i kto gra z okiestrą. Po czwarte i
      najważniejsze - podejście do pracy. W takie dziurze jak Cottbus (mieszkańców
      100 tys.) słyszałem orkiestrę której mógłby pozazdrościć i Poznań i Wrocław.
      Ten sam program grany w piątek i w niedzielę i co ja słyszę o 18:15 w
      niedzielę? Orkiestrę próbującą przed koncertem. Program - IV Symfonia Hartmanna
      (prawie 40 minut, tylko smyczki), koncert skrzp. Mendelssohna (koncertmistrz
      Israeli Philh.)i III Schumanna. Słyszałem jeszcze IV Mahlera w tej mieścinie i
      żebym mógł coś takie usłyszeć w Poznaniu. W Zielonej Górze koncert zaczyna się
      o 19:07, o 18:45 wielu muzyków to dopiero przychodzi. Słyszałem, że zdarza się,
      że gdy ktoś nie gra w pierwszej części wieczoru to jeszcze prowadzi lekcje i
      pojawia się na koncercie "na styk". Ale i tak uważam, że orkiestra gra nieźle
      biorąc pod uwagę to iż grają mało, zarabiaja grosze, mają inne zajęcia na
      głowie i siedzą (zwłaszcza smyczki) jakby kije od szczotki połknęli.
      I znalzało się po piąte - co najbardziej mnie denerwuje to spora część
      publiczności, dla której jest to takie spotkanie towarzyskie a IV Brucknera
      jest za długa (mimo, że grali dziwną wersję trwającą 40 minut).
      Innych polskich orkiestr nie znam zbyt dobrze, może oprócz orkiestry TW w
      Poznaniu i FP ("Wieniawski" i kilka koncertów na których byłem gdy studiowałem
      w Poznaniu).
      • dobiasz Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 08.04.06, 11:15
        > Po drugie, wiele z tych
        > orkiestr (moja ulubiona Staatkapelle Berlin) gra zarówno w operze jak i w sali
        > koncertowej.

        Do tego jeszcze grają i koncertują (fenomenalnie zresztą) w zespołach kameralnych.
      • apfelbaum Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 08.04.06, 14:24
        ŁaŁ, myślałem, że Hartmanna się już nie gra, a tak go lubię...
        Ot, Jewropa, ot praffesjanlizm smile))
      • zamek Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 08.04.06, 17:27
        Ejże! Z szaconkiem do Chociebiuża, bo tam przyjaciół Łużyczan mam! smile
    • kanarek2 Re: drzwi w Krakowie 15.04.06, 17:31
      Bardzo mi się podoba większość waszych uwag, w szczególności podzielam 'trudny
      patriotyzm lokalny' Ruperta, mam podobnie z FNsmile, czy uwagi Verdiego o stosunku
      muzyków do pracy.

      Sprawa akustyki (czyli wyciszenie drzwi, bo chyba o to chodzi) i WC w
      Filharmonii Krakowskiej: o ile rozumiem to wśród forumowiczów są osoby które
      moglyby spowodować napisanie listu przez Akademię Muzyczną w Krakowie do
      dyrekcji FK w tej sprawie, z podpisami i profesorów i studentów. To nie powinno
      przekraczać możliwości finansowych FK. Proponuję przemyślenie tej możliwości.

      Pozdrawiam,
      k.
    • apfelbaum Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 19.04.06, 09:41
      Czy poziom polskich filharmonii nie jest skutkiem nie tylko polityki (hmmm...)
      finansowej, lecz także sposobu kształcenia młodych muzyków na studiach? Odnoszę
      wrażenie, że w większości są oni przysposabiani do gry solowej, kameralistyka
      zawsze gdzieś z tyłu, a na orkiestrę wszyscy psioczą (inna sprawa, że zawsze
      coś komuś koliduje, taki los zajęć zbiorowych. Ewentualnie kto orkiestrę
      prowadzi...). A ileż może być solistów skrzypków na ten przykład? Tymczasem
      znam kapitalnych muzyków zespołowych, którzy widzą swoją przyszłość tylko w
      orkiestrach, ale oni często deklarują chęć ucieczki z polskiego raju. Plus
      niekiedy ... hmmm.... niejednoznaczne zasady przyjmowania narybku do orkiestry
      (znam kilka takich przypadków, niektóre zakończone sukcesem, niektóre porażką,
      ale zawsze owiane aurą tajemniczości).
      W ostatnich Charakterach wypowiedź Maksymiuka o orłach i wróblach. Polecam, z
      tym że trzeba jeszcze dodać, że to dzięki wróblom coś może wyrosnąć itp. Orły
      to drapieżniki, usuwające nadmiar biomasy smile))
      apf
      • dobiasz Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 19.04.06, 11:06
        apfelbaum napisał:

        > Odnoszę
        > wrażenie, że w większości są oni przysposabiani do gry solowej, kameralistyka
        > zawsze gdzieś z tyłu, a na orkiestrę wszyscy psioczą (...). A ileż może być
        > solistów skrzypków na ten przykład?

        Słusznie prawisz, ale... to też jednak kwestia pieniędzy. No bo daj spokój,
        uczyć się 12 lat w szkole muz. potem 5 lat studiów, poświęcić całą młodość po
        to, żeby zarabiać minimum krajowe w wysokości 200€ miesięcznie? Gdyby nie sen,
        że "zostanę nowym Paganinim" każdy zdrowy na umyśle człowiek powinien przy
        takich perspektywach dać sobie spokój z tą zabawą chyba, że jego tatuś ma
        fabrykę a on może się uczyć "dla przyjemności".

        Solista - to jest "szansa"* na karierę, na osiągnięcie czegoś.
        Muzyk orkiestrowy - w Polsce to nie jest nawet sposób na zapewnienie bytu rodzinie.

        To jest trochę tak jak z wyższym wykształceniem w Polsce i Niemczech. W Polsce
        panuje mit, że studia są niezbędne do kariery i wielu ludzi robi papierki na
        wyższej szkole czegoś i czegoś w Pcimiu Dolnym. W Niemczech przez długi czas
        szkoła średnia w zupełności wystarczała do tego by pracować 8h dziennie, mieć
        domek, dwa samochody i raz w roku pojechać na Majorkę na dwa tygodnie.
        Analogicznie - jak w Polsce granie w orkiestrze będzie zapewniało bycie w klasie
        średniej (a to chyba minimum po tylu latach studiów bądź co bądź artystycznych,
        a nie na politechnice), to i będą ludzie dla których granie w orkiestrze będzie
        realizacją, a nie sfrustrowanym "spadem" z nieudanej kariery solowej.
        • przemkowa.b Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 19.04.06, 14:24
          Ech, ja napiszę z punktu widzenia skrzypaczki instrumentalistki po skończonych
          17 latach kształcenia, że gdybym miała się urodzić jeszcze raz, wybrałabym inny
          kierunek...i nie ma tu nic do rzeczy jak widać, moja celująca ocena z instr. gł.
          Nie to się liczy, że gram dobrze, o czym się przekonalam, ale z kim i gdzie
          poszłam lub nie poszłam na piwo, oraz inne sprawy, które w ogóle nie powinny
          mieć znaczenia w tej branży...mam za sobą dwa nieudane egzaminy
          do "wspaniałych" krakowskich orkiestr, oraz pod bokiem rozwijającą się
          świetnie, należącą właściwie do p. Pendereckiej orkiestrę młodzieżową, do
          której nie chciał mnie koncertmistrz, uzasadniając to "jesteś dla nas za
          dobra" - fakt, wszyscy skrzypkowie, którzy tam grają to raczej średnia
          uczelniana ale za to bardzo dobrze zaprzyjaźniona z koncertmistrzem. Można
          walić głową w mur, ale nie walę, bo wiem, że opiekuje się mną ktoś większy niż
          państwo Pendereccy, dyrekcja krakowskich orkiestr i cały świat razem wzięci. I
          dlatego jestem spokojna i spokojnie sobie dłubię moje koralikibig_grin
          To tak, jeśli mam być szczerasmile
          • dobiasz Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 19.04.06, 22:13
            > Nie to się liczy, że gram dobrze, o czym się przekonalam, ale z kim i gdzie
            > poszłam lub nie poszłam na piwo, oraz inne sprawy, które w ogóle nie powinny
            > mieć znaczenia w tej branży...mam za sobą dwa nieudane egzaminy
            > do "wspaniałych" krakowskich orkiestr, oraz pod bokiem rozwijającą się
            > świetnie, należącą właściwie do p. Pendereckiej orkiestrę młodzieżową, do
            > której nie chciał mnie koncertmistrz, uzasadniając to "jesteś dla nas za
            > dobra" - fakt, wszyscy skrzypkowie, którzy tam grają to raczej średnia
            > uczelniana ale za to bardzo dobrze zaprzyjaźniona z koncertmistrzem.

            Gdybym był złośliwy, to napisałbym, że to przecież sama esencja krakówka, który
            jak się niedawno zarzekałaś, wolisz niźli frykasy na paryskim bruku. Ale nie
            napiszę, bo złośliwość zostawiłem w Krakowie pod dobrą opieką. Uśmiechnę się
            jeno ironicznie ;-P
            • przemkowa.b Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 19.04.06, 22:54
              Bo ja się po prostu i zwyczajnie uparłam że zwyciężę, nawet jeśli to jest tylko
              donkiszoteriasmile
              Poza tym wybacz, ale za Fhrancją i tym, co fhrancuskie nie przepadam. Źle się
              czuję za granicą.
              • dobiasz Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 19.04.06, 23:31
                > Poza tym wybacz, ale za Fhrancją i tym, co fhrancuskie nie przepadam.

                Ja też nie. To taka cyat był, ten paryski bruk tongue_out

                > Źle się czuję za granicą.

                Która strona jest przed granicą, a która za, to kwestia względna tongue_out

                > Bo ja się po prostu i zwyczajnie uparłam że zwyciężę, nawet jeśli to jest
                > tylko
                > donkiszoteriasmile

                Coś w tym jest. Jak źle by nie było, to zawsze temu krajowi pozostają w odwodach
                donkiszoci. Tylko nie wiadomo, czy śmiać się z tego, czy płakać...

                Dobra, koniec tych offtopiców, bo mi tu Enescu całkiem ładnie przygrywa a trzeba
                jeszcze przedostatnie PITy fiskusowi Najjaśniejszej Rzplitej wypełnić.

                Bywajcie.
                • apfelbaum Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 20.04.06, 19:45
                  Ojoj, tu z jednej strony Don Quixote i wiatraczki, z drugiej Chopin co biedny
                  chce z Paryza do kraju, u Żuławskiego plwa krwią, smile, a może chodzi o to by
                  grać dobrze?
                  I tu popieram Przemkową, bo jak tak wszyscy sp...adną z tego kraju to
                  pozostanie pustynia.
                  A ja mam tutaj rodzinę.
                  Tak więc nieważne czy donkiszoci czy nie - chodzi o to by coś zrobić na miejscu.
                  Bez małosensownego rozważania jaki to nasz polski światek jest podgniły... Taak
                  pewnie jest... ale to zmieńmy go. Ci, którzy tu zostajemy.
                  Roboty na 10 - 20 lat, ale warto, i ja w to wierzę.
                  Bo niby dlaczego europa gdzieś indziej, a emigranci to ho ho? (cytat)
                  • przemkowa.b Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 20.04.06, 19:52
                    Wiesz, to fakt że przydałoby się ruszyć te plecy, te zaśniedziałe tylki itd. Ja
                    nie liczę na to, że zrobię to gołymi rękami, bo byłaby to czysta głupota. Oni
                    są wielcy i jest ich dużo,a ja jestem mała ale za to mam silną wiarę, a ta, już
                    wiadomo, co potrafismile
                    • apfelbaum Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 20.04.06, 20:43
                      A może ziarnko do ziarnka...
                      Poczekajmy, a swoje róbmy...
                      • dobiasz Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 20.04.06, 22:06
                        Trzymam kciuki za Judymów (bez ironii).
                        • kanarek2 Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 20.04.06, 22:21
                          > Trzymam kciuki za Judymów (bez ironii).

                          A w czym Penderecki przypomina Judyma? (żartobliwie).
                          • dobiasz Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 20.04.06, 23:36
                            Pendereckiemu piorun walnął w sosnę w ogródku? wink
                          • apfelbaum Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 21.04.06, 14:32
                            A co tu ma Pendere... do rzeczy? Judymy - trzymajmy się.
                            • kanarek2 słoń a sprawa wyjazdu 21.04.06, 20:41
                              apfelbaum napisał:
                              > A co tu ma Pendere... do rzeczy? Judymy - trzymajmy się.

                              Ma ma: w moim odczuciu wątek rozpoczął dryf w stronę
                              narzekań/niemożności/tam_daleko_mają_lepiej.

                              Tam daleko mają lepiej niestety, ale tu też da się coś zrobić, P. jest
                              przykładem równie dobrym jak Wit w wątku obok.

                              Trzymajmy siesmile
                              • dobiasz Re: słoń a sprawa wyjazdu 22.04.06, 00:00
                                Pytanie, ilu takich Witów co roku w Polsce się u..pia, ilu zostaje zmarnowanych
                                na poziomie szkoły średniej, studiów, no i potem po studiach...

                                Stawiając sprawę krótko: jaki jest stosunek przemkowych.b na jednego Wita.

                                Bo jeden Wit nie czyni nawet przedwiośnia.
                                • przemkowa.b Re: słoń a sprawa wyjazdu 22.04.06, 00:06
                                  Hej, hej, hej!!!
                                  Proszę mnie tu nie klasyfikować jako jakiejś "zmarnowanej", bo się zdenerwuję i
                                  wyślę CD z mojego dyplomusmile))
                                  Największą dziwnością jest to, że ja CHCĘ tu zostać, WIERZĘ, że to ma sens,
                                  WIERZĘ W SIEBIE, że coś mogę osiągnąć, NIE MAM ZAPĘDÓW do robienia kariery, NIE
                                  PRZEPADAM za graniem w orkiestrze - zdawałam, bo jak egzamin no to się zdajetongue_out,
                                  tak naprawdę chcę robić w muzyce to, czym gardzi całe społeczeństwo i za co się
                                  najmniej pieniążków dostaje - bo pieniążki mnie w ogóle nie obchodzą, byle na
                                  czynsz i na chleb starczyłotongue_outPP

                                  więc sobie wypraszam robienie na siłę ze mnie ofiary, bo ja się ofiarą wcale
                                  nie czuję, ale raczej kimś kto na przekór wszystkiemu będzie ROBIĆ SWOJEsmile
                                  Nie chcę cytować nielubianej przeze mnie Grocholi, ale nazwę to tak "Ja wam
                                  pokażę!" tongue_outPP
                                  Apfelbaum potwierdzi moje słowasmile
                                  • dobiasz Re: słoń a sprawa wyjazdu 22.04.06, 01:51
                                    Przemkowo mam nadzieję, że wyczułaś ironię w moich słowach. Tak mi jakoś
                                    podpadłaś jako przykład z racji bycia pod ręką ;-P

                                    Tak czy owak, wymowa miała być taka, że zasłanianie się jednym Witem to jest po
                                    prostu zasłona dymna. Na 40 milionów ludzi zawsze znajdzie się ten jeden, który
                                    zrobi karierę WBREW warunkom, a nie dzięki nim. Jeśli estończycy na milion ludzi
                                    z hakiem mają klan Jaervich o kompozytorach i innych muzykach nie wspominając,
                                    to my, jak będziemy mieli 20 Witów, to będziemy mogli powiedzieć: OK, nie jest
                                    najlepiej, ale COŚ jednak jest. Na prawie 40 milionów ludzi jeden Wit to nie
                                    jest nawet COŚ. To jest wypadek przy pracy, który się nawet w Ułan Bator czy
                                    innym Timbuktu mógł zdarzyć siłą swojej własnej woli i przeciwnościom losu wbrew.
                                    • apfelbaum Re: słoń a sprawa wyjazdu 22.04.06, 19:07
                                      Ojoj, widzę, że poruszyła się struna honorowa...
                                      Nie da się ukryć, że w naszym kraju zbyt wiele miejsca zajmuje tzw. szara
                                      strefa, także jeśli chodzi o sposób dokonywania naboru, promocji nowych postaci
                                      itp. To zjawisko, plus polska skłonność do hołdowania postawie 'idoli'
                                      skutecznie osłabia pluralizm tudzież odświeżenie umysłów. Pojawia się tutaj
                                      nazwisko Wita, który przecież nie jest jedynym dyrygentem wyższej klasy, jest
                                      ich wielu, ale się o tym nie mówi. I to jest właśnie ta bolączka - o sukcesie
                                      kolejnego nagrania VIII Mahlera trąbi się naokoło, nic natomiast o zjawiskach
                                      nowych i miejscowych, zwłaszcza poza mainstreamem, jak gdyby ich nie było. Mówi
                                      się np. o porażkach Kaspszyka, ale nie o tym, że jest fantastycznym
                                      kapelmisztrzem, to samo o Nowaku - pozostanież on tylko jako nieuczciwy itp.?
                                      Ach, jak mi kiedyś powiedział pewien znany niemiecki pianista - wy tam w Polsce
                                      widzicie same problemy.
                                      Bo czy to nie dziwne, że kiedy do Polski zjeżdża zespół z Estonii, to grają 10
                                      kompozytorów estońskich i jednego Mozarta, a jak Polacy jadą do ... to po to,
                                      by zagrać III Brahmsa, ostatecznie Step Noskowskiego.
                                      Noo, ale to właśnie nie jest pwód do tego, by łatwo rezygnować z wysiłków
                                      poprawy sytuacji na miejscu. Rozumiem Przemkową, smile
                                      • dobiasz Re: słoń a sprawa wyjazdu 22.04.06, 20:04
                                        > Ojoj, widzę, że poruszyła się struna honorowa...

                                        Bynajmniej apfel, bynajmniej tongue_out
    • apfelbaum Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 11.05.06, 18:34
      Jak widzę, wątek się zakończył, wszystkim serdecznie dziękuję za posty!
      Czołem!
      • geesje Filharmonia Krakowska - podnoszę wątek :) 15.05.06, 06:49
        Myślałam że w tej instytucji już nic miłego poza koncertami gościnnymi nie
        nastąpi, a tu...
        Usłyszałam tę samą orkiestrę grającą pięknie. Jednak dobry dyrygent (w tym
        wypadku Gabriel Chmura) potrafi zrobić baaardzo wiele.
        Chodzi o koncert z ubiegłego tygodnia - Przemkowa, byłaś może?
        Cztery ostatnie pieśni Straussa i IV symfonia Mahlera.
        NIGDY W ŻYCIU nie podejrzewała orkiestry FK o takie piękne piano, idealne
        wejścia rogów (w pp!), no i całość była naprawdę miłym przeżyciem. Do tego
        pięknie śpiewająca - i wyglądająca smile - Gweneth-Ann Jeffers.

        Nadzieja wstępuje w me serce, że jednak może ta kultura w naszym pięknym
        mieście nie całkiem upadła. Żal jedynie, że tak mało ludzi było.
        • przemkowa.b Re: Filharmonia Krakowska - podnoszę wątek :) 19.05.06, 11:07
          Tak jak już wcześniej zaznaczałam nie chodzę na koncerty FK.wink
          • geesje Re: Filharmonia Krakowska - podnoszę wątek :) 20.05.06, 06:40
            Też nie chodzę, podejrzewam że z tych samych względów. Jednak tym razem
            zdumiewająco zgodna opinia znajomych (zaufanych!), pracujących z bólem w tej
            instytucji sprawiła, że postanowiłam jednak spróbować. I ku memu zdumieniu -
            istotnie warto było. No, może jeszcze zaważyło na tej decyzji moje absolutne
            uwielbienie dla pieśni Straussa smile
            • przemkowa.b Re: Filharmonia Krakowska - podnoszę wątek :) 22.05.06, 15:37
              o względach pisz na privasmile no i może się wreszcie spotkamy, co?wink
              • apfelbaum Re: Filharmonia Krakowska - podnoszę wątek :) 22.05.06, 21:54
                wogle to - jeżeli są możliwe spotkania forumowiczów w Wwie, to czemu nie w Kr?
                Pomysł ewentualnie pod rozważenie smile
                • zamek Może być Kraków :) 22.05.06, 22:06
                  Mnie się dobrze jeździ we wszystkich kierunkach wink aczkolwiek na spotkanie w
                  Łodzi też czas przyjdzie.
    • verdiprati Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 26.05.06, 23:39
      Jutro idę na ostatni koncert Filharmnii Zielonogórskiej - ostatni, bo wyjeżdżam
      z kraju. Program koncertu z okazji 50. rocznicy działalności filharmonii - f-
      moll Chopina (Jabłoński) i koncert na orkiestrę Lutosławskiego. Może nie będzie
      tak źle. smile
    • kanarek2 Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 28.05.06, 00:04
      To ja może pozwolę sobie na refleksję, że problemem polskich filharmonii jest
      nie tyle średni poziom, co głębokie różnice w poziomach, czyli ogromna
      rozpiętość między nielicznymi dobrymi ośrodkami i resztą. Co zresztą dotyczy
      nie tylko naszego życia muzycznego, lecz intelektualnego en bloc.

      I podam przykład: wczoraj w radio słyszałem końcówkę wywiadu z kimś (szefem?) z
      Arte dei Suonatori, zapewniał że oni tego nie robią dla pieniędzy i na przykład
      można ich kopiować (podziękowałem mu w duchu w imieniu forumu), potem
      powiedział że oni się rozwinęli w ciągu ostatnich dwóch lat czyli od nagrania z
      Podger, a potem zagrali nowonagrany kawałek, i rzeczywiście był fantastyczny.
      Wygląda na to, że oni świadomie i konsekwentnie czynią co czynią, i istotnie są
      nastawieni na rozwój. Ciekaw też jestem, czy zaczną grać późniejsze rzeczy.

      k.
      • apfelbaum Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 28.05.06, 07:24
        A może polscy muzycy nie mają motywacji rozwijania swojego warsztatu? Bo to
        zawsze "jakoś to będzie"... Nie wiem, może jestem uprzedzony, ale znam trochę
        muzyków z niemieckich czy duńskich zespołów kameralnych i to są ludzie
        owładnięci pasją robienia tego co robią. A w PLu ciągle jest na pół gwizdka,
        może przez to, że trzeba chałturzyć?
        Rok temu potwornie się zawiodłem na Kwartecie Śląskim, do tej pory chowam
        urazę smile
        Ja - poprzez pracę - dostrzegam, jak cenne jest takie proste i piękne
        zaangażowanie. Wykonania rozmaitych dzieł przez orkiestry akademickie w mojej
        Akademii (a, bo są dwie, tak tak!) - pomimo czasem może kontrowersyjnych
        interpretacji dyrygentów - pozostają w mojej pamięci jako piękne. Miałem też
        taki przypadek z muzyką najnowszą, kiedy Orkiestra AM grała Hommage a Kantor
        Wojciecha Zycha. Było czasem nierówno, czasem absurdalne obsuwki, ale duch tego
        był wściekły (w pozytywnym znaczeniu), prawdziwy, do tej pory Zych przedkłada
        to wykonanie nad produkcję NOSPRU, mimo oczywistego poziomu tej - moim zdaniem
        najlepszej - orkiestry w PL. Bo dla NOSPRU to była kolejna pozycja w
        harmonogramie, ja też to odczułem, kiedy grali mój kawałek rok temu i zostałem
        zapytany przez skądinąd kolegę ze studiów (który gra w NOSPRZE) - "a co ty tu
        robisz?" (jakby nie wiedział smile. Chociaż doskonale wiedział, jak się nazywam,
        bo przecież chodziliśmy razem na niemiecki. Czyli wniosek - "u nas taki
        przemiał, masa utworów, ale spokojna głowa - zrobimy to super". I nieźle
        zrobili, choć portki miałem pełne, bo generalna była porażką smile
        Ad rem - czasem na akademii słyszę kapitalne interpretacje, nawet trudnej
        muzyki, mimo braku perfekcji technicznej urzekające głębokością. Może chodzi
        też o zblazowanie (dość rozpowszechnione?).
        • kanarek2 Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 30.05.06, 00:02
          > A może polscy muzycy nie mają motywacji rozwijania swojego warsztatu?
          > ale znam trochę muzyków z niemieckich czy duńskich zespołów kameralnych i to
          > są ludzie owładnięci pasją robienia tego co robią. A w PLu ciągle jest na pół
          gwizdka, może przez to, że trzeba chałturzyć?

          Myślę żeś poruszył wszystkie ważne sprawy, ważne także dlatego że mają bardzo
          ogólny charakter, i np. stosują się również do mojego środowiska, czyli nauki.

          Na dobrą sprawę pokazałeś, że nie jest możliwe stworzenie u nas zespołu
          grającego na najwyższym poziomie, gdyż wymaga to zebrania grupy ludzi których
          łączy pasja zawodowa, frajda płynąca ze wspólnego muzykowania dla czasem
          przypadkowej publiczności, i zrozumienie tego że pracuje się na chwałę Bożą;
          lecz też z drugiej strony ludzi którzy w pewnym momencie chcą i powinni mieć
          sensowny poziom życia, no i tu pojawiają się finanse. ("My udajemy że
          pracujemy, a oni udają że nam płacą", jak się mówiło za komuny). Suonatorim na
          szczęscie to wyszło.

          Nie znoszę słowa 'chałtura', zakłada świadomą autodegradację, Bernstein pisze
          West Side Story i jest świetnie, Twój znajomy pisze dobrą muzykę Turnauowi, ale
          wstyd straszny więc się pod tym nie podpisze. Co po prostu nie ma sensu. Ma z
          kolei sens dobra popularyzacja, własnie wg Bernsteina, ale ta jednak traktowana
          jest u nas czasem jako upadek zawodowy.

          Wykonywanie zawodu na wysokim poziomie w pewnym momencie prowadzi do tego co
          jest przyjemne, czyli sławy mołojeckiej czy pełnej kiesy. Czego życzę
          orkiestrom studenckim o których tak trafnie piszesz. Bo nie powinno tak być, że
          wysokie ambicje ma jedynie trener Górski od piłkarzy.

          Pozdrawiam,
          k.
          • dobiasz Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 30.05.06, 01:33
            A propos pasji i podejścia do muzykowania... Znam tutaj w Berlinie jeszcze
            stosunkowo mało muzyków, ale już poznałem ludzi, którzy muzykują. Pieniędzy
            jakichś wielkich z tego nie mają, ale po prostu grają, montują zespoły
            kameralne, lubią to robić. To jest dla mnie po polskich doświadczeniach
            prawdziwy szok kulturowy. Próbowaliśmy kiedyś z Królewną zebrać ludzi, żeby
            pograć wspólnie Kindertotenlieder Mahlera w kameralnym składzie. Nie da się. Za
            cholerę, się po prostu nie da. A to komuś coś, a to dziecko płacze, a to tramwaj
            nie dojechał, a to klasówka, a to kac, jak nie urok to sraczka (jak mawiał mój
            ś.p. dziadek)...

            Jeśli ludzie kończący średnią szkołę muzyczną i wybierający się na akademię po
            prostu nie lubią muzykować, przedmioty typu zespoły wokalne, zespół kameralny
            czy orkiestra traktują jak piąte koło u wozu, to o czym tu mówić? Z kim tu robić
            muzykę? Od kogo tu czegokolwiek oczekiwać? Ot, zebrać tych paru szaleńców nie
            wykolejonych przez ten totalny genetyczny marazm, może jeszcze na drugie i od
            biedy trzecie Arte dei suonatori się nazbiera w czterdziestomilionowym kraju...
            • ania13 Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 30.05.06, 07:47
              Dobiasz, masz racje, masz 100000% racji.
              Ja sie zachwycam ta fascynacja muzykowaniem w Berlinie od paru lat. Dla mnie to
              sa naczynia polaczone - ludzie, ktory graja sobie w domu, chodza tez na
              koncerty. A gdy chodza na koncerty, to ci, ktorzy profesjonalnie graja na tych
              koncertach, maja wieksza motywacje. A jaka tu mozna miec motywacje, jesli w
              filharmonii na sali jest mniej ludzi niz na estradzie?
              A w Berlinie jest tak, ze mamy jeszcze pol godziny do wyjscia na koncert (och,
              och, Brendela 2 miesiace temu, jeszcze ciagle przezywam), to co, to lapiemy za
              instrumenty, ktos do fortepianu i mykamy... takie domowe wykonanie suity h-moll
              Bacha, a co... a potem leca piesni Moniuszki (tak dla odprezenia). Teraz
              przygotowujemy sonate triowa z Musikalisches Opfer. Juz za pare dni premiera!
              • dobiasz Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 30.05.06, 09:37
                > Teraz
                > przygotowujemy sonate triowa z Musikalisches Opfer. Juz za pare dni premiera!

                A gdzie ta premiera?
                • ania13 Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 30.05.06, 12:41
                  w salonie big_grin w Schoeneberg
                  • dobiasz Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 30.05.06, 12:52
                    ania13 napisała:

                    > w salonie big_grin w Schoeneberg

                    Ach, te berlińskie salony... wink
                    • ania13 Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 30.05.06, 17:27
                      Niesamowite sa te salony, swoja droga. Poznalam taki "latajacy salon". Czasem
                      ktos cos gra, czasem ktos cos czyta, zawsze jest cos ciekawego. Niestety, ja w
                      Berlinie tylko z doskoku. Raz na pare tygodni,ale regularnie. Wlasnie jestem
                      prawie w drodze. Juz wiem, ze ide w piatek na koncert, znam tylko program i nie
                      wiem kto i gdzie gra - taka smsowa informacja smile Bedzie m.in. IV Brahmsa,
                      koncert fletowy Nielsena i cos niezydentifikowanego Strawinskiego (sms sie
                      urwal). Kto gra? Wiesz cos o tym moze? Dzieki z gory za ew. info.
                      • dobiasz Berlińskie offtopiki 30.05.06, 17:42
                        ania13 napisała:

                        Wlasnie jestem
                        > prawie w drodze. Juz wiem, ze ide w piatek na koncert, znam tylko program i nie
                        > wiem kto i gdzie gra - taka smsowa informacja smile Bedzie m.in. IV Brahmsa,
                        > koncert fletowy Nielsena i cos niezydentifikowanego Strawinskiego (sms sie
                        > urwal). Kto gra? Wiesz cos o tym moze? Dzieki z gory za ew. info.

                        Berliner Philharmoniker
                        Sir Simon Rattle DIRIGENT
                        Emmanuel Pahud FLÖTE
                        Igor Strawinsky Orpheus, Ballett in drei Bildern
                        Carl Nielsen Flötenkonzert
                        Johannes Brahms Symphonie Nr. 4 e-Moll op. 98

                        www.berliner-philharmoniker.de tongue_out

                        Masz już bilet? Bo na Rattle'a to trzeba tak z miesiąc naprzód kupować.
                        • dobiasz Re: Berlińskie offtopiki 30.05.06, 17:44
                          dobiasz napisał:

                          > Masz już bilet? Bo na Rattle'a to trzeba tak z miesiąc naprzód kupować.

                          A sorry, są jeszcze. Po 46 i 39€. Ceni się Sajmon wink
                          • ania13 Re: Berlińskie offtopiki 30.05.06, 18:06
                            hm, coz moge powiedziec. Tylko tyle, ze sie nie spodziewalam. Jakos tak sie
                            dziwnie sklada, ze bywam w Berlinie od ponad 5 lat, a nigdy nie bylam na
                            filharmonikach. Mnostwo innych koncertow zaliczylam.
                            Bilet mam, tak, funduja mi. big_grin
                            Mnie raduje Brahms no i Nielsen. Nigdy na zywo nie slyszalam, a lubie i to bardzo.
                            No to sie naprawde ciesze. A Ty sie wybierasz?
                            • dobiasz Re: Berlińskie offtopiki 30.05.06, 19:00
                              ania13 napisała:

                              > No to sie naprawde ciesze. A Ty sie wybierasz?

                              Nie tą razą. Poza tym Brahms i Nielsen mnie nie elektryzuje na tyle, żeby za
                              boczne miejsca w filharmonii płacić pieniądze za które prawie będę miał karnet
                              na cały festiwal Sonambiente w przyszłym miesiącu ;-P
                              • ania13 Re: Berlińskie offtopiki 30.05.06, 19:23
                                w przyszlym miesiacu to ja siedze na d... w krakowie i koncze doktorat. nigdzie
                                sie nie wybieram. i niestety (dla niektorych) nielsen mnie elektryzuje. no i
                                dodam, ze boczne siedzenia w BF to nie to samo (niektorzy mowia, ze to jedyna
                                demokratyczna sala na swiecie) co siedzenie na balkonie schodkach w krakowskiej
                                filharmonii, co uskutecznialam od dziecka - by wrocic do zasadniczego tematu.
                                A przy okazji, co jeszcze ciekawego w Berlinie daja? np. pod koniec lipca?
                                • dobiasz Re: Berlińskie offtopiki 30.05.06, 19:51
                                  > no i
                                  > dodam, ze boczne siedzenia w BF to nie to samo (niektorzy mowia, ze to jedyna
                                  > demokratyczna sala na swiecie) co siedzenie na balkonie schodkach w krakowskiej
                                  > filharmonii, co uskutecznialam od dziecka - by wrocic do zasadniczego tematu.

                                  Byłem w cyrku Karajana nie raz i nie dwa i chyba jednak wolę za te same
                                  pieniądze siedzieć na środku w Konzerthausie tongue_out A Konzerthaus, jak głoszą
                                  billboardy, ma od przyszłego miesiąca mieć nową akustykę. Nie wiem na czym to ma
                                  polegać, może ekrany jakieś wstawili czy co...

                                  > A przy okazji, co jeszcze ciekawego w Berlinie daja? np. pod koniec lipca?

                                  Nie mam pojęcia. Ja będę w tym czasie tam gdzie dają zimnego Primatora, syr a
                                  hranulki i heske pocasy pro jizdeni na kole tongue_out
            • apfelbaum Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 30.05.06, 10:09
              urok... sraczka... smile))
              sam tak mówię, ciekawe, skąd to pochodzi?
              • zamek Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 30.05.06, 10:56
                nie mam pojęcia, ale i ja tak mówię, a po kądzieli pochodzę z Lubelskiego (może
                to coś wyjaśnia) smile
                • apfelbaum Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 30.05.06, 11:19
                  No taaak... ja po kądzieli pochodzę z ... Lubelskiego
                  smile
                  • dobiasz Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 30.05.06, 12:15
                    > No taaak... ja po kądzieli pochodzę z ... Lubelskiego
                    > smile

                    I wszystko jasne smile
                    • jdrk Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 30.05.06, 17:17
                      Eeee tam, to ogólnopolskie chyba, bo na Dolnym Śląsku tez tak mówią smile
          • apfelbaum Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 30.05.06, 10:07
            Najgorsze jest to, że ten mój znajomy, co robi Turnauowi oprawy, trzyma w
            strasznej tajemnicy, a i tak jest to poliszynel smile ale nikt nic... Cicho-sza :-
            )
            I co się dziwić - często chałtury są też na pół gwizdka (ale Turnau
            profesjonalny).
            Jak to jest że tutaj w PLu profesor akademii muzycznej dając wywiad mówi
            wprost "ja na koncerty nie chodzę, wolę puścić sobie coś w domu". No to kto ma
            chodzić, jeżeli profesjonalni muzycy mają takie podejście? Ja mam akurat trochę
            szczęścia, bo na wykonaniach moich kawałków pojawia się sporo ludzi, ale to
            podejrzewam wynika też z tego, że jestem z wieloma zaprzyjaźniony, czasem
            natomiast zdarza się, że przyjeżdżają świetni muzycy (tydzień temu Kairos
            Quartett) i jest ... 8 osób na sali. Zgroza. I ja też nie byłem, bo w tym
            czasie musiałem chałturzyć (sarkazm smile
            Inna sprawa - traktowanie wykonawstwa wyłącznie jako sposobu na zarobienie
            kasy. Pracuję ze studentami i łatwo dostrzegam, jak mało jest wśród muzyków
            instrumentalistów ludzi, którzy ćwiczą i grają nie po to by zaliczyć kolejny
            egzamin, ale bo tak lubią. Mam szczęście z takimi współpracować - kochani to
            jest zupełnie inna para kaloszy! Aniżeli z kimś, komu "dziecko, tramwaj, itp."
            Co gorsza - odnoszę wrażenie, że studenci I - II roku są zapaleni, chcą grać,
            ćwiczą, grają... A potem często - jak z przekłutego balonika - uchodzi cała ta
            ochota... Pytam się zatem - jak to się stało?
            I czasem dochodzę do smutnego wniosku - bo takie wzorce ściągneli. Od kogo? To
            chyba oczywiste smile
            Posłuchajmy jak śpiewają Rosjanie na imprezach smile a jak Polacy ('i jeszcze
            jeden i jeszcze raz'... 'niech żyje naaam rezerwa'.
            Co się dzieje z wychowaniem muzycznym w Polsce?
            smutny apf
            • bwv1004 Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 31.05.06, 00:24
              > Co się dzieje z wychowaniem muzycznym w Polsce?
              > smutny apf

              No teraz PIS ma poprawiać wychowanie muzyczne w szkołach, głoa do góry apf wink.
              Ale może lepiej nie poruszać tego tematu, bo na Cafe Cultura próbowano i
              wyszedł ciężko polityczy wątek...
              • apfelbaum Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 31.05.06, 07:09
                ooojj, a ja myślałem, że pis to wątek ... hmm... niecenzuralny smile
    • mac_rys Re: Cierpienia melomana czyli polskie filharmonie 05.06.06, 03:04
      Sluchalem przez 5 lat Orkiestry Filadelfijskiej. Owszem, podobala mi sie bardzo--poznalem nawet kilku
      jej czlonkow--ale kiedys wczesniej przez dwa lata sluchalem warszawskiej orkiestry Narodowej w
      Warszawie, i z tego co pamietam, byly to bardzo dobre koncerty. Pamietam szczegolnie jeden, gdy
      dyrygowal Semkow--niesmowite przezycie. Kord tez byl bardzo dobry.

      mac

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka