25.04.06, 16:01
Nie umiem pisac recenzji, wiec tylko cos od siebie.
Cudowny glos i osobowosc. Sala kongresowa wypelniona po brzegi!
Zespol skromny, tylko dwie gitary, ale Dianne moglaby i sama spiewac,
chwilami spiewala bez mikrofonu, choc gitarzysci naprawde swietni:
Russell Malone i Romero Lubambo z Brazylii.
Dianne nawiazala swietny kontakt z publika, wlasciwie caly czas cos
opowiadala, pelna humoru i dowcipu. Chyba byla pod wrazeniem i publicznosci
i naszego miasta i golabkow na obiadsmile
Z najnowszej plyty niewiele zaspiewala, za to bylo kilka swietnych
standardow: Solitude, Mista, You've Got A Friend
i na bis Love For Sale.
Koncert subtelny, klimatyczny i cieply. Mialam wrazenie, wychodzac z
koncertu, ze wszystkim sie udzielil ten dobry nastroj.
Ja czekam na powrot Dianne, tym razem z orkiestra.

ps. najnowsza plyta Russella Malone'a "Playground" jest obecnie plyta
tygodnia w jazz radiu.
Obserwuj wątek
    • ewce1 Re: Dianne 25.04.06, 16:06
      Jazzfoxy, zapomniałaś napisać jak koncert spodobał się Twojej córce smile
      • piterek_82 Re: Dianne 25.04.06, 16:16
        Szczerze zazdroszczę możliwości wysłuchania głosu Dianne "na żywo"!! A tu
        recenzja z "Rzeczpospolitej":

        rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060425/kultura/kultura_a_2.html
        • piterek_82 Re: Dianne 25.04.06, 16:19
          I jeszcze fotorelacja z koncertu:
          www.cgm.pl/aktualnosci/wyswietl.php?O_NEWS=20111428&PHPSESSID=61bceaab9e2d1086fbdee20381d615de
          • jazzfoxy Re: Dianne 25.04.06, 16:27
            Tez zrobilysmy kilka fotek, ale z 20 rzedu wiec niewiele widac.
            Corce podobal sie koncert, choc troche za spokojny byl dla niej, zalowala, ze
            nie ma wiekszego zespolu, ale reagowala dosyc zywiolowo i co chwila mowila,
            ze ten utwor to ona znasmile
            Pjetrek sama sobie zazdroszcze, bo Dianne to wspaniala artystka,
            bliska memu sercu.
            • jazzfoxy Re: Dianne 25.04.06, 16:31
              zdjecia piekne, nasze cyfrowe fotki nie nadaj sie do publikacjismile
              ciekawa jestem czy poza Rzepa, ktos cos jeszcze napisal?
              • jazzfoxy Re: Dianne + fotka 25.04.06, 20:37
                niestety jakosc kiepska:
                www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/swnc5livrk4ccr83.html
                • pjetrek29 Re: Dianne + fotka 26.04.06, 18:28
                  dzięki za relację i fotkę. pozdrowieniasmile
                  ps. piterek_82 to nie jasmile
                  • jazzfoxy Re: Dianne + fotka 26.04.06, 19:52
                    ojej wybaczcie, dopiero teraz zobaczylam, ze to pitereksmile
                    • jazzfoxy Re: Dianne + recenzja 27.04.06, 10:55
                      pozwolicie, ze wrzuce tu ciakwa recenzje p.Jerzego Szczerbakowa (jazz radio),
                      podpisuje sie pod nia rowniez.

                      Dianne Revees RULEZ!
                      Ten kto w poniedziałek odwiedził warszawską Salę Kongresową podpisze się pod
                      powyższym stwierdzeniem obydwoma rękami. Koncert był wydarzeniem porównywalnym
                      z koncertami Corea/McFerrin, Keith Jarrett Trio czy zespołu Wayne'a Shortera.
                      Pokazał również, że choćby nie wiem jak wylansowane wokalistki (np. imienniczka
                      w.w.) są w takiej sytuacji zaledwie cieniem energii, emocji i muzykalności.
                      Na początku moje zaniepokojenie wywołał fakt, że gwieździe towarzyszy tylko
                      dwóch muzyków - gitarzystów, chociaż nazwisko jednego z nich (bohatera
                      tegotygodniowej "Płyty tygodnia") było już pewną gwarancją. Okazuje się, że
                      będąc wielką artystką można pozwolić sobie na minimalizm środków - chociaż w
                      odniesieniu do dwóch panów z gitarami określenie to może być nieco krzywdzące.
                      Absolutni wirtuozi swego instrumentu: grający bebopowo Russell Malone i nieco
                      latynosko (Brazylijczyk zresztą) Romero Lubambo w fenomenalny sposób wypełniali
                      przestrzeń pozostawioną przez wokalistkę. Ze smakiem, humorem i muzykalnością,
                      odnajdując się z mistrzowskim feelingiem od samby, przez bluesa, bebop czy
                      niemal gospel. Każdy z nich miał swoje "5 minut" - każdy grał solowy utwór,
                      każdy w swoim własnym stylu. Obaj wykonywali znakomite, momentami
                      nieprawdopodobnie szybkie, improwizacje. Jednym z najciekawszych momentów było,
                      gdy solo wykonywali... wszyscy troje jednocześnie. Wówczas Dianne tak
                      prowadziła swoją improwizację by jej głos był spoiwem pozwalającym mniej
                      wprawnym słuchaczom zorientować się w formie utworu. Brzmienie gitar było
                      diametralnie różne: ciepłe, jazzowe Malone'a i akustyczno-nylonowe Lubamby,
                      który korzystał w swojej gitarze również z przetwórnika syntezatorowego (barwy
                      hammonda czy solo grane unisono z gwizdaniem generowanym również z
                      syntezatora). Po takim wieczorze zastanawia jak bardzo ci fenomenalni muzycy są
                      nieznani i jak mało znamy niewylansowanych muzyków z innych kontynentów.
                      A gwiazda wieczoru? Trudno pisać o tym koncercie bez emocji - dysponująca
                      charakterytyczną ciepłą, ciemną i wcale nie uniwersalną barwą głosu potrafiła
                      zaczarować salę: od ballad, przez bluesy (brawurowo wykonany "Mista") aż po
                      wykonany na drugi - najwyraźniej nieprzewidziany - bis "Love For Sale". Reeves
                      oprócz piosenek opowiadała: o życiu, o Warszawie ("gołąbki") i o George'u
                      Clooney'u. Opowieści przeradzały się w piosenki, a te w mistyczne niemal
                      przeżycie. Jego głębia zaskakiwała nawet samą Diannę, zaskoczoną owacjami po
                      każdym utworze. Improwizacje w wykonaniu gwiazdy były pozbawione nadmairu
                      środków, służyły wyłącznie budowie nastroju. Dopiero w "Love For Sale" Dianne
                      pozwoliła sobie na pokazanie imponującej techniki i wysłała do narożnika
                      wszystkich tych, którzy mogli powątpiewać w jej wokalne możliwości.
                      Potrójna "Standing Ovation" potwierdza tytułową tezę.

                      Jerzy Szczerbakow
    • palola3 :) Cieszę się waszym szczęściem :) 01.05.06, 22:37
      Dziękuję Wam moi Drodzy smile Dzięki wam optymistycznie patrzę w przyszłość big_grin
      Jestem z pod Opola, a w Stolicy Polskiej Piosenki niewiele się dzieje smile Ale
      marzę, że wyjadę kiedyś nie wiem gdzie i będę chodziła na jazzowe koncertysmile Bo
      jak inni mogą, to czemu ja nie?
      pozdrowionka

      Mam 14 latsmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka