Dodaj do ulubionych

Koncert Sisters of mercy kraków

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.06, 23:59
Witam, Rozsiewam wici po forum - kolega wygrał dla mnie bilet na ten koncert,
ale nie widzę większego sensu jechać tam samemu pociągiem (drogo i
niebezpiecznie)...może ktoś z obecnych na forum też się wybiera? Chodzi mi o
wyjazd z warszawy...Można by się zebrać i pojechać większą grupą (taniej i
bezpieczniej)...albo cokolwiek- może znacie jakieś miejsca w krakowie, w
których można tanio przeczekać jedną noc i rano wrócić do Warszawy? Z
niecierpliwością czekam na odpowiedzi:] to mój mail: afrobej@gmail.com

z góry dzięki:]
Obserwuj wątek
    • Gość: elcca Re: Koncert Sisters of mercy kraków IP: 62.121.129.* 05.06.06, 00:07
      jesli nie jestes b wymagajacy to tanio jest w hostelach,ktorych jest sporo.
    • Gość: Daria Re: Koncert Sisters of mercy kraków IP: 217.17.38.* 05.06.06, 12:07

      Zawsze możesz jechać rowerem i koniecznie zabierz mamę - wtedy będziesz miał
      TANIO i BEZPIECZNIE! wink
      • Gość: oneofakind Re: Koncert Sisters of mercy kraków IP: *.local4.pl / 80.51.180.* 05.06.06, 14:40
        nie chce się czepiać, ale ile masz lat? taniej i bezpieczniej? z takim
        podejsciem, to nie wiem, czy wychodzilbym w ogole z domu...
        • Gość: PAETZ Re: Koncert Sisters of mercy kraków IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.06, 22:06
          Dzięki za życiowe rady...szkoda że nie jestem taki jak Ty...nic w życiu nie
          osiągnę. Mój wiek nie ma tu nic do rzeczy, w szczególności jeśli uważasz się za
          osobę lepszą ode mnie:] Lat mam tyle ile trzeba, a na samochód mnie jeszcze nie
          stać:]Założyłem ten wątek, żeby ktoś mi odpowiedział na pytanie, a nie żeby
          jakiś życiowy nieudacznik sobie ulżył.
    • Gość: di Re: Koncert Sisters of mercy kraków IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.06, 15:53
      A kiedy ten koncert i gdzie?
      • freerock Re: Koncert Sisters of mercy kraków 05.06.06, 22:13
        zazdroszczesmile Ja nie dam rady jechać, ciągle jednak wspominam moje spotkanie z
        Siostrami w Pradze w 2001 r.. To był koncertsmile
    • wij.paszczak Re: Koncert Sisters of mercy kraków 06.06.06, 19:05
      Ja będę na tym koncercie...
      Jestem w tej komfortowej sytuacji,jako tubylec przybędę na własnych nogach
      hihismile
      • Gość: lolo Re: Koncert Sisters of mercy kraków IP: 192.168.* / *.internetdsl.tpnet.pl 07.06.06, 00:28
        ja bylem w kwietniu w berlinie, odpuszczam krakow bo zadna dla mnie radosc
        jechac 5 godzin samochodem w jedna strone, tym bardziej ze przed-dzien depeche
        mode w warszawie
        p.s. jeszcze byla praga 2001 i warszawa 2003.
        • Gość: mofo2 Sisters of Mercy w Krakowie - nie dotarłem :-( IP: *.cebit.com.pl 11.06.06, 23:40

          Hej!

          Może ktoś podzieli się wrażeniami?
          Wybierałem się, ale sprawy rodzinne... ah jaki żal... sad
          • Gość: AgentCooper Re: Sisters of Mercy w Krakowie - dotarłem :-) IP: *.pg.com 12.06.06, 08:54
            jednym slowem - bylo rewelacyjnie. Jak dla mnie duzo lepiej niz 3 lata temu w
            Hali Mery. Nieduzy klub, nabity na maxa, swietna widocznosc (stalismy na
            balkoniku na wprost sceny), zywiolowa reakcja publicznosci, Jedrek w super
            formie, wijacy sie przez caly koncert wokol mikrofonu. Calej set listy nie
            pomne, ale zagrali m.in. Crash'N'Burn, Alice, Summer, moje ulubione We're The
            Same Suzanne, Giving Ground, Ribbons, Lucretia My Reflection(przy ktorej
            publike ogarnelo totalne szalenstwo), Temple Of Love. Fantastycznym momemntem
            bylo konczace zasadnicza czesc koncertu This Corrossion gdy po zakonczeniu
            numeru ludzie przez jakies 5 minut spiewali a cappella refren kawalka wywolujac
            caly zespol na bisy. Na pewno warto bylo pokonac 300 km do Krakowa bo nei
            wiadomo, czy jeszcze kiedykolwiek do nas dotra....

            ps. dzien wczesniej bylym na Depeche Mode - bardzo dobry wystep, ale jak dla
            mnie emocje na Sisters byly Duuuuzo wieksze
            • grimsrund Re: Sisters of Mercy w Krakowie - dotarłem :-) 12.06.06, 16:41
              Tymczasem pismak z GW zjechał raczej ten występ. Słaba widoczność mu
              przeszkadzała między innymi wink


              miasta.gazeta.pl/krakow/1,35796,3410331.html
              Bez miłosierdzia na koncercie Sisters Of Mercy

              Łukasz Warski 12-06-2006 , ostatnia aktualizacja 12-06-2006 09:50

              Po sobotnim koncercie brytyjskiej formacji Sisters Of Mercy w krakowskim klubie
              Studio nasunęło mi się jedno nieodparte skojarzenie - występ zespołu Andrew
              Eldritcha miał wiele wspólnego z piątkowym meczem Polaków z Ekwadorem na
              mundialu w Niemczech. I tym razem nie zawiedli tylko fani.


              Sisters Of Mercy to obok Siouxie And The Banshees i Bauhaus pionierzy tak
              zwanego rocka gotyckiego, który w pierwszej połowie lat 80. był ze wszech miar
              interesującym odgałęzieniem muzyki postpunkowej i nowofalowej. Wizerunek
              gatunku zdezawuowały dopiero zastępy nieporadnych naśladowców aspirujących do
              bycia nowymi wcieleniami nie tyle wspomnianych twórców gatunku, ile nawet
              nieudolnymi wersjami Klausa Kinskiego z "Nosferatu wampir" Wernera Herzoga.
              Dlatego mając w pamięci fantastyczny koncert wspomnianego Bauhausu, który
              obejrzałem w lutym tego roku w Berlinie, byłem przekonany, że Andrew Eldtrich
              również utrzymał wysoką formę, a trasa z okazji 25-lecia istnienia "Sióstr" nie
              będzie tzw. odcinaniem kuponów. Niestety, myliłem się.

              Tuż przed godz. 21, kiedy przed klubem stała jeszcze całkiem sporej długości
              kolejka czekających na wejście fanów, scenę spowiła olbrzymia ilość dymu. Przez
              moment pomyślałem nawet, że coś stało się z maszyną generującą sztuczną mgłę.
              Jednak dalsza część koncertu wyprowadziła mnie z błędu - po prostu
              nieprawdopodobne zagęszczenie dymu było z góry zaplanowane. Prowadziło to
              czasami do absurdalnej sytuacji, kiedy to za sprawą mgły nie było widać muzyków
              na scenie. Sytuacji nie poprawiał dźwięk, równie nieczytelny jak oprawa
              wizualna koncertu.

              Teraz o pozytywach, a właściwe pozytywie, czyli o publiczności. Fani żywo
              reagowali nawet na premierowe, niepublikowane jeszcze nigdzie piosenki Sisters
              Of Mercy. Oczywiście, najgoręcej było przy gotyckich klasykach. Po raz pierwszy
              sala rozruszała się przy "Dominion/Mother Russia". Przez moment wydawało mi
              się, że tradycyjnie już zdystansowany wobec fanów Eldritch uśmiechnął się,
              widząc entuzjazm zgromadzonych. Jednak pewności nie mam, a to przez wspomnianą
              przesadną gęstość dymu. Publiczność dała z siebie wszystko także przy "Alice"
              i "This Corrosion", który zakończył pierwszą część koncertu. Refren
              pochodzącego z płyty "Floodland" sztandarowego utworu Sisters Of Mercy po
              zejściu ze sceny muzyków był jeszcze przez dobrych kilka minut wyśpiewywany
              przez całą salę - jak dla mnie był to najbardziej imponujący fragment
              sobotniego koncertu.

              Podczas dwóch bisów usłyszeliśmy jeszcze m.in. świetne wykonanie "Lucretia" -
              mój entuzjazm w dużej mierze napędzany był reakcją fanów, która udzieliła się
              chyba wreszcie zespołowi - i na koniec najsłynniejszy utwór "Sióstr",
              czyli "Temple of Love". Ten ostatni poprzedziła pseudoimprowizacja dwóch
              gitarzystów, którzy - nie wiedzieć czemu - postanowili w jej trakcie pobiegać
              po scenie. Po chwili dostojnie dołączył do nich Eldritch spowity kolejnymi
              metrami sześciennymi dymu. Niestety, "Temple Of Love" nie okazał się mocnym
              zakończeniem koncertu. Wręcz przeciwnie, kompozycja została odegrana i
              odśpiewana na pół gwizdka, tracąc gdzieś swój monumentalizm znany ze studyjnej
              wersji. Pomyślałem, że lepszym rozwiązaniem byłoby zaproszenie na scenę
              śpiewającego obok mnie fana, który z pewnością nie wypadłby gorzej od
              Eldritcha, a na pewno żywiej. Bo poza technicznymi niedociągnięciami właśnie
              naturalnej ekspresji brakowało podczas sobotniego koncertu.
              • Gość: AgentCooper Re: Sisters of Mercy w Krakowie - dotarłem :-) IP: *.pg.com 12.06.06, 18:22
                1) no coz - dla autora byc moze byl to pierwszy kontakt z koncertem Sisters -
                dymy spowijajace sceny to taki sam pewnik ich wystepu jak dobra forma Dr.
                Avalancha, co latwo sprawdzic ogladajac chociazby pamietny wystep z Royal
                Albert Hall wydany w 1986 na video.

                2) premierowe piosenki ? Wypadaloby wykazac sie minimalna chociazby znajomoscia
                tematu, chyba ze premierowe piosenki uznaje sie We'Re The Same Suzanne czy
                Summer. Ale jak widac dla autora ostatnie poznane numery Sisters to te ktore
                slyszal na Vision Thing. To ze czegos nei ma na studyjnym albumie nie znaczy
                panie Warski ze zespol nie nagrywa....

                3) "Sala rozruszala sie przy "Dominion/Mother Russia" - jak w wpcie 1).
                Koncerty Sisters to nie Red Hot Chilli Peppers, gdzie publika fika koziolki,
                robi stagediving, itd itp. Kazdy z numerow byl przyjmowany entuzjastycznie zeby
                nie poweidziec z euforia, co zreszta znalazlo potwierdzenie w komentarzach
                zaslyszanych po koncercie.

                wiecej nie chce mi sie komentowac, bo mam wrazenie ze pan Warski pomylil na
                imprezy - proponuje nastepnym razem wystep Dody - tam bedzie wszystko widac a
                publicznosc bedzie tanczyc wesolo.

                • grimsrund Re: Sisters of Mercy w Krakowie - dotarłem :-) 12.06.06, 19:16
                  Bo ten pan W. to chyba jakiś nowy nabytek jest i terminuje w roli zdawcy, nie
                  spotkałem się wcześniej z tym nazwiskiem. Cieszę się, że impreza udana - duchem
                  byłem cały czas z Wami smile)
                  • rafal.gtv Re: Sisters of Mercy w Krakowie - dotarłem :-) 12.06.06, 19:44
                    Eeeee tam , według znawczyni z Warszawskiego "Co jest grane", płyta Vision Thing
                    powstała z udziałem Patricii Morison , a premierę miała w 1991r...
                    W "Wyborczej" to standard....

                    Koncert był znakomity... Może nie było to wydarzenie na miarę 31kwietnia 1991r,
                    ale IMHO lepszy , niż calkiem niezły koncercik w Merze.
                    • grimsrund Re: Sisters of Mercy w Krakowie - dotarłem :-) 12.06.06, 20:33
                      Nie no, Lasotowa napisała, że VISION THING jest z 1990. Tak czy owak, jej
                      żenujący tekst poszedł na cały kraj, bo widać ta część "Co jest grane?" jest
                      ogólnopolska.
              • Gość: alien sex fiend Re: Sisters of Mercy w Krakowie - dotarłem :-) IP: *.aster.pl 12.06.06, 22:10
                > Prowadziło to
                > czasami do absurdalnej sytuacji, kiedy to za sprawą mgły nie było widać
                > muzyków

                A w dodatku, za sprawą ciemnych okularów Eldritcha prawie w ogóle nie bylo widać jego twarzy. Na miejscu autora domagalbym sie zwrotu za bilet.

                > Refren
                > pochodzącego z płyty "Floodland" sztandarowego utworu Sisters Of Mercy po
                > zejściu ze sceny muzyków był jeszcze przez dobrych kilka minut wyśpiewywany
                > przez całą salę - jak dla mnie był to najbardziej imponujący fragment
                > sobotniego koncertu.

                A potem zespół wszedł na scenę i znowu wszystko zepsłuł.
              • ivanzamorano Re: Sisters of Mercy w Krakowie - dotarłem :-) 13.06.06, 09:31
                Dżizas, skąd Ty mieszkasz Panie Warski ?! Czy my byliśmy przypadkiem na tym
                samym koncercie ?! O co Tobie biega z tym dymem ?! Czy to miały być wybory Miss
                czy oprawa koncertu rock&roll'owego ?! "...Po raz pierwszy sala rozruszała się
                przy Dominion/Mother Russia..." - a co się działo przy "Ribbons" ?! A widziałaś
                ekstatyczne wręcz przyjęcie "Something Fast", ludzi śpiewających i targanych
                nieidentyfikowalnymi (poza występami SoM) emocjami ?!? A "We are the same
                Suzanne"...?! A może, przebywając w strefie Oceanu Wolnego Czasu, żłopałałeś w
                barze tanie napoje wyskokowe i zamartwiałeś się, że nie możesz dostać faktury,
                żeby rozliczyć wydatki podczas delegacji a koncert "odsłuchałeś" następnego
                dnia w Empiku przy ladzie ze słuchawkami i stosikiem płytek SoM ?!?
    • Gość: sam Re: Koncert Sisters of mercy kraków IP: *.3vnet.pl 12.06.06, 21:07
      Też byłem na koncercie z żoną. Oboje mieliśmy wrażenie, że coś jest nie tak z
      wokalem - dziwnie było słychać (a właściwie nie było słychać). Czy mieliście
      podobne odczucia?
      • rafal.gtv Re: Koncert Sisters of mercy kraków 12.06.06, 22:22
        Wrażenia akustyczne były zależne od miejsca słuchania. Na balkoniku było bardzo
        dobrze - na glebie - nieco gorzej...
        • Gość: mofo2 Re: Koncert Sisters of mercy kraków IP: 217.17.38.* 13.06.06, 17:08


          A ON wink gdzieś tam siedzi sobie i pęka ze śmiechu, przyglądając się jak Ci w
          których to wszystko zaszczepił dzielnie dają świadectwo... miłosierdzia wink
          Ciekawe, czy Pan Warski wie o kim piszę i czy kiedykolwiek czytał poniższy
          tekst może wtedy zdałby sobie sprawę, że ten zaspół jest dla fanatyków, a nie
          słuchaczy muzyki. wink


          Afterhours...Twarzą w twarz z Ojcem Przełożonym

          Niniejszej relacji nie należy traktować poważnie; chociaż opisane wydarzenia
          miały miejsce w rzeczywistości, a wszystkie występujące osoby istnieją naprawdę.

          Godzina 23.00. Hall hotelu "Wrocław". Gromadka dziennikarzy i fanów oczekuje na
          miłosierdzie losu. Bezgłośnie rozsuwają się drzwi i do hallu wkraczają Tim
          Brincheno, Andreas Bruhn, Andrew Eldritch i Tony James w otoczeniu menadżera,
          goryli i przedstawicieli Inter-Artu. Gdy trwają formalności w recepcji, artyści
          krążą po hallu. Lady Monika (The Sisterhood Productions), Tomasz Beksiński
          ("Magazyn Muzyczny", The Sisterhood Productions), Piotr Metz i Tomasz Słoń
          (Radio FMF Kraków) oraz Arkadiusz Pragłowski i Agnieszka Walczak ("Beat"')
          zastanawiają się, czy atakować od razu, czy też jeszcze poczekać. Plotka głosi
          bowiem, że Siostry wybierają się do jakiegoś klubu o ponurej nazwie "Rura".
          Trudno jednak wierzyć plotkom. Tymczasem sytuacja klaruje się sama. Zwabieni
          mdlącymi dźwiękami czegoś, przy czym bawią się goście hotelowej restauracji z
          dancingiem. Andreas Bruhn i Tony James odłączają od pozostałych. Wkrótce ich
          śladem podążą też Andrew Eldritch z wielką szklanicą tajemniczego żółtego płynu
          w łapie. Słysząc coś, co kiedyś może było "La Bambą", Eldritch improwizuje
          ironiczny taniec. Podczas gdy amator kobiecych wdzięków, Andreas Bruhn,
          rozpoczyna rozmowę z lady Moniką, Eldritch przygląda się przez szybę
          podrygującym gościom hotelowym. Ma wyraz twarzy turysty odwiedzającego ogród
          zoologiczny. Niewątpliwie znalazł potencjalny temat na następny album.

          Otrzymawszy klucze do pokoi, Siostrzyczki znikają. Piotr Metz i Tomasz Słoń
          decydują się na powrót do Krakowa, pozostali czekają cierpliwie. Po chwili
          pojawia się Tony James. Fani proszą go o pięć autografów, które posłusznie
          wypisuje. Następnie rusza w kierunku baru.

          Jest już 23.30. Siedzimy w barze, kupujemy sok pomarańczowy, czekamy. Nadchodzi
          Eldritch i Brincheno, na końcu Bruhn. Wszystkie miejsca przy barze są zajęte,
          Lady Monika zaprasza go więc do naszego stolika. Otrzymawszy szkocką z colą za
          marne 91 tysięcy, Bruhn odpowiada konkretnie na jedno tylko pytanie: Jak
          myślisz, jak długo będziesz grał w tym zespole?

          BRUHN: Nie wiem. Dziesięć minut, a może dziesięć lat. Dowiedziawszy się, że
          Monika nie nocuje w hotelu, robi smutną minę, dopija drinka i spojrzawszy na
          zegarek stwierdza: Pora spać. A więc idę na górę. Sam. Co czyni. Ojciec
          Przełożony siedzi plecami do nas. Zdjął okulary. Można mu się dokładniej
          przyjrzeć: mały, niemiłosiernie chudy, przypomina zaćpanego licealistę.
          Czekamy, aż wleje w siebie trochę tego cudownego płynu, który wszystkim
          rozwiązuje języki. Lady Monika podchodzi pierwsza, w nadziei, że kobieta ma
          zawsze więcej szans.

          LADY MONIKA: (pokazując książkę Philipa K. Dicka "Trzy Stygmaty Palmera
          Eldritcha"): Znasz tę książkę?

          ELDRITCH: Tak. Bardzo dobra. Ale podoba mi się tylko do momentu, w którym
          Palmer Eldritch zostaje bogiem. Nie lubię zakończenia.

          LADY MONIKA: Mógłbyś mi ją podpisać? Eldritch miłosiernie podpisuje. Wówczas
          decyduję się podejść do niego. Na ekranie znajdującego się nad naszym stolikiem
          telewizora emitującego MTV pojawia się Gary Moore. Eldritch odwraca się:
          Śpiewam w tej piosence!

          TB: Właśnie, jak to się stało, że nagrałeś coś z Garym Moore'm?

          ELDRITCH: Poprosił mnie o to!

          TB: Nie sadziłem, że cię kiedykolwiek spotkam prywatnie. Kolega sugerował,
          żebym przetłumaczył "This Corrosion" na język polski. Wówczas spotkalibyśmy się
          na sali sądowej, gdyż zaznaczyłeś, że zaskarżysz każdego, kto spróbuje ten
          tekst przełożyć. Zrobiłbyś to?

          ELDRITCH: Owszem. Gdybym chciał, żeby "This Corrosion" było po polsku,
          napisałbym tekst po polsku.

          LADY MONIKA: Co sądzisz o języku polskim?

          ELDRITCH: Ohydny.

          LADY MONIKA: A jaki jest twój ulubiony język?

          ELDRITCH: Niepamięć. Podchodzą fani. Chcą pięć autografów. Eldritch wypisuje
          trzy, a na dalsze nalegania odpowiada: Fuck off! Następnie wstaje, włazi na
          krzesło przy naszym stoliku i przełącza kanał w telewizorze. Zamiast MTV na
          ekranie mamy film sensacyjny.

          TB: Zadowolony jesteś z koncertu?

          ELDRITCH: Nie. Nie śpiewałem najlepiej.

          TB: Spodziewałeś się tak ciepłego przyjęcia?

          ELDRITCH: Spodziewałem się.

          TB: Dlaczego nagrywasz tak rzadko?

          ELDRITCH: Bo moje płyty są bardzo dobre i nad każda trzeba długo pracować.

          TB: Czemu zdecydowałeś się na trasę koncertową, skoro kiedyś proklamowałeś
          jawną niechęć do występów "na żywo"?

          ELDRITCH: Szmal! (pokazuje palcami liczenie pieniędzy)

          TB: Co sprawiło, że The Sisters Of Mercy znów jest zespołem rockowym?

          ELDRITCH: Znudziły mi się klawisze.

          TB: Szkoda, gdyż jednym z naszych ulubionych utworów jest 1959.

          ELDRITCH: To też mój ulubiony utwór. Napisałem go dla jednej dziewczyny z
          Belgii, Isabel. Próbowałem potem skomponować coś podobnego, ale to niemożliwe.

          TB: Podobał nam się teledysk.

          ELDRITCH: Doskonały! Sam go wyreżyserowałem! Znów podchodzą fani. Pytają, czy
          mogą zrobić mu zdjęcie.

          ELDRITCH: Nie! Teraz nie jestem na służbie. Fani są nieustępliwi. Interweniuje
          menażer. Tymczasem Eldritch odwraca się do Lady Moniki i patrząc jej z bliska w
          oczy pyta: Masz jakieś prochy? Usłyszawszy odpowiedź przeczącą, wstaje i
          ponownie wspina się na krzesło, żeby zmienić kanał w telewizorze. Gdyby nie
          Arek Pragłowski, który przytrzymał krzesło, mogłoby być niewesoło. Maestro
          wraca do baru. Próbuję spytać go o teksty piosenek.

          ELDRITCH: Nie mam ochoty gadać o tych rzeczach! Moja muzyka mówi za mnie. Teraz
          chcę się spokojnie upić. Nie możemy pogadać o czymś innymi Na przykład o
          futbolu, albo polityce?

          LADY MONIKA: Jak ci się podobał ostatni jihad Saddama Husseya, przepraszam,
          Husajna?

          ELDRITGH: Było fajnie.

          TB: Nie myślisz poświęcić temu zagadnieniu następnej płyty?

          ELDRITCH: Dwie chyba wystarczą. A na razie zamierzamy się pobrać. (obejmuje
          siedzącego obok Tima Brincheno) Poważnie. Będziemy mieć rodzinę i psa.
          Dochodzimy do wniosku, że czas się chyba pożegnać.

          TB: Mam jeszcze jedno pytanie, potraktuj je jak żart. Czy zatrudniłeś Maggie
          Reilly dlatego, że śpiewała "Nigdy nie pojedziesz do Francji"?

          ELDRITCH: Nie. A co, naprawdę tak śpiewała? (w jego oczach pojawia się radosny
          błysk, a na obliczu szczery uśmiech) Świetnie! Doskonale! To mi się podoba!

          Zostawiamy go w tym pogodnym nastroju. Despota i pozer z niego
          nieprawdopodobny, ale to właśnie sprawia, że Eldritch jest jedyny w swojej
          wielkości, chociaż ma niewiele ponad 160 cm wzrostu.

          Arek pozostał przy barze ("Sitting in this bar for hours...") - i udało mu się
          dogadać z menażerem, rano czatował w hallu i zdybał Siostrzyczki przy śniadaniu
          o niemiłosiernej godzinie 9.00. Nie zazdroszczę mu jednak. O takiej porze nie
          odróżniam Eldritcha od Husseya.

          TOMASZ BEKSIŃSKI ("Magazyn Muzyczny" nr 6 1991)
          • rafal.gtv Autor tych słów nadal nie żyje 13.06.06, 17:36
            Autor tych słów nadal nie żyje ....
            • grimsrund Re: Autor tych słów nadal nie żyje 13.06.06, 18:02
              Hmm... telefon do przyjaciela? wink)

              Dzięki za ten tekst - pamiętam, jak serdecznie się przed laty uśmiałem czytając
              go po raz pierwszy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka