Czyli: jakie wina są strawne i nie wywołają torsji podczas romantycznej
kolacji, ktokolwiek by nie siedział naprzeciwko, a jakie nadają się co
najwyżej do doprawienia sosu i też nie zawsze.
Tja. Poproszę wszystkich, nie tylko ekspertów (mamy tu takich?) o wypowiedzi,
raporty i doświadczenia. Poruszajmy się najlepiej w miarę rozsądnym
przedziale cenowym (do 50 zł?), w którym naciąć się jest łatwo.
Moje typy ignoranta (dotyczące półwytrawnych i wytrawnych, bo takie lubię i
piję) są as follows.
czerwone:
+ argentyńskie Intis (ok. 20 zł); bardzo przyjemny smak (owoce leśne?) i miły
dla oka krwistoczerwony kolor
- kalifornijskie Carlo Rossi Red (ok. 21 zł); rozpacz w kratę, lekki posmak
zgnilizny moralnej
białe:
+ rieslingi Michael Schneider (ok. 18 zł) i Peter Mertes (ok. 14 zł); bardzo
świeże, lekkie, świetnie wpływają na humor

ten pierwszy trochę cytrynowy,
przez co mniej go lubię, ale moja dziewczyna ma na odwrót
- francuskie Fleur Saint Jean (ok. 19 zł); może się zasugerowałem nazwą, ale
smakowało jaśminem, jakby ktoś dolał wody toaletowej