cze67
18.02.03, 11:47
Od paru dni non stop slucham sobie na walkmanie Live At Leeds - The Who. I
nie moge wyjsc z podziwu nad witalnoscia, pomyslowoscia, energia jednym
slowem nad geniuszem Keitha Moona, perkusisty zespolu. Niesamowity facet.
Sa perkusisci, ktorzy odpukuja swoje, nie ma w tym wiele energii, ich granie
nie porusza. A ten facet to wulkan energii! Jak w jednej zwrotce nie zrobil
20 przejsc to oznaczalo, ze jest przeziebiony. Jego styl gry przypomina
granie Johna Bonhama (czeste uzywanie kotlow) choc oczywiscie to Moon byl
wczesniej. Jestem pod wrazeniem, dzieki niemu (m.in. bo reszta zespolu tez
jest znakomita) muzyka tej grupy po prostu sie skrzy.
A dlaczego zapomniany? Wydaje mi sie, ze nie wymienia sie go zbyt czesto w
pierwszej 10 najlepszych perkusistow. A dalibog, zasluguje na to!