cze67 15.04.03, 16:24 Ciekawe? Dosyć... muzyka.interia.pl/news?inf=376303 Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: P-77 Re: Hołdys vs. Leszczyński IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.04.03, 16:39 Po prostu każdy przedstawił swoje racje. I tyle. A propos Hołdysa - na tej samej stronie trafiłem na jego wypowiedź po ubiegłorocznym rozdaniu "Fryderyków" (za 2001 rok) w której stwierdził, że rozmawiał z synem i na tej podstawie wyciągnął wniosek, że prawie nikt nie zna utworu T. Love "Nie, nie, nie" uznanego za piosenkę roku. Bez komentarza. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sorki Re: Hołdys vs. Leszczyński IP: *.visp.energis.pl 15.04.03, 17:27 Sorki, ale oglądam program "Guru" Hołdysa na MTV i facet zna sie na rzeczy. Równie dobrze mógłbym ciebie zapytać czy znasz Bena Harpera czy Dave Matthewsa, ktorych on puścił i którzy zabili całe moje śrdowisko. Nie oceniaj po sobie wiedzy innych. Ja piosenke "Nie, nie, nie" słyszałem w radio ze 3 razy. Posłuchaj "Like A King" Bena Harpera to skumasz dlaczego niektorzy nie interesuja sie za bardzo T.Love. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: P-77 Re: Hołdys vs. Leszczyński IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.04.03, 18:23 Gość portalu: Sorki napisał(a): > Sorki, ale oglądam program "Guru" Hołdysa na MTV i facet zna sie na rzeczy. > Równie dobrze mógłbym ciebie zapytać czy znasz Bena Harpera czy Dave Matthewsa, > > ktorych on puścił i którzy zabili całe moje śrdowisko. Nie oceniaj po sobie > wiedzy innych. Ja piosenke "Nie, nie, nie" słyszałem w radio ze 3 razy. > Posłuchaj "Like A King" Bena Harpera to skumasz dlaczego niektorzy nie > interesuja sie za bardzo T.Love. O.K. Mathewsa znam (bardzo podobał mi się ostatni utwór "Mother, Father"), ale zgodzisz się, że utwór znany nie musi oznaczać dobrego. I odwrotnie. Czym innym jest ocena muzycznej wartości utworu a czym innym ocena popularności. Tu obiektywnym miernikiem są wyniki list przebojów w rozgłośniach radiowych tudzież sprzedaż płyt. A akurat w przypadku tego utworu T. Love wskaźniki w różnych zestawach były bardzo dobre. Być może jury spośród nominowanych kawałków mając do wyboru między typowymi przebojami o niskiej arttrtycznej wartości ( Ich Troje) a utworami niszowymi (np. "50.881" Smolika i Rojka czy "Embaracao" KAyah i Cesarii Evory) zdecydowało się na złoty środek. Natomiast Hołdys (do którego zresztą nic nie mam) w tym samym wywiadzie ubolewał nad tym, że Ich Troje nie dostali Fryderyka oraz, że wyłączono kapele discopolowe. No cóż, równie dobrze można by np. zauważyć, że nie ma nagrody w kategorii "najlepsza płyta death metalowa" czy "black metalowa" a właściwie dlaczego nie? Skoro nagrodzeni dziękowali już Chrystusowi można sobie wyobrazić odbierającego nagrodę lidera formacji Behemoth dziękującemu Szatanowi za inspirację. Tyle że odeszliśmy od tematu. Otóż z lektury wywiadu odnoszę wrażenie (dziś zamierzam zweryfikować to w TV), że bardziej przekonujący był mimo wszystko Robert L. W każdym razie argumenty Hołdysa o biednych artystach niszczonych przez wrednego recenzenta "GW" brzmiały dla mnie co najmniej nieszczerze. Sytuacja w któej muzyk nienawidzi recenzenta jest moim zdaniem normalna. Gorzej gdy panują między nimi jakieś dziwne układy. Wtedy artysta może wydać badziewną płytę, ale zaprzyjaźniony recenzent nie napisze o nim źle, no bo to jego kumpel. Krytycy muzyczni nie powinni napędzać sprzedaży. Poza tym, czy Leszczyński w czasie pracy w "GW" kogokolwiek zniszczył? Gdyby tak było to np. o Michale Wiśniewskim nikt by w Polsce dziś nie słyszał. Dlatego założenia Leszczyńskiego były dla mnie szczere. Gorzej z realizacją ... ale to już inna sprawa. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: proca no i go hołdys rozjechał IP: *.visp.energis.pl 16.04.03, 13:35 brawo holdys! okazalo sie jak latwo jest spacyfikowac palanta leszcza ktory umie tylko machac rekami, wrzeszczec i krytykowac a gowno wie o muzyce i showbiznesie. 10:0 dla guru! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: P-77 Re: no i go hołdys rozjechał IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.04.03, 18:52 Gość portalu: proca napisał(a): > brawo holdys! okazalo sie jak latwo jest spacyfikowac palanta leszcza ktory > umie tylko machac rekami, wrzeszczec i krytykowac a gowno wie o muzyce i > showbiznesie. 10:0 dla guru! Mam dziwne wrażenie, że patrzyliśmy na różne programy. Zdaje się że obaj panowie nie traktowali tego spotkania w kategoriach walki, raczej konstruktywnej wymiany poglądów. Po prostu agora (ostatnio modne słowo) a nie ring. Można by powiedzieć, że starły się dwie koncepcje -Hołdysa: artyści to też ludzie. Recezneci mogą ich zniszczyć a oni nie mają możliwości obrony (a "Zoil" Kasi Nosowskiej to pies?). Recezneci muzyczni powinni tylko promować, jak jakaś płyta im się nie podoba, po prostu nie muszą o niej mówić i pisać. Do tego sugestie w stylu Czarzastego, że jak "GW" ma milionowy nakład, to ma wpływ na ludzkie zapatrywania itd. -Leszczyńskiego - recenzent powinien kierować się interesem słuchaczy (odbiorców) a nie artystów. Ma lojalny obowiązek ostrzec słuchacza, jeżeli uważa, że zakup płyty to wyrzucanie pieniędzy w błoto. Krytyk muzyczny to tylko doradca a nie cenzor. Jeśli artysta załamuje się miażdżącymi recenzjami to znaczy, że nie ma właściwej konstrukcji psychicznej i powinien dać sobie spokój z karierą. Leszczyński nie mógł tego powiedzieć, ale np. zawrotna kariera Ich Trojga to paradoksalnie dowód na to, że jego wpływ na gust muzyczny Polaków nie był znowu taki znaczny. Tak więc była to rozmowa dżentelmenów po której obaj pozostali przy swoich racjach. Mnie (zaznaczam, że to mój punkt widzenia) bardziej przekonał Robert Leszczyński. Zresztą o ile się orientuje to Hołdys a nie Leszczyński twierdzi, że o muzyce wie wszystko. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Łysenko Hołdys sam rozjechany jest kapkę IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 18.04.03, 02:51 Oczywiście, mamy tu po prostu zderzenie przedstawicieli dwu grup interesu i tyle. Hołdys mimo że niby-dziennikarz w MTV tak naprawdę zawsze będzie przekonywał do kupowania legalnych płyt niezależnie od ich wartości, zachwalał wszystko co z muzykami związane w ramach zasady "przyjaźni dla artystów" itp. Sam to hasło kiedyś wymyślił jako przede wszystkim muzyk a nie dziennikarz. A Leszczyński kuma dziennikarkę rasową, czyli odpowiada za słowo przed czytelnikami. Artyści kochać dziennikarza nie muszą, wręcz nie powinni... Czy nie brakuje wam zgryźliwych recenzji płyt w gazetach papierowych? Teraz tylko w sieci na to można sobie pozwolić, a żeby kupować wszystkie płyty które Hołdys zachwala, to chyba musiałbym mieć takie tantiemy jak on ze wznowień swoich młodzieńczych nagrań z U. Sipińską czy kimś tam, już nie pamiętam. Odpowiedz Link Zgłoś