Dodaj do ulubionych

Obiecałem, to wrzucam, ale po kolei:)

22.05.03, 12:37
Opowiadanie to było zaispirowane zmianą mojego światopogladu. Jest
odwrotnoącią tego do czego zawsze dążyłem, do indywidualności. Ale w naszym
społeczeństwie nie zauważa się jednostek, dalej się je tepi, generalizuje,
ech, nie ważne.
Opowiadanie nosi tytuł "Człowiek z duzym nosem". Jakis rok temu zamiesciłem
je na forum Łódż, ale nie sądzę, aby ktos z was je czytał. Zresztą tam było
lekko pomotane, przeplatane komentarzami więc ciagłość była lekko zakłucona.
No dobra, raz dwa trzy:
Obserwuj wątek
    • aric Opowiadanie własciwe 22.05.03, 12:38
      Był raz kiedyś człowiek z dużym nosem. Nie to by jego nos był brzydki i
      niekształtny. Był po prostu duży. Nie jak u Pinokia i nie jak u Cyrana. Był
      duży w najzwyklejszy ze sposobów. I mężczyzna ten, bo człowiek z dużym nosem
      nie był kobietą, żył sobie spokojnie w dużym mieście. Miał dobrą pracę w dużej
      firmie i ładne, duże mieszkanie. Nie narzekał także na swój duży nos. Jednak
      przyszedł dzień, który odmienił jego światopogląd, słowo życie nie pasuje tu
      zbytnio z pewnych powodów, ale o tym później. Stało się to wtedy, gdy nos jego
      przeżył trzydzieści dwa lata.
      Jak zwykle człowiek z dużym nosem skończył swoją pracę o godzinie siedemnastej
      sześć, posprzątał pośpiesznie biuro, bo lubił się śpieszyć i pośpieszył do
      windy, by pośpiesznie zjechać na parter dużego budynku, w którym spędzał
      trzecią część swego życia, całkiem dużo.
      Był jedynym pasażerem i nie był zdziwiony, gdyż zawsze był jedynym pasażerem.
      Byłoby to całkiem duże marnotrawstwo przestrzeni kabiny, ale jego nos był tak
      duży, że zajmował bardzo dużo miejsca. I gdyby nie to, że człowiek z dużym
      nosem miał także duży mózg i potrafi niezmiernie dużo, na pewno nie posiadałby
      tej posady. To byłaby jawna dyskryminacja, lecz dzięki swoim wysokim
      kwalifikacjom, przynoszącym firmie wysokie zyski, nie był dyskryminowany,
      przynajmniej jawnie. Posiadał więc wyłączność na podróżowanie windą w
      określonych godzinach.
      Tym razem jednak stało się inaczej. Kiedy to człowiek z dużym nosem odprężał
      się w okolicach dwudziestego piętra, kabina nagle zatrzymała się. Najpierw
      kabina, później człowiek, a na końcu nos, gdyż był tak duży, że był najcięższy.
      Można sobie wyobrazić jak rozbudowane mięśnie karku posiadał człowiek z dużym
      nosem. Ale wracając do zatrzymanej kabiny windy. Drzwi się rozsunęły i w progu
      stanął Pan T. Pan T. Był zwierzchnikiem człowieka z dużym nosem i to właśnie on
      wydawał mu dyspozycje. Przypadek sprawił, że Pan T. zjawił się na progu windy.
      Nastąpiła konsternacja obopólna i Pan T. się uśmiechnął, chociaż wcale tego nie
      chciał. Opanował jednak drżenie warg i rozpoczął rozmowę, uważając by nie
      zahaczyć o duży nos:
      - Wreszcie się spotykamy. - Wybełkotał przez nos w momencie ponownego startu
      windy. - Nie miałem nigdy przyjemności pana poznać.
      - Mnie też jest miło pana widzieć. - Odparł człowiek z dużym nosem bez
      szczególnego entuzjazmu. Nie powiedział nic więcej, jednak postanowił wolniej
      oddychać aby nie rozczochrać bujnych włosów Pana T. Pan T. natomiast nie dał
      się zbyć krótką odpowiedzią i powolnym oddechem. Postanowił poznać człowieka z
      dużym nosem trochę lepiej.
      - Ma pan chwilkę czasu? - Zapytał.
      - A o co chodzi, czyżby nie był pan zadowolony z mojej pracy? - Zaniepokoił się
      właściciel wiadomo czego.
      - Ach nie. - Roześmiał się Pan T. - Pomyślałem jedynie, że warto byłoby poznać
      lepiej swoich pracowników, a skoro wpadliśmy na siebie może zacznę od pana.
      Człowiek z dużym nosem zastanowił się przez chwilę. Podrapał się palcami po
      wewnętrznej stronie prawej dziurki nosowej i stwierdził, że węszy podstęp. Ktoś
      z takim nosem powinien pracować w policji kryminalnej. Na całe kilometry
      potrafiłby zwęszyć intrygę, spisek czy podstęp. Jednak mimo swoich podejrzeń
      postanowił nie odmawiać.
      - Nie widzę przeszkód, a raczej nie czuję. - Zażartował i spuścił nos na
      kwintę. Zawsze gdy żartował ze swojego dużego nosa robiło mu się trochę smutno
      i przestawał na chwilę mówić.
      - Całkiem pyszny dowcip, nie ma co się smucić z powodu tego, no wie pan czego,
      dużego tego... - Zagubił się Pan T., wskazując palcem nos człowieka z dużym
      nosem. - Przepraszam, ale intryguje mnie dlaczego pan go nie zoperuje?
      Człowiek z dużym nosem ze zdenerwowania zrobił nagły gest i obracając szybko
      głowę w prawo, nosem chlasnął w pysk Pana T. Ten się spłoszył i złapał ze
      głowę. Człowiek z dużym nosem natomiast natychmiast złagodniał i zaczął
      przepraszać. Pokrzywdzony zrobił gest dłonią nakazujący ciszę i powiedział:
      - Nie chciałem pana obrazić, to ja przepraszam. Jednak powiem panu, że firma
      pokryje koszty przeprowadzenia zabiegu, gdyby oczywiście się pan zgodził.
      Człowiek z dużym nosem pomyślał przez chwilę i rzekł z radością w sercu:
      - Czy naprawdę zrobiłby pan to dla mnie?
      - Ależ bez krępacji, trzeba było już dawno to załatwić. - Pocieszył Pan T.
      - Ale ja... Ja muszę się zastanowić, tyle czasu już mam ten nos, że się do
      niego przyzwyczaiłem i wszyscy moi przyjaciele się do niego przyzwyczaili.
      - A ilu ma pan przyjaciół? - Zapytał Pan T.
      Człowiek z dużym nosem zastanowił się przez chwilę i odparł:
      - Dwoje.
      - A widzi pan, gdyby nie miał pan tego, za przeproszeniem, dużego nosa, mógłby
      pan mieć nie dwoje a dwanaścioro. Radzę panu jak przyjaciel i nakazuję jako
      przełożony. Trzeba operować jak najszybciej.
      Pan T. wydał się człowiekowi z dużym nosem bardzo stanowczy. Była to także
      jawna dyskryminacja z powodu dużego nosa, chociaż podobno wystrzegano się w tej
      firmie wytykania odchyleń od przyjętego standardu. Lecz w związku z propozycją
      pokrycia kosztów zabiegu, człowiek z dużym nosem postanowił nie żywić urazy do
      uwag Pana T. i przemyśleć sprawę w spokoju.
      Nagle winda stanęła na parterze. Pan T. wysiadł pierwszy, robiąc tym samym dość
      miejsca do manewrowania drugiemu pasażerowi. Gdy odszedł na kilka merów, a
      człowiek z dużym nosem wymanewrował nos z widy, odwrócił się i rzekł:
      - Proszę zadzwonić wieczorem do mnie i poinformować o decyzji. Uszanuję ją bez
      znaczenia na jej wynik. Ja radzę ciąć.
      To rzekłszy pośpiesznie wyszedł z budynku. Widać, także lubił pośpiech.
      Człowiek z dużym nosem natomiast już nie miał ochoty na pośpiech. Jego myśli
      zaczęły krążyć wokół jego dużego nosa. Musiały zataczać całkiem spore kręgi.
      Operować czy nie? Nie chciał podejmować decyzji od razu, postanowił więc
      poczekać do wieczora i poradzić się kilku osób w tej sprawie.
      Na kolejne dobre rady nie musiał długo czekać. Jego droga, z pracy do domu
      usiana była różnego rodzaju świrami w ludzkich powłokach. Nikt jednak ze
      znanych mu z widzenia osobników nie posiadał zbytnio wystającej części ciała.
      Zdarzały się duże, odstające uszy u mieszkańca pobliskiego parku i ogromny
      biust u pani z kiosku z gazetami, ale można było dopasować jakieś normy. On
      miał natomiast nos, który kilkaset razy przekraczał dopuszczalną normę. Jakby
      były normy na nosy.
      Ludzie, których widywał przyzwyczaili się do codziennych spotkań z człowiekiem
      z dużym nosem i kłaniali mu się uprzejmie, zwracając przy tym szczególną uwagę,
      czy aby nos się nie powiększał albo zmniejszał. Jednak nic takiego się nie
      działo, bo duży nos posiadał te same wymiary od kilku lat.
      Pierwszą osobą, która się odezwała do spacerującego bez pośpiechu człowieka z
      dużym nosem był wspomniany mieszkaniec parku. Na widok zbliżającego się ku
      niemu dużego nosa, jak zwykle pokłonił się grzecznie i wystękał:
      - Tak długo, tego no, pana widuję, że tego, muszę zapytać.
      - Niech pan pyta. - Odpowiedział spokojnie człowiek z dużym nosem i westchnął
      tak mocno, że wywiało wszelki pył i nie zgrabione liście w promieniu trzech
      metrów. - Wszyscy dzisiaj pytają.
      Mieszkaniec parku pociągnął swoim normalnym nosem i stękał dalej:
      - Tego, hm, no, dlaczego nie użyje pan jakichś, tych no, ziół albo, hm, maści
      na nos?
      Człowiek z dużym nosem lubił mieszkańca parku, nazywał go w
      myślach „nieszkodliwym stworzonkiem człekokształtnym”. Nie miał pojęcia
      dlaczego właśnie teraz „stworzonko człekokształtne” nabrało ochoty na
      rozważania dotyczące dużego nosa. Może przypadkowo ogłoszono dzień otwartych
      dziurek w nosie i wszyscy mogą zaglądać, pytać i doradzać.
      - Próbowałem różnych maści mojej mamy i babci w młodości, ale niezbyt
      skutkowały.
      - To może powinien pan tego, wódki pić więcej, hm, tfu.
      - Wódkę piłem, ćpałem, paliłem wszystko co może pomóc, albo raczej uśmierzyć
      ból. - Człowiek z dużym nosem zasmucił się na moment, a mieszkaniec parku
      ra
      • aric Opowiadanie własciwe c.d. 22.05.03, 12:39
        - Wódkę piłem, ćpałem, paliłem wszystko co może pomóc, albo raczej uśmierzyć
        ból. - Człowiek z dużym nosem zasmucił się na moment, a mieszkaniec parku
        radził dalej:
        - To może tego, no, weź pan te, no, błotne kąpiele, albo te, kurde no, bicze
        wodne.
        - Chyba bicze nosa. - Człowiek z dużym nosem zaczynał się dobrze bawić. Nigdy
        nie myślał, że ludzie, którzy się na niego gapią, mogą posiadać w duszy hasło:
        chęć niesienia pomocy. Jednakże rozmowa z mieszkańcem parku nie była zbytnio
        konstruktywna. Jego rady były lekko tendencyjne i niepraktyczne, gdyż
        interwencja zewnętrzna na tak dużym organie nigdy nie przynosiła nawet
        minimalnej poprawy. To tak, jakby przy pomocy zabiegów kosmetycznych zmniejszyć
        sobie dłonie albo skrócić nogi.
        - Hm, tego no, nic mi więcej do, tego no, łba nie tego, nie przychodzi. -
        Mieszkaniec parku wydawał się zrezygnowany.
        - Proszę się nie smucić. Dzisiaj otrzymałem ofertę operacyjnego usunięcia.
        Mieszkaniec parku podniósł lekko spuszczoną głowę.
        - Nie lubię kurde tego, no noży nie lubię. - Wyjaśnił - Dlatego no, nie
        chciałem panu tego, no radzić, hm, tfu.
        - Nic nie szkodzi, jednocześnie dziękuję panu. Do widzenia, trochę mi spieszno.
        - Dobra tego, do widzenia kurde no, hm, tfu.
        Człowiek z dużym nosem postanowił nadgonić trochę straconego czasu po rozmowie
        z mieszkańcem parku. Oddalając się rzucił spojrzenie w kierunku zostającego w
        tyle stworzonka człekokształtnego. Był to dla jego szyi ogromny wysiłek.
        Rzucanie spojrzeń jest procesem dość gwałtownym, co w tym wypadku stanowiło
        pewną przeszkodę. Nie dość, że szyja musiała utrzymać nos w poziomie, to
        jeszcze musiała wykonać nagły ruch obrotowy w prawym kierunku o jakieś
        siedemdziesiąt stopni i powrócić do położenia wyjściowego. Chociaż mięśnie
        szyi, karku i pleców były także duże, to jednak nos posiadał olbrzymią
        bezwładność, a to z kolei utrudniała wykonywanie gwałtownych ruchów głową.
        Cholernie trudna sprawa takie rzucanie spojrzeń.
        I szedł tak sobie człowiek z dużym nosem. Myślał o tym, cóż ma począć ze swym
        biednym, ponad wymiarowym organem. Nagle przypomniało mu się, że zapomniał
        zupełnie o codziennej wizycie w kiosku z gazetami. Dziwaczne stwierdzenie,
        pomyślał człowiek z dużym nosem, przypominać sobie o czymś o czym się
        zapomniało. Można przypominać sobie, że nie zrobiło się czegoś, co należało
        zrobić. Jednak przypominanie sobie o zapominaniu jest dziwaczne. Tak więc
        człowiek z dużym nosem w dziwaczny sposób przypomniał sobie, że zapomniał o
        gazetach. Musiał czytać wiele gazet, ponieważ wymagały tego jego obowiązki w
        pracy. Poza tym lubił je czytać. Czytał siedem gazet, a czytał bardzo szybko i
        wchłaniał wszystkie wiadomości jak gąbka. Jak to natura potrafi kompensować
        różne sprawy. Jedni mają siłę fizyczną, a nie posiadają rozumu. Inni dużo
        chleją, ale są geniuszami. Jeszcze inni mają duże nosy, ale za to fotograficzną
        pamięć i bardzo wysoki iloraz inteligencji. Nie ma pięknych i mądrych. Wszyscy,
        którzy tak mówią są w błędzie. Można być przeciętnie mądrym i przeciętnie
        pięknym, jednak czy widzieliście kiedyś pięknego geniusza. Człowiek z dużym
        nosem był genialny. Nie w sposób tak widoczny jak Einstein, Szopen czy Hitler,
        ale w sposób bardzo skryty. Niestety jego antyuroda była zdecydowanie bardziej
        skrajna. Nie pozwalało to więc na wygłaszanie swoich przekonań, czy
        publikowanie odkryć w sposób jawny. Bo kto by zwracał uwagę na jego wysokie
        umiejętności. Duży nos byłby tu czynnikiem skupiającym uwagę, a w konsekwencji
        powodowałby zignorowanie jego poczynań umysłowych. Smutne i tragiczne, że ktoś
        z takim potencjałem, ukrywanym jednak za dużym nosem, nie może się wybić daleko
        ponad przeciętną, a raczej ponad swój nos.
        - Przecież jestem geniuszem. - Wyrwało się nagle człowiekowi z dużym nosem.
        Jego rozmyślania tak go pobudziły, że zapomniał się na chwilę i podniecony
        wypowiedział słowa te na głos.
        - Czy ktoś z takim nosem może być genialny? - Zapytał nagle kobiecy głos.
        Człowiek z dużym nosem ocknął się od razu. Jego wyczulony, na uwagi o nosie,
        słuch przekazał do ośrodka kontrolującego wiadomość, że właśnie poruszany jest
        temat tego szpetnego narządu. Jednak jego narząd słuchu nie odebrał, a narząd
        kontroli nie przetworzył zadanego pytania. Jedno słowo zaważyło na tym, że
        człowiekowi z dużym nosem przywrócona została standardowa świadomość. Słowo na
        trzy litery, zaczynające się na n, a kończące na s.
        - Czy mówiła pani coś o moim nosie? - Zapytał kobietę w kiosku z gazetami, bo
        tam właśnie się znajdował.
        - Ja tylko...
        - Ma pani coś do mojego nosa? - Podniósł nagle głos człowiek z dużym nosem.
        Nigdy tego nie robił, ale dzisiejszy dzień był szczególny. - Proszę się odnosić
        grzeczniej, bo poczynię niestosowne uwagi o pani biuście.
        - Przepraszam, że pan to usłyszał. - Skruszała pani z dużym biustem. - Ja
        powiedziałam to bardzo cicho i do siebie. Nie przypuszczałem, że ma pan tak
        doskonały słuch.
        Człowiek z dużym nosem, któremu przeszedł już gniew, uśmiechnął się lekko. Co
        prawda zza jego dużego nosa uśmiech nie docierał do pani z dużym biustem,
        jednak widać było po oczach, których nos nie przesłaniał, że się uśmiechnął.
        - To co zwykle. - Powiedział człowiek z dużym nosem do pani z dużym biustem.
        - Przepraszam, czy mogłabym o coś zapytać?
        - Nie ma sprawy, dzisiaj jest dzień otwartych dziurek.
        - Dzień czego?
        - Nie ważne, proszę pytać. - Człowiek z dużym nosem był ciekaw pytań. Jakoś tak
        mu się zebrało. Cóż, długo nie znał myśli ludzkich na temat jego nosa. Chyba
        się wstydzili się pytać, sądząc, że on wstydzi się odpowiadać. Jednak
        dzisiejszy dzień był wyjątkowy. Nagle wszyscy jednocześnie chcieli pytać i
        radzić, a jemu to zbytnio dzisiaj nie przeszkadzało.
        - Jak to jest, kiedy ma pan katar?
        Pytanie to było dość intrygujące. Jak wygląda katar u kogoś, kto posiada
        dziurki w nosie o średnicy większej niż średnica przeciętnej ludzkiej czaszki.
        - To jedna z praktyczniejszych rzeczy, w którą wyposażył mnie stwórca. Nigdy
        jeszcze nie chorowałem. - Odpowiedział człowiek z dużym nosem. - Jak dotąd
        nigdy nawet nie miałem kataru i nie mam ochoty sobie wyobrażać co by się wtedy
        działo. Chyba zalałbym swoje mieszkanie, całe moje mieszkanie w glutach, ble. -
        Wzdrygnął się i ciągnął dalej. - Nie chcę pani kłopotać, ale gdybym chciał,
        mógłbym jednym dmuchnięciem rozłożyć tę pani budkę na pojedyncze deski. Jednak
        nie przywykłem do posługiwania się nosem w niecnych celach.
        - Całe szczęście, że jest pan spokojnym obywatelem. Nie myślał pan o
        zlikwidowaniu chociaż części swojej wrodzonej wady? - Zapytała pani z dużymi
        piersiami.
        - Dzisiaj jakoś nic innego nie robiłem od wyjścia z pracy.
        - A dawno pan z niej wyszedł?
        - Jakieś dwadzieścia pięć minut temu.
        - Nie ma co, prawdziwy myśliciel z pana. - Rzekła z ironią pani z dużym biustem
        i dodała od siebie: - Gdybym to ja miała taki nos, już dawno bym się za niego
        powiesiła. Bez obrazy, ale pan chyba nie widział się w lustrze. Przychodzi pan
        tutaj prawie codziennie, kupuje pan gazety, a ja codziennie się zastanawiam,
        jak pan może żyć z czymś takim przyczepionym do twarzy.
        Człowiek z dużym nosem wysłuchał uważnie swojej rozmówczyni. Nabierał coraz
        głębszego przekonania, że jest skończonym pacanem, który bał się radykalnej
        zmiany w życiu. Teraz nadarza się dobra okazja. Pan T. proponuje operację i
        należy z niej skorzystać.
        - Dziękuję i do widzenia. - Odezwał się człowiek z dużym nosem do pani z dużym
        biustem i odszedł pośpiesznie. Postanowił się ponownie śpieszyć. Usłyszał za
        sobą jakieś słowa, które wymamrotała do niego zostająca w oddali kioskarka,
        lecz nie miał ochoty na dalsze słuchanie tych pierdół w stylu: co by było
        gdybym to ja miała taki nos, czy zrób pan sobie masaż kinola.
        Można by się zastanawiać dlaczego człowiek z dużym nosem chodzi do pracy i do
        domu piechotą. Zajmuje mu to w sumie około czterdziestu minut w jedną stronę.
        Przyczyn było niewiele. Pi
        • aric Re: Opowiadanie własciwe c.d. 22.05.03, 12:40
          Można by się zastanawiać dlaczego człowiek z dużym nosem chodzi do pracy i do
          domu piechotą. Zajmuje mu to w sumie około czterdziestu minut w jedną stronę.
          Przyczyn było niewiele. Pierwsza była taka, że zakupienie pojazdu
          wielośladowego było bardzo utrudnione. Jego nos nie mieścił się kabinie, więc
          człowiek z dużym nosem zaniechał kupna wielośladu po krótkich poszukiwaniach.
          Postanowił, że kupi sobie jednoślad. Jednak i ten pomysł nie był zbyt dobry.
          Gdy jeździł na motocyklu lub rowerze, czynnikiem utrudniającym było to, że w
          motocyklach nie mógł dojrzeć wskaźników, a rowerach zawsze przeszkadzała
          kierownica. Na dodatek, gdy skręcał końce kierownicy zahaczały o nozdrza, co
          nie było najprzyjemniejszym uczuciem. Tak więc postanowił poruszać się
          piechotą. Nie wchodziły w rachubę także środki lokomocji publicznej. Nie chciał
          zrobić nikomu krzywdy. Podsumowując, to tak właściwie tylko jeden główny powód,
          co w sumie daje niewiele. Nie możność korzystania z pojazdów. Oczywiście ktoś
          mógłby rzec: wynajmij pan przyczepkę i ciągnik z szoferem, będziesz pan miał
          transport, albo zamiast szofera niech pana wozi znajomy z pracy. Można by i
          tak, ale nie można zaprzeczać, że byłby to straszliwy obciach. Człowiek z dużym
          nosem podróżujący przez miasto na przyczepie, gdyż jego nos jest tak duży, że
          trzeba go transportować oddzielnie. Była jeszcze możliwość zastosowania
          plandeki. I napis na niej „Przewóz dużych nosów”. Dobra, żarty na bok. Człowiek
          z dużym nosem nie podróżował inaczej niż o własnych nogach. Nie dawało to
          wielkich możliwości, ale on nie miał ochoty oddalać się zbytnio od miejsca
          swojego zamieszkania. Im mniej ludzi go oglądało tym bardziej był z tego rad.
          Jego świat zamykał się w sumie w dwóch jakby cyklach, dwóch miejscach, w dwóch
          okręgach i dwóch podstawowych odcinkach. Pierwszy cykl zaczynał się od urodzin
          do wyprowadzki z domu, drugi od zamieszkania w miejscu oddalonym o dwa
          kilometry z hakiem od domu rodzinnego. Pokrywało się to z dwoma podstawowymi
          miejscami: pierwszym i drugim domem. Co wpływało znów na obszar wokół tych
          miejsc. Dwa okręgi o bardzo niewielkim promieniu. Oddzielną sprawą były dwa
          podstawowe odcinki, które przedstawiały za pierwszym razem drogę od domu do
          kompleksu szkolnego, za drugim natomiast odcinek łączący jego mieszkanie i
          biurowiec, w którym pracował. Człowiek z dużym nosem miał wiele szczęścia.
          Uczęszczał bowiem do szkół oddalonych od siebie zaledwie o kilkadziesiąt
          metrów. Spryciarz, nie ma co.
          Człowiek z dużym nosem dotarł wreszcie do swojego mieszkania. Nikt więcej już
          go nie zaczepił. Nie było bowiem nikogo więcej na jego drodze, kto by mu się
          kłaniał. Oczywiście byli ludzie, którzy mijając go gapili się na niesamowitych
          rozmiarów ludzki organ, ale nikt oprócz dzieciaków krzyczących jakieś niewinne
          obelgi, nie wydobył z siebie nawet jednego dźwięku. Klucz wszedł w zamek jak
          dopasowany sworzeń w... Za dużo skojarzeń. Człowiek z dużym nosem przekręcił
          klucz i naciskając klamkę pchnął drzwi. Pośpiesznie wszedł do przedpokoju,
          zrzucił z siebie płaszcz i odetchnął z ulgą. Wreszcie znalazł się w swojej
          oazie spokoju. Nikt więcej nie będzie go pytał, nikt nie będzie mu doradzał,
          nikt nie będzie sobie kpił z jego dużego nosa, przynajmniej bez jego wyraźnej
          zgody lub chęci.
          Można powiedzieć, że człowiek z dużym nosem podświadomie kochał swój duży nos.
          Był wyjątkowy i podświadomie taki pragnął pozostać. Zabrzmiało ta tak, jakby to
          nos miał własną wolę. Trochę niezręcznie powiedziane. Sprostowanie. Człowiek z
          dużym nosem był wyjątkowy i podświadomie taki pragnął pozostać. Z drugiej
          strony jednak perspektywa uformowania normalnych rozmiarów narządu do
          oddychania, braku bałaganu przy każdym westchnięciu i możliwości korzystania z
          dowolnych pojazdów była bardzo kusząca.
          - Potrzebuję więcej porad, a po drugie mam dzisiaj urodziny. - Powiedział
          szeptem do siebie. Chwycił szybko za słuchawkę i zadzwonił po dwójkę swoich
          przyjaciół. Byli nimi jego brat i szwagierka. Jego brat miał na imię John, a
          jego szwagierka Anna. Człowiek z dużym nosem wspominał, że ma dwójkę
          przyjaciół, ale czy rodzinę uznać można za przyjaciół. Ciężka sprawa. Z Anną
          widywał się i przyjaźnił od dziecka, gdyż będąc sąsiadami widywali się na
          okrągło. Wiedział jednak, że nie powinien się wiązać fizycznie z innymi
          osobami, zwłaszcza płci słabszej, tym samym zdawał sobie sprawę, że nigdy nie
          posiądzie swojej przyjaciółki. Krzywdę jaką mógłby wyrządzić drugiej osobie,
          można tylko sobie wyobrażać. Postanowił więc wyswatać z Anną swojego brata, by
          w przyszłości zachować przyjaźń. Paskudna sprawa taki nos, nie tylko prawiczek
          z dużym nosem, ale także antykobieciarz. Co prawda można by zastanowić się, czy
          mając takiego nosa nie należałoby pomyśleć o dodatkowych stymulacjach
          seksualnych, ale zakrawa to trochę o perwersję. Seksualne stymulacje przy
          pomocy dużego nosa. Ktoś powinien napisać powieść o tym tytule.
          Minęła godzina.
          Człowiek z dużym nosem wypił litr piwa przez długą rurkę i z nosem opartym na
          specjalnie skonstruowanej półeczce, wyściełanej miękkim materiałem, oglądał
          telewizję. W ciągu piętnastu minut przeczytał od deski do deski wszystkie
          siedem gazet, szybko czytał, i teraz rozkoszował się pojedynkiem Luka
          Skywalkera z Lordem Vaderem na czterdziestoczterocalowym telewizorze marki...
          Zabronione, to byłaby reklama produktu. Tutaj poznajemy jeden z powodów, dla
          których bardzo często John z Anną odwiedzali człowieka z dużym nosem. Nie
          umniejszając jego zalet, posiadał on sprzęt elektroniczny bardzo wysokiej
          jakości, gdyż lubił sprzęt elektroniczny wysokiej jakości, a to z kolei
          pomagało mu nie być tak bardzo samotnym.
          Zadzwonił dzwonek. Ponownie trochę dziwaczne połączenie słów. Mówi się co
          prawda zadzwonić kluczami, dzwoni telefon, czy też zadzwonił zegar, śmieszne
          jest też stwierdzenie, zadzwonić do drzwi. Gdyby się głębiej zastanowić to są
          to same absurdy, bo jak sama nazwa wskazuje dzwonią dzwonki i basta, nic innego
          tylko dzwonki, gdyż to one są od dzwonienia. Po usłyszeniu dzwonka człowiek z
          dużym nosem poszedł otworzyć drzwi. Gdy to uczynił, do przedpokoju weszła para
          jego najbliższych, ze słowami na ustach:
          - Wszystkiego najlepszego w dniu trzydziestych drugich urodzin... - Nie
          będziemy jednak wyjawiać imienia głównego bohatera, gdyż stałby się on
          bohaterem zwykłym, a jest on przecież bohaterem specjalnym. Pocałowali go oboje
          w duży nos, jak to zwykle czynili i wręczyli flaszkę dobrej Whisky. Człowiek z
          dużym nosem pozwalał całować się w swój duży nos tylko trzem osobom. Swojej
          mamie, Johnowi i Annie, kiedyś całowała go w niego babcia, jednak zmarło się
          jej kilka lat temu.
          - Rozgośćcie się i tak dalej. - Zaprosił do środka, choć nie musiał im zbyt
          wiele mówić o tych sprawach. Bywali u niego na tyle często, że czuli się jak w
          swoim drugim domu. - Anna pomożesz mi w kuchni?
          - Nie ma sprawy. - Odpowiedziała i podążyła do pomieszczenia z lodówką.
          Człowiek z dużym nosem nie planował zwykle dużych przyjęć, ze względu na dużą
          przestrzeń, której wymagał dla siebie przy stole. Zwykle na jego uroczystych
          kolacjach znajdowało się zaledwie kilka osób. W związku z tym zakupił trochę
          gotowego jedzenia przed wyjściem do pracy. Teraz wyjął je z lodówki i poprosił
          Annę o przetestowanie, ewentualnie naniesiecie poprawek do gotowych potraw.
          - Dlaczego mama nie przyszła? - Zapytał nagle człowiek z dużym nosem.
          - Źle się poczuła, zadzwoni później.
          Człowiek z dużym nosem, korzystając z nieobecności Johna w pobliżu postanowił
          trochę pogwarzyć na temat dużego nosa.
          - Wiesz co się dzisiaj stało? - Zaczął od zgadywanek, chociaż nie było to
          najbardziej trafne wprowadzenie w temat.
          Anna pokręciła przecząco głową, wyjmując sałatkę jarzynową z próżniowego
          pojemnika.
          - Wszyscy nagle zaczęli rozmawiać o moim nosie. To pierwszy taki dzień odkąd
          pamiętam. - Anna przestała na chw
          • aric Re: Opowiadanie własciwe c.d. 22.05.03, 12:41
            - Wszyscy nagle zaczęli rozmawiać o moim nosie. To pierwszy taki dzień odkąd
            pamiętam. - Anna przestała na chwilę mieszać składniki sałatki i powoli
            odwróciła się do przyjaciela. Miał w oczach jakiś dziwny blask radości. - A
            wiesz co jest najciekawsze w tym wszystkim? - Anna ponownie pokręciła głową. -
            To, że wcale mi to nie przeszkadza. Kiedyś myślałem, że mój owiany ciszą nos i
            ja nie znieślibyśmy jakichkolwiek rad czy uwag. Teraz jednak postanowiłem
            zmienić swoje podejście. Koniec z dużym nosem. Idę na operację.
            Człowiek z dużym nosem aż się wzruszył wypowiadając słowo operacja. Anna
            popatrzyła na niego ze współczuciem. Dawno nie widziała go tak rozradowanego.
            Jednak nie podzielała jego radości. Współczuła mu. Nie wiedziała dlaczego, ale
            było to jedyne uczucie do jakiego była w tej chwili zdolna. Człowiek z dużym
            nosem jednak nie zwracał na to uwagi. W jego głowie istniała obecnie jedna
            myśl. Jak najszybciej pozbyć się nadbagażu i stać się super gościem.
            Tego wieczoru nic już szczególnego się nie wydarzyło. Zjedli kolację,
            podyskutowali. Temat nasunął się sam, gdy John dowiedział się o planowanej
            operacji. Jego, zdecydowanie odmienny niż Anny, entuzjazm przysporzył trochę
            kłopotów człowiekowi z dużym nosem. Pytania Johna powiem dotyczyły niedalekiej
            przyszłości.
            - Co będziesz robił gdy ci go usuną? Będziesz nadrabiał stracony sex czy
            napiszesz książkę na temat największego z ludzkich zmysłów?
            Człowiek z dużym nosem nie potrafił odpowiedzieć na te pytania. Sex oczywiście
            wchodził w jego przyszłe plany, jednak według niego nie należy patrzeć w
            przyszłość, nikt nie wiedział jak to wszystko może się skończyć. Ile różnych
            zakończeń będzie miało jego nieszczęsne życie? I tak oto dochodzimy do początku
            końca tej opowieści. Te pytania stanowią kluczową sprawę dla zakończenia tej
            historii. Nie jest bowiem ważne co działo się tego wieczora, chociaż pokrótce
            warto to powiedzieć. Kolacja się skończyła, człowiek z dużym nosem zadzwonił do
            matki i opowiedział wszystko, co należało. Matka powiedziała krótkie zdanie
            finałowe:
            - To twoje życie synku.
            I rozmowa stała się przeszłością, ale nowy dzień był przyszłością, który
            przynieść może zarówno wiele dobrego, jak i wiele złego. Bardzo dziwne zdanie.
            Dlatego też nie należy zakończyć tej opowieści krótkim koniec, warto
            przeanalizować kilka alternatywnych zakończeń, które mogą posłużyć ku
            przestrodze albo dla pocieszenia, albo ze względu na zachcianki autora.
            • aric Rozwiniecie zakończenia 22.05.03, 12:43
              Człowiek z dużym nosem obudził się o 7: 34 i czym prędzej zwlókł swój nos z
              bawełnianej pościeli. Jego nos lubił bawełnę, a on sam nie miał do niej żadnych
              zastrzeżeń. Następnie umył zęby, co zawsze sprawiało trochę kłopotów, ogolił
              się gładko i ubrał elegancki garnitur. Nie chciało mu się jeść. Podekscytowany
              ruszył na umówioną wizytę. Cholera zapomniałem napisać, kiedy postanowił się
              umówić. Dobra, niech będzie, że umówił się przed przyjściem przyjaciół na
              kolację. Lekarz zgodził się bardzo szybko, gdyż wielu lekarzy z tego miasta
              znało przypadłość człowieka z dużym nosem i bardzo chętnie chciało służyć
              pomocą. To nic dziwnego, bowiem zajebista czekała ich kariera po opublikowaniu
              naukowej szmiry o dużym nosie.
              Człowiek z dużym nosem wkroczył do pokoju z ultrasonografem bez żadnych
              wcześniejszych ceregieli. Całą klinikę ogarnęła wielka ekscytacja z powodu tak
              niezwykłego przypadku. Nie trzeba było wypełniać stosów papierów i czekać na
              wolne gabinety ze specjalistycznymi przyrządami. Człowiek z dużym nosem po
              prostu wszedł i już. Leżał teraz na ruchomym stole i był wprowadzany do
              ultrasonografu. Obawiał się, i nie tylko on, że otwór będzie za mały dla jego
              wielkiego narządu. Na szczęście wpasował się, co do milimetra i przystąpiono do
              bombardowania jego czaszki niby nieszkodliwymi promieniami. Człowiek z dużym
              nosem leżał spokojnie, a na jego głowie spokojnie leżał jego nos. Pierwszy raz
              w życiu byli tak podekscytowani. Tylko nos się trochę martwił, przecież
              niedługo go nie będzie. Zostanie wycięty i zakonserwowany w słoju z formaliną,
              jako największy z największych. Pozostanie w pewnym sensie nieśmiertelny, a
              człowiek bez dużego nosa będzie mógł oglądać go na jakiejś medycznej wystawie.
              Poza tym z pewnością trafi do księgi rekordów Guinessa i będzie jak w bajce -
              on bez nosa, a nos wiecznie żywy, w jego pamięci i formalinie.
              Po dwudziestu minutach narażania człowieka z dużym nosem na promieniowanie,
              lekarze orzekli, że czas kończyć. Pierwszy etap badań został zakończony. Teraz
              czekały go oględziny nosa przez chirurgów i pomniejsze badania ogólno fizyczne
              i psychiatryczne.
              Zaczęto od oględzin. Człowieka z dużym nosem posadzono na specjalnym krześle i
              poproszono o zrelaksowanie się, co też uczynił. Tak się zrelaksował, że prawie
              usnął. Chirurg przez niecałą godzinę dotkał nosa i jego okolic, komentował to i
              ponownie dotykał. Dotknięcia te sprawiały naszemu pacjentowi dziwną
              przyjemność. Do tej pory nie zdawał sobie sprawy, że jego nos ma tak wiele
              erogennych miejsc. Było to lekko perwersyjne, ale cóż, gdyby każdy miał w mózgu
              wyobraźnię zamiast wody, niewiele potrzeba by było do szczęścia. Z letargu
              wyrwało człowieka z dużym nosem zdanie:
              - No to jeszcze parę chwil i możemy ciąć, ha, ha, ha... - Głos lekarza był
              lekko skrzeczący, a jego śmiech niezbyt szczery, jednak uchodził za najlepszego
              w branży, co człowiekowi z dużym nosem pozwoliło na podniesienie progu
              wrażliwości na jego zachowanie. - Pójdzie pan teraz z pielęgniarką na kilka
              badań z cyklu oddychać, nie oddychać i będziemy prawie w domu. A propos - tutaj
              chirurg ściszył głos - niezły tyłeczek ma ta siostrunia, ha, ha, ha...
              Człowiek z dużym nosem uśmiechnął się od niechcenia, zerknął na stojącą w rogu
              pielęgniarkę i zatrzymał na niej wzrok. Ona po prostu pożerała wzrokiem jego
              ogromną przypadłość. Jeszcze wczoraj rano z tego powodu było by mu strasznie
              niezręcznie, ale teraz po prostu powiedział:
              - Niezły prawda? Napatrz się dobrze panienko, bo jutro zobaczysz go jedynie
              solo.
              Młoda pielęgniarka trwała w bezruchu jeszcze przez dwie sekundy. Był to czas
              potrzebny na przeanalizowanie tej wypowiedzi i reakcję. Uszy do mózgu, mózg do
              ciała, po sekundzie na każde.
              Pięć minut później człowiek z dużym nosem siedział w bezpośredniej bliskości
              ciała pielęgniarki o niezłym tyłeczku i poddawał się jej zaleceniom. Za
              następne pięć minut wprowadzono go do gabinetu z kanapą stojącą w rogu.
              Przywitał go średniego wzroku mężczyzna ubrany po cywilnemu. Miał ciemną
              karnację, lekko kręcone włosy i okulary, które na pierwszy rzut oka stanowiły o
              wysokiej inteligencji tego osobnika. Pokój nie był najciekawiej urządzony.
              Stół, fotel i kanapka oraz dwie szafki robiły za meble, a dyplom jakiejś
              uczelni i zwiędły kwiatek robiły z ścienne ozdoby. Człowiekowi z dużym nosem od
              razu nie spodobała się ta atmosfera, przesiąknięta psychozą.
              - Proszę się odprężyć i usiąść na kanapie. - Zaprosił niezbyt przyjaznym głosem
              psychiatra. - Nazywam się Samuel Markiz i mam przyjemność dowiedzieć się, co
              sprawia, że chce pan zmienić swoje dotychczasowy wygląd.
              - To chyba zrozumiałe. - Burknął człowiek z dużym nosem. - Załatwmy to szybko,
              jeśli można.
              Samuel Markiz usiadł zbity lekko z tropu i zaczął przeglądać swoje notatki.
              Minęła chwila zanim pseudo psychiatra powiedział cokolwiek. Człowiek z dużym
              nosem natomiast włożył dłoń do swojego nosa i macając się delikatnie po
              śluzówce wyjął niewielkiego jak na jego możliwości babola. Chwilkę potrzymał go
              na dłoni i cisnął nim w kierunku kosza ze śmieciami. Kulka wielkości piłeczki
              pingpongowej wylądowała w celu.
              - Czy badał się pan wcześniej na jakieś schorzenia umysłowe, albo czy ktoś z
              pana rodziny chorował kiedyś umysłowo.- Zapytał lekarz.
              - Moja matka. Dostawała kurwicy za każdym razem, gdy na mnie patrzyła. Potem
              jej przeszło, ale długo nie mogła się pogodzić z widokiem, jaki przez większość
              życia miała przed sobą.
              Samuel markiz nie wiedział jak potraktować tę odpowiedź. Nie dał jednak po
              sobie poznać, że ma głębokie poczucie, że ktoś tu z niego się nabija. Sarkazm
              człowieka z dużym nosem nie pozwalał mu normalnie myśleć.
              - Więc chce pan pozbyć się organu, który panu przeszkadza w życiu?
              - Cholera, zgadł pan. Panie, za co dostał pan dyplom? Tutaj nie chodzi o to, że
              coś ze mną jest nie w porządku. Chciałbym raczej usłyszeć, że wyraża pan zgodę
              na operację i nie obawia się pan o moje przyszłe samopoczucie.
              Samuel Markiz pomyślał przez chwilę, a widać było, że myślenie nie było jego
              wrodzoną przypadłością. Powoli wyjął pióro wieczne z kieszonki kitla i
              wysmarował kilka słów, podpisując się pod nimi. To wystarczyło. Co prawda nie
              tak wyobrażał sobie spotkanie z niecodziennym pacjentem, ale nie potrafił nic
              wymyślić, by dotrzeć do jego psychiki. Podał papiery wstającemu z kanapy
              człowiekowi z dużym nosem i mrucząc do siebie pożegnał swojego nietypowego
              rozmówcę.
              Człowiek z dużym nosem, szczęśliwy, że ma już wszystko za sobą udał się tam,
              gdzie udać się miał i zaczęły się przygotowania do zabiegu, który odmienić miał
              przyszłe życie pewnego pacjenta i jego nosa.
              • aric Zakończenie 22.05.03, 12:44
                Minęło kilka tygodni. Człowiek z dużym nosem powoli dochodził do siebie. Jego
                nos był teraz normalnych rozmiarów. Jego twarz lekko opuchnięta zaczynała
                wreszcie przypominać coś co można nazwać twarzą. Cieszył się, że wygląda jak
                inni i, że będzie mógł pójść w miejsca publiczne, pić, bawić się, rwać
                panienki. Sex, sex, sex.
                Człowiek z normalnym nosem wrócił do pracy, pozbył się wszystkich zbędnych
                przedmiotów służących niegdyś wygodzie jego nosa. Był szczęśliwy. Nikt już nie
                będzie z niego więcej żartował. Już nikt nigdy dziwnie na niego nie spojrzy.
                Jednak wicąż miał wrażenie, że coś utracił, jakby jego nos miał własna
                świadomośc, jakby żył by dawać człowiekowi poczucie indywidualizmu, aby być
                tym, kim nikt inny nigdy nie będzie. Człowiek z normalnym nosem nie był już
                sobą, był normalny, przeciętny, niezauwazalny. Jednak nie przeszkadzało mu to.
                Cieszył się, że bedzie mógł jeździć srodkami lokomocji, że ni nikogo nie
                skrzywdzi obracając głowe w tłumie. I jeszcze jedno, był wreszcie anonimowy.
                I tutaj mozna by zakończyć naszą opowieść, ale pozostaje jeszcze problem nosa.
                Przecież nie mozna usunąć takiego organu i go nie zbadać, nie pokazać swiatu.
                Na szczęście jednak nic takiego się nie stało. Nos zajął miejsce szczególne.
                Włozony w słoik z formaliną ustawiony został w gabinecie ordynatora, jednak nie
                to było mu przeznaczone. On rwał sie w świat, nie chciał byc tylko miłą
                pamiątką na półce w towarzystwie zdjęć i nagród za osiągniecia w dziedzinie
                medycyny. On chciał się pokazać, dać światu siebie.
                I tak się stało. Wreszcie któregos poranka przyszła sprzataczka i zabrała nos z
                gabinetu ordynatora i nigdy więcej nie przyszła do pracy. A potem słuch wszelki
                o niej zaginął. A co zrobiła z nosem? Wersji jest wiele, ale jedna z nich mówi,
                że nos dostał tego czego chciał. Podróżował po swiecie, zamkniety w słoiku z
                formaliną. Podrózował w towarzystwie owcy o dwóch głowach, karła, kobiety z
                brodą, gadajacej małpy, spreparowanych główek i wielu innych osobliwych rzeczy
                i stworzeń należących do człowieka który spotkał kiedys pewną sprzataczkę.

                Koniec.
                • gregkor Re: Zakończenie 22.05.03, 12:46
                  aric k....w ale dałeś czadu.....fajnie sie zaczyna...chyba to wydrukuje i
                  przeczytam..smile))
                  • pizmak31 Re: Zakończenie 22.05.03, 13:00
                    Aric, k...a stary, to jak przyjedziesz w lipcu to moze jakis wieczorek autorski
                    Ci urzadzimy w stolycy...
            • aric Opowiadanie własciwe c.d. korekta 22.05.03, 13:07
              aric napisał:

              > Dlatego też nie należy zakończyć tej opowieści krótkim koniec, warto
              > przeanalizować kilka alternatywnych zakończeń, które mogą posłużyć ku
              > przestrodze albo dla pocieszenia, albo ze względu na zachcianki autora.

              To zdanie nie powinno się tu znaleźć, sorry pomińcie je.smile Miało odniesieni
              jedynie do wersji poprzedniej.
              Dzieki Grdegkor, Piżmaku, czytanie tego na wieczorku byłoby samobójstwem.smile i
              jednocześnie zabójstwem innych.smile Niech kto chce poczyta, oczywiście czekam też
              na krytyke. Może bede wrzucał co jaiś czas moja twórczość, troche tego
              napisałem.smile
    • mesmeredia Re: Obiecałem, to wrzucam, ale po kolei:) 22.05.03, 13:09
      Po prostu świetne, zaczytałam się na amen. Można to innym pokazać??
      I.
      • srootootoo Re: Obiecałem, to wrzucam, ale po kolei:) 22.05.03, 13:32
        W mordę jeża!!!!! Aric masz nosa do pisania!
        Szkoda ,że koleś nie miał kataru...smile
      • aric Mozna, ale może... 22.05.03, 13:48
        Dam ci na skrzynke, bo po co kopiować z forum.smile
        Masz jakąś specjalną czy na gazetową?

        Obecnie pię w pracy, siedzę przed kompem i spajam brendy z tokaju, rewelacja.
        Niezłą mam robotę, co.smile))))
        • mesmeredia Re: Mozna, ale może... 22.05.03, 13:54
          Adres Ci podeslalam na skrzynkę gazetową. Z góry dziękuje i jestem zobowiązana.
          I.
          • aric Re: Mozna, ale może... 22.05.03, 14:11
            Twój mail ni dotarł, wysle ci na gazetową, ok??
            • mesmeredia Re: Mozna, ale może... 22.05.03, 14:26
              Niech będzie.
              Chamstwo do kwadratu!!! smile
              I.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka