Dodaj do ulubionych

Ornette Coleman

19.06.07, 08:31

muzyka.onet.pl/10179,1555646,newsy.html
Obserwuj wątek
    • dahomey Re: Ornette Coleman 19.06.07, 08:33
      Życzymy muzykowi powrotu do zdrowia. Odwiedzi w tej sytuacji Warsaw Summer Jazz
      Days?
      • pharoah Re: Ornette Coleman 19.06.07, 18:30
        Faraon życzy szybkiego powrotu do zdrowiasmile...Ornette ,przyjezdzaj i badz w
        takiej formie:www.youtube.com/watch?v=x5axWM3Gb2o...Ciekaw jestem jak
        zaprezentuje sie Denardo ColemansmileWidzialem kiedys taki film,nazywal sie bodajze
        "Caravan of Freedom",malego Denardo ledwie bylo widac zza perkusji...nie wiem
        ile mial wtedy lat...byl z niego maly smyksmile...ale jak on "sadzil" na tych
        "garach"!!!!smile...Masakrasmile
        • libl Re: Ornette Coleman 28.07.07, 00:15
          Ukazał się niedawno na płycie ("Complete Live at the Hillcrest Club") koncert z
          1958. To chyba pierwsza rejestracja koncertu Colemana. Kiedyś część tego
          materiału była wydana pod nazwiskiem pianisty Paula Bleya, a część na "Coleman
          Classics, Vol. 1". Teraz cały koncert (a właściwie chyba były to dwa koncerty,
          stąd chyba wydane były kiedyś na dwu albumach; niestety nie ma dokładnych dat -
          może ktoś wie?) na jednym CD.
          I dwie moje refleksje po przesłuchaniu tej płyty:
          Pierwsza: ogromne znaczenie Charliego Parkera. Nie wiem, czy zasugerowałem się
          tym, że pierwszy utwór na płycie to kompozycja Birda ("Klactoveesedstene"), ale
          w tej muzyce słychać Parkera. To absolutnie nie jest zarzut; nie chodzi mi o
          kopiowanie, tylko o inspirację, twórczy dialog z Birdem. Mam wrażenie, jakby
          Coleman swoją muzyką mówił: "Słuchajcie mnie uważnie, nie jestem błaznem ze
          swoją inną muzyką, znam i szanuję tradycję". Nawet jeśli ta tradycja była tak
          bliska (od śmierci Birda minęło niewiele ponad trzy lata).
          Druga refleksja: Coleman jawi się jako artysta już ukształtowany i świadomy. To
          dopiero drugi materiał muzyczny po płycie debiutanckiej, ale muzyka Colemana tak
          naprawdę nie zmieni się już przez pół stulecia. To co grał na początku swej
          drogi, jest równie piękne jak to, co gra teraz. Bardzo trafnie opisał to Joachim
          Ernst Berendt w książce "Wszystko o jazzie. Od Nowego Orleanu do jazz-rocka",
          kiedy porównywał muzykę i drogę Coltrane'a do muzyki i drogi Colemana:
          "Jeśli Ornette Coleman jest Feniksem, którego muzykę - jeśli nie w dojrzałej
          postaci, to przynajmniej w jej koncepcji mieliśmy przed sobą, <<jakby wyskoczyła
          z głowy Zeusa>>, to Coltrane był Syzyfem (...). I można by powiedzieć ze
          szczyptą ironii, że ilekroć Coltrane dochodził do szczytu, Coleman stał tam już
          w jaskrawym cyrkowym stroju, grając swe piękne melodie."
          Tak sobie właśnie myślałem, kiedy słuchałem tej muzyki smile
          • double_please w 1971 mial nawet sluchaczy rocka na kolanach 28.07.07, 06:50
            jego plyta "Science Fiction" powalalia mnie, a bylem wtedy sluchaczem rocka..
            kazdy kawalek na na tamtej plycie byl odlotowy... a pozniej ornette mial juz
            tylko po jednym takim kawalku na kazdej swojej nastepnej plycie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka