Dodaj do ulubionych

pożycie z p.o. żony - dziennikP.O. ŻONY & & #35 8211; part one

16.06.03, 11:55
P.O. ŻONY – part one

A więc to już dzisiaj. Żona nad morzem i wreszcie trochę porządzę. P.o.
przesłał smsa. Już jest w okolicy Modlina i za pół godziny będzie na
Wschodnim. Tylko, żeby wiedział że to Wschodni i nie wysiadł na Zachodnim. Bo
niektóre żony tak mają, więc p.o. pewnie też. Biedny Cze nie wie , że w
zlewozmywaku czeka potężna dawka. Bynajmniej nie osthego i aghesywnego hahd-
hoka ale po prostu garów. I to nie takich na jakich kiedyś całkiem nieźle
pomykał Phil Collins.
Mógłby już być ten pociąg. Ktoś musi iść do sklepu naprzeciwko i kupić coś do
jedzenia. I potem zrobić mi śniadanie. Bo głodny jestem. Przecież taki gość
jak ja nie będzie sam sobie robić kanapek. Ewentualnie piwo sobie mogę
otworzyć bo jestem facetem, co nie?
Przyjechał w końcu. Wyściskaliśmy się serdecznie. I tu Cze od razu do mojego
sprzętu i mi jakieś Fugazi zapodaje. Nie to pankowe a to meryljonowskie. Nie.
Cze tak się nie będziemy bawili. Meryljonu to se możesz u siebie posłuchać.
Ja też mógłbym ci zapodać Grammatika ale uciekłbyś od razu. Więc bądźmy dla
siebie mili i pogódźmy się Bigołdiodajnamajt.
O fajnie,że ładujesz się do kompa. Zmień mi empetrójki na ałdio bo ja ni
chuja nie kumam z tego badziewia. Jak to kurwa nie umiesz? W ogłoszeniu było
wyraźnie napisane BIEGŁA OBSŁUGA KOMPUTERA!!! Ale eksela znasz, co nie?
Kurwa. Kto mi teraz tabelki do pracy semestralnej zrobi. No nie rechocz tak.
I tak zaraz ktoś cię na forum napadnie i zwyzywa od starych dziadów. Lepiej
ugotuj coś włoskiego i wegetariańskiego. Co? Dzwonisz do Pizza Hut? Ja
pierdolę, a już myślałem, że umiem podejmować właściwe decyzje personalne.
Dobra, zobaczymy co będzie wieczorem.....


Cdn.

Obserwuj wątek
    • nikka007 oj Ted... 16.06.03, 12:30
      trzeba było zrobić ten casting w supermarkecie Tesco... Trzeba będzie wynająć
      panienki od Internetu, prasowania, śniadań... Ehh...
    • pizmak31 Re: pożycie z p.o. żony - dziennikP.O. ŻONY & 16.06.03, 12:59
      Nie bylo ani wspominki o tym, ze Cze dostal natychmiastowej wysypki na skutek
      balaganu w kuchni, a przeciez musial dostac.
      • teddy4 part two 16.06.03, 21:04
        P.O. ŻONY – part 2.

        Wieczór nadchodził. Tak się zastanawiałem co będzie z molestowaniem seksualnym.
        Kto tu ma kogo molestować właściwie i w jaki sposób. Ale Cze sam zaproponował,
        żebyśmy po prostu poszli jakieś laski wyrwać bo on nie lubi sam spać a ze mną
        to nie chce. Ja z nim też nie i sam też nie lubię spać. To pojechaliśmy moją
        nubirą pod Piekarnię bo tam to laski są na pewno. Zostawiłem tylko auto z dala
        bo wstyd trochę koreańczykiem podjeżdżać. Jeszcze by selekcjonerka zobaczyła.
        Zdizajnowaliśmy się. Walnąłem sobie irokeza po bokach i w sumie wyglądałem jak
        gość z eflokofsiguls. Cze konsekwentnie robił za lenona i makkartneja
        jednocześnie. Karty klubowe poproszę powiedziała pani na bramce. Możemy
        zapłacić powiedziałem błyskając złotym sitibankiem. Bez kart nie wejdziecie
        panowie rzekła dama. Spoko znamy kupera błyskotliwie odparował Cze. Kogo?
        Spytała pani a potem bramkarz uprzejmie kazał nam spierdalać. Żegnał nas
        oddalający się miły hałsik. Umc umc umc umc.
        Nic to pojechaliśmy do Offu. Tam nas wpuszczono bez problemów bo to ofowa
        knajpa taka. Wszystko ofowe a najbardziej to panny. Nawet taka jedna o urodzie
        katedry w Kolonii do nas się dosiadła. Mi to ona nawet się podobała ale
        bredziła coś o kestelparty, że tam niby będzie śpiewać. Cze narzekał, że nie
        grają tu bitelsów ani meryljonu i tak nudził, że poszliśmy stamtąd. Wzięlim
        kurs na Labirynt, ulubioną knajpę warszawskich samorządowców. Bramkarz nas nie
        chciał wpuścić. Tylko w dresach wpuszczamy, powiedział. Ale dałem mu w łapę i
        weszliśmy. Tu dopiero było umc umc umc. I panny fajne ale wszystkie obstawione.
        Cze nawet jedną do tańca poprosił jak wolny kawałek był. Ale od razu podszedł
        do niego taki z łańcuchem i coś mu powiedział. No i wyszliśmy. Cze się trochę
        bał o okulary. Jutro może pójdzie nam lepiej. A na razie idziem spać. Osobno.

        Cdn.
        • nierymek Re: part two 16.06.03, 22:11
          teddy, odczytaj maila smile
          pzdr
          • nierymek Re: part two 16.06.03, 22:12
            i weź poprawkę na to, iż nie mogę czata odpalić
            • teddy4 part 3 17.06.03, 11:45
              P.O. żony - part 3.


              Ranek nadszedł. Cze dostał wysypki. No tak – ma alergię na bałagan. Znajomy
              perkusista polecał mi Tatianę z Charkowa. Mam gdzieś jej telefon. Może
              przyjdzie i posprząta za jakieś 30 zeta? Dobry pomysł, rzekł Cze, może na
              Ukrainie wyszli jacyś bitlesi których nie mam.
              Tatiana przyszła i nie chciała z nami gadać. Z prędkością kosmonauty Gagarina
              obleciała dwukrotnie cała chatę i zainkasowała honorarium. Patrzyła na nas z
              wyższością tak więc Cze nawet nie śmiał się odezwać .Ale jak poszła to wysypka
              Cze jakoś przestała posiadać stanowisko występowania. No znikła po prostu, ale
              chciałem tak jakoś bardziej inteligentnie to ująć.
              Olśniło mnie. Znajdziemy sobie panny na kafegazeta. Najpierw się zalogowalim.
              Cze sobie wziął nick sław. A ja Tadek bo tak mam na imię naprawdę. Cze coś
              nabredził , że góry lubi, dodał sobie 10 centymetrów i odjął 10 lat. W muzyce
              przytomnie napisał, że lubi każdą. I ostatnia ważna książka koelio bo to
              działa. W każdym karfurze gość jest więc chyba jest dobry co nie. Ja się na
              filmie skoncentrowałem. Angielskiego pacjenta wpisałem. I przeminęło z wiatrem.
              Trzeba się trochę na romantycznego zdizajnować. Wiekowo też się
              zdywersyfikowałem. Target 20-25 obrałem bo ten jest przecież najlepszy. Wszyscy
              to wiedzą.
              Bo starsze panny to już mają swoje jazdy. A jazdę to mogę mieć ja. Ewentualnie
              Cze, bo razem jesteśmy. No to szukalim po tym kafe. Jestem Perełka, pisze
              panna. Mam 29 lat, lubię dobrą muzykę i dlatego podoba mi się ostatnia piosenka
              Eweliny Flinty. Jestem miłośniczką dobrej literatury i dlatego uwielbiam
              Katarzynę Grocholę bo to dobra pisarka jest. Albo dalej inna panna. Jestem
              Kwiat Paproci, lubię snuć się rano po rosie, szukam tego co ulotne, chciałabym
              mieszkać w piwnicypodbaranami albo w alchemi bo Kraków to moje ulubione miasto.
              Tą to byśmy pewnie łatwo omamili ale ona ma 42 lata jak doczytałem. Nie nie
              nie. Pani już dziękujemy.
              Oczy mnie bolą od tego kompa. Cze mówi coś o spacerze po lesie który tu obok
              zaraz. I mamusie tam chodzą z bachorami. Okropność. Ale pójdziemy.

              Cdn.
              • teddy4 Re: part 3 17.06.03, 23:09
                P.O. żony – part 4

                Poszlim więc do lasu. Mamusie na nas dziwnie patrzyły bo jakoś nie wyglądaliśmy
                jak mieszkańcy tegoż osiedla. Nie mieliśmy wąsów ani dresów. Dodatkowo Cze miał
                tiszerta z napisem pisendlov, który dostał od siostry. Słowo lov budziło
                najwyraźniej niepokój mamuś i ich lato(często miesiąco)rośli.
                Jak wróciliśmy na hacjendę to od razu włączyłem kompa i na kafe. Dwie laski do
                mnie napisały! A do Cze tylko jedna he he he. Dobra zaraz obadamy szto eto.
                Jedna to jakaś Figofago. Niezły, obiecujący nick. OOOOOOOOOOO. Od razu pisze,
                że ma na mnie ochotę i że muszę być zajebisty w łóżku. Ale wcześniej chce,
                żebym zadzwonił na 0-700 i coś tam jeszcze. Nie ze mną takie numery pieprzona
                telekomunikacjopolskaesa. Cze, a ty kurwa gdzie dzwonisz? Napisała do Ciebie
                panna? A jaki prefiks wybrałeś? W ostatniej chwili wyrwałem sznur z gniazdka.
                Komornik by potem przychodził. Ale jeszcze jedna do mnie napisała. Nick
                brajterdentałsentsans. Jak płyta kilingdżołk, ja pierdolę. I co tam dalej.
                Pisze, że lubi zimną falę, nowe brzmienia i industrial. Jest taka bardziej
                konkretna . I że samotari to jej ulubiony film. I wysoka. Tak. To jest ta pani.
                Siadam i odpisuję. Cze kibicuje mi przez ramię i dyktuje co drugie słowo. W
                końcu nie jest taki juzles jak mi się zdawało. Wnieśliśmy się na wyżyny
                epistolografii. No wiecie pisania zajawek po naszemu.
                Pani za pięć minut odpisuje. Ale bynajmniej nie rozpływa się nad naszą
                inteligencją, wyjątkowością, dobrym gustem i urodą przynajmniej dwóch goranów
                wisjniców. Tylko konkretnie zapodaje, że stare niepoprawne dziady jesteśmy. I
                że tak w chuja daliśmy się zrobić. A ona sobie jaja zrobiła. Bo to oczywiście
                nasza koleżanka Nikka była. Poznała nas od razu po tych ściemnieniach.
                Telefon zadzwonił. Dzwoniła kobieta. Ale żadna tam laska tylko moja matka po
                prostu. Zaprasza na obiad. Oczywiście z żoną. Ale żona nad morzem. Trudno więc.
                Niech idzie p.o.

                Cdn.
                • nierymek Re: part 3 17.06.03, 23:54
                  ted - czekmejl smile
                  • teddy4 part 5 18.06.03, 19:45
                    P.o. żony - part 5

                    Wsiadlim w intersity zatem i pojechalim w Kraków. O kolegę przyprowadziłeś,
                    powiedziała staruszka. To nie kolega tylko p.o. żony, oznajmiłem budząc
                    przerażenie na zacnych twarzach zgredów. Ojciec od razu poprosił mnie na
                    rozmowę. Miał taki sam wyraz twarzy jak wtedy gdy futbolista Pawłowski Tadeusz
                    strzelił bramkę dla Śląska Wrocław i w 1979 roku Wisła nie zdobyła Pucharu
                    Polski. Mój syn pedałem?, zapytał lękliwie. W naszej katolickiej rodzinie? Ja
                    rozumiem kochanki, prostytutki i narkotyki. Ale w moim domu nie będę
                    tolerować ... Przerwałem mu, tato do unii wchodzimy. Tam nie tylko pedały ale i
                    żydzi, przerwał mi czerwony niczym premier Miller ojciec. W końcu jakoś im
                    przetłumaczyłem, że to jednak kolega i jaja sobie robię. Odetchnęli z ulgą. To
                    macie kotleciki, dla ciebie synku oczywiście sojowy, a dla pana schabowy. Mamo,
                    kolega też nie je mięsa, powiedziałem.
                    Znowu dziwnie na nas popatrzyli. Jednak wegetarianin. I pedał. Bo każdy
                    wegetarianin to pedał. Tak pewnie myśleli. Zmylim się czym prędzej na miasto.
                    Cze obiecał, że nie będzie mnie molestować o alchemię i piwnicępodbaranami.
                    Nawet wiedział, że do lochkamelotu też żaden prawdziwy krakus nie pójdzie. No
                    to wylądowalim we fripabie. I patrzym co się dzieje.
                    Bereś ze Skoczylasem przy barze. Cze się ożywił i chciał podchodzić. No co ty,
                    mówię mu, oleją cię. Oni tylko z dupami gadają. Rozczarował się. Przyszedł
                    Maleńczuk. Znasz go, Cze zapytał. Tak. To może z nim pogadamy? Dobra. Cześć
                    Maciek. To mój tego tam, kolega Cze.
                    Lubisz meryljon?, Cze zapytał. Maleńczuk wstał przewracając stół. Ja
                    wiedziałem, że tak będzie. Musiałem przepraszać Maleńczuka za niestosowność
                    pytania. W dodatku po obiedzie u starych zapomniałem zdjąć garnitur. No
                    podpadziocha. Rokendrolowiec nie może tak wyglądać. Wypadlim z fripabu i na
                    Kazimierz. Tam spotkalim tego historyka co to w awanturzeokasę nie wiedział, że
                    Mościcki był najdłużej urzędującym prezydentem drugiej erpe. Facet po raz
                    pierwszy od emisji tegoż programu wyszedł z domu. I pecha miał bo na nas
                    trafił. Cze zaczął go męczyć, jakim cudem dał niehalo odpowiedź. Facet zdjął
                    okulary. Sobie najpierw. A potem Cze. Groźnie zaczęło wyglądać. Znowu długo
                    nie posiedzielim.
                    Lubię ten Kraków, Cze rzekł i dodał, bo tu się tyle dzieje. Ale ja nie czekałem
                    co dalej powie. Od razu kupiłem bilety powrotne.

                    Cdn.

                    • cze67 Zapiski p.o. żony 19.06.03, 11:49
                      Uff, wreszcie się dorwałem do kompa. Teddy na jakąś próbe poszedł czy chlać, a
                      zresztą - to to samo. Nie wiem, bo spałem jeszcze jak wychodził o 10. Byłem
                      nieprzytomny, bo już trzecią noc katuje mnie do rana swoimi solówkami basowymi.
                      Nie dość, że szlajamy się po jakichś knajpach do późna, chlejemy, to jeszcze ta
                      gitara. Owszem, lubię bas, ale nie wtedy kiedy, cholera, spać mi się chce. Ale
                      od początku.
                      Od razu muszę Wam powiedzieć, że nie na to liczyłem. Teddy to fajny koleś, ale
                      zupełnie pozbawiony poczucia humoru. I w ogóle jakiś taki dziwny. Np. każe mi
                      gotować! To znaczy - kazał, bo po tym spagetti, co żem wymodził, to już nie. No
                      chyba chłop zwariował! Ja przecież ledwo chleb sam ukroję i ziemniaka oskrobię.
                      I w ogóle. Ciężko jest. Ja ten jego nabór to za żart wziąłem i nawet trochę
                      robiłem z tego dowcipy na początku, ale teraz to już nie.
                      No dobra, przyjechałem, chcę odpocząć, a on mnie pokazuje zlew - a tam - góra
                      garów. Fajne gary - powiedziałem, szczególnie ten kubek z Colemanem (już go nie
                      ma - bo przez przypadek, zbiłem. I kilka innych naczyń też, co ja od zmywania
                      jestem???). Popatrzył na mnie jakoś tak dziwnie. No dobra, pokazał mi swój
                      zbiór płyt - nie powiem - niezły, ale najlepszych i tak nie ma. Dużo jakiegoś
                      badziewia, co nawet nie wiem co to jest.
                      Posłuchaliśmy trochę muzy i myślałem, że teraz do jakiegoś teatru albo kina
                      mnie zaprosi, a on że nie - uderzamy w miasto. I woził mnie po jakichś
                      knajpach, skąd nas albo wyganiali albo w ogóle nie chcieli. Ja tam bardziej
                      domator jestem, więc mi się nie podobało. A on - co ty? Rokendrollowiec jesteś
                      czy zgred? No jasne, że rokendrolowiec. No i musiałem chlać to piwsko, co je we
                      mnie wmuszał.
                      Jako, że głowę mam słabą, to niewiele pamiętam z tego co dalej. Jakichś panien
                      szukaliśmy czy dzwoniliśmy, ale nic z tego nie wyszło. Teddy niby taki chojrak
                      a jak przyszło co do czego, to zapominał języka w gębie. No i ja musiałem
                      mówić, a że byłem na bani to parę razy po gębie dostałem. I on przez przypadek
                      - też, I się skończyło z tymi pannami. Jeszcze chyba szlajaliśmy się po jakimś
                      lesie czy osiedlu. Nic, kurka, nie pamiętam
                      Potem do Krakowa pojechaliśmy. Lubię Kraków, myślę, tu liznę trochę kultury.
                      Gdzie tam! Ni cholery. Znowu jakieś knajpy. I teddy, który pokazuje - o tego
                      znam, to jakiśtammuzyk, o - ten to mój kumpel - jakiśtamdziennikarz, a tu
                      Skoczylas, a tu Bereś. A tam chyba Pilch czy może Świetlicki. I z każdym chciał
                      mnie poznać. A wszyscy tak na nas patrzyli jak na wariatów. Zacząłem
                      podejrzewać, że on tylko tak się popisuje, że ich zna.
                      No i wydało się przy Maleńczuku. O - mówi teddy - Maleńczuk, znam go od
                      dzieciństwa, chodź przysiądziemy się. A ja - nie, po kiego groma! A ten nudzi i
                      nudzi. Więc podeszliśmy. Teddy - cześć Maciek, to mój kumpel cze. Maleńczuk
                      popatrzył na nas i mówi - kurwa, coście, kurwa, za jedni, kurwa? A teddy - to
                      ja teddy. A on - nie znam, kurwa, żadnego teddy - spierdalać. I się wkurzył i
                      musieliśmy wiać.
                      No i znowu kilkugodzinny set na basie. Dał mi nawet tamburyn, żebym rytm
                      wybijał, bo on nie trzyma. I tak dżemowalim do czwartej. Nawet nie wiem, kiedy
                      padłem.

                      Acha, albo mi się zdawało, albo jemu zupełnie odjebało. Chce mnie poznać z
                      Gawlińskim...
                      • teddy4 Re: Zapiski p.o. żony 19.06.03, 14:34
                        P.o żony – part 6

                        No niech ten Cze nie przesadza. Ja nie ma żadnego tamburynu. Wziął po prostu
                        klapę od śmietnika i ładował w nią sztuććami. Nawet pan Marek przyleciał, ten
                        który slejera zagłusza
                        jak wierci. A wierci często. No to teraz ma. Ciesz się panie sąsiedzie, że my
                        tu rocka gralim.A gdybym tak fridżez grał? I to nie Cze tu by stukał tylko
                        Tomek Stańko dmuchał? Ha. Dobranoc sąsiedzie. Panu już dziękujemy.
                        Jak z próby wróciłem (a właściwie to nie z próby bo perkusista za moje
                        pieniądze, które był mi winien browary kupił co by fajnie było) to Cze
                        powiedział, że Iluś dzwonił. I że będziemy kopać. Ogródek Ilusiowi?, spytałem
                        naiwnie. Nie, piłkę będziem kopać na agrykoli, Cze oświadczył. Wzięlim więc
                        riboki za 200 ojro i poszlim zdizajnowani na Stanko Svitlicę. Cze kontakty
                        założył co by go jakoś fajtar typu Hajto nie przewrócił. W autobusie jakieś
                        panny na nas się gapiły. Myśleliśmy, że to dlatego, że jesteśmy już tak znani.
                        A one nagle gorączkowo zaczęły kasować bilety. Doprawdy nie kumam czaczy.
                        Na Agrykoli byli wszyscy. Nawet Kubasa ze złamanym palcem się objawił. Fajnie
                        wyglądał z tą brodą i długimi włosami. Taki dejwidgejen z
                        songsoffejfenddiwołszon. Podzieliliśmy się na jakoś. Sędziował Piżmak bo
                        Gregkor też grał. I gwizdek co chwilę był używany, bo piżmaki lubią sobie
                        pogwizdywać. Zresztą długo nie gwizdała bo potrącił ją azskroft ryszard i
                        gwizdek jej wypadł. Cze śmigał po skrzydle niczym stiwrotery na trzecim
                        meryljonie. Jego zagrania były tak samo przewidywalne. Iluś i Kubasa nie mieli
                        z nim żadnych problemów, stosując strategie kiwające sprawdzone przez tomajorka
                        i jego kolegów. Harmonię w naszej drużynie burzył trochę Gregkor, który domagał
                        się ode mnie strzałów z dalekiej odległości.
                        Ja tam gram prosto w tą piłkę. Robię za Świerczewskiego. Czyli nic nie
                        robię .Ale jestem autorytetem dla swoich kolegów .I to jest najważniejsze, a
                        nie to, że właśnie Kubasa wbił nam kolejną bramkę . Zero do dwunastu.
                        Co tam , my im jeszcze pokażemy. Ale nie dzisiaj bo płuca mi padły.


                        Cdn.
    • pizmak31 Zapiski siostry PO zony 19.06.03, 13:50
      najpierw Cze sie nie odzywal. Przez tydzien. Jak mu wysylalam smsy to w ogole
      nie raczyl odpowiedziec. Potem sie wydalo, ze nie chcialo mu sie, bo wygral ten
      p..ny casting na p.o. zony. A nastepnie sie zaczelo. Pierwszy telefon, ze ma
      wysypke i jakie lekarstwo, zebym poszla do apteki i zapytala. To ja mu na
      to,zeby se wapno rozpuscil w szklance wody albo jakas Ukrainke wezwal, zeby
      sprzatnela w mieszkaniu, bo to pewno od balaganu. Uspokoilo sie. Nie minely
      dwie godziny, znowu dzwoni, zeby powiedziec, jaki telefon do TelePizzy, bo
      pizze musi zamowic wegetarianska. No to mu mowie, jaki, a on jeszcze pyta, jaka
      ksywe ma wybrac, bo na panny internetowe sie z teddym wybieraj. No to ja mu
      mowie, ze slaw, bo to baby bardzo bierze i zeby napisal, ze lubi gory, ma
      dlugie wlosy i jego ulubiona plyta jest toksisity systemofedaun. Ze panny leca
      na takich, i zeby se odjal co najmniej dziesiec lat i jak bedzie zdjecie
      wpuszczal do netu, to zeby se wlosy dokleil. Uff, no i poszlam na randke. Ale
      znowu dzwoni, zeby mu dac telefon do Pani Marzenki z hotelu Sobieski, bo sie do
      Piekarni z teddym wybieraja i musza sie zdizajnowac. No to mu zapodalam. A
      potem pojechali do Krakowa i jak zadzwonilam, zeby sprawdzic, jak im tam idzie,
      to uslyszalam, ze nie moze k...wa gadac, bo k..wa, pie...ny Malenczuk chce mu
      wp...olic, ale ze w ogole Krakow to fajne miasto, a jutro beda z teddym grali
      dzema na chacie i czy bym nie wpadla z jakas trawa.
      Chyba zadzwonie do mamy...
    • pizmak31 Pamietnik siostry PO zony 19.06.03, 15:07
      No to przyszlam z ta trawa, a oni siedza na trawniku przed blokiem, dookola
      walaja sie puszki z reddsem i butelki z jakims czeskim piwem, a moj brat gra na
      klapie od smietnika, teddy na gitarze, a dookola dzieci sasiadow z bloku
      tancza, bo oni graja piosenke Tango straconych zespolu Ich Troje! Juz piaty
      raz, bo wczesniej grali killingjolka, ale sie nie podobalo. Sasiedzi patrza z
      uznaniem, mlode matki filuternie zagladaja im w oczy. Pomyslalam sobie, ze jak
      trawki sie napala, to moze byc tylko gorzej, wiec, ze pojde do domu. A oni, ze
      nie nie, bo jada na agrykole (jest 22.30!), bo beda grali w pilke,cala ekipa
      czeka, kubasa, gregkor, ilus, ze ja mam byc sedzia. To jedziemy na agrykole, a
      tu juz ciemno, nikogo nie ma, zadnej ekipy, tylko oni. To niech se kopia,
      chlopaki, pomyslalam. Nie wiem, jak to sie stalo, ale przegrali 12:0, chociaz
      nikt nie stal na bramce, teddy byl na obronie, a cze w ataku. Gwizdalam, bo sie
      faulowali nawzajem, ale gwizdek mi wypadl, bo jakis mlody koles szedl i mnie
      potracil. mamrotal cos tam, ze toksisity to fajna plyta, ta dzisiejsza
      mlodziez. Bez kultury i sluchu za grosz nie ma.
      • teddy4 PART 7 20.06.03, 23:35
        P.O. żony – part 7


        Cze dostał zapalenia spojówek. Powieka mu spuchła i dodatkowo mu opadała.
        Okulary nawet musiał zdjąć. Chciał, żebym do znachora jakiegoś go zaprowadził.
        Nie było wyjścia, w końcu o p.o. żony należy dbać tak samo jak o żonę. Ale
        wcześniej na próbę się umówiłem z autoftarget. No to zabrałem Cze ze sobą, a po
        próbie mielim na pogotowie pojechać. Może jakiś pawulon by mu dali. Chłopaki
        już byli. Zdizajnowany Na Nowe Brzmienia Klawiszowiec Olek, Gitarzysta Tomek
        Dla Którego Rock Zaczął Się Dopiero Od Tortojz i Podobno Najlepszy Polski
        Perkusista Artur H. O kolegę przyprowadziłeś, powiedział Tomek Dla Którego Rock
        Zaczął Się Dopiero Od Tortoise. Cze jestem, Cze się przedstawił. Ze jak?,
        zapytał Podobno Najlepszy Polski Perkusista bo on trochę niedosłyszy od tego
        napierdalania w bęben. Tak czy inaczej zaczęlim grać. Jechalim trochę
        masiwatakiem a trochę najnincznejlsem a miejscami zwykłym rejdiohedem.
        Skończylim kawałek i Zdizajnowany Na Nowe Brzmienia rzecze takoż MUSIMY MIEĆ
        WOKALISTĘ KURWA . JASNE KURWA dorzucił Podobno Najlepszy Polski Perkusista.
        Dla Którego Rock Zaczął Się Dopiero Od Tortoise nic nie dorzucił bo on
        psycholog jest i obserwuje zasadniczo otoczenie. Przesłuchaliśmy chyba stu
        wokalistów i jednakowoż nadal byliśmy w dupie. Zupełnie tak jak dżineziz kiedy
        pitergejbriel odszedł. Też wtedy przesłuchali stu wokalistów. No ale potem
        wstał zza perkusji filkolins , jak kiedyś w trójce kaczor powiedział i sami
        wiecie co było dalej. Podobno Najlepszy Polski Perkusista na szczęście nie miał
        zamiaru wstawaći podchodzić do mikrofonu. Zaczęlim grać następny kawałek. I
        nagle Cze podszedł do mikrofonu. I kurwa zaśpiewał. Ale jak!!!! Normalnie
        tomjork kurwa. Podobno Najlepszy Polski Perkusista aż przestał grać. KURWA JAK
        TY ŚPIEWASZ BIERZEMY CIĘ oznajmił
        swoim standardowym czyli nie przyjmującym żadnych sprzeciwów głosem. I NAWET
        JAK TOMJORK WYGLADASZ NA OKEJ KOMPIUTER dorzucił Zdizajnowany Na Nowe
        Brzmienia. DŁUGO PRACOWAŁEŚ NAD DIZAJNEM POWIEKI? zapytał profesjonalnie.
        Pięknie się zrobiło. Zacząłem grać coś, co właśnie przyszło mi do głowy. Reszta
        podchwyciła. Rodził się nowy utwór.....

        - Teddy, obudź się kurwa – usłyszałem nagle głos Cze – chrapiesz tak, że
        nie da się spać. I jeszcze coś bredzisz o tomiejorku.

        Cdn,
        • mallina Re: PART 7 21.06.03, 00:47
          to cze67 w rzeczywistosci uzywa tylu brzydkich slow?
          szok!!!!!!!!
          • teddy4 Re: PART 7 22.06.03, 20:11
            P.o żony – part 8

            Dawno temu kupilim bilety na mobiego. Znaczy się ja ż żonom. Ale żona nad
            morzem, więc oczywiście odstąpiłem jej bilet p.o. Jak wiecie, Cze to raczej
            nie zna się na tych nowych brzmieniach i jarzy tylko trzy utwory kemikalbraders
            na krzyż (katolicki) i zapewne ze dwa anderłorldy (na półksiężyc islamski).
            Więc on chyba nie miał świadomości na czyj komcert my właściwie idziemy. No i
            było tak – stanęlim pod sceną. Po saporcie Smolika to jakoś pusto się zrobiło
            na tej scenie. No i obdarzony wysokim współczynnikiem inteligencji emocjonalnej
            Cze pragnąc, zapewne by gwiazda wieczoru poczuła się komuś potrzebna i żeby w
            ogóle miło było, zaczął nagle krzyczeć NORBI NORBI NORBI!!! Ludzie naokoło
            popatrzyli w naszą stronę jakoś tak dziwnie. Trzeba było coś szybko wymyślić.
            To zacząłem krzyczeć JUSTYNA JUSTYNA JUSTYNA. Stojące obok dziewczyny z
            uznaniem powiedziały NIEŹLI JAJCARZE Z TYCH GOŚCI. I nagle wszyscy obok nas
            zaczęli krzyczeć MICHAŁ MICHAŁ MICHAŁ a potem BLUE CAFE BLUE CAFE BLUE CAFE.
            Mieliśmy więc swoje pięć minut i mocne antre.
            A Cze to w ogóle koncert się spodobał. A najbardziej jak mobi (Cze w końcu
            załapał, że to nie Norbi) zapodał lawlawmidujunołajlovju w wersji
            ambiebtdiskoelektro. Fajny ten gość, wrzeszczał mi do ucha.
            Pokazując legitymację prasową, którą ukradliśmy lekko wstawionemu red.
            Wiernikowi, załapaliśmy się na bankiecik z Artystą. Wykorzystałem sytuację i
            dałem mu pleja (płyta taka) do podpisania. TED TO PIRAT, rzuca Cze. Rany,
            faktycznie to w arminian szopie (no na stadionie) kupiłem. O, łotefanykower,
            łysy całkiem dobrze mówił po angielsku. Jes, its arminianwerszyn, dodałem
            szybko. Itsnajs, usłyszałem jeszcze. W tym samym momencie zauważyłem dwóch
            gości z polskiego oddziału wydawcy mobiego. Ucieklim stamtąd i zatrzymalim
            dopiero na Pradze

            Cdn.
            • teddy4 PART 9 25.06.03, 17:54
              P.o. żony – part 9


              Wczoraj bylim z Cze w Czułym Barbarzyńcy. To taka knajpoksięgarnia dla
              pierdolonych yntelygentów, do których się nie zaliczam. Cze chyba pretenduje,
              ale za dużo przeklina. No i spotkalim tam pisarzy dwóch. A może ich tam było
              więcej, bo wszyscy wyglądali biednie, byli brodaci, mieli okulary i bredzili.
              Jeden taki do nawet podszedł do mnie i powiedział PIOTR BRATKOWSKI. Chyba się
              przedstawił i już nic więcej nie powiedział. Nie rozkminiłem tej zajawki. A
              potem podszedł do mnie pisarz Stasiuk Andrzej i powiedział, że jak się nie
              przestanę nabijać z jego stylu w tym co tutaj piszę bo jego prawnicy mnie
              wykończą. Kurwa, gdzie on się nauczył tego tekstu o prawnikach? Przecież u
              niego w tej chałupie pod Gorlicami nie ma prądu a więc i nie ma telewizora. I
              tak sobie myślałem o tym, co on mi tu zapodał a tu podszedł inny pisarz, Varga
              Krzysztof. I ten z kolei mnie uprzedza, że w swojej książce o tekili to on też
              nazwy anglojęzycznie pisał fonetycznie i z małej litery. Ale to on był
              pierwszy, tak zakończył. I znowu padł tekst o prawnikach, tym razem tych z
              Agory.No tak. Styl muszę zmienić w połowie odcinka.


              Słońce zachodziło nad Mostem Świętokrzyskim. Popatrzyłem z ufnością w
              rozjaśnioną od tego zjawiska twarz Cze. Ja nie chcę stąd wyjeżdżać, powiedział
              sięgając po chusteczkę. Ja też nie chcę, powiedziałem, a wzruszenie odbierało
              mi mowę. Rozwiedź się, poprosił Cze.
              Zastanowię się, odpowiedziałem. W oddali było słychać Gotan Project.


              KONIEC
              • cze67 Re: PART 9 26.06.03, 12:21
                teddy4 napisał:
                W oddali było słychać Gotan Project.

                Mnie się wydawało, że to All You Need Is Love leciało... Ale może się mylę,
                wzruszenie było tak silne... Dzięki teddy. Być p.o. Twojej żony było dla mnie
                wielką przyjemnością i jeszcze większym zaszczytem.
                Teraz muszę jednak odpocząć. Moja wątroba też...

                Do zobaczenia najprawdopodobniej po urlopie.
                • foxy21 Re: Poplakalam sie ze smiechu:) 26.06.03, 12:36
                  Dopiero teraz to przeczytalam,
                  ale sie usmialamsmile)
    • pizmak31 pamietnik siostry PO zony 26.06.03, 13:58
      Cze zadzwonil do mnie i spazmatycznie lkajac przez sluchawke powiedzial, ze to
      juz koniec i czy nie mam chuseczek higienicznych. No to pojechalam z pudelkiem
      sofcikow. Stali przed mostem Świetkrzyskim i duzym przenosnym magnetofonem, z
      ktorego lecialo Blu kafe na przemian z Goya, a cze wcale nie plakal tylko
      udawal. w rzeczywistosci smial sie i kiwajac sie lekko na nogach wypijal
      drugiego redsa. A pili z nimi:
      1. Stasiuk Andrzej,
      2. varga Krzysztof
      3. Bratkowski Piotr
      4. Dunin Wasowicz Pawel
      I wszyscy recytowali wiersze.
      Potem przyszli jeszcze chlopaki z kul kids of def i Dorota Maslowska zrobili
      anplagt tego koncertu, co byl w ofie. tym razem spiewal cze, a Maslowska grala
      na ukulele.
      A moze mi sie to wszystko snilo...
      • teddy4 Festung Breslau Part One 12.10.03, 17:09
        Nowe odcinki powstały pod wpływem problemów podmiotu lirycznego poniższego
        dzieła literackiego ze znalezieniem mieszkania we Wrocławiu i są dedykowane
        wrocławskim agencjom nieruchomości.

        FESTUNG BRESLAU CZYLI P.O.ŻONY A FEW MONTHS LATER

        PART 1

        No więc stało się. Arbajt w Breslau czeka od listopada i, jak już ktoś
        zauważył, z pewnością uczyni mnie wolnym. Chodzę więc po mieście i chwalę się
        NA ZACHÓD JADĘ. Bo przecież Breslau to zachód w stosunku do naszej stolycy.
        Czyli robota jest, teraz tylko chatę jakąś znaleźć. Ja to mógłbym mieszkać
        nawet w akademiku, najchętniej żeńskim rzecz jasna. No ale przeprowadzam się z
        Najgorszą Z Żon, które straszliwe wymagania ma. A to żadna wielka płyta, żadne
        PCW, żaden parter, lodówkapralkanetkablówka ma być i koniec. Tak dokładnie
        powiedziała. Powtórzę raz jeszcze I KONIEC. Chociaż Najgorsza Z Żon nie jest
        wcale taka najgorsza. Pamiętam jak raz gdy wróciłem z delegacji nocą to ona
        zamiast jak zwykle domagać się ode mnie seksu powiedziała ZOBACZ POSPRZĄTAŁAM.
        Tak, Najgorsza potrafi nieraz zaskoczyć.
        No ale jasno powiedziała JEDŹ SAM ZNALEŹĆ MIESZKANIE BO MI SIĘ NIE CHCE A
        SPRÓBUJ WYBRAĆ JAKĄŚ NORĘ TO..... Nie dokończyła groźby. Nie wiedziałem co
        robić. Ale wtedy przyszedł mi do głowy wypróbowany jako p.o. żony Cze67.
        Dzwonię więc, że znowu może być P.O. Tylko że do Breslau ma przyjechać. DO TEGO
        ALTE POLNISCHE STADT TAK JAK DANZIG? upewnił się Cze. Dobra, o 21-szej na
        Breslau Hauptbanhof zatem.
        Wyściskaliśmy się serdecznie i szybko wtajemniczyłem Cze jaki jest plan. No ale
        już późno było by dzwonić po ogłoszeniach. Cze chciał do Spiża iść ale szybko
        mu wytłumaczyłem, że tam tylko radni miejscy i turyści z RFN przychodzą.
        Zresztą było nas stać tylko na piwo w Kalogródku lub najtańsze wino w winiarni
        Pod Basztą. A GDZIE JANERKA PIJE? zapytał Cze ALBO PRZYNAJMNIEJ KUROWICKI?
        Musiałem mu wytłumaczyć, że Wrocław to nie Kraków i artyści rokendrolowi nie
        piją tutaj dużo i raczej nach hause. Keine alkoholizm w miejscach publicznych.
        Wypiliśmy po dwa browary i ruszyliśmy na Ostrów Tumski. Zapowiadała się nowa
        przygoda. Choć w odbijających się w Odrze oświetlonych wieżach katedry czaiła
        się jakaś posępna i mroczna tajemnica. I gotyk katedry nie miał tu nic do
        rzeczy.....

        cdn
        • teddy4 Festung Breslau Part Two 12.10.03, 17:47
          FESTUNG BRESLAU PART TWO

          Robiło się coraz mroczniej i chłodniej na tym Ostrowie. Normalnie jakby Ian C.
          tańcował gdzieś w pobliżu swój ekstatyczny taniec. Nagle ujrzeliśmy ubranego na
          czarno gościa z jakąś opaską na ramieniu. Porządkowy, pomyślałem. Hitlerjugend,
          pomyślał Cze. Ale to był nasz koleżka z forum, Syntax który lubi się włóczyć
          nocami po Ostrowie i szukać czakramu. No i kolejne piwa poszły. Nad ranem
          znaleźliśmy czakram, przynajmniej tak się nam wydawało.

          Przebudzenie mieliśmy dziwne. Obudziliśmy się w bramie poniemieckiej kamienicy.
          Zresztą niepotrzebnie napisałem poniemieckiej. Tu przecież nie ma innych. Ale
          byliśmy uratowani bo w tej kamienicy na parterze było biuro wynajmu
          nieruchomości . DZIEŃDOBRY powiedzieliśmy. Niestety, nie dogadaliśmy się. Nie
          znali polskiego ani w ząb. A nasz niemiecki nie był wystarczający. Kupiliśmy
          zatem GAZETĘ W BRESLAU i luknęliśmy na ogłoszenia. JEST mówi Cze 900 ZŁ PLUS
          MEDIA NOWY DWÓR. Fajnie , pomyślałem. Ten Nowy Dwór to na pewno jakieś
          strzeżone kameralne osiedle. Wysiedliśmy z ikarusa linii 142 i od razu podeszło
          do nas trzech gości w dresach. KTO BENDZIE MISZCZEM POLSKI spytali nas ot tak
          po prostu. GROKLIN GRODZISK odpowiedziałem zgodnie ze swoimi przekonaniami. Nie
          była to dobra odpowiedź o czym się od razu przekonaliśmy. Cze nawet usiłował
          dyskutować jak Śląsk Wrocław może być mistrzem Polski grając w drugiej czy
          nawet w trzeciej lidze. Ale dyskusja nie miała sensu. Pomogła nam dopiero jakaś
          starsza pani mówiąca ze wschodnim akcentem, skutecznie przeganiając kiboli
          parasolką. Okazało się, że to ona jest właścicielką mieszkania, które chcemy
          obejrzeć. Musiałem tłumaczyć, że Cze nie jest moją żoną, ale w tym miałem
          wprawę z krakowskiego odcinka. Weszliśmy do chaty. Była ona na 10 piętrze i
          zajęło nam jakieś pół godziny bo starszą panią trzeba było wnieść. Winda
          znajdowała się bowiem w nieustannym remoncie. Lodówka owszem była i to nawet
          solidna. Poniemiecka, z roku 1929. Pralka była już polska, marki Frania.
          Telewizja kablowa też bo taki długi kabel łączył TV z anteną na czymś a la
          balkon. O net nie mieliśmy już odwagi pytać. A, i było trochę ciemno w tym
          mieszkaniu. Więc zapaliłem światło i wtedy korki szlag trafił.
          Po zejściu z 10-tego piętra zadzwoniliśmy na następne ogłoszenie. Psie Pole
          było napisane.


          Cdn.
          • teddy4 Festung Breslau Part Three 12.10.03, 20:57
            FESTUNG BRESLAU PART 3

            Pośpieszny linii N zawiózł nas na Psie Pole. Po opuszczeniu pojazdu znaleźliśmy
            się na polu. Takim autentycznym, jak w Krakowie mówią zamiast „na dworze”. Ale
            na dworze już dzisiaj byliśmy i to Nowym. Teraz byliśmy na polu i to jak
            najbardziej psi bo nas jakieś psy rasy żadnej zaatakowały. Szczekały i
            szczekały oraz ugryźć nas chciały. Cze przytomnie zapuścił z dyskmena „Dogs”
            Pink Floyd, ale to jeszcze bardziej je rozwścieczyło. One co
            najwyżej „Ludzkiego psa” MWNH znały chyba. Cofaliśmy się tyłem aż rąbnęliśmy
            tyłkami w jakieś drzwi., w których stał jakiś facet i pytał czy my z
            ogłoszenia. Domek był taki cool i trendy, jakby Agent Cooper powiedział. Drewno
            ekologiczne, okno (jedno tylko było) stylowe), antena satelitarna , pralka
            szwedzkiej (nie lubię ostatnio Szwedów) firmy, lodówka sprawna i nawet gość
            dużo nie chciał bo tylko 750 zł. A ŁAŻIENKA JAKA spytał Cze. No to gość
            zaprowadził nas z powrotem na pole. TUTAJ oznajmił TE DREWNIANE DRZWI Z
            SERDUSZKIEM. Trochę swojsko się zrobiło. CZE MAMY JESZCZE COŚ DO OBEJRZENIA tak
            pro forma spytałem. Wróciliśmy do autobusu linii N.
            W autobusie jacyś ziomale nam się przyglądali. TY CHYBA TYMON JESTEŚ
            powiedzieli do Cze. Cze ucieszył się, że ktoś go za legendę trójmiejskiego
            andergrandu wziął, ale powiedziałem mu że wzięli go za legendę wrocławskiego
            hip hopu i to już go nie ucieszyło bo widział kiedyś tego Tymona w MTV i ten
            Tymon to taki trochę grubawy był. PRZYBIJ PIĄTKĘ TYMON powiedzieli do Cze. No
            to przybił. WEŹ DLA NAS PRZYFRISTAJLUJ padła też i taka propozycja. Bałem się,
            że jakimiś bitelsami wyjedzie a ja nie lubię stresu więc wysiedliśmy na Placu
            Grunwaldzkim chociaż jechaliśmy na Traugutta.


            Cdn.
            • teddy4 Festung Breslau Part Four 14.10.03, 11:41
              FESTUNG BRESLAU PART FOUR

              Tramwaj zatrzymał się na pętli. Popatrzyliśmy po sobie z Cze bo chociaż byliśmy
              w tym miejscu pierwszy raz w życiu to mieliśmy klasyczne deja vu. Obok końca
              trasy znajdował się bar o nazwie Park a za nim rozpościerała się pusta ulica i
              chociaż świeciło słońce, to na niej panował mrok. To była ta ulica, której
              szukaliśmy. Dziwni byli ludzie, których mijaliśmy po drodze do kamienicy,
              będącej naszym celem. Mieliśmy wrażenie, że wszyscy oni trudnią się jakimiś
              bliżej nieokreślonymi zajęciami. Nie należało sądzić, że ktokolwiek tutaj
              posługuje się lepszymi modelami Siemensa, używa kart kredytowych i zna
              jakikolwiek zespół poza Ich Troje. Chociaż nie, bo na jednej z mijanych bud,
              zamkniętych na cztery spusty, widniała tabliczka SALA PRÓB ROCKOWEGO ZESPOŁU
              OCEAN, KTÓRY TRZY RAZY ZOSTAŁ PUSZCZONY PRZEZ RED. KOSTRZEWĘ. Obok budy uwijał
              się koleś w czapeczce Pizza Hut. Kurczę, Pizza Hut nie boi się tu zapuszczać? A
              może to jakiś muzyk znakomitego (bo puszczonego trzy razy przez Kostrzewę)
              Oceanu?
              TO TEN DOM powiedział Cze. Skrzypiącymi jak DJ Pudło na debiutanckim Skalpelu
              schodami weszliśmy na trzecie piętro. I to mieszkanie też wydało się znajome.
              Ten piec kaflowy po sufit w największym pokoju, ten artystyczny nieład czyli po
              prostu straszny syf i brud everywhere, TED TO TUTAJ KLAUS ZROBIŁ TELEDYSK DO
              JEZU SIĘ JAK CIESZĘ Cze wykrzyczał BIERZEMY TO BO TO KAWAŁ HISTORII POLSKIEGO
              ROCKA NIE MOŻESZ GDZIE INDZIEJ MIESZKAĆ KURWA. Rzadko klął, więc faktycznie
              musiał być pod wrażeniem. Ale to ja tu miałem mieszkać i to z Najgorszą Z Żon,
              a nie z P.O.tejże. CZE MASZ PONOĆ ALERGIĘ NA BAŁAGAN I BRUD rzekłem.
              Za chwilę z kichającym Cze opuściłem miejsce obok końca trasy. Miejsce, którego
              należało się strzec.

              Cdn.
              • teddy4 Festung Breslau - The Final Cut 21.10.03, 23:13
                FESTUNG BRESLAU - THE FINAL CUT

                Dzień się zaczął dziwnie bo poszliśmy na próbę zespołu HURT, na którą zaprosił
                nas wokalista tegoż. Miło byłoby posłuchać chłopaków w przededniu trasy
                koncertowej, no to poszliśmy chociaż Cze się ociągał. Ale ponoć Hurt na tej
                trasie miał „Octopus Garden” grać.
                Weszliśmy, a tam perkusista Hurtu tylko ze znanego mi składu. Na wokalu Maciek,
                ale Balcar a nie Kurowicki. Na gitarze Leszek Cichoński, a na basie Włodek
                Krakus. I goście grają kawałki Hurtu. Lecą „Stare numery” brzmiące jak wczesny
                ZZ Top, „Na skos” przypominający teraz bluesa z delty Mississipi i „Serki
                dietetyczne” utrzymane w konwencji boogie-woogie. O co chodzi? FAJNIE TERAZ
                JEST CO NIE? w przerwie przywitał nas perkusista Dąbrowski Przemysław KUROWICKI
                ODSZEDŁ I CI CO OSTATNIO GRALI W HURCIE TEŻ I NAZWĘ MI ZOSTAWILI. Doprawdy
                dziwne to było. Cze też jakoś nie czuł się przekonany.
                Na szczęście komóra zadzwoniła. PAN SZUKA MIESZKANIA TO JA COŚ MAM brzmiał taki
                nadspodziewanie spokojny głos w słuchawce TO ZAPRASZAM. Pojechaliśmy.
                Mieszkanie miało być w domku z niezależnym wejściem. TATY NIE MA powiedziała
                panna lat około 24-25 o twarzy jakoś znajomej ALE JA PANOM POKAŻĘ. Cze się
                ożywił, bo chyba sobie wyobraził, że pokaże nam panna nie tylko mieszkanie. W
                domu w ogóle jakiś taki inny klimat był. W kącie stała wiolonczela na przykład.
                Zaraz, zaraz – wiolonczela. Kto gra w tym mieście na wiolonczeli? TO MAMY
                wyjaśniła panna, tak sama z siebie. Na ścianie wisiała jakaś basówka. TO TATY
                wyjaśniła panna. TED CHYBA U JANERKI JESTEŚMY wyszeptał podekscytowany Cze.
                BIORĘ powiedziałem do panny. TAK BEZ OGLĄDANIA MIESZKANIA? spytała panna. BEZ
                odparliśmy chórem i hurtem też. Nie spytaliśmy nawet o cenę.
                A na koniec, gdy przyszedł właściciel to Cze zażądał zdjęcia. Szkoda tylko, że
                nie jestem Rosjaninem. Bo wtedy na zdjęciu byliby LECH, CZE(CH) i RUS.


                KONIEC
                • cze67 Re: Festung Breslau - The Final Cut 21.10.03, 23:48
                  To już koniec??? A co się stało dalej ze mną??? Mam tak pozostać w zawieszeniu
                  między Wrocławiem a Gdańskiem? Ja do pracy jutro muszęęęęęęęęęę..............
                  • vulture The Final Cunt??? 22.10.03, 00:15
                    Chyba coś źle przeczytałem.
                    • jack9 Re: The Final Cut??? 22.10.03, 08:39
                      Teddy - świetny odcinek, naprawdę coldowy - z humorem, z klimatem, i z lekkim
                      dołem...
                      • teddy4 Epilog 22.10.03, 23:11
                        EPILOG


                        Od Odry wiało i to tak lodowato jak na pierwszym Sigur Ros. Siedzieliśmy z Cze
                        na ławce i spoglądaliśmy na statki sunące po rzece. Szedł jakiś chłopak. E
                        KOLEGO WYSKOCZ Z PIĄTKI zarzuciłem tekstem. NIE MAM tłumaczył się chłopak. WEŹ
                        NIE ŚWIRUJ MEN NA FLASZKĘ ZBIERAMY Cze dorzucił. Chłopak wyskoczył.
                        To już trzy miesiące odkąd Najgorsza Z Żon wyrzuciła mnie z domu i doniosła do
                        mojej nowej pracy, że ten dyplom MBA co go pokazałem to kupiłem na Bazarze
                        Różyckiego. W tym samym czasie p.o. żony Cze pogoniła Cze w sposób mniej więcej
                        analogiczny, tłumacząc że z tego pisania na forum muzyka to chleba za cholerę
                        (nie tak chciałem napisać, ale też na „ch”wink nie będzie. No i trzeba się było
                        ratować.
                        Jak to się mówi, prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. No i myśmy go
                        poznali, a w zasadzie znaliśmy już go wcześniej. Spotkaliśmy się w Poznaniu bo
                        to połowa drogi pomiędzy Danzig a Breslau. Na dworcu wsiedliśmy do pierwszego
                        pociągu, który przyjechał. A był to pociąg do Szczecina i konduktorem w nim był
                        Miecio.
                        Zamieszkaliśmy u Miecia, który udzielił nam dachu nad głową i swojego sprzętu
                        audio-video. Mogliśmy się katować Sigurem i Kjurem oraz innymi podmiotami
                        wykonawczymi. Czasem nawet Miecio czytał nam swoje wczesne wiersze. Ale na wikt
                        musieliśmy już sami zapracować.
                        Wieczór nadciągał nad Wały Chrobrego. W dole rzeki płynął holownik, a w
                        nieodległej stoczni ktoś właśnie organizował kolejny strajk. Byliśmy głodni,
                        średnio ubrani – ale jednak szczęsliwi.


                        • cze67 Re: Epilog 22.10.03, 23:34
                          Jazu, jak ładnia! Gdybym był kobietą za takie opowiadanie bym Ci się oddał.
                          • cze67 Re: Epilog 22.10.03, 23:37
                            cze67 napisał:

                            > Jazu, jak ładnia!

                            Ale ładnia! Z wrażenia literki mi się przestawiły...
                            A co do oddania, to jakbyś chciał to ostatecznie możemy się dogadać...
                            • teddy4 Re: Epilog 22.10.03, 23:47
                              cze67 napisał:

                              > cze67 napisał:
                              >
                              > > Jazu, jak ładnia!
                              >
                              > Ale ładnia! Z wrażenia literki mi się przestawiły...
                              > A co do oddania, to jakbyś chciał to ostatecznie możemy się dogadać...
                              >
                              Ach Cze, szkoda że nie jesteś kobietą.......
                              • cze67 Re: Epilog 22.10.03, 23:49
                                W tej niezwykłej chwili bardzo tego żałuję. Och, teddy, teddy...
                                • pizmak31 Re: Epilog 23.10.03, 11:44
                                  Wszystko u mamy bedzie, cze, zobaczysz. Powiem wszystko.
                                  • agrafka1 Re: Epilog 30.10.03, 21:23
                                    weźcie coś jeszcze napiszcie, bo w życiu się tak nie uśmiałam. Normalnie nigdy.
                                    • mallina Re: Epilog 30.10.03, 21:59
                                      polecam wiec watek "forumowa telenowela" , jest na Forum Muzykasmile)))
                                      oraz "co red. Leszczynski powinien napisac na 1.04"
                                      to obszerne watki..w sam raz na dlugie jesienne wieczory
                                      • aislinn Re: Epilog 30.10.03, 22:15
                                        oraz wątek : forum muzyka - nie zawsze tu i teraz
                                        • agrafka1 Re: Epilog 30.10.03, 23:57
                                          Dzięki za wskazówki, ale ja znam te wątki, bo czytam forum regularnie. Niemniej
                                          przed chwilą odkurzyłam sobie wątek Co ma red. Leszczyński.... i przez dobrą
                                          godzinę płakaam ze śmiechu. Czy jest jakaś minimalna szansa na zdobycie tej
                                          książki?

                                          pozdrawiam serdecznie.

                                          • mallina Re: Epilog 31.10.03, 00:06
                                            mysle ze trzeby by autorow zapytac -czyli teddego i jaska..
                                            • nikka007 Re: Epilog 31.10.03, 10:53
                                              Jasiek ma parę książek wink
                                          • jasiek666 Re: Epilog 31.10.03, 11:36
                                            agrafka1 napisała:

                                            > Czy jest jakaś minimalna szansa na zdobycie tej
                                            > książki?

                                            pisz na priva do dowolnie wybranego z autorów.
                                            • nikka007 Re: Epilog 31.10.03, 12:03
                                              lepiej niech pisze do Teda smile)
                                              • agrafka1 Re: Epilog 31.10.03, 12:53
                                                Czuję się skołowana: ile mam tych privów wysłać i do kogo? Teda podobno nie ma
                                                już, a jak jest to chyba meble nosi czyli do Jaśka może, co? To piszę.
                                                • nikka007 Re: Epilog 31.10.03, 12:59
                                                  No dobrze. Zgadzam się smile))).Ale nie przysyłaj zdjęcia w minispódniczce smile))))))
                                                  • gregkor Re: Epilog 31.10.03, 13:08
                                                    nikka007 napisała:

                                                    > No dobrze. Zgadzam się smile))).Ale nie przysyłaj zdjęcia w
                                                    minispódniczce smile)))))
                                                    > )

                                                    To co ma przyslac bez spodniczki?
                                                  • nikka007 Re: Epilog 31.10.03, 13:11
                                                    Najlepiej bez spódniczki, w obroży i z gwoździami na rękach a'la Kerry King smile
                                                    BTW- Gregkor, podpadasz. Nie dość,że mi Jaśka upijasz to jeszcze nasyłasz na
                                                    niego jakieś gołe baby smile))))
                                                  • gregkor Re: Epilog 31.10.03, 13:13
                                                    nikka007 napisała:

                                                    > Najlepiej bez spódniczki, w obroży i z gwoździami na rękach a'la Kerry King smile
                                                    > BTW- Gregkor, podpadasz. Nie dość,że mi Jaśka upijasz to jeszcze nasyłasz na
                                                    > niego jakieś gołe baby smile))))

                                                    Jasiu trzym sie..smile))))


                                                    ok obiecuje ze nigdy juz nie bede pil wodki z jasiem.....hmmmm...tzn do konca
                                                    tego tygodania...no tyle moge obiecac..
                                                  • agrafka1 Re: Epilog 31.10.03, 13:20
                                                    Wrrr, żadnych gołych bab nie będzie. Za to będzie wzniośle i czołobitnie. wink)
                                                  • nikka007 Re: Epilog 31.10.03, 13:41
                                                    Lepiej nie bić czołem, bo można sobie kuku zrobić smile))))))
                                                  • teddy4 THE RETURN OF THE P.O. ŻONY 27.12.03, 19:44
                                                    THE RETURN OF THE P.O. ŻONY

                                                    W tym prapolskim Szczecinie to już zimno było w tym grudniu. Wiatr od Odry wiał
                                                    i to lodowaty jak pewien zimnofalowy zespół z Irkucka. Cze patrzył smętnie w
                                                    kierunku mostu na lewo a ja w kierunku mostu na prawo. I nic się poza tym nie
                                                    działo. Nagle zadzwoniła komóra ta co ją skroiłem wczoraj małolatowi co wracał
                                                    ze szkoły. W środku była moja karta sim bom ją przełożył. TED? TU PREZES.
                                                    WRACAJ DO NAS. Okazało się, że Najgorsza Z Żon kłamała i mój dyplom MBA był
                                                    jednak prawdziwy, a nie na Brzeskiej kupiony. To taka zemsta była bo Najgorsza
                                                    to się zazdrosna o P.O. robić zaczęła. Prezes nawijał dalej z tym swoim
                                                    zagranicznym akcentem NATYCHMIAST PRZYJEŻDZAJ BO SYLWESTRA FIRMOWEGO ROBIMY I
                                                    ŻONĘ WEŹ. Najgorszej Z Żon nie wezmę przecież bo jeszcze komuś powie, że w
                                                    poprzedniej firmie miałem kochanki nie tylko we wszystkich działach ale także w
                                                    spółkach-córkach. Ale Cze jest przecież i też nie ma zamiaru do Gdańska już
                                                    wracać. Zatem do Breslau pojechaliśmy razem. W klubie zakładowym prawie się od
                                                    razu zameldowaliśmy bo wcześniej zdizajnowaliśmy się na klasę średnią, taką
                                                    raczej normalną. Cze se nawet sygnet jakiś walnął. Ciekawe skąd go miał? Może
                                                    Mieciowi zwinął? Do prezesa podeszliśmy i Cze przedstawiłem. TO P.O. ŻONY
                                                    rzuciłem. Prezes się uśmiechnął lekko i powiedział MY TOLERANCYJNA FIRMA
                                                    JESTEŚMY I NIE INGERUJEMY W ŻYCIE PRYWATNE NASZYCH PRACOWNIKÓW. Jesteśmy firma
                                                    tolerancyjna, ale czemu moi wąsaci koledzy z pracy patrzą tak na nas dziwnie?
                                                    Ach, tak – nie jemy mięsa przecież. Ale i tak dzisiaj te ich wąsy jakoś
                                                    podejrzanie się skrzą. Może to od tej radości, że TYLE WYZWAŃ NAS CZEKA W
                                                    PRZYSZŁYM ROKU jak prezes powiedział.
                                                    Trzeba jednak coś zrobić, żeby mnie za homo nie brali. Może jakiś mały
                                                    skandalik? PANI JOLU PANI TAK SAMA TAŃCZY TO ZAPRASZAM powiedziałem do pani
                                                    Joli ze sprzedaży. Jakoś po pierwszej wyszliśmy z panią Jolą a Cze z nami,
                                                    chociaż wąsaty inżynier z jakości nie chciał go puścić . Pani Jola po drodze
                                                    została Jolą i wyszła dopiero rano z naszego mieszkania.
                                                    TED PRZELECIAŁEŚ JĄ? Cze zapytał najbardziej obojętnym tonem, jaki u niego
                                                    kiedykolwiek słyszałem. NIE odpowiedziałem. JAK TO DLACZEGO? Cze jakoś nie
                                                    chciał uwierzyć. A ja wtedy usiadłem wygodniej w fotelu, zapaliłem papierosa i
                                                    rzuciłem, modulując swój timbre (czyt. tembr) głosu BO TO CHUDA KOBIETA
                                                    BYŁA......
                                                    TED Cze dalej nawijał DZIĘX. ALE ZA CO DZIĘX? spytałem. TO BYŁ DLA MNIE WAŻNY
                                                    DZIEŃ Cze spoważniał JUŻ WIEM, ŻE MUSZĘ NOSIĆ WĄSY.


                                                    Cdn.
                                                  • teddy4 Re: THE RETURN OF THE P.O. ŻONY - 2 29.12.03, 08:42

                                                    THE RETURN – PART TWO


                                                    Zdziwiłem się trochę, że Cze też rano ze mną wstaje i chwyta za mój gajer. Na
                                                    szczęście wziął ten najgorszy, ale co tam, I do not care, jakby Janne Ahonen
                                                    powiedział. Przez noc wąsy mu trochę urosły i Cze wyglądał teraz jak Małysz
                                                    Adam za lat siedem, osiem.
                                                    IDĘ Z TOBĄ DO FIRMY Cze rzucił. A PO CHOLERĘ? zapytałem. PRACOWAĆ BĘDĘ Cze
                                                    dorzucił. No to przekroczyliśmy bramę, a tu do Cze wszyscy się uśmiechają i
                                                    mówią WITAMY PANA REDAKTORA. Mnie równo zlewają. CZE CO JEST? pytam . ZOSTAŁEM
                                                    SIĘ RZECZNIKIEM PRASOWYM U WAS Cze znakomitą polszczyzną zapodał. ALE JA O
                                                    NICZYM NIE WIEM! wzburzyłem się nieco PRZECIEŻ NIE MOŻNA ZATRUDNIAĆ NAJBLIŻSZEJ
                                                    RODZINY U NAS. Powiedziałem, bo właśnie wydaliśmy takie zarządzenie. TAK Cze
                                                    rzucił ALE ZARZĄDZENIE NR 6374673473 DYREKTORA PERSONALNEGO MÓWI O ŻONACH,
                                                    MĘŻACH, DZIECIACH I SZWAGRACH. NIE MÓWI O P.O. Cze zatriumfował i wąs mu się
                                                    zaskrzył tak samo jak zasłużonym pracownikom naszej firmy. Już sobie
                                                    wyobraziłem jak Cze tworzy w naszej gazetce zakładowej PAN PREZES OTWIERA NOWĄ
                                                    KANCIAPĘ DLA PRACOWNIKÓW WYDZIAŁU PRODUKCJI albo PAN DYREKTOR PERSONALNY ZAWSZE
                                                    ZNAJDUJE CZAS DLA RENCISTÓW I MERYTÓW. Koniec świata. Może jednak powinienem
                                                    coś przedsięwziąć .


                                                    cdn
                                                  • teddy4 Re: THE RETURN OF THE P.O. ŻONY 3 30.12.03, 11:45
                                                    THE RETURN – PART 3

                                                    No i nie było wyjścia. Cze został rzecznikiem i rządził w gazetce zakładowej.
                                                    Wąs rósł mu aż miło. To znaczy miło dla zaawansowanych wiekowo dam z
                                                    księgowości, które uważały że prawdziwy mężczyzna musi mieć wąsy. ACH PAN CZE
                                                    co jakiś czas słychać było na korytarzu. No i Cze chodził cały w skowronkach.
                                                    Ale cała ta sytuacja nie rokowała dobrze jego roli p.o. w moim małżeństwie. Bo
                                                    pewnie się poczuł. Za pewnie. Nie chciał nawet chodzić po bułki do sklepu obok.
                                                    PRACUJĘ PRZECIEŻ mówił w domu nachylony nad moim (!) laptopem IDŹ SAM PRZECIEŻ
                                                    WIDZĘ ŻE NIC NIE ROBISZ. Zaczął w ogóle mnie kontrolować. Sprawdzał moją
                                                    skrzynkę i komórę. ZA DUŻO Z DUPAMI ROZMAWIASZ I ZA DUŻO KORESPONDUJESZ
                                                    zarzucał mi. Stał się gorszy od Najgorszej Z Żon, za którą chyba tęsknić
                                                    zacząłem. Zacząłem sobie przypominać nasze wesele, na którym do tańca grało
                                                    Variete, a Maleńczuk pobił się ze Świetlickim. Tak, to był piękny i radosny
                                                    czas. Ale to uż se vrati , pomyślałem sięgając po wino nabyte na Słowacji. TED
                                                    CO TY SUCHE WINO ZAPODAJESZ? Cze zapytał. JAK TO SUCHE? zdziwiłem się , ale
                                                    rzeczywiście na etykiecie stało napisane że wino suche jest. Ale język
                                                    czechosłowacki bywa dziwny i nagle ni stąd ni zowąd po czesku zacząłem nawijać
                                                    do Cze JA BYM SE CHOTIEL TIEBIE SKAZAT ŻE UŻ JEDNOU HOLKU MAM. Ale potem już po
                                                    polsku gadałem TE TWOJE WĄSY TO MUSI BYĆ JAKIŚ ZNAK. TED ZA DUŻO RAZY
                                                    FILM ‘SAMOTNI” OGLĄDAŁEŚ Cze rzucił nie odrywając bryli od kompa. E TAM
                                                    odparłem. TED CO TY MASZ NA SOBIE? padło nagle CZEMU MASZ STRÓJ HYDRAULIKA?

                                                    Kurwa, idę na chorobowe.


                                                    Cdn.
    • pizmak31 Re: pożycie z p.o. żony - dziennikP.O. ŻONY & 30.12.03, 11:48
      He he he
      • teddy4 THE RETURN OF THE P.O. ŻONY - PART NEXT ONE 31.12.03, 09:45
        THE RETURN - PART 4

        Pani doktór powiedziała, że symuluję i nie chciała mi dać zwolnienia. Poza tym
        i tak uważała, że zrobiła mi łaskę przyjmując mnie bom w innym mieście jest
        zameldowan. Chuj z nią, albo może jednak lepiej niech on będzie ze mną. Cze
        natomiast od razu dostał zwolnienie bo wysypki dostał. Pamiętacie, że miał
        zawsze alergię na bałagan. A odkąd obaj pracowaliśmy to nikt nie sprzątał.
        Trochę spokoju w pracy przynajmniej mieć będę.
        I tak sobie pracowałem spokojnie gdy przyszła pani Zuzanna z tego tam, no,
        marketingu. JA W TEMACIE SAP zarzuciła. Najpierw zastanawiałem się, czy już
        mnie obraziła ale potem se przypomniałem że ten sap to jakieś oprogramowanie
        takie. Taki lepszy eksel czy inne tam badziewie. W CZYMŻESZ WIĘC JA BIEDNY MIŚ
        POMÓC MOGĘ? zapytałem z należytym szacunkiem dla problemu i zasobu ludzkiego,
        który z nim przybył. Pani Zuzanna wypięła dumnie swój najcenniejszy zasób
        czyli pierś, a właściwie piersi obie i zapodała BO JA NIE WIEM CZY MÓJ
        PRZEŁOŻONY WŁAŚCIWIE ROZUMIE O CO CHODZI Z TYM WDRAŻANIEM SAP. Jak przystało
        na profesjonalistę zmarszczyłem czoło i brwi uniosłem w skupieniu. PROSZĘ O
        WSKAZANIE PARADYGMATU JAKIEGOŚ, kurwa, nie wiedziałem że takie słowo znam. BO
        MÓJ PAN DYREKTOR TO MI WCZORAJ POWIEDZIAŁ ŻEBYM PO GODZINACH ZOSTAŁA W CELU
        PRACY NAD SAP NO TO ZOSTAŁAM A POTEM PAN DYREKTOR TO MI RĘCE POŁOŻYŁ O TUTAJ I
        TUTAJ A POTEM ZACZĄŁ STRASZNIE S A P AĆ!
        Pani Zuzanna to na jednym wydechu powiedziała. Spokojnie do damskiego zespołu
        hip hopowego Paręsłów by się załapała . CZY TUTAJ ? zapytałem I TUTAJ RĘCE TEŻ
        PAN DYREKTOR RACZYŁ POŁOŻYĆ? sprawdziłem jeszcze organoleptycznie. TAK TUTAJ
        Pani Zuzanna odparła. NO WIĘC PANI ZUZANNO przemowę rozpocząłem NOWOCZESNE
        METODY ZARZĄDZANIA PRZEDSIĘBIORSTWEM WYMAGAJĄ PODEJŚCIA PROCESOWEGO. JAK PANI
        MOGŁA ZAUWAŻYĆ ZARÓWNO PANI PRZEŁOŻONY JAK I JA TAKIE PODEJŚCIE IMPLENTUJEMY.
        AHA Pani Zuzanna skomentowała. SUGEROWAŁBYM PANI UDZIAŁ W INDYWIDUALNYM
        SZKOLENIU POD MOIM NADZOREM zaproponowałem.
        Tak, trzeba dbać o rozwój pracowników. Zwłaszcza wtedy gdy mają ku temu
        warunki. Cze, ucz się NAJWAŻNIEJSZYM ZASOBEM FIRMY SĄ ZASOBY LUDZKIE!.

        CDN
        • cze67 Re: THE RETURN OF THE P.O. ŻONY - PART NEXT ONE 08.11.04, 22:07
          Nie wytrzymałem, musiałem podciągnąć. Powiedzmy, że w ramach ratowania forum. A
          tak naprawdę to z próżności.
          • szprota Re: THE RETURN OF THE P.O. ŻONY - PART NEXT ONE 09.11.04, 01:38
            wcale się nie dziwię, kurczę, posmarkałam się z radości wink
            macie tego więcej?
            • mallina Re: THE RETURN OF THE P.O. ŻONY - PART NEXT ONE 09.11.04, 01:42
              na forum muzyka, jest telenowela o forum muzyka,zaraz wrzuce, bo kiedys
              tajemniczy nieznajomy zbieral te odcinki w jeden watek
              • mallina linki 09.11.04, 01:50
                tutaj wersja "robocza"

                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=4492169

                a tu "dziela zebrane"

                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=4634377&s=0
                niestety ten juz z archiwumsad
                • teddy4 THE RETURN _ ONCE AGAIN 13.11.04, 12:04
                  Ponieważ naszło mnie natchnieniesmile.

                  THE RETURN – ONCE AGAIN

                  Pracowaliśmy już z Cze rok cały. Zasymilowaliśmy się z otoczeniem i nikt już
                  na nas dziwnie nie patrzył. Polubiły nas nawet związki zawodowe, chociaż takich
                  jak my się nie lubi. I jakiejś dziwnej muzyki słuchamy, i ta dziwna historia z
                  tym p.o. żony. ALE O CO CHODZI? Pytano mnie często na imprezach integracyjnych,
                  na które musieliśmy jeździć.

                  Pewnego dnia jednak przyszło dwóch smutnych gości. Z ABW JESTEŚMY KURWA PAKUJ
                  SIĘ KURWA KURWA tak powiedzieli. ALE O CO CHODZI spytałem.DOWIESZ SIĘ KURWA
                  MAMY KWITY oznajmili. No i zabrali nas, bo i Cze się załapał, chociaż w innej
                  budzie. CO TO JEST? Zapytał taki łysy gość z naszywkami. PŁYTA odpowiedziałem I
                  TO LEGALNA PONIEKĄD. ALE TU JEST MIDNAJT OJL NAPISANE oznajmił łysy z
                  naszywkami CZYLI PÓŁNOCNY OLEJ ZNAM KURWA ANGIELSKI A TU JEST KWIT tak
                  powiedział i kwit z media markt pokazał. ALE GDZIE TU JEST PROBLEM? spytałem.
                  TO PROSTE rzecze łysy PÓŁNOCNY OLEJ TO RAFINERIA GDAŃSKA CZE JEST Z GDAŃSKA A U
                  WAS W FIRMIE JEST DUŻO TAKICH Z WĄSAMI JAK AŁGANOW. MUSIELIŚMY WAS ZATEM
                  ZAMKNĄC BO NA PEWNO TO WY STOICIE ZA AFERĄ ORLENU.

                  Odpadłem z wrażenia. ALE CZEMU NAS RAZEM NIE TRZYMACIE? spytałem. BO MATACZYCIE
                  odparł łysy MAMY WAS NA PODSŁUCHU OD DAWNA. OSTATNIO O MATT DŻONSONIE Z
                  JAKIEGOS DEDE ŻEŚCIE KURWA GADALI. MATACZYCIE I CHUJ łysy był stanowczy.

                  cdn
                  • cze67 Re: THE RETURN _ ONCE AGAIN 13.11.04, 12:53
                    Nie ma nic z rana lepszego jak perlisty śmiech. No to żem się właśnie tak
                    zaśmiał.
                    • humbak Re: THE RETURN _ ONCE AGAIN 13.11.04, 12:59
                      Rewelkasmile Midnajt ojlbig_grin W pierwszej chwili myślałem, że coś o Norwegiismile
                      • cze67 Re: THE RETURN _ ONCE AGAIN - gryps 13.11.04, 13:14
                        Gryps 1
                        Kurcze, jest źle. Przyczepili się do mojego forum. Uważają, że to zakamuflowana
                        skrzynka kontaktowa innych członków grupy przestępczej. Ten wyższy, nerwowy,
                        Kondeja, przyczepił się do mojego wpisu o Pink Freud: Myślisz, k... że na
                        głupiego trafiłeś?!- krzyczał. - Że ja, k... nie wiem, że jest zespół PINK
                        FLOYD a nie Freud, k...!!! Ten, k... Freud, to pewnie wasz jakiś wspólnik w
                        EREFENIE. Już my was wszystkich, k..., wyłapiemy!

                        Dobrze, że nie przyczepił się do yassu.
                        Źle, że wspomniałem, że niedawno słuchałem ballad Wladimira Wysockiego. On
                        myśli, że to nasz kontakt w Rosji.
                        Jest źle, pomóżcie!
                        cze67


                        Genesis
                        • cze67 Re: THE RETURN _ ONCE AGAIN - gryps 13.11.04, 14:29
                          Gryps2

                          Jest bardzo źle. Sprowadzili tłumacza. Powiedział im, że Oasis znaczy oaza.
                          Teraz myślą, że chcieliśmy zwiać z kasą gdzieś na pustynię i mamy kontakty z
                          arabskimi szejkami. Śledztwo, powiedzieli, jest BARDZO, rozwojowe. Znaczy, że
                          posiedzimy co najmniej trzy miesiące.

                          Najbardziej brakuje mi muzyki. Przyślijcie paczkę z "Abbey Road" Beatlesów i
                          składanką Hawkwind. Nie mam na czym słuchać, ale przynajmniej se ponucę. I ze
                          dwie czekolady. Acha i jakieś ciepłe ciuchy, strasznie ciągnie od podłogi.
                          • cze67 Re: THE RETURN _ ONCE AGAIN - gryps 13.11.04, 19:21
                            Greps3

                            Teraz żeśmy się już kompletnie pogrążyli. Funkcjonariusze zauważyli nazwę
                            Killing Joke. Gorączkowo próbuje sobie przypomnieć, czy ktoś kiedyś na forum
                            wspominał utwór Cure'ów "Killing In A Arab"...
                            • cze67 Re: THE RETURN _ ONCE AGAIN - gryps 13.11.04, 19:22
                              Gryps4
                              Chryste, jak się nazywa ta nowa płyta U2???!!! Tam coś z bombą było.
                              • mallina Re: THE RETURN _ ONCE AGAIN - gryps 14.11.04, 02:37
                                Cze zawsze moglo byc gorzej..mogles miec na kompie np mp3 Arab Strabwink)
                                • teddy4 Idziem na współpracę 14.11.04, 21:00
                                  THE RETURN - ONCE AGAIN

                                  Poszlim na współpracę. W końcu spotkałem się z Cze na spacerniaku i tak
                                  ustaliliśmy. POWIEM WSZYSTKO zapodałem łysemu. WIDZIAŁAM ORŁA CIEŃ łysy
                                  otworzył paszczę ze zdziwnenia KASIA STANKIEWICZ TO AŁGANOW TEKST NAPISAŁ TO
                                  TAKI SYGNAŁ BYŁ ŻEBY RUSCY KUPILI ORLEN. Łysemu komputer zaczął się palić.
                                  TERAZ GŁÓWNE KONTAKTY TO COMA, eM I WSZYSCY Z IDOLA ICH MUSICIE POZAMYKAĆ Łysy
                                  zanotował A GRABAŻ TO SOWIECKI AGENT KTÓRY NASZE POLSKIE FARBEN LEHRE WYKOŃCZYŁ
                                  dodałem. TO CO WYPUSCICIE NAS? spytalem.

                                  cdn
                                  • teddy4 Idziem na współpracę - part II 15.11.04, 13:21
                                    Łysy zaproponował układ. Mamy się wkręcić na koncert Pidżamy Porno i zaśpiewać
                                    z Grabażem jedną piosenkę. A wtedy łysy wjedzie ze swoją ekipą i zamknie całe
                                    towarzystwo na scenie. Nas, oczywiście, jako koronnych wypuszczą. I dadzą już
                                    nam spokój oraz po dyskografii bootlegów The Beatles (Cze nalegał, ja mniej).
                                    Problem był tylko z tym, że w zasadzie dlaczego Cze i ja mielibyśmy śpiewać z
                                    Grabażem? Żaden z nas nie jest Muńkiem, Kazikiem, Wojdą Wojciechem ani choćby
                                    Kurowickim Maciejem. Ale jeśli taki Dunin-Wąsowicz (o, to też agent – panie
                                    Łysy)
                                    może śpiewać, to i my chyba też.
                                    Łysy załatwił sponsora dla nas, bo inaczej Grabaż by nas nie wziął. Wchodzimy
                                    więc na scenę. Od razu wiedzielim, że to Pidżama. Rytm niby na 4/4, ale
                                    miejscami na 4,5/4. Nic nie stroi, Grabaż śpiewający bardzo ostatnio modnym w
                                    Polsce, czyli żadnym głosem. Czasem se chłopaki fuzza włączyli. Akordy
                                    zasadniczo c-dur, a-moll, a jak chłopaki barre łapali, to się męczyli jak
                                    Polska z Azerbejdżanem w poprzednich eliminacjach. Właśnie, Azerbejdżanem! Ropa
                                    się znaczy tam jest też. Łysy to zawodowiec, wie co robi. Śpiewamy z
                                    Grabażem „sombadi put samfink to maj drink” i już widzimy jak chłopaki od
                                    Łysego wpadają na scenę. „Ale za co?” pyta Grabaż. „Za fałszowanie dowodów w
                                    sferze wokalnej” odpowiada Łysy.
                                    Grajków z Pidżamy zgarnęli łatwo. Gorzej mieli z tzw. guest stars. „Niezależna
                                    scena to mafia” oznajmił artysta Wojda Wojciech, zapewne chcąc iść na
                                    współpracę. „Znowu będą tylko serki dietetyczne” zadumał się artysta Kurowicki
                                    Maciej. „Ojczyznę trzeba kochać i szanować” pouczał zamykany właśnie w kajdanki
                                    Zygmunt S. A Grabaż, w geście współpracy, pokazał w stronę kulis „A najdłużej
                                    jest tu ten, co ma z tyłu sceny tlen”. Słysząc słowo „tlen” Łysy sprężył się
                                    jeszcze bardziej. Pachniało już aferą paliwowo-tlenową, a to naprawdę było
                                    niebezpieczne. W końcu zza kulis wyprowadzono Kazimierza S.
                                    Patrzyliśmy na to wszystko z Nadzieją, tj. przepraszam, z Cze. Czyżby polski
                                    rock w końcu stał się wolny????


    • gospodarna_i_estetyczna Re: pożycie z p.o. żony - dziennikP.O. ŻONY & 23.01.05, 15:16
      Melduję, że przeczytałam.
      Nie omieszkałam wystosować listu azłel.
      • teddy4 Re: pożycie z p.o. żony - dziennikP.O. ŻONY & 28.02.05, 23:15
        Z P.O. żony w Londynie – Part One

        No więc było tak. Kupiłem z Najgorszą Z żon bilety na koncert kilingdżołk do
        Londynu. I już mieliśmy prawie wsiadać do autobusu, kiedy Najgorsza mi
        oznajmiła „Nie jadę nigdzie kurwa jedź se sam albo z P.O.” P.O. pomyślałem
        więc. Sprawdzony już tyle razy. Był zawsze ze mną we wszystkich trudnych
        chwilach. Pocieszałem go przecież, gdy ktoś sprzed nosa kupił mu przeceniony
        meryljon. I on mnie pocieszał, gdy jedna pani w swoim blogu napisała, że
        przeleciałem ją osiem razy. A kłamała, bo dziewięć. Więc Cze wsiadł w samolot i
        za dwie godziny siedzieliśmy już w autobusie do Londynu. W sumie to mogliśmy
        samolotem od razu do Londynu, ale stwierdziliśmy że se pojedziemy do Londynu
        tak jak chłopaki z Myslovitz na swoim ostatnim dvd. Tylko, że bardziej
        wypasionym autobusem. Gdy już zająłem miejsce przy kiblu, a Cze na schodach
        obok, bo kierowcy trzymali miejsce dla Waldka, który wsiadał „na Olszynie” (tak
        powiedzieli), więc my jako gorsi goście mieliśmy takie właśnie miejsca. A potem
        pani pilotka nas przywitała. Wzięła mikrofon i sprzegając niczym heniek na
        ilektrik lejdiland zapodała w języku quasi polskim „Państwo szanowni serdecznie
        was witam na autobusie firmy globus z Pszczyny miasta jak palić ktoś będzie w
        toalecie to wyrzucimy go od razu tak jak gdy wódkę się będzie pić a piwo nawet
        do londynu to se przyjedziemy ale nie wiemy kiedy bo to jest strajk na kanale
        le mansze miłej życzę podrózy szanownemu pańśtwu przypominam nie o piciu i nie
        o paleniu jakby za uwagę dziękuję ania mam imię takie proszę państwa”. Tutaj
        Ania się wyłączyła i włączyła video. „Macie może Rush w Rio?” nagle ktoś z
        tyłu zapytał. Patrzymy, czy to nie As, ale potem się okazało, że pan z wąsami
        pytał o koncert Jennifer i nie Rush nawet, a Lopez. Chyba w rzeczy samej z Rio.
        Ale i tak pani Ania wiedziała, co zapuścić. Dedejafter zapodała, bo to ponoć
        dobre jest, tak nam powiedziała. Szybko więc usnęliśmy. Dopiero w Londynie nas
        obudzili na tym całym wiktoriakołczstejszyn. „Chłopaki za sto funtów macie
        wpyte dżob na zmywaku” pierwszy rodak na brytyjskiej ziemii nas zaatakował. Cze
        już przeliczał, ile to wierszówek w gazecie, ale odciągnąłem go czym
        prędzej „My tu w TESCO mamy robotę nagraną” zapodałem na odczepnego.
        Opuściliśmy sympatyczny dworzec, podążając w stronę północno-zachodnią,
        rozglądając się za Paulem Simononem, Stevem Jonesem, a nawet ba!, za Richardem
        Ashcroftem.

        cdn
        • cze67 Re: pożycie z p.o. żony - dziennikP.O. ŻONY & 28.02.05, 23:38
          Tak się uśmiałem, że Ci nawet odpuszczę, iż recenzję z kilindżołku nie na moim
          forumie zapodałeś.
          • teddy4 London Calling - Part Two 01.03.05, 16:56
            Poszlim więc do hotelu lejszerin. Tak jakoś blerem zajechało przy nazwie. Na
            zdjęciu w necie były pokoje po zbóju, a tu dali nam klitę 1 metr na 2 funty czy
            jakoś tak. Nie mogliśmy się z Cze wyminąć nawet, chociaż żaden z nas Arnolda S.
            nie przypomina. I jedno łóżko, bo pan z Pakistanu na recepcji nie kumał za
            chuja że Cze to nie jest "łajf" tylko "depiuty łajf". Śniadanie nam dali
            kontinental bufet, tak się nazywało. Dlatego kontinental, bo pani która dała
            nam grzanki szt. 3 i jajko szt. 1 była z Portugalii czyli z kontynentu. No
            chyba dlatego. Potem poszlim na szoping. A właściwie pojechalim busem
            piętrowym. Ale tu z Cze były problems, bo: do pierwszego nie chciał wsiąść
            bo "ted boje sie ten kierowca jak mohamed atta wygląda", do drugiego też
            nie "ted ten drajwer jest czarny i skąd on wie gdzie ma jechać". W końcu
            wsiedliśmy "ted wreszcie jakiś prawdziwy angol za kierownicą". Ale wtedy
            prawdziwy angol przemówił "kurwa spadajcie stąd zasłaniacie mi ja od wczoraj
            jeżdże dopiero po lewej stronie a wy mi kurwa przy lusterku stoicie". W tym
            momencie nasz rodak z trudem zahamował przed jakimś minimorisem,w którym koleś
            o wyglądzie młodego dżonymara zapodawał ze sprzętu The Smiths. Tak, tak "if the
            double-decker bus crashes into us". Zawsze wiedziałem, że to życiowy tekst
            jest. Wysiedlim przed hmv i na półki, a właściwie do koszy, jak nas kiedyś
            mistrz koszingu welczer uczył. No i jest doliparton za funt 99 na ten przykład.
            I jest misplejsd czajdlhud za 3 funciaki 99. Cze wkłada. "Zwariowałeś?" pytam
            więc. Cze rozejrzał się wokoło i wyszeptał : "wiesz ja do tej pory ze starego
            wiskorda C-60, nawet nie stilonu, słuchałem tegoż a to jednakowoż moja ulubiona
            płyta jest więc czemu mam jej sobie nie kupić". Kurczę, czasami trzeba pojechać
            daleko od kraju, by poznać najbardziej skrywane tajemnice swoich najbliższych.
            Bo P.O. to jak rodzina jest przecież.
            cdn
            • martolka :-))))))))))) 01.03.05, 17:28
              zawsze wiedziałam, że w tej anglii to już żadnych tubylców-od-pokoleń nie ma

              > Cze rozejrzał się wokoło i wyszeptał : "wiesz ja do tej pory ze starego
              > wiskorda C-60, nawet nie stilonu, słuchałem tegoż a to jednakowoż moja
              > ulubiona płyta

              big_grin
              • teddy4 London Calling - part 3 01.03.05, 18:32
                Poszliśmy z tego osfordstrit (tomjork ani dżonygrinłud nigdzie się nie
                objawili, a powinni bo oksford to oksford jest i ch....) do tejtmoderngalery,
                bo teraz tam się chodzi. Tręd taki. Chłopaki jebnęli se kiedyś elektrownię nad
                izą czy tamizą i potem nie wiedzieli co robić. Nie tą w batersi, bo tą to nawet
                Cze wiedział że flojdzi wykorzystali na animals. Tylko w sołhwark. No i
                wymyślili, że galerię nowoczesnego badziewia zapodają. Wchodzim i widzim wielką
                halę po turbinach i głośniki po ścianach, z których potępieńcze jęki się
                odzywają. Myślałem, że to jakiś wczesny krzychu (penderecki, wiecie), a tu
                jakiś kolarz dźwiękowy. Kolarz? Lang Czesław? Ch... z tym, se myślę. I idziemy
                zwiedzać wyższe piętra z obrazami i hepeningami. Patrzym, a tu Vulture jest
                napisane. On tu chyba jakąś rzeźbę wystawił. Stoi takie czerwone coś,
                przypomina metalowy i dużawy pojemnik typu segregator śmieci i to z takim
                dziobem jak u sępa. No i Vulture jest na tym napisane. Przekazu się
                dopatrywaliśmy, ale żem go nie znaleźli. Bo to nasz welczer chyba jednak nie
                był.Gdy tak obejrzeliśmy już dwieście obrazów nowoczesnych, tudzież rzeźb, to
                Cze ławkę zauważył i se usiadł i se usnął z tym meryljonem, trzymanym jak skarb
                w łapie. Nie chciałem go budzić. Ale trochę mi się nudziło, to wziąłem kartkę i
                podpisałem. "Paweł Althamer, Cze śpiący i trzymający płytę Marillion kupioną w
                HMV przy Oxford Street za 3,99 funta". Ale się kurwa porobiło. Zaraz jacyś
                znawcy się zlecieli i gadali, że "łot a fakin rielizm". Jeden to chyba był
                profesor jakiegoś ichniego aespe. Aż się Cze obudził i wstał i se poszedł z
                tego wszystkiego. Na drugi dzień w ichniej Wyborczej napisali, że " geniusz z
                polski, paweł althamer, wygenerował rzeźbę o zdumiewającym realiźmie, zdolną do
                autentycznego życia w społeczeństwie coraz bardziej degenerującego się i
                zdehumanizowanego Londynu, która od teraz będzie stanowić głowną atrakcję Tate
                Modern Gallery". Ni chuja, dir sers. Enclosed you will not find a copy of Cze.
                Cze już raczej się nie pojawi w tym miejscu, a od pana Althamera będziemy teraz
                żądać twenty % from ewri ekshibyszyn.
                • teddy4 London Calling - part 4 01.03.05, 19:10
                  Zmierzchało się i na koncert trza było iść. Mieliśmy pewien opór, bo to jakieś
                  szeferds busz impajer miało być. Jako pacyfiści nie mogliśmy wystąpić tam,
                  gdzie Bush. Konflikt wewnętrzny więc się w nas wdarł i musieliśmy przed gigiem
                  znieczulić się piwem w pabie bisajd. No i siedzim tak nad jakimś wynalazkiem
                  angolskiego browarnictwa i słyszym rozmowę gości przy stoliku obok. Nawija taki
                  w furażerce na oczach niemalże do takiego kłasi cygano-araba w kapturze "że też
                  pol musiał właśnie dziś złamać se te rękę". Cygano-arab mówi "kurwa koncert za
                  pół godziny skąd tu weźmiemy basistę która zna cały nasz repertuar i jeszcze go
                  zagra jak trza". "Ty to nie Jaz? zapytał Cze, który jednak coś tam kumał. I
                  wtedy on, którego angielski zatrzymał się na Tony Sheridam With The
                  Beatles,podchodzi do stolika i zapodaje "gud iwning dis gaj ken solw jor
                  problems hi is ikstrimely med abołt jor bend end fakin (powiedział tak) gud
                  łith his bejs". "Cze kocham Cię" pomyślałem "za cholerę bym się nie odważył".
                  "Od jakiego dźwięku zaczyna się Ejtis?" zapytał Geordie. "od fis" rzekłem. "OK,
                  a jaka jest podziałka jest w łintergardens?" "6/4 odparłem". "Dobra masz tu
                  fendera rejwena i dajesz riff sewedż fridom". "ok jaz he is gud"geordie rzekł.
                  Ja pierdolę, kurwa (jakby Marek Kondrat w dniu świra powiedział). W
                  killingdżołk se dziś zagram.

                  cdn
                  • teddy4 London Calling - part 5 02.03.05, 13:54
                    "Dobra Ted masz tu kartke z tym co zagramy" zapodał Jaz. Ręce mi się trzęsły
                    jak cholera, bałem się tylko żeby przypadkiem nie pomyśleli, że zamierzam
                    klangować bo by mnie chyba zabili. Patrzę na kartkę i za cholerę nie mogę sobie
                    przypomnieć jak idzie "arju riciwin?". To ich pierwszy singiel, badziewny na
                    maksa. Trudno, pustą strunę e będę zapodawał, bo to zawsze pasuje i nikt się
                    nie skapuje, że coś nie jest tak. Jaz się zdizajnował na kingadajmonda
                    nieomalże i wytrzeszczył oczy parę razy dla treningu. Techniczni dali mu krzyż
                    do łapy i jedziemy z koksem. Kurwa dużo ludzi nawet. Patrzę, czy nie ma kogoś z
                    Polski, ale trochę ciemno jednak. Cze stoi za moim piecem, bo się najął jako
                    techniczny. Jak zaczęlim "łordans" grać, to zaczęłem se pogować nawet na
                    scenie, ale potem żem se przypomniał że to ja też gram, bo wskoczyłem Geordiemu
                    na fuzza i przez chwilę brzmieliśmy jak dajerstrejts, bom mu go wyłączył. Ale
                    Geordie to spokoziom tylko się uśmiechnął, a ja wróciłem na pozycję. Tłum
                    szalał. Zauważyłem nawet, że jakaś panna pod sceną się na mnie patrzy tak jak
                    alimakbil gdy robertadołnejadżuniora zobaczyła. Jaz darł ryja jak trzeba i
                    nawet mnie poklepał jak się nie walnąłem gdy ten młodziakowaty klawiszowiec
                    krzywo wszedł z początkiem "rekjijem". Gralim tam ze sto minut na luzach. No i
                    po pandemonium Jaz mówi "sękju gut najt" i okazało się, że angole to naród
                    zdyscyplinowany. Jak nie ma bisów to nie ma. Do domu. Chcę już iść do garderoby
                    w celu porokendrolowania z kapelą (wezmą mnie może na stałe co nie), a tu ta
                    panna się zjawia. "Hallo, my name is Yvonne Arrived but you can call me Hope,
                    if you want. I would like to have an interview with you as the new bass player
                    of Killing Joke because I am professional journalist". Tak mniej więcej
                    zapodała. Yvonne Arrived? Hope? Jakoś znajomo to brzmiało. Zastanawiałem się,
                    co odpowiedzieć ale wtedy Cze mnie pociągnął za rękę..... i usłyszałem:
                    "ted to wstyd wypiłeś raptem jedno piwo i od razu kimono zaliczyłeś i jeszcze
                    przez sen coś potwornie bredziłeś chodź już bo zaraz saport kończy grać i ich
                    nie zobaczymy".
                    • ilhan Re: London Calling - part 5 02.03.05, 18:50
                      teddy4 napisał:

                      > "Hallo, my name is Yvonne Arrived but you can call me Hope

                      smile))))

                      Kapitalne.
                      • jack9 Re: London Calling - part 5 02.03.05, 22:32
                        ilhan napisał:

                        > teddy4 napisał:
                        >
                        > > "Hallo, my name is Yvonne Arrived but you can call me Hope
                        >
                        > smile))))
                        >
                        > Kapitalne.

                        Wydało się - snisz o niej...wink
                        a wogóle rewelacja - jeśli nie piszesz zarobkowo to pomyśl o tym.
                        • teddy4 London Calling - part 6 05.03.05, 22:31
                          Cze po koncercie stracił słuch zupełnie. Przycisnęli biedaka do przodów z lewej
                          strony i nie mógł się ruszyć. Więc, jak wracaliśmy do domu z tłumem kiboli
                          tottenhamu w jednym busie, mogłem mu nawet mówić jak bardzo nie lubię meryljon,
                          bo i tak nic nie słyszał. ale w hotelu były znowu problems. znaczy się kartę mi
                          odrzuciło. pieprzone angielskie serwery nie chciały być kompatybilne z moją
                          polską kartą. ni chuja za hotel nie dało się zapłacić. smsa wysłałem do
                          Najgorszej Z Żon, ale ona odpowiedziała "skończyłeś szkolenie z zarządzania
                          sytuacją kryzysową w przedsiębiorstwie w warunkach gospodarki wolnorynkowej w
                          unii europejskiej to se kurwa radź". Aż Cze znowu zaczął słyszeć jak mu nokię
                          pokazałem. "Idziem na zmywak" zapodał po prostu "ja mam tylko pół funta " dodał.
                          Nie będę szedł na żaden zmywak. I wtedy żem se przypomniał ogłoszenie z
                          niumiuzikalikspres. "Niezależny producent szuka wokalisty gitarzysty basisty
                          klawiszowca perkusisty tancerza do zespołu rocka alternatywnego kontrakt
                          podpisany tel podany". Nie było co się czaić. Zadzwonilim. Ja to mogę grać w
                          sumie na wszystkim a Cze to może tańczyć, bo przecież każdy umie to i on też na
                          pewno. Szczęśliwie panna co odebrała na rano nam termin wyznaczyła. Więc bagaże
                          zostawilim w hotelu jako zastaw i pojechalim na interviu połaczone może od razu
                          z jakimś rehersalem czy jak to tu nazywają. Cze ćwiczył taniec po drodze, a ja
                          se akordy c-dur i a-moll przypominałem.

                          cdn
                          • teddy4 London Calling - Part Seven 29.04.05, 10:43
                            Jezu, ilu ich tam było. Spotkaliśmy na tym castingu 50-ciu kolesi wyglądających
                            jak wokalista Darkness. 30-stu Chrisów Martinów (w tym dwóch z dwiema Gwyneth
                            Paltrow). Jak zwykle 15-stu Ashcroftów. Nawet na fali post-interpolowskiej
                            pojawiło się trzech Ianów Curtisów. Ale generalnie przeważały panny w jednym
                            miejscu zwłascza przypominające to, co najlepsze w Jennifer Lopez, bo brytyjki
                            zdaje się tak mają. Pojawili się nawet Steve Rothery i Mark Kelly. Okazało się,
                            że prawdziwi jak najbardziej. Chyba ostatni meryljon faktycznie się źle
                            sprzedaje. "Nie mamy szans" powiedział Cze, gdy już wyszedł z zadumy nad
                            smutnym losem swojego ukochanego bendu. Faktycznie lekko nie było. Ale
                            weszliśmy na casting razem ze Stevem, jedną Jennifer Lopez i jednym
                            Curtisem. "Powiedz nam coś o sobie" powiedzieli do Steve'a. Steve od razu
                            podpiął gitarę do pieca i długie solo chciał grać. Po czwartym dźwięku już nie
                            musiał. Jennifer zafałszowała okrutnie, ale fajnie się poruszała i panom się
                            spodobało. Przeszła dalej. Curtisowi powiedzieli, że za mało Sumnera z New
                            Order przypomina. Mnie skomentowali mniej więcej tak "Pamiętacie Macarenę?
                            Nadałby się chyba na ten target". A potem powiedzieli tak "Jest nam tak
                            naprawdę potrzebny gość o wyglądzie intelektualisty w okularach, który nie umie
                            tańczyć, a myśli że umie". Cze przeszedł dalej.

                            cdn
                            • cze67 Re: London Calling - Part Seven 03.05.05, 18:44
                              Hi,hi,hi,hi,hi...
                              • teddy4 London Calling - Part 8 13.05.05, 11:28
                                Okazało się, że Cze to ma być w ogóle liderem tego zespołu. Ma robić za kogoś
                                takiego jak tańczący Paul Rutherford (tak, tak - panie Cze, RUTHERFORD!) z
                                Frankie Goes To Hollywood skrzyżowany z Bobbym Farrellem (nie mylić absolutnie
                                z Perrym) z Boney M. Cze oficjalnie by śpiewał, ale w rzeczywistości śpiewał by
                                jakiś Ziutek (czyli właściwie Joe) z offu. Nie było pomysłów, by kazać zapuścić
                                wąsy Cze tudzież pomalować go na brązowo pastą do butów.
                                "Potrzebujemy jeszcze dwóch" oznajmił dziwny producent, który się objawił i do
                                którego jedni mówili "TREVOR", a drudzy z szacunkiem "MR. HORN". "Ted on w
                                Yesie śpiewał" Cze oznajmił mi podekscytowany. Jako tłumacz życzliwie
                                przetłumaczyłem pytanie Cze do Mr.Horna :" A jacy niby mają być ci dwaj?".
                                "Well" zaczął Mr. Horn "Jeden to ma być młody, chmurny, gniewny, który uważa że
                                zmieni oblicza rocka a drugi to taki ktoś pomiędzy Ronanem Keatingiem a braćmi
                                Gallagher". "Aha" pomyśleliśmy hurtowo z Cze. Wiedzieliśmy, już do kogo
                                zadzwonić.

                                cdn
                                • teddy4 London Calling - Part 9 13.05.05, 14:19
                                  Zadzwonilim do Warsaw. Jakoś łatwo namówiliśmy naszych forumowych kolegów na
                                  przyjazd. Ilhanowi powiedzieliśmy, że mamy dla niego zaproszenie na "Oasis
                                  Exclusive Show", a Kubasie że "mamy wejściówki na koncert kapeli, o której
                                  jeszcze nikt nie słyszał, a która zmieni oblicze rocka za kilka miesięcy". Nie
                                  powiedzieliśmy, że on też ma zmieniać oblicze rocka jako integralna część
                                  kapeli. Trevor miał już wszystko. Dizajn dla wszystkich (to zawsze jest
                                  najważniejsze). Skład (Cze, Ilhan, Kubasa, i ta laska z tyłkiem jak J-Lo). Miał
                                  kompozycje (chyba swoje nawet). Miał teksty (proponowaliśmy jak prawdziwi
                                  polscy patrioci teksty Jacka Cygana, nie będziemy cytować tego jak skomentował
                                  je Trevor). Było nawet ustalone, że Noel Gallagher zagra solo - bo inaczej
                                  Ilhan nie wejdzie w temat. Kubasa zastrzegł tylko, że pierwsza recenzja ukaże
                                  się na screenagers. Na szczęście. Bo już się obawialiśmy, że postawi warunek,
                                  żeby red. Księżyk zrecenzował bend. A tego nikt by nie zniósł.
                                  Czyli niby mieliśmy wszystko. Piszę mieliśmy, bo w końcu Trevor zgodził się bym
                                  dograł do jednego kawałka ścieżkę na przeszkadzajkach. Czas trwania 4 i pół
                                  sekundy. Ale zawsze. Niby mieliśmy wszystko, ale wtedy Ilhan zapytał "A jak się
                                  mamy właściwie nazywać?". I wtedy Cze zapodał : "CZE CAME FROM LIVERPOLO".
                                  Połączenie Liverpoolu i naszych polskich korzeni okazało się trafione.
                                  Trevor kupił.

                                  cdn

                    • teddy4 Re: London Calling - part 5 23.06.05, 15:47
                      teddy4 napisał:

                      a Cze stał se gdzieś za piecem.....smile))

                      www.killingjoke.com/images/photolibrary/jaz_raven_stage.jpg


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka