Miało byc oczywiście New Wave of British Death Metal, ale się nie zmieściło.
Podczas intensywnej lektury, arcyciekawej dyskusji toczącej się w temacie
soft? metalu, panowie xamel i parsley19 (pisownia oryginalna) poruszyli wątek
tzw. "doom metalu" reprezentowanego swego czasu przez takie fenomenalne
kapele jak Paradise Lost, My Dying Bride, czy Anathema. Pomyślałem iż warto
byłoby się zastanowić (podyskutować?) na ten temat, a konkretnie spróbować
odpowiedzieć na pytanie: co się stało z tymi zespołami i czy droga
artystyczna, którą obrały była słuszna?
TROCHĘ HISTORII:
Pierwszym zespołem death metalowym jaki usłyszałem (czyt. którego kupiłem
sobie piracką kasetę

był Paradise Lost i ich debiutancka płyta "Lost
Paradise". Do dziś nie wiem co mną kierowało przy jej zakupie, jej zawartość
była bowiem cokolwiek nędzna, jakkolwiek zrobiła na mnie kolosalne wrażenie.
Na tyle kolosalne, że zakupiłem ich kolejną kasetę "Gothic". A "Gothic" wbił
mnie totalnie w ziemię. To było po prostu coś niesamowitego... Potężny
growling Holmesa vs. operowy śpiew. Ciężkie, gitarowe riffy, przeplatane z
miękkimi, melodyjnymi motywami granymi przez Mackintosha. I ten fantastyczny
klimat... Potem był średni "Shades of god" (na którym za to znalazł się mój
największy HIT PL "As I die"), aż w końcu nadszedł "ICON". Fenomenalny album,
chociaż stylistyczni (i wokalnie!) oddalający się od wcześniejszego kierunku.
Później moja fascynacja nieco osłabła, chociaż przesłuchałem jeszcze kolejny
album "Draconian times", który już tak bardzo mi się nie podobał (jakkolwiek
słyszałem opinie że to ich najlepszy LP).
Jakiś czas później doznałem lekkiego szoku (nie tak poważnego jak ten, kiedy
dowiedziałem sie, o istnieniu od kilkunastu lat nowego stylu muzycznego -
soft metalu) gdy ujrzałem swych dawnych bohaterów w Depeche-modowskiej
stylistyce w utworze (bodajże) "Host". Wspomniałem czasy spędzone
przy "Gothic", "As I die", czy "Embers fire" i... wyłączyłem TV.
Po czym nadeszło kolejne zaskoczenie !! !! !! Bawiąc niedawno z wizytą u
mojej nastoletniej kuzynki, słuchającej tzw. alternatywnego rocka, znalazłem
u niej CD z mp3kami Paradise Lost. Okazało się że jest ich wielką fanką, z
wiązku z czym wywiązała się między nami dyskusja na temat tego zespołu.
Okazało się że romawiamy o dwóch różnych grupach. Tak jak ja nie mam pojęcia
o "Host", czy o "Believe in nothing", tak dla niej czasy "Shades of god" to
prehistoria i niechlubne początki...
KOLEJNY ZESPÓŁ...
... to My Dying Bride. MDB znam przede wszystkim z płyty "Turn loose the
swans", która została wydana w tym samym czasie co "ICON" PL i która jest
oceniana równie wysoko. Generalnie pisząc o początkach MDB mógłbym powtórzyć
dokładnie wszystko co napisałem powyżej. Niestety nie śledziłem ich dalszych
losów, wiem tylko że (chyba?) nadal istnieją i nagrywają... W każdym bądź
razie MDB wprowadziło zupełnie nową jakość do muzyki, ich utwory miały
unikalny średniowieczny klimat, jako pierwszy zespół metalowy zaprosili do
współpracy flecistę (czy może klarnecistę?) co na połowę lat 90-tych było nie
lada hard-corem
PO TRZECIE:
Anathema. Dla mnie ten zespół przestał niestety istnieć (choć wiem że wielu
się nie zgodzi) po odejściu pierwszego wokalisty Darrena White`a, obdarzonego
potężnym głosem(SIC!). Do dziś lubię posłuchać sobie megaciężkie
"Sweet Tears", czy "Mine is yours to drown in". Jakkolwiek wiem że kapela
święci obecnie triumfy jako kolejna wersja Radiohead. Ale może to i lepiej...
DLACZEGO New Wave of British Death Metal?
Ponieważ wszystkie te zespoły wniosły absolutnie nową jakość do muzyki death
metalowej! Klimat, nowe instrumentarium... Nick Holmes to pierwszy deathowy
wokalista, który zdecydował się na śpiewanie !!! Kapele te zapoczątkowały
nowy nurt i wskazały drogę takim dzisiejszym tuzom jak np. The Gathering.
Szkoda tylko że same odeszły trochę na boczny tor i nie rozdaja już kart jak
kiedyś...
PS: Pierwszym zespołem w którym zaśpiewała wokalistka operowa był
Celtic Frost!!! Celtic Frost FOREVER !!!