Dodaj do ulubionych

Zawód: kompozytor.

14.10.07, 13:38
Przegapiłam tę audycję i bardzo żałuję.
www.polskieradio.pl/dwojka/muzykaklasyczna/artykul17887.html

Ale może tu, na naszym forum ktoś spróbuje odpowiedzieć na pytania:

Dlaczego zostali kompozytorami?
Jakich mają mistrzów?
Gdzie szukają inspiracji?
Co dziś znaczy być kompozytorem?
Czy to zawód czy powołanie?
Wybór czy konieczność?
Jaka jest rola nowych mediów w procesie tworzenia?
Czy klasyczne gatunki, w tym również muzyka sceniczna, operowa,
stanowi jeszcze jakiś punkt odniesienia?

Porozmawiamy?


Obserwuj wątek
    • lohengrin4 Re: Zawód: kompozytor. 14.10.07, 22:01
      > Ale może tu, na naszym forum ktoś spróbuje odpowiedzieć na pytania:

      pewnie by trzeba zapytać kompozytorów; pewno mało ich na tym forum.

      > Dlaczego zostali kompozytorami?

      wiesz co - skoro już mamy się za innych tu wypowiadać wink, to
      odpowiem wg tego co zawsze sobie myślę słysząc takie pytanie,
      niezależnie od tego, czy brzmi ono "dlaczego ktoś został
      kompozytorem" albo innym poetą czy projektantem ogrodów, czy brzmi
      ono "dlaczego ktoś został zamiataczem ulic" albo innym księgowym czy
      pilotem.
      Otóż moja odpowiedź na to pytanie brzmi: ponieważ w tym
      wszechświecie równoległym, w której dane nam było się spotkać, tzn.
      mnie który tu jestem lekarzem, a Ty tym kim jesteś, akurat facet z
      Eisenach o nazwisku J.S.Bach akurat w przedziale czasu, który
      nazywamy latami 1685-1750, też był kompozytorem, a dajmy na to,
      Walenty Nowak handluje ziemniakami i pietruszką w przedziale czasu,
      który określamy mianem roku 2007 - AKURAT TAK zjawiska kwantowe
      pokierowały biegiem zdarzeń.

      Są (i były) wszechświaty równoległe, w których w latach 1685-1750
      J.S. Bach z Eisenach był kupcem, a Telemann grenadierem, są też
      takie, w których nie istnieli - bo ich rodzice zmarli przed ich
      narodzeniem itp. Są rzeczywistości w których ja nie jestem lekarzem,
      a Ciebie nie ma w ogóle i na odwrót...

      Zmierzam do tego, że jak dla mnie to jest i była jedynie sensowna
      odpowiedź na pytanie "dlaczego coś się stało, dlaczego ktoś jest
      taki albo wybrał to a nie tamto" itd.

      Sama zaczynając ten wątek pchnęłaś go na niewątpliwie filozoficzne
      tory, tłumaczenie istnienia pewych rzeczy (osób, zjawisk) tak jak ja
      to zrobiłem, wydaje mi się zatem dopuszczalne, a tak jak
      powiedziałem, jest to dla mnie jedyne do przyjęcia rozwiązanie.
      Ponieważ - nie wierzę w to, by jakakolwiek próba "tłumaczenia"
      zjawiska tak niebywale złożonego, jak powstanie choćby uformowanego
      księgowego czy pilota, była możliwa. W przypadku twórcy, pisarza,
      kompozytora, to już w ogóle niemożliwe.
      Oczywiście, są tacy, którzy podają jakieś motywacje, jakieś
      zdarzenia, które pchnęły ich na taki tor a nie inny. Ale analiza
      tego jest tak naprawdę POZA możliwościami ogarnięcia rozumowego,
      możliwościami samych zainteresownaych, i kogokolwiek innego.
      Nie wierzę, by nawet analizując życie, wypowiedzi i cały kontekst
      związany z F. Chopinem, J.S.Bachem, czy - np. - młodymi
      kompozytorami z cytowanej dwójkowej audycji, dałoby się znaleźć
      motywacje i powody, co do których KTOKOLWIEK mógłby być pewien o
      JAKIEJKOLWIEK słuszności ich rozumienia i roli.

      Inaczej - bardzo wiele podobnych ludzi funkcjonuje w podobnej
      rzeczywistości, ma nawet podobne uzdolnienia, załóżmy:
      kompozytorskie. Dlaczego jeden z nich zostaje kimś o roli Mozarta,
      drugi - po prostu kompozytorem, a cała rzesza w ogóle kompozycją się
      nie para?
      Dlaczego spośród milionów chłopców kopiących piłkę całymi dniami i z
      wychodzi z grubsza podobnie uzdolniona grupa iluś tam tysięcy, ale
      Pele jest jeden, "prawdziwych" piłkarzy dwustu, a reszta (tysiące i
      miliony) nigdy się tym nie będą parać?
      Tylko uzdolnienia i zamiłowanie? Nie - tysiące
      innych, "nieanalizowalnych" czynników ma tu głos.
      Właśnie z powodu tej "nieanalizowalności" tak odpowiadam.

      Zadałaś osiem pytań. To jest niewątpliwie najtrudniejsze. Spróbuję
      zabrać głos w sprawie pozostałych siedmiu pytań.

      Pozdrawiam.
      • arana Re: Zawód: kompozytor. 15.10.07, 13:29
        Lohengrin:
        Sama zaczynając ten wątek pchnęłaś go na niewątpliwie filozoficzne
        tory


        Powtórzyłam pytania ze wskazanej audycji – przyznaję – niektóre
        kontrowersyjne, szczególnie to pierwsze, ale moja motywacja była
        prosta: zwyczajna ciekawość. Sama wybrałam zawód przypadkowo, a
        okazało się, że to znakomity wybór, chyba nawet powołanie. Więc
        zastanowiłam się: czy w przypadku kompozytora to również możliwe?

        A jeśli chodzi o inne pytania. Jestem zwykłą słuchaczką, ale
        zafascynowaną muzyką. Nie tylko klasyczną. Także tą, którą nazywamy
        umownie współczesną. To niezwykłe światy, dla których nie umiem
        znaleźć języka. A chciałabym. Stąd mój wątek i propozycja rozmowy.
        Przyznaję, pytam trochę po omacku, ale jak mawiał taki tam jeden: w
        tym szaleństwie jest metoda! smile

        Na początek chętnie dowiedziałabym się, "czy klasyczne gatunki, w
        tym również muzyka sceniczna, operowa, stanowi jeszcze jakiś punkt
        odniesienia?"

        A jak Ty, Lohengrinie, (ze swoim klasycznym nickiem), widzisz,
        czujesz, świat muzyki współczesnej?


        • lohengrin4 Re: Zawód: kompozytor. 15.10.07, 17:48
          > Powtórzyłam pytania ze wskazanej audycji – przyznaję – niektóre
          > kontrowersyjne

          Ono nie jest kontrowersyjne. Ono jest trudne w specyficzny sposób. W
          taki sposób, który wynika z dojmującej ogólności pewnych rozważań.
          Co jest po śmierci? Dlaczego ktoś został kompozytorem?
          Podobne rozważania w literaturze, filozofii i całej tej sferze tzw.
          humanistycznej zajmują tysiące jeśli nie miliony stron. I ani kroku
          w stronę odpowiedzi. Co nie zmienia faktu, że owe miliony stron i
          myśli mocno wysubtelniły nasze rozumowanie, poszerzyły horyzonty,
          stworzyły pojęcia i koncepcje, konstrukty i metody.


          > Sama wybrałam zawód przypadkowo, a
          > okazało się, że to znakomity wybór, chyba nawet powołanie. Więc
          > zastanowiłam się: czy w przypadku kompozytora to również możliwe?

          Ależ oczywiście. W każdym przypadku jest to MOŻLIWE.
          Nawet przywołując niezbyt lubiane przeze mnie słowo "powołanie".

          > Jestem zwykłą słuchaczką, ale zafascynowaną muzyką. Nie tylko
          > klasyczną. Także tą, którą nazywamy umownie współczesną.

          Ja też jestem zwykłym słuchaczem.
          Pozwól że będę kontynuował moją linię "czepiania się" terminologii-
          mam nadzieję że jest dla Ciebie jasne że to pewnego rodzaju gra i
          styl, a w niczym nie umniejsza to mojej do Ciebie życzliwości smile.

          Dla mnie tak samo umowne jest okreslenie "współczesna" jak
          i "klasyczna". Mam nadzieję że nie muszę tego rozwijać. Powiem
          tylko, że jeżeli określeniem "klasyczny" nie obejmujemy
          stricte "klasycznego"okresu muzyki (czyli, wiadomo, okolice Haydna,
          no bo już przecież nie późny Beethoven), to określenie "klasyczna"
          ma chyba tylko sens jako zastąpienie bardzo niefortunnego
          określenia "poważna" - w sensie, że chcemy komuś powiedzieć, że
          myślimy o Palestrinie, Brahmsie i Szymańskim a nie o Dodzie
          Elektrodzie, Milesie Davisie czy Tangerine Dream.
          W takim rozróżnieniu współczesna muzyka typu Penderecki czy
          Szymański to muzyka klasyczna. Oczywiście okreslenie "klasyczna"
          jest tylko trochę lepsze w stosunku do już całkiem tragicznego
          określenia "poważna".

          > Na początek chętnie dowiedziałabym się, "czy klasyczne gatunki, w
          > tym również muzyka sceniczna, operowa, stanowi jeszcze jakiś punkt
          > odniesienia?"

          dla obecnych kompozytorów?
          Weź Szymańskiego. Odpowiedź gotowa i to wysokiej próby.

          A muzyka operowa? Hm, to dziwna sprawa.
          Ja np. mam z nią kłopot. Tzn. uwielbiam muzykę wielu oper (od
          Monteverdiego do Wagnera i później), ale MUZYKĘ. Cóż, niespecjalnie
          rozumiem teatr. Przy czym rozumiem i nawet fascynują mnie idee - np.
          Wagnera (choć mój nick nie powinien nikogo zmylić, to w sumie
          przypadek, mój świat muzyczny to muzyka dawna), ja nie rozumiem
          teatru jako takiego. Potrafię czerpać wiele z dobrego przedstawienia
          teatralnego, ale kiedy próbuję analizować - co mnie w tym zachwyca,
          dochodzę do wniosku, że estetycznie pociągające PROSTE odwzorowania
          zachowań, stylów mówienia, intonacji, mimik, gestów ze świata
          faktycznego. Gdy włącza się ten kod teatru który polega na
          PRZETWORZENIU tych elementów (przetworzeniu własnie - TEATRALNYM)-
          nie rozumiem tego, nie czuję.

          Nie będę się mógł wypowiedzieć zatem o wpływie klasycznej sztuki
          operowej na całkiem współczesną twórczość operową, bo tej nie znam,
          a dawniejszą nie do końca rozumiem.


          > A jak Ty, Lohengrinie, (ze swoim klasycznym nickiem), widzisz,
          > czujesz, świat muzyki współczesnej?

          To jest świat fascynujący, ale nie jestem w temacie.
          Tzn. bardzo lubię to i owo, ale to są wyjątki, nie mam
          systematycznej wiedzy. Znam to i owo Pendereckiego, Lutosławskiego,
          Weberna, Ligetiego, uwielbiam muzykę organową Messiaena widząc w
          niej kontynuację myśli na linii, dajmy na to, Sweelinck-Buxtehude-
          Bach-Franck, czy coś w tym rodzaju, ostatnio zafascynował mnie
          wspomniany już Szymański, ale to mało - jak widzisz to standardowe
          hasła-ikony współczesności.
          Znacznie mocniej "czuję" przeszłość - jestem z tych, dla których
          Bach jest raczej kresem niż początkiem.








          • arana Re: Zawód: kompozytor. 16.10.07, 19:29
            Dziękuję, Lohengrinie, teraz posłucham sobie muzyki, by usłyszeć to,
            o czym piszesz.

    • eeela Re: Zawód: kompozytor. 17.10.07, 16:12
      Moj partner jest kompozytorem.
      Dlaczego nim zostal? Dziwnie sie ludzkie koleje placza. Jedni daza
      do celu wyznaczonego w wieku lat siedmiu i pol, inni flirtuja z
      przeroznymi ideami przez wiele lat. Jako mroczny nastolatek chcial
      po prostu potrafic grac na roznych instrumentach, wiec poszedl do
      konserwatorium (w Meksyku nie ma nizszych szkol muzycznych, gry na
      instrumentach naucza sie w konserwatoriach). Tam skakal z kwiatka na
      kwiatek, nie mogac zdecydowac sie na swoj ulubiony instrument. W
      zasadzie zupelnie przypadkowo, poczatkowo jako wolny sluchacz,
      zaplatal sie na zajecia z kompozycji. Jego cwiczenia na
      kontrapunkcie zrobily spore wrazenie i nauczyciele namowili go na
      przejscie na kompozycje jako kierunek glowny.
      Gdzie szuka inspiracji? W ludzkim ciele. W kazdym razie jest to mysl
      przewodnia pracy ostatnich lat, i jeszcze przynajmniej dwoch
      nastepnych. Bierze Bogu ducha winnych muzykow, oplatuje ich
      sensorami i kaze grac, poddajac ich uprzednio badz zarazem roznym
      dziwnym zabiegom psychofizycznym.
      Co to znaczy byc kompozytorem? W przypadku mojego kompozytora przede
      wszystkim - strasznie duzo pracowac. Po drugie, strasznie duzo
      jezdzic po swiecie. Po trzecie - strasznie balaganic w domu
      walajacymi sie wszedzie instrumentami, ksiazkami, kserowkami,
      kabelkami i papierem nutowym wink
      Jest to zdecydowanie jego powolanie. Nie potrafi oddzielic zycia
      osobistego od pracy - praca jest mysla przewodnia jego zycia. Czasem
      wygrywa nawet z seksem wink
      • arana Re: Zawód: kompozytor. 18.10.07, 16:04
        Elu, pięknie napisałaś o swoim Kompozytorze!

        Czy mogłabyś rozwinąć ten fragment swojej wypowiedzi:

        Gdzie szuka inspiracji? W ludzkim ciele. W kazdym razie jest to mysl
        przewodnia pracy ostatnich lat, i jeszcze przynajmniej dwoch
        nastepnych. Bierze Bogu ducha winnych muzykow, oplatuje ich
        sensorami i kaze grac, poddajac ich uprzednio badz zarazem roznym
        dziwnym zabiegom psychofizycznym.

        Brzmi to dla mnie bardzo tajemniczo. Uchylisz rąbka?
        • eeela Re: Zawód: kompozytor. 19.10.07, 18:00
          Nie potrafie tego precyzyjnie i naukowo objasnic, bo sama zupelnie sie na tym
          nie wyznaje. Rozumiem tyle, ze sa to eksperymentalne kompozycje skladajace sie z
          wykonania podstawowego plus muzyka kreowana przez ruch miesni i fale mozgu.
          Czujniki, ktorymi oplatane jest cialo muzyka, zamieniaja owe ruchy i fale w
          impulsy elektryczne, ktore, przetworzone przez rozne programy komputerowe, nad
          ktorymi moj kompozytor rowniez pracuje, generuja dzwieki. Powstaje tylko pytanie
          - kto w zasadzie jest autorem calosci utworu? Muzyka podstawowa jest
          skomponowana przez kompozytora. Oprogramowanie jest stworzone przez niego. Do
          pewnego stopnia moze on zaprojektowac odpowiednie sekwencje ruchow miesni. Ale
          emocje uciekaja normalizacji i zapisowi. Niedawno moj kompozytor przeprowadzal
          eksperymenty razem z pania psycholog - muzyk gral utwor, potem wszyscy
          wychodzili, zostawiajac muzyka i pania psycholog samych, pani psycholog za
          pomoca psychologom tylko znanych sztuczek wyciagala z muzyka przerozne emocje,
          radosc, leki, smutek, po czym nagranie odbywalo sie od poczatku. Kto jest
          autorem takiego utworu? Kompozytor, psycholog, muzyk? Luby moj czesto popada w
          tego typu rozwazania w dlugie deszczowe zimowe wieczory przy winie. I nigdy nie
          znajduje pelnej odpowiedzi, ale tez zawsze konczy swoje refleksje stwierdzeniem,
          ze tak naprawde jest to mu obojetne, ze przeciez zawsze tak bylo i jest, ze
          kompozytor tworzy zaledwie baze, na ktorej pozniej pracuja pokolenia wykonawcow
          i interpretatorow, i ze z momentem ukonczenia komponowania utworu i
          udostepnienia go, nic miedzy kompozytorem a dzielem zostaje przerwana - teraz
          dzielo juz do niego nie nalezy, jest calkowicie w gestii innych ludzi.

          Czasem podobaja mi sie jego utwory, czasem nie. Jestem w tym gatunku muzyki
          zupelnie zielona, nie rozumiem zalozen estetycznych, form, struktur. Wychowalam
          sie na harmonii smyczkow u Vivaldiego i nie umiem nad tym przejsc lagodnie do
          wspolczesnych eksperymentow. Ale co na mnie robi naprawde, naprawde ogromne
          wrazenie to to, z jaka pasja moj kompozytor pracuje, jak mimo mlodego wieku i
          krotkiego stazu jest juz ceniony, jak bez chwili zwatpienia i z pelna
          konsekwencja idzie tam, dokad chce. Mna zawsze targaja watpliwosci co do sensu,
          co do moich zdolnosci, co do moich checi w tym, co robie - on nigdy ich nie ma.
          Jest naturalnie zrosniety ze swoja praca, a nie zmaga sie z nia.
      • lohengrin4 Re: Zawód: kompozytor. 19.10.07, 09:11
        > Gdzie szuka inspiracji? W ludzkim ciele. W kazdym razie jest to
        > mysl
        > przewodnia pracy ostatnich lat, i jeszcze przynajmniej dwoch
        > nastepnych. Bierze Bogu ducha winnych muzykow, oplatuje ich
        > sensorami i kaze grac, poddajac ich uprzednio badz zarazem roznym
        > dziwnym zabiegom psychofizycznym.

        Brzmi groźnie, ale także logicznie - poszukiwanie inspiracji przez
        modulację procesów percepcyjnych?
        O ile owe zabiegi psychofizyczne nie polegają na ładowaniu LSD (a
        podejrzewam, że nie wink, to chyba OK?

        > Jest to zdecydowanie jego powolanie. Nie potrafi oddzielic zycia
        > osobistego od pracy - praca jest mysla przewodnia jego zycia.
        > Czasem wygrywa nawet z seksem wink

        Cóż, niemożność oddzielenia pracy od życia to chyba cecha
        autentycznego twórcy - można by zaryzykować tezę, że byłoby czymś
        dziwnym i niespójnym, gdyby autentyczny twórca oddzielał życie
        natchnień i motywacji jego twórczości... W końcu - tworzyć, to jest
        jedna z sytuacji ekstremalnych na tym świecie.
        Co do wygrywania z seksem - nie dziwię się. Sam nie jestem twórcą,
        nie mogę się tak nazwać, ale zdarza mi się coś tworzyć na poziomie
        hiperdyletanckim (na niwie literackiej oraz instrumentów
        klawiszowych). Mogę sobie dzięki temu choć w mikroskopijnym stopniu
        wyobrazić, czym musi być przeżycie prawdziwego tworzenia dla
        prawdziwego, utalentowanego i natchnionego twórcy. Seks- i tak już
        wyjściowo przereklamowany - ma się do tego zapewne nijak wink.


        • eeela Re: Zawód: kompozytor. 19.10.07, 18:09
          Seks- i tak już
          > wyjściowo przereklamowany - ma się do tego zapewne nijak wink.
          >

          Po pierwsze, obawiam sie, ze z opinia o przereklamowaniu seksu ani ja, ani moj
          kompozytor nie jestesmy w stanie sie zgodzic smile

          Po drugie nic nie wiem o orgiastycznym stanie natchnienia - ani tego nie widac,
          ani on nic o tym nie wspomina. Kiedy pracuje, jest po prostu skupiony i
          wciagniety, koncentruje umysl li i jedynie na tym, co robi - ale raczej obce mu
          sa tworcze niebianskie uniesienia. To zupelnie nie tak, nie tak to wyglada, jak
          go widze pracujacego. On nie przezywa uniesien, on po prostu jest tym, co robi.
          Nic w tym mistycznego - to jest po prostu praca, ktora calkowicie pochlania i
          zamyka na reszte swiata.
          • lohengrin4 Re: Zawód: kompozytor. 19.10.07, 21:21
            > Po pierwsze, obawiam sie, ze z opinia o przereklamowaniu seksu ani
            > ja, ani moj kompozytor nie jestesmy w stanie sie zgodzic smile

            To należysz do szczęśliwej mniejszości! A że do mniejszości,
            utwierdza mnie nie tylko lektura socjologicznych artykułów. Spośród
            moich znajomych z grupy, którą znam na tyle blisko, by poruszać bez
            skrępowania te tematy, na autentycznie bardzo zadowoloną z seksu
            wygląda jedna osoba, kilka sporadycznie też akcentowało takie
            zadowolenie. Mi już dawno przeszło, choć stale się łudzę, że
            przejściowo, a i to co było, to hm, niewiele miało wspólnego z
            różnymi literackimi opisami ekstremalnych doznań, wiem że nie jestem
            odosobniony w tych odczuciach.

            > Po drugie nic nie wiem o orgiastycznym stanie natchnienia

            Ale wiesz, w sumie nie to miałem na myśli. Ekstatyczne doznania
            wewnętrzne może nie muszą się wcale uzewnętrzniać. Co więcej,
            zaryzykuję tezę, że te doznania związane z twórczością, mogą mieć
            bardzo silne natężenie, ale są rozłożone w czasie. I może to jest to
            co jest u "Twojego kompozytora" ? Na zewnątrz skupienie i spokój,
            ogarnięcie pracą, wewnątrz, w sumie to samo, ale wzbogacone
            wielogodzinnym, wielodniowym uczuciem ekscytacji, fascynacji,
            ogarnięcia, porwania przez coś. Taki nieco słabszy, za to
            kilkudniowy orgazm. Chociaż, co ja wiem o orgazmach? wink
    • crannmer Drogi do zawodu 17.10.07, 21:32
      arana napisała:

      > Dlaczego zostali kompozytorami?

      Nie jestem w zadnym wypadku kompozytorem, jednakoz slyszalem kiedys opowiesc
      profesora matematyki o jednym ze studentow. Otoz rzeczonemu studentowi brakowalo
      nieco wyobrazni koniecznej w zglebianiu wyczynowej matematyki. Na pytanie, co
      sie z onym studentem stalo, profesor wyjasnil, ze ow student rzucil matematyke,
      a teraz studiuje kompozycje smile

      Prosze obecnych kompozytorow o wyrozumialosc wink

      C.
      And the fun of it will get you
      And the joy of it will fetch you
      • b.a.c.h Re: Drogi do zawodu 18.10.07, 10:33
        crannmer napisał:

        > Nie jestem w zadnym wypadku kompozytorem, jednakoz slyszalem
        kiedys opowiesc
        > profesora matematyki o jednym ze studentow. Otoz rzeczonemu
        studentowi brakowal
        > o
        > nieco wyobrazni koniecznej w zglebianiu wyczynowej matematyki. Na
        pytanie, co
        > sie z onym studentem stalo, profesor wyjasnil, ze ow student
        rzucil matematyke,
        > a teraz studiuje kompozycje smile
        >
        > Prosze obecnych kompozytorow o wyrozumialosc wink

        a imie jego witold l.? wink
        • j1850ej.reszke Re: Drogi do zawodu 13.10.08, 23:39
          Dopiero teraz zauważyłem ten ciekawy wątek. Może warto zaznaczyć,że dawniej
          bardzo często kompozytorzy zajmowali się inną profesją.Borodin był chemikiem i
          pracował jako lekarz. Saint-Saens należał do towarzystw naukowych,zajmował się
          między innymi astronomią. Jarzębski był architektem. To są znane przykłady.
          Dzisiaj w dobie specjalizacji takich sytuacji,chyba raczej nie za wiele. Może
          jednak....?
          • kanarek2 Re: Drogi do zawodu 14.10.08, 00:21
            1. b.a.c.h.: Witold zrezygnował z matematyki zrozumiawszy że dzień ma 24
            godziny, a w nim tkwi potencjał kompozytorski. Więc raczej mowa o kim innym.

            2. Jerzy, bardzo ciekawa obserwacja! Czasy się zmieniają, i aktorów traktuje się
            lepiej niż za Szekspira, i kompozytorów lepiej niż Haydna, i Dvorak nie musi się
            targować o zapłatę używając argumentu o tym że 'ziemniaki w tym roku słabo
            obrodziły'.

            k.
          • dobiasz Re: Drogi do zawodu 14.10.08, 09:18
            j1850ej.reszke napisał:

            > Dopiero teraz zauważyłem ten ciekawy wątek. Może warto zaznaczyć,że dawniej
            > bardzo często kompozytorzy zajmowali się inną profesją.Borodin był chemikiem i
            > pracował jako lekarz. Saint-Saens należał do towarzystw naukowych,zajmował się
            > między innymi astronomią. Jarzębski był architektem. To są znane przykłady.
            > Dzisiaj w dobie specjalizacji takich sytuacji,chyba raczej nie za wiele. Może
            > jednak....?

            Pan Piotr Drożdżewski z PWr jest chemikiem i kompozytorem.
            • arana Re: Drogi do zawodu 14.10.08, 16:06
              dobiasz napisał:
              > Pan Piotr Drożdżewski z PWr jest chemikiem i kompozytorem.

              Hm… tu nasuwa się pytanie: co jest zawodem, a co „kolorem oczu”
              A przy okazji historyjka przeczytana na blogu p. Szwarcman.
              szwarcman.blog.polityka.pl/?p=221
    • onufry_z_oddali Re: Zawód: kompozytor. 14.10.08, 09:41
      Oto fragmenty wypowiedzi Takemitsu, omawianego bardziej szczegolowo
      w innym watku:

      Despite his almost complete lack of musical training, and taking
      inspiration from what little Western music he had heard, Takemitsu
      began to compose in earnest at the age of 16: "[...]I began
      [writing] music attracted to music itself as one human being. Being
      in music I found my raison d'être as a man. After the war, music was
      the only thing. Choosing to be in music clarified my identity."

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka