Wreszcie nabyłem

)) I jest to zakup jak najbardziej udany. To nie jest już
Anthrax z lat 80. Panowie dalej grają to co zaczęli po reorganizacji składu.
Dalej jest mi ciężko przekonać się do śpiewu Johna Busha ale w jakiś sposób
pasuje do całokształtu osiągnięć i dokonań

)) Pojawiły się wcześniej głosy
na forum, że jest to płyta nijaka. Muszę się z tym nie zgodić. Pozwolę sobie
na porównanie do ostatniej Pantery. Też nie wymyślili prochu ale słucha się
tego dobrze i dokładnie tak samo jest w przypadku najnowszego albumu Anthrax.
Sprawnie zagrane i nagrane (no może gitary powinny brzmieć trochę potężniej
ale to już moje zboczenie). Nie ma jakiś strasznych wpadek ani hiciorów.
Płytka jest dosyć równa. MOże poza... piosenką???, utworem??? numer
12 "Crash". Nie za bardzo wiem jak się do tego odnieść i dlatego traktuję to
w ramach żartu. Mamy jeszcze możliwość posłuchanie piosenki "Safe home" w
dwóch odsłonach, metalowej i akustycznej. Cóż, ostrzejsza wersja jest dużo
lepsza

)) Na koniec jeszcze cover Ramones.
Jeśli ktoś nie polubił "Stomp 442" to raczej nie powinien zabierać się za tę
płytę.
P.S.
Jeśli to co jest na zdjęciach we wkładce podpisane jako Charlie Benante to
prawda to niedługo Anthrax będzie mógł zagrać w kolejnej części "Boskiego
żigolo". <jeb>