karczma2003
08.09.03, 17:47
Placebo, Warszawa 6.09.2003
I. Fani walczyli i wywalczyli
Był to dzień na który czekało w Polsce tysiące fanów magicznej, niezwykle
energetycznej formacji kryjącej się pod nazwą Placebo. Jeszcze na początku
tego roku rozpaczliwie proszono agencje koncertowe o zorganizowanie koncertu
Placebo w Polsce. Było z tym sporo zamieszania, informacja o koncercie w
Polsce pojawiła się na oficjalnej witrynie zespołu, natychmiast została
podana w polskich mediach, ale kilka godzin później informacji o Polsce nie
było już na stronie zespołu. Fani czekali z nadzieją, że Polska wróci do
terminarza koncertów Placebo i zespół na którego punkcie część Polski
oszalała, wkrótce odwiedzi nasz kraj. Niecały tydzień później koncert został
potwierdzony, a Polska wróciła już na stale do planów koncertowych zespołu.
Dzięki temu troje ludzi po raz drugi w Polsce mogło dziś pokazać na co ich
stać. Zgromadzili dwa razy więcej fanów niż poprzednim razem w 2001 roku w
Stodole!
II. Przed, czyli szminki, makijaż i żółte kamizelki
Przestrzeń przed hala warszawskiego Torwaru już od godzin wczesno-
popoludniowych zapełniała się pacjentami chętnymi do przyjęcia tabletki z
napisem Placebo. Na parkingu samochody z różnych odległych stron Polski,
Poznania, Gdańska, Elbląga, Krakowa, na ulicach wielu facetów z ostrymi
makijażami kierujący się do hali. Klimat jak widać niezwykły! Tuż przed
koncertem zostaliśmy zaczepieni przez młodego chłopca, który prosił każda
przechodzącą osobę o pożyczenie szminki oraz zrobienie nią makijażu. Niestety
nie posiadaliśmy jej, więc nie mogliśmy mu pomoc. Mijani przez Panów w
żółtych kamizelkach oraz facetów zdizajnowanych na wzór Briana czekaliśmy na,
jak się później okazało, wydarzenie roku.
III. Tosteer obowiązkową pigułką
Po godzinnym oczekiwaniu weszliśmy wreszcie na miejsce wydarzenia. Z chwilą
wejścia pod scenę dawało się odczuć ten niepowtarzalny, wyjątkowy klimat,
skupiający fanów z całej Polski i nie tylko. Kiedy wszyscy chętni weszli już
na Torwar, czyli około godziny 20 na scenę weszła grupa Tosteer z Lodzi,
która zaskoczenia, jak się spodziewano nie przyniosła. Słuchając miało się
wrażenie, ze grają cały czas jeden utwór. Niektórzy zgromadzeni tez nie byli
do końca zadowoleni z wyboru supportu, o czym mogą służyć
okrzyki: „spierdalać”, „do domu” itp. Jednak wszyscy niestety musieli przejść
przez maszynkę pod nazwa Tosteer, by później moc zażyć pigułkę Placebo.
Tosteer zszedł ze sceny, a spora ekipa technicznych natychmiast zaczęła
ustawiać sprzęt na scenie.
IV. Myszka Doktora Molko
Jest godzina 21:00, nagle światła, jedno po drugim gasną, do naszych uszu
dobiega outro „Special Needs” i na scenę wbiegają sprawcy całego zamieszania,
czyli ubrany w białą, obcisła bluzkę z myszka Miki Brian Molko, basista
Stefan Olsdal i zasiadający na miejscu perkusisty Steve Hewitt. Zaczynają
niezwykle energetycznie, gitarowo i instrumentalnie „Bulletproof Cupid”,
czyli dokładnie tak jak zaczyna się „Sleeping With Ghost”. Od tego momentu
zaczyna się szaleństwo. Następnie doktor Molko podał fanom do spożycia „This
Picture”, czyli najnowszy singiel grupy.
V. See You At The Bitter End
Pierwsze dźwięki „The Bitter End”, doskonale poznane przez fanów natychmiast
wprawiły ich w jeszcze większy amok, zaobserwowano tym samym szał na płycie
Torwaru, a utwór od początku do końca został wyśpiewany przez tysiące fanów.
Każdy utwór, o czym może nie wiecie, był wokalnie wspomagany przez młodego
człowieka płci męskiej, który stał przede mną traktował swoją prawą rękę jako
mikrofon i do niej wyśpiewywał łącznie z Brianem tekst każdej (!) piosenki,
już wiadomo dlaczego wokół niego zrobił się pewien odstep, jakiś 1 metr J
VI. Pieprzyć wojnę!
Jak można się było spodziewać Brian wyraził swoje zdanie na temat wojny w
Iraku zmieniając tekst jednej z piosenek. Nagle, gdy Brian pokazał środkowy
palec zrobiło to samo tysiące fanów, solidaryzując się z nim i wykazując tym
samym swoją dezaprobatę.
VII. Transowo, elektronicznie, letnie, deszczowo
Nie dając odpocząć charakterystyczna perkusja wprowadziła nas do „English
Summer Rain”, brzmiącego znacznie bardziej transowo, elektronicznie niż na
płycie. Następnie zaserwowano nieco „spokojniejsze” kawałki “I'll Be
Yours”, “Sleeping With Ghosts” oraz “Special Needs”. Od tej chwili załoga
Molko odeszła na chwile od ostatniego albumu, grając „Every You, Every
Me”, „Without You I’m Nothing”, „Special K”, „Slave To The Wage” oraz „Black
Eyed”.
VIII. Harmonijkowy show Briana w pozycji leżącej
W trakcie usłyszeliśmy jeszcze „Protect Me From What I Want”, gdzie Brian
pozbył się na chwile gitary, skakał i tańczył jak oszalały, a na koniec nie
przestając szaleć zaserwował solo na harmonijce, sam kończąc utwór w pozycji
leżącej z harmonijka w ustach. Oczywiście przy takiej publicznosci nie moglo
obyc się bez bisow, których domagali się pacjenci, wiec doktorzy
interweniowali. Jako pierwszy kawałek podali „Taste In Men”, przy którym swój
czas na popis miał Steve, wykonujący powolny taniec erotyczny na wzmacniaczu.
Brian zapowiedział, że teraz będzie piosenka o niczym, bzdury bez sensu,
czyli „Pure Morning”, a ze zdaniem Briana sprzeczać się nie będziemy J
IX. Najpiękniejszy moment/koniec wieczoru
Potem utwór, który nie specjalnie robił na mnie wrażenie na płycie,
czyli „Centerfold”, ale tutaj na Torwarze był to chyba najpiękniejszy moment
tego wyjątkowego wieczoru. Następnie zagrali „Teenage Angst” i przeszli do
jedynej piosenki nie ich autorstwa, chodzi tutaj o mistrzowskie
wykonanie „Where Is My Mind” z repertuaru grupy The Pixies. To był niestety
już koniec wieczoru na żywo z Placebo, warto żyć, żeby móc uczestniczyć w
takim wydarzeniu..
Autor: Kamil Karczmarczuk
karczma@cytryna.net