Dodaj do ulubionych

DIDO "Life For Rent" - recenzja

15.10.03, 18:17
Dido to obrzydliwie wyjąca baba z głosem pijanego kaszalota. Jej pierwszy
album kupiła strasznie duża ilość osób, co świadczy o znacznym przyroście
głuchoniemych, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii. W tym roku to nieszczęście
wydało drugi album, „Life For Rent”. Zdjęcie na okładce nie nastraja
optymistycznie – pijana panna próbuje złapać pion po weselu u ciotki na wsi.
No, ale dobrze – trzeba włączyć to świństwo, bo aż ciekawość człowieka zżera.
W końcu warto się dowiedzieć, czym się tak podniecają miliony ludzi na całym
świecie.

Zaczyna się od „White Flag”, które wybrano na singiel, mający w zamierzeniu
skłonienie ludzi do nabycia tego chłamu. W zasadzie wszystko jedno, co
wyjdzie na singlu, bo wszystkie kawałki są porównywalne pod względem
beznadziejności. Piosenkarzyna krztusi się od początkowych taktów i aż
przerażenie ogarnia, co się stanie, gdy każą jej to śpiewać na żywo.
Następny na płycie „Stoned”, zgodnie z tytułem, da się wysłuchać w całości
chyba tylko w stanie totalnego naprania. Odgłosy betoniarki i przekrzykującej
ją pijanej baby to mniej więcej zawartość tego utworu. Piosenka tytułowa to
typowe dla Dido marudzenie – gdyby odjąć syntezator pozostałyby zbolałe jęki
staruszki pod kościołem.
Czwarty kawałek, „Mary’s In India” być może powinien nosić tytuł „Dido Should
Go To India And Stay There Forever, And Never Come Back.” Smędzenie
akustycznej gitary i duszenie się do mikrofonu nieszczęsnej wokalistki robią
wyjątkowo przykre wrażenie. Nie lepiej jest przy „See You When You’re 40”,
którego słowa starają się być nadzwyczaj mądre i ponadczasowe, a brzmią jak
rymowanka zerówkowicza, który się niechcący nawąchał kleju biurowego podczas
robienia wyklejanek z papieru kolorowego. Poza tym ktoś zapomniał dopisać w
tym utworze melodii i zrobić aranżacji, dlatego każdy muzyk gra po swojemu.
Najzabawniejszy moment to ten, w którym wokalistka nie wyciąga ostatniej
frazy – nawet w studiu nie udało się tego zatuszować.
Gdyby nie numeracja utworów na płycie, mógłby zaistnieć problem przy
odróżnieniu od „See you...” następnego na płycie „Don’t Leave Home”, który
jednak posiada refren, mogący służyć do nawoływania krów na pastwisku. A Dido
rzeczywiście można poprosić, żeby nie opuszczała domu, a przede wszystkim
żeby nie wchodziła do studia. Następne „Who Makes You Feel” to elektroniczny
bełkot, coś jakby połączenie zapętlonych dźwięków orkiestry i Murzyna z
czkawką. Na tym wszystkim anielski głos Dido odstrasza wszystkie karaluchy w
promieniu kilometra. Niewiele więcej dzieje się w „Sand In My Shoes”, w
którym znów gitara akustyczna marudzi na tle prymitywnej elektroniki,
przeradzającej się w radosne umpa umpa. Wprawdzie tekst nie jest radosny, bo
artyścina coś tam histeryzuje, że tęskni, ale mogłaby zatęsknić za
laryngologiem i kimś kto jej ustawi głos. Albo lepiej, spowoduje jego zanik
do reszty.
Interesujące podejście Dido do interpretacji muzyki objawia się w „You Have A
Little Time”, gdzie ułomność głosowa wokalistki sprawia wrażenie ataku astmy.
Wsadzając sobie do ust rurę wydechową Syrenki, a następnie próbując
zaśpiewać „Aidę” można osiągnąć podobny efekt. Cudowne rzeczy dzieją na tej
płycie.
Ostatni (uff) na tej kupie gnoju utwór, „This Land Is Mine” zdradza słabość
Dido do tandetnych melodyjek, rodem z reklam tamponów lub czekoladek (po
wysłuchaniu całego albumu przestaje się odróżniać pewne elementy
rzeczywistości). Zawodzenie wokalistki informuje słuchaczy, że to, co na
pierwszej płycie można było uznać za pomyłkę wynikającą ze zbyt wielkiego
pośpiechu przy nagrywaniu, na drugiej okazało się stylem, który Dido będzie
udanie kontynuowała na następnych stu dziesięciu płytach.

Aha, po utworze jedenastym następuje jeszcze jeden, tak zwany „bonus track”.
Myślałem, że bonus to coś, co się dostaje w prezencie niby, jako atrakcję,
czy co...

Tu jest gwiazdka *
smile
Obserwuj wątek
    • jack9 Re: DIDO "Life For Rent" - recenzja 15.10.03, 19:16
      Ten pajac jest chyba ślepy - nie wspomiał o urodzie Dido...
      • mallina Re: DIDO "Life For Rent" - recenzja 15.10.03, 19:21
        a od sluchania plyt Krajewskiego itp i na sluch cos siadlo Pajacowi..
        • Gość: agrafka Re: DIDO "Life For Rent" - recenzja IP: *.czestochowa.sdi.tpnet.pl 15.10.03, 21:08
          Kiedyś ten jak się zwał "forumowy pajac" to był naprawdę zabawny, ale i przede
          wszystkim ciekawy facet. A teraz to już chyba tylko zjadanie swojego ogona.
          Szkoda.
          • Gość: bomba w torcie Re: DIDO "Life For Rent" - recenzja IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.10.03, 21:14
            Dajdo to taka sobie piosenkara. W piosence fejtles jeje głos pasuje jednak
            zajebiscie. Świetny kawałek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka