Dodaj do ulubionych

Bob Dylan "Desolation row" (Part two)

IP: *.rasserver.net 15.12.03, 04:13
Szannownny Pannie Mannie,

W tym tekscie nie ma zadnych ukrytych zanczen czy tez aluzji (w
przeciwienstwie do "American Pie" Dona McLean'a). Znalazlem na
internecie kilka artykulow i nawet rozpraw naukowych profesorow
z powaznych uniwersytetow na ten temat, i wiekszosc jest zgodna
ze ten utwor jest wierszem surrealistycznym lub dadaistycznym.
Tak jak jakis obraz Salwadora Dali. Nie ma glebokich znaczen,
tylko lancuch wolnych skojarzen.

A nawiasem termin "loser" mozna przetlumaczyc jako "frajer"

3m sie,

Jajacek
Obserwuj wątek
    • ahena Re: Bob Dylan 15.12.03, 10:59
    • ahena Re: Bob Dylan 15.12.03, 10:59
    • Gość: Petrus Re: Bob Dylan IP: *.siedlce.cvx.ppp.tpnet.pl 16.12.03, 19:44
      Pierwsze słyszę, by ktoś miał patent na interpretację poezji.
      Jednym z jej uroków powinna być przecież wieloznaczność. Zaś
      ustosunkowując się do uwagi na temat tłumaczenia wyrazu "loser":
      w przeciwieństwie do "frajera", "loser" nie musi mieć
      pejoratywnego zabarwienia. Czasem tłumaczy się jako
      "nieudacznik", w tym przypadku występuje jednak identyczny problem.
      • Gość: Przemek Re: Bob Dylan IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 17.12.03, 22:54
        Gość portalu: Petrus napisał(a):

        > Pierwsze słyszę, by ktoś miał patent na interpretację poezji.
        > Jednym z jej uroków powinna być przecież wieloznaczność.
        (...)
        Zgoda na wieloznaczność. Z drugiej strony - jesli nawet autor
        odmawia wyjaśnień, skąd wiadomo, że to nie bełkot?
        • Gość: Petrus Re: Bob Dylan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.12.03, 22:51
          > Z drugiej strony - jesli nawet autor
          > odmawia wyjaśnień, skąd wiadomo, że to nie bełkot?

          Nigdy nie wiadomo, to zależy od interpretacji słuchacza, jego
          wyobraźni i pomysłowości. Osób uznających np. "Stairway to
          Heaven" LZ za najwyższych lotów poezję jest pewnie tyle samo co
          uznających to za bełkot Planta pod wpływem haszyszu. Nie mnie ich
          rozsądzać.
          PS. Mimo wszystko nie chciałbym, aby autor za wiele wyjaśniał i
          narzucał w ten sposób jakąś interpretację - przyjęło się (i chyba
          dobrze), że poeci nie powinni wyjaśniać swoich wierszy...
          • Gość: baldrick Desolation Raw part 1 & 2 ultimate version:) IP: 172.20.6.* 25.02.04, 17:46
            Tutaj kupisz pocztówki z wisielcem
            I świeży paszport na nazwisko Brown
            W salonie piękności marynarskie gęby
            Cyrk znów zaprasza was
            Oto więc niewidomy urzędnik,
            Wprowadzono go w trans
            Jedną ręką, z linoskoczkiem związany
            A drugą, w spodniach ma
            Oddział specjalny się niecierpliwi
            Chce swą obecność zaznaczyć
            Jak Lady i ja, i wieczór nasz
            Przy Ulicy Rozpaczy

            Kopciuszek, jakby się pozbył trosk
            ”Dwojga trzeba, by się spotkać”, śpiewa
            I wsuwa ręce do tylnych kieszeni
            Betty Davies jedna!
            Przechodzi Romeo i zawodzi
            "Chcę wierzyć, że należysz do mnie”
            Ktoś mówi,"Chyba żeś się bracie zgubił
            Lepiej stąd odejdź".
            I gdy ucichł dźwięk karetek
            Słychać tylko pośród nocy
            Jak Kopciuszek zamiata
            Ulicę Rozpaczy.

            Księżyc już się schował prawie
            Gwiazdy zaczynają znikać
            Nawet stara wróżka
            Wszystko ma do ukrycia.
            Oprócz Kaina oraz Abla
            I dzwonnika z Notre Dame
            Wszyscy miłość uprawiają
            Lub liczą na deszcz
            Dobry Samarytanin szykuje
            Na wieczorny show swe szaty,
            Bo karnawał się zaczyna
            Na Ulicy Rozpaczy.

            A, Ofelia, tam pod oknem
            Ona mój niepokój budzi.
            Wciąż jest starą panną
            Choć na torcie już dwie dwójki
            Śmierć dla niej ma dziwny urok
            Ubrana w żelazne wdzianko
            Jej zawodem jest jej religia
            Jej grzechem, życie w letargu
            I choć oczy ma utkwione
            W tęczę, w którą Noe patrzył
            Przecież ciągle tu przychodzi
            Na Ulicę Rozpaczy.

            Einstein w przebraniu Robin Hooda
            Ze wspomnieniami w kołczanie
            Szedł tędy przed godziną
            Z mnichem, zawistnym kompanem
            Doprawdy, wygląd miał żałosny
            Gdy żebrał o papierosa,
            Po czym poszedł, w pół zgarbiony
            Mrucząc A do Z pod nosem
            Chwili byś mu nie poświęcił
            Chociaż niegdyś wiele znaczył
            Grał na elektrycznych skrzypcach
            Na Ulicy Rozpaczy.

            Doktor Paskud swój świat cały
            Nosi w suspensorium
            Wszystkie brzydkie pacjentki
            Próbują go wykończyć
            Siostra Nikt, pomoc doktora
            Pilnuje schowka na cyjanek
            I kart pacjentów z napisem
            "Zmiłuj się nad nim, Panie”
            I wszyscy grają na gwizdkach,
            By to usłyszeć, wystarczy
            Wychylić się odpowiednio
            Z Ulicy Rozpaczy.

            Ulice strojne w transparenty
            Ludzie szykują się na święto
            A Upiór z Opery
            Całkiem podobny do księdza
            Łyżką karmią Casanovę
            By wstał z nowymi siłami
            Potem zabiją go pewnością siebie
            Wcześniej otrują słowami.
            A Upiór krzyczy do podlotków
            "Spadać stąd, niech wam to starczy
            Że kara spotyka Casanovę, bo szedł
            Na Ulicę Rozpaczy .

            W środku nocy, z agentów
            I nadludzi szwadrony
            Zgarniają wszystkich, którzy
            Wiedzą więcej niż oni
            Prowadzą ich do fabryki
            Gdzie sprzęt do zawałów serca
            Zakładają im na ramiona
            A trzymany w twierdzach
            Łatwopalny olej, zwożą
            Naganiacze od polis
            I pilnują, aby nikt się nie schronił
            Na Ulicy Rozpaczy.

            Chwała Neptunowi Nerona
            Titanic o świcie wypłynie
            A wszyscy krzyczą do siebie
            "Po której jesteś stronie?".
            Ezra Pound i T.S. Eliot
            Walczą na mostku kapitańskim.
            Drwią z nich śpiewacy calypso
            A rybacy trzymają kwiaty
            Pomiędzy oknami morza
            W którym syreny tańczą
            I nikt się nie przejmuje
            Ulicą Rozpaczy.

            Tak, dostałem twój list wczoraj
            (wtedy się klamka zepsuła)
            Kiedy pytasz jak mi idzie
            To, rozumiem, że żartujesz
            Wszystkich tych, o których piszesz
            Znam, w szarości giną
            Twarze im musiałem zmienić
            I poszukać nowych imion.
            Teraz ciężko mi się czyta
            Więc już do mnie nie pisz raczej
            Chyba, że mi listy wyślesz
            Z Ulicy Rozpaczy


            Próba pogodzenia treści z formąsmile Udana?
            • Gość: martha Re: Desolation Raw part 1 & 2 ultimate versio IP: *.spray.net.pl / *.spray.net.pl 03.05.04, 13:26
              myśle, ze wyjatkową dzieciniadą jest próba podrobienia P. Manna. Zgadzam się z
              opinią Yen- brakuje Ci tej nutki poezji. dodam też własną: generalizujesz. masz
              przekład wybitnie nieponadczasowy.
              • Gość: baldrick Re: Desolation Raw part 1 & 2 ultimate versi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.05.04, 19:14
                Po tak miażdżącej krytyce, przy życiu trzyma mnie jedynie pocieszająca myśl,
                że - pomijając inne drobiazgi - w przeciwieństwie do niedoścignionego Pana
                Manna (w tym miejscu: należny respekt) wiem o jaką "czapeczkę" chodzi w
                wyrażeniu "leather cup"smilei dlaczego w związku z tym nazwisko doktora na pewno
                nie tłumaczy się jako 'Śmieć" I choćby dlatego, martho, może warto mieć dla
                mnie jakieś dobro słowo?
                • soso_soso Re: Desolation Raw part 1 & 2 ultimate vers 04.05.04, 07:04
                  Tlumaczenie Baldricka podoba mi sie bardziej niz pana Manna bo jest dla mnie
                  zwyczajnie bardziej zrozumiale. Podobno jak ktos wie o co chodzi to potrafi to
                  przekazac slowami - dotyczy wszelakiego nauczania. wink
                  Wciaz jednak intryguje mnie, czy paint brown dotyczy faktycznie nazwiska.
                  Jezeli tak to dlaczego nie z duzej litery w oryginale - Brown.

                  pzdrw

                  soso






                  ^~^~~^^¨¨
                  • Gość: baldrick Re: Desolation Raw part 1 & 2 ultimate ver IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.05.04, 23:33
                    soso pewności nie ma żadnej, i zgoda, że ten fragment jest bardziej
                    interpretacją niż dosłownym tłumaczeniem, ale czy można pominąć, że "Brązowy",
                    to jednocześnie polski "Kowalski", czyli najpowszechniejsze
                    i "najbezpieczniejsze" nazwisko i wydaje się że w kontekscie "malowanych"
                    paszportów trzeba to jakoś połączyć. A nie odda sie tego w tłumaczeniu wprost,
                    bo to jest nieprzetłumaczalna gra słów i dlatego też w oryginale "brown" jest
                    małą literą zgodnie z logiką zastosowanej metafory.
                    PZDR
              • Gość: Monika Re: Desolation Raw part 1 & 2 ultimate versi IP: *.client.comcast.net 13.06.04, 18:31
                Nie ma co porownywac tlumaczen Wojciecha Manna z przekladami Boldricka.
                Wojciech Mann robi "rybki", a Boldrick cos, co brzmi tak, jakby autor napisal
                to oryginalnie po polsku. Boldrick nie konkuruje z Wojciechem Mannem. Umowmy
                sie raz na zawsze, Wojciech Mann jest poza konkurencja.
                • Gość: Sprostowanie od Mo Baldrick, oczywiscie, nie Boldrick. IP: *.client.comcast.net 13.06.04, 19:15
                  Przekrecilo mi sie, bo myslalam jaki "bold" jest ten "baldrick", ze rzuca sie
                  na te trudna robote.
                  • soso_soso Re: Baldrick, oczywiscie, nie Boldrick. 14.06.04, 08:13
                    Monika, czy mam przez to rozumiec, ze tlumaczenia panna Manna to takie sobie
                    jaja? Jezeli tak to naprawe wole Baldricka. Serio. Przynajmniej w przypadku
                    Dylana.

                    pzdrw

                    soso
                    • Gość: Monika Re: Baldrick, oczywiscie, nie Boldrick. IP: *.client.comcast.net 15.06.04, 06:01
                      Nie, po prostu Wojciech Mann tlumaczy doslownie, a baldrick robi przeklad
                      poetycki, innymi slowy, dba o rytm i zeby dobrze brzmialo po polsku.
                      • Gość: baldrick Re: Baldrick, oczywiscie, nie Boldrick. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.06.04, 17:14
                        Zośtańmy, w moim przypadku, przy słowie "przekład". Nie ośmieliłbym się
                        zamieszczonych tu tekstów podciągać pod kategorie "poetyckie", bo rymy i rytm
                        jeszcze o tym nie przesądzają. Są pewne fragmenty, w tym czy innym tłumaczeniu
                        z których sam jestem bardzo zadowolony, ale po czasie widzę też szereg
                        niezgrabności. Mniejsza z tym, chcę powiedzieć, że jeśli już, to zależy mi
                        własnie na d o s ł o w n o ś c i, ale nie w tłumaczeniu słów, tylko w
                        przekazie, co oznacza, że słownikowa wiernośc musi ustąpić czasami pola wymogom
                        języka, na który się tłumaczy, ale nigdy nie wprowadzam żadnych elementów,
                        których nie ma w tekście oryginalnym, co najwyżej staram się rozgryźć ich
                        kontekst. Dopiero potem staram się zbliżyć do oryginału także formą, aby tekst
                        choć przypominał piosenkę. To oczywiście tylko zabawa z mojej strony i własna
                        ciekawość "jakby to mogło brzmieć po polsku", a z drugiej strony pewien upór( i
                        ćwiczenie), by pokazać, może i nieudolnie, że każdy przekładany tekst da się
                        sprowadzić do mniej więcej takiej samej postaci jak oryginał, i że tłumaczenie
                        nie musi sie odbywać kosztem tak znaczących dla odbioru piosenki elementów jak
                        właśnie pewna fraza, obrazowość czy rytm. Inna rzecz, że okazuje się czasami
                        (gdy wstawi się proste rymy, tak jak w oryginale),że nie wszystkie tak fajnie
                        brzmiące po angielsku teksty to wyżyny literatury i to nie wina tłumaczacego,
                        że wtedy łatwiej to wychodzi na na wierzch, niż gdy tłumaczy się zwykłym
                        tekstem, słownikowo i dosłownie czyli czasami dość "tajemniczo". To tak na
                        marginesie. Pozdrawiam.
                        • Gość: Monika Re: IP: *.client.comcast.net 16.06.04, 06:16
                          Poza imionami Kubus Puchatek i Pietaszek, wszystko zawsze lepiej brzmi w
                          oryginale, chocby nie wiem jak dobry byl przeklad.



                          • Gość: soso sporna teza :-) IP: 195.41.66.* 16.06.04, 07:07
                            Sa bardzo fajne przeklady, ktore wciagaja nieprawdopodobnie. Wiekszosc powiesci
                            Conrada czy Proust (WPSC) sa przelozona tak,ze czytanie to uczta. Nie wiem, jak
                            to sie ma do oryginalow ale nie wyciaglabym kategorycznych wnioskow. Kubus
                            Puchatek czy Pietaszek to takie sobie argumenty, szczegoly wyjete z kontekstu.
                            Mysle, ze wole dobry przeklad od tlumaczenia slowo w slowo jezeli mamy do
                            czynienia ze sztuka a nie z pismem do gminy.

                            pzdrw

                            soso
                            • Gość: Monika Re: sporna teza :-) IP: *.novellus.com 16.06.04, 21:40
                              soso, nawet najlepszy przeklad jest tylko przekladem, jakas tam kopia. Z tym
                              sie zgodzisz, prawda? Kto tlumaczyl Conrada, a kto Prousta? Widac, bardzo
                              dobrzy tlumacze, skoro miales takie odczucia.
                              Pozdr
                              • soso_soso Re: sporna teza :-) 17.06.04, 08:22
                                Moniko,

                                Nie chce sie dalej spierac bo chyba jestesmy zapatrzeni we wlasne teorie i
                                dobieramy do nich odpowiednie przyklady a wtedy nie ma dyskusji. A wlasciwie to
                                dyskusja jest ale do niczego nie doprowadzi. No moze tylko do tego, ze Ciebie
                                polubie wink

                                pzdrw

                                soso
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka