Dodaj do ulubionych

piękne miasto, dużo ambitnej muzyki

08.08.09, 14:43
cudna okolica, kameralne i dobre koncerty, ceny są super - świetny
pomysł na ostatnie letnie weekendy - www.vivailcanto.pl
Obserwuj wątek
    • bwv1004 Re: piękne miasto, dużo ambitnej muzyki 08.08.09, 16:39
      A punkt 6 regulaminu forum?

      Zamku, czy wiesz dlaczego na tym forum nie widzę ikonki zgłaszania
      postów do moderacji?
      • zamek Re: piękne miasto, dużo ambitnej muzyki 08.08.09, 21:37
        bwv1004 napisał:
        > Zamku, czy wiesz dlaczego na tym forum nie widzę ikonki zgłaszania
        > postów do moderacji?
        Bo to forum prywatne. Ale jeżeli stwierdzasz, że któryś z postów nadaje się do
        moderacji, pisz do właścicieli lub admina smile
        • 60jerzy Don Giovanni w Theater an der Wien 14.08.09, 12:07
          Podrzucam link do zapisków z wiedeńskiego Don Giovanniego:
          szwarcman.blog.polityka.pl/?p=369#comment-48365
          • 60jerzy Kraków: "Mieszczanin szlachcicem" 7.06.2009 14.08.09, 23:21
            I na prośbę Zamka (pozdrawiam) jeszcze jeden tekścik odkurzony:

            Jest się albo szlachetnie albo pospolicie urodzonym. Można być też
            królewiczem, a można i żebrakiem. Jest się głupcem, bywa że mędrcem.
            I jest się mieszczaninem, Chociaż to słowo cokolwiek już
            zarchaizowane. Słowo tak, ale nie jego treść, znaczenie, genotyp.
            Siódmego czerwca w Krakowie na widowni rozsiadło się przede
            wszystkim, jakżeby inaczej, mieszczaństwo. I ono mieszczaństwo (w
            tym piszący te słowa) odbyło podróż daleką - w czasie cofnęło się o
            340 lat. Oczywiście wiedzieliśmy o tym, ale wiedzieć to jedno, a
            doświadczyć to drugie. Bo mieszczaństwo - jak to mieszczaństwo - z
            wiarą często ma kłopoty, a doświadczać lubi.
            Gdy tylko zgasło na widowni światło w kanale orkiestrowym -
            oświetlonym ledwie ledwie - zabrzmiała muzyka w wykonaniu La Poeme
            Harmonique, kurtyna poszła w górę i... pojęcie "światło rampy"
            odżyło, przypomniało swój rodowód. Wzdłuż rampy ustawiono świece, w
            świetle których całe widowisko się odbyło. Czy było ciemno? Ależ
            skąd. Sami wiemy, jak wyraziste są twarze i sylwetki ludzkie, gdy w
            przypadku awarii prądu zapalamy w mieszkaniu pojedyncze świeczki.
            Patrzymy na swoje oblicza jakbyśmy widzieli je po raz pierwszy.
            Trochę nas śmieszą, ale i budzą w nas jakiś niepokój. A to przecież
            są tylko nasze twarze.
            Można oczywiście powiedzieć, że znamy treść "Mieszczanina..." - bo
            to i lektura szkolna (chociaż już nie mam tej pewności, czy przy
            coraz krótszej liście tychże to dzieło się ostało), i liczne
            inscenizacje teatralne. Jednak praca francuskich realizatorów przede
            wszystkim przywróciła oryginalną formę premiery - z interludiami,
            pieśniami i wstawkami baletowymi. Taką, jaką poznał Ludwik XIV i
            którą się zachwycił. Rzecz cała podzielona na dwie części trwała
            ponad 3 godziny. Trzy godziny teatru barokowego zrealizowanego w
            sposób rzucający na kolana. Zrobionego z rozmachem - ale nie tyle
            scenograficznym, co inscenizacyjnym, na poziomie pracy człowieka z
            człowiekiem. Teatru oglądanego na jednym oddechu. Teatr - jako
            wyrafinowana forma mówienia poprzez oszustwo istotnej prawdy - już
            dawno zapomniał o tym, co było na początku. Po pierwsze pokora wobec
            tekstu, autora. Po drugie wiedza połączona z inteligencją. No i po
            trzecie rzemiosło w służbie sztuki oraz praca, praca, praca. W
            zespole, z partnerem, z samym sobą. Tu nie ma drogi na skróty. W
            takim teatrze - mimo pozornie wątłego oświetlenia - wszystko widać
            jak na dłoni. O tych prostych zasadach zdają się współczesne teatry
            i robiący je ludzie - w pogoni za efektem, szokiem, wstrząsem -
            zapominać. Najlepszym sposobem na przywrócenie im utraconej pamięci
            jest pokazanie (ale na żywo) takiego właśnie spektaklu.
            No tak, tylko że o wiele prościej jest zrobić parę scen na golasa,
            okrasić to soft- lub hard weryzmem, włączyć projekcje (byle czego,
            wszystko "da się jakoś wytłumaczyć" - a durna publika kupi, nawet
            jeżeli jakiś pojedynczy recenzent nazwie rzecz po imieniu, to trzech
            innych przyklaśnie i przeprowadzi taką egzegezę, że aż w pięty
            pójdzie).
            Prościej zrobić tak, no bo - dla przykładu - aby zrobić baletową
            scenę w stylu comedia dell arte, to trzeba poczytać, pooglądać,
            poterminować, oprzeć się na tradycji wykonawczej, dobrać wykonawców,
            naharować się na próbach. A to jest tylko jeden z puzzli tej
            misternej układanki teatralnej, jaką był "Mieszczanin". Zupełnie
            fenomenalna gra aktorska całego zespołu - gra stylowa "z epoki" na
            takim poziomie rzemiosła aktorskiego, które - w pojedynczym
            egzemplarzu - kojarzy się z Łomnickim. Sceny aktorskie przetykane
            (zwłaszcza w drugim akcie) brawurowymi scenkami baletowymi. Oraz
            wysmakowanymi canzonami i ariami. Wszystko to poukładane w całość z
            żelazną logiką, pełne wdzięku, humoru, liryki.
            I mądrości. Bo "Mieszczanin" jest rzeczą o mądrości i jej braku lub
            tęsknocie za nią. O tworzeniu pozorów, drodze na skróty, śmieszności
            ludzkiej egzystencji. Bo śmieszna i żałosna jest nie tylko postać
            tytułowa. Ale rozsiadając się wygodnie w teatralnych fotelach nie
            dopuszczamy do siebie tej myśli.
            Gdy po kilkunastominutowej owacji po spektaklu (graniczącej z
            szaleństwem, ale też i zespół, wiedząc, że gra ten spektakl po raz
            ostatni, dał z siebie wszystko) na widowni zaświecono światła -
            zapytałem o jedno: dlaczego tu jest tak jasno. Chciałem wyjść w
            półmrok, zanurzyć się w ciemną ulicę - a oślepiły mnie dziesiątki
            świateł, ogłuszył hałas miasta. Zrozumiałem jak bardzo nasza
            cywilizacja oddaliła się od tamtej. Że światło może odebrać zdolność
            patrzenia, a przede wszystkim dostrzegania, zaś wytworzone przez
            współczesnego człowieka piekło akustyczne potrafi wchłonąć wszystko.
            Sparaliżować zdolność myślenia. Myślenia w rytmie zgodnym z naturą,
            której naturalnymi częściami są ciemność i cisza. Oczywiście,
            złośliwcy będą twierdzić, że w nich rodzi się przede wszystkim
            występek. Ja jednak będę trzymał się przekonania, że raczej myśl
            piękna i idea mądra. A przynajmniej w to wierzył. Może to tylko moja
            tesknota za "szlachetnością i mądrością" ducha...?

            "Mieszczanin szlachciem" Lully-Moliere (w ramach Opera RARA w
            Krakowie, 6,7, czerwca 2009)
          • 60jerzy Symfonie londyńskie Haydna - Minkowski 14.08.09, 23:35
            I zapomniałem, że zanotowałem (ale nie zapomniałem wzruszeń
            przeżytych) w wiedeńskim Konzerthausie 2-6 czerwca 2009, gdy M.
            Minkowski i jego muzycy z Luwru/Grenoble grali komplet symfonii
            londyńskich J.Haydna (na jesieni br. mają ukazać się w Naive
            nagrania live z tych właśnie koncertów):
            szwarcman.blog.polityka.pl/?p=337#comment-45042
            I na tym kończę remanenty
            • schaetzchen Re: Symfonie londyńskie Haydna - Minkowski 20.08.09, 18:11
              Jerzy, jak ja lubię Cię czytać! Pisz proszę częściej smile
              • 60jerzy Re: Symfonie londyńskie Haydna - Minkowski 20.08.09, 19:49
                Dear Sch. Dzięki piękne za tak miłe słówka. Jak lew czyta takie
                słowa, to jego grzywa dokonuje autotapira - że o reszcie nie
                wspomnę. Ale aby (na)pisać, to ja muszę słuchać/jechać/oglądać. A
                uprawianie wolnego zawodu daje nam wolność rezygnowania z tego, z
                czego za skarby byśmy nie chcieli zrezygnować - i tak jest właśnie
                ze mną teraz. Miast słuchać/jechać/oglądać - uległem czarowi owego
                wolnego zawodu i pracuję, pracuję, pracuję. Słucham jedynie (podczas
                pracy) Dwójeczki, a zamiast jechać na (prawie) cały ChiJE, co miałem
                w planach - jadę tylko na ten weekend do W-wy. Ale ponieważ przyszły
                sezon przynosi wiele wydarzeń wpisanych już do mojego kalendarza -
                to zapewne i jakieś wspominki się tu znajdą. Pozdrówka serdeczne.
                • schaetzchen Re: Symfonie londyńskie Haydna - Minkowski 20.08.09, 20:30
                  Właśnie, słuchać. Wyobraźcie sobie, że kiedy przyszłam dziś kwadrans po 16 do
                  radiowego studia na koncert Staiera, okazało się, że... nie ma już ani biletów
                  ani wejściówek! Budujące, ale dlaczego akurat dziś, kiedy tak strasznie chciałam
                  go posłuchać!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka